Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

z podróży

Skansen czyli Święto Ziół faryzejsko cenzurowane

sczachor

skansen_1Cudze dzieci szybko rosną (w naszym oczach). Bo widzimy je od czasu do czasu i wtedy łatwo zauważamy zmiany we wzroście. Swoje, oglądany codziennie, mimo, że tak samo rosną, wydają się nam jako nie zmieniające się. Bo różnice są słabo zauważalne. Łatwej dostrzegamy duże zmiany niż te małe, a że widzimy swoje dzieci codziennie, to i wydają się nam ciągle takie same. Trzeba więcej dystansu by wyraźnie różnice zauważyć.

Telewizora w domu nie mam, ale w czasie wakacyjnych wojaży, przy śniadaniu lub w hotelu, oglądałem publiczną telewizję. Zmiany na gorsze widać bardzo wyraźnie. Przecierałem oczy i uszy ze zdumienia. Siermiężna, partyjna propaganda jak za dawnych, komunistycznych czasów…

Skansen kojarzy się z muzeum ludowym, z przeszłością. Z gromadzeniem nie tylko muzealnych eksponatów ale i z odtwarzaniem dawnych zawodów, z rekonstrukcjami dawnego stylu życia. Odnoszę wrażenie, że w publicznych mediach mamy jeden wielki skansen PRL-u… Ale z nieco inną retoryką, bo widać jak Polska „brunatnieje”.

Ale po kolei. Jak co roku w olsztyneckim skansenie (dokładnie: Muzeum Budownictwa Ludowego – Park Etnograficzny w Olsztynku) odbyło się Regionalne Święto Ziół. Podobnych imprez w ciągu jest więcej (np. Targi Chłopskie itd.). Znacząco ożywiają codzienną pracę wystawienniczą. Na tegoroczne Święto Ziół także zjechały tłumy zwiedzających (zobacz zdjęcia), zabrakło nie tylko miejsca na parkingu ale tworzyły się bardzo długie kolejki do kasy biletowej. Swoje produkty rzemieślnicze i lokalne wystawiło wielu małych producentów - to przy okazji znakomita promocja naszego regionu (rejestracje samochodów zdradzały przyjezdnych z różnych części Polski). Pod względem liczby stanowisk porównywalne z Europejskimi Targani Produktów Regionalnych, które niedawno odwiedziłem w Zakopanem. Jednym słowem sukces edukacyjny i kulturalny.

Wybierając się na Święto Ziół do Olsztynka umieściłem na Facebooku link do mojego tekstu o bylicy pospolitej, z komentarzem „Tak dla przypomnienia, przed dzisiejszym Świętem Ziół w olsztyneckim skansenie.” Gdy wróciłem, znalazłem dopisek innej osoby „Raczej Świętem Marii Wniebowziętej.” A co ma piernik do wiatraka? Ironiczny przytyk rozumiem, ale wynika on z powierzchownej oceny i jest zupełnie nietrafiony. Święto Ziół to nazwa imprezy edukacyjnej w skansenie. Owszem, w programie była nawet msza święta w zabytkowym kościółku. Uczestniczyłem (dlatego przytyk nietrafiony). Oprawę muzyczną zapewnił zespół folklorystyczny z Ełku "Kapela Trzy Czwarte", specjalnie napisali muzykę do mszy świętej. Niezwykłe przeżycie i tłumy ludzi uczestniczący w tej mszy świętej. Wyjątkowej i mocno prawdziwej mszy. Było przecudnie, było także poświęcenie ziół - oczywiście nie ma to znaczenia teologicznego tylko kulturowo-tradycyjnego.

Złośliwa w/w uwaga pojawiła się bo w nazwie „Święto Ziół” nie ma wyeksponowanego „patriotyzmu” i państwowo-kościelnego święta? (a czy nazwa jest ważna czy treść? To nie było zamiast ani przeciw - była to przede wszystkim impreza edukacyjna!). Tak na marginesie, flagi państwowe były wywieszone. To ostentacyjne obnoszenie się z wiarą i religijnością (osoby zamieszczającej cytowany komentarz) jest takie faryzejskie... i pisowskie. Gorszy wierzących i niewierzących. A propos - święto religijne nosi nazwę, jeśli się nie mylę - Święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny (zatem poprawiający sam nie bardzo rozumie, chyba na pokaz bardziej niż z sensem).

I nie poświęciłbym temu większej uwagi gdyby nie inny fakt. Otóż patronami imprezy edukacyjnej w Olsztynku było m.in. Radio Olsztyn i TVP3. Na próżno jednak szukałem na stronach Radia Olsztyn informacji o Święcie Ziół w Olsztynku. Nie było także relacji w telewizji regionalnej, ani 15. sierpnia ani 16. Mimo, że ekipa była. W dniu 15. sierpnia br. regionalne Informacje (TVP3) wypełnione były informacjami… z Warszawy. Pokazywano władze. Z regionu oczywiście pokazano uroczystość religijną ze Świętej Lipki. Odniosłem wrażenie, że sposób myślenia mojej znajomej z Facebooka jest taki sam jak mediów publicznych (albo odwrotnie). Im się tylko z jednym kojarzy. I jest tylko jeden sposób pokazywania rzeczywistości. Stąd moje skojarzenie z medialnym skansenem PRL-u. W Olsztynku nie było władz.. więc po co pokazywać? No i Święto Ziół - przy powierzchownym i pobieżnym oglądzie nie widać „patriotyzmu” ani „kościelności”. Święto Ziół było wartościową imprezę kulturalną i edukacyjną. Nie zabrakło nawet wątków czystko religijnych w znakomitej oprawie. Ale nie było faryzejskiego obnoszenia się… stąd niezauważone. Mimo, że ważne w kontekście regionalnym.

Typowy skansen ma to do siebie, że wchodzimy tam tylko na chwilę. Nawet jeśli uczestniczymy w rekonstrukcji lepienia garnków, pieczenia chleba, mielenia ziarna na żarnach... to wychodząc ze skansenu wracamy do normalnej i współczesnej rzeczywistości. Z "medialnym skansenem" w mediach publicznych jest inaczej. To ciągle trwa. Dobrym rozwiązaniem pozostaje jedynie zmiana programu lub... pozbycie się telewizora. Radia słucham (wybrany program) a informacje wyszukuję w internecie. Jednak nieustannie sącząca się propaganda wpływa na ludzkie zachowania a te już dotykają nas codziennie.... Nie tylko na Facebooku. Mam jednak nadzieję, że ten "medialny skansen" też się niebawem skończy i powrócimy do normalności i normalnych mediów, zwłaszcza publicznych.

skansen_2

Upcycling z przydrożnych okruchów

sczachor

12593615_10209002158924541_3998539428172291304_oIdąc po drodze (ale nie asfaltowej), spotyka się historię. Trzeba patrzeć tylko pod nogi. Widać przemijanie.  To nie tylko kamyki ze skamieniałościami ale i fragmenty ceramiki. Ślad po ludziach, którzy mieszkali w okolicy. Wywożone z gruzem w koleiny i dołki. Okruchy, które prowokują do rozmyślań. O drodze. A malując te skorupki rozmyśla się ponownie. Inny wymiar upcyklingu (upcyclingu). I zbierania pamiątek z wakacji.

Przyroda województwa warmińsko-mazurskiego jest stosunkowo silnie przekształcona. Nie zachowało się wiele elementów pierwotnej puszczy czy dawnych ekosystemów. Najciekawszym ekologicznie - moim zdaniem - elementem są procesy zachodzące pod wpływem różnorodnych działań człowieka. Na przestrzeni dziejów oddziaływanie człowieka miało różny charakter. Skutki tych działań są widoczne, zarówno na poziomie ekosystemów jak i w składzie gatunkowym roślin i zwierząt. Obserwowanie tych ciekawych zjawisk przyrodniczych może być niezwykle interesujące z turystycznego i edukacyjnego względu.

W okolicach Olsztyn, Ełku czy Elbląga nie ma już dziewiczej przyrody, która mogłaby konkurować z walorami Bagien Biebrzańskich, Puszczy Białowieskiej czy Bieszczadów. Specyfiką jest różnorodny krajobraz kulturowy ze śladami działalności człowieka, od pradziejów do historii najnowszej. W ukształtowaniu krajobrazu dostrzegalne są także elementy ciekawej historii regionu: wielokrotne migracje, kolonizacje i wysiedlanie ludności. Ta wielowiekowa wielokulturowość dość dobrze wpisuje się w specyfikę ogólnoeuropejską. Niemalże przy każdej drodze polnej, brukowanej czy nawet asfaltowej dostrzec można unikalną i specyficzną przyrodę, a pobliżu drogi, w krajobrazie kulturowym, odszukać można ślady wielowiekowej historii.Trzeba tylko umieć patrzeć.

W czasie wakacyjnych wędrówek po Warmii i Mazurach (oraz innych historycznych krainach naszego regionu) proponuję oryginalną „przygodę detektywistyczną” w poszukiwaniu śladów przyrody, łączących zarówno historię społeczności lokalnych (a aspektami ogólnoeuropejskimi takimi jak np. wyprawy krzyżowe, I wojna światowa, II wojna światowa) z walorami przyrodniczymi.

Najlepiej obserwuję się te ślady idąc, bowiem z okien samochodu nie widać szczegółów – zbyt szybko migają przed oczami. Jednym z ciekawszych śladów są liczne aleje przydrożne (jeśli akurat nie zostały wycięte). Wiele z nich posadzono bardzo dawno temu – miały ułatwiać wędrówki i przemieszczanie się wojsk. Znacznie wygodniej idzie się w cieniu niż w pełnym słońcu. A i przed deszczem łatwiej schronić się pod drzewami. Inne to pozostałości dróg polnych. Na przydrożnych drzewach często licznie występują porosty, silnie obrastające pnie drzew. W wielu są dziuple z mniej widocznymi mieszkańcami: grzybami (huby), owadami czy nawet chroniącymi się drobnymi ssakami. Za najbardziej medialnego mieszkańca przydrożnych dziupli można uznać chrząszcza – pachnicę dębową.

Jeśli zwrócimy uwagę na pobocze, to dostrzeżemy liczne martwe drobne zwierzęca: owady, płazy, ptaki. Zginęły w kontakcie z samochodami. Idąc drogami szutrowymi możemy dostrzec różne procesy erozyjne jak i … skamieniałości. Pochodzą one ze żwiru i kamieni, wysypanych na utwardzoną drogę. Najbardziej znane są „strzałki piorunowe” czyli belemnity. To spojrzenie na przyrodę sprzed wielu milionów lat oraz działalność lądolodu.

W wieli miejscach zachowały się drogi brukowane lub kostka granitowa. Gdzieniegdzie niezbyt estetyczne drogi z płyt betonowych. Te ostatnie to pozostałości po PGRach. Czasy minione, zapomniane. W niektórych miejscach spotykamy drogi piaszczyste, wygodne latem, zwłaszcza gdy podróżujemy rowerem. W innych, na ciężkiej gliniastej ziemi, po deszczach tworzą się kałuże w koleinach, wyżłobionych maszynami rolniczymi. Jeśli woda w tych koleinach utrzymuje się dłużej, to spotkamy w nich nie tylko różne owady wodne (komary, ochotki, chrząszcze wodne, pluskwiaki wodne) ale także żaby oraz rozwijające się kumaki.

Uważne oko w wielu miejscach zobaczy także pozostałości po człowieku – w wyrzuconym gruzie dostrzeżemy dawne cegły, fragmenty naczyń ceramicznych. Dawny fajans a czasem nowsza porcelana, szkło po butelkach. A z bardziej współczesnych także eternit, gruz budowlany, elementy plastiku. Ja zbieram okruchy starego fajansu. Talerze, z których jedli dawni mieszkańcy. Kubki, z których pili. A teraz uprawiam upcycling - maluje wcześniej zebrane okruchy przeszłości. Bezwartościowe? Wykorzystam jako element dydaktyczny do grywalizacji. Kreatywność przetwarza bezużyteczne w cenne i użyteczne. 

Niektóre drogi, obecnie rzadziej uczęszczane, powoli zarastają. Najpierw roślinnością zielną i trawami, z ledwo widocznymi koleinami, później drogę przegradzają zwalone pnie drzew. Na starszych mapach widoczne drogi czasem w terenie są trudne do odnalezienie i przebrnięcia. Świadczą o zmieniających się szlakach komunikacyjnych i zmniejszającym się ruchu. W ślad za wychowująca się antropopresją pojawia się przyroda.

Pamiątki z wakacji mogą być różne. 

Czym skorupka za młodu w mediach nasiąknie, tym później na ulicy trąci

sczachor

13913544_10208987870807347_5882163322557166553_oCzas wakacji sprzyja wspominaniu. A wycieczki takie wspominanie dodatkowo prowokują. Odwiedzamy miejsca a jednocześnie przenosimy się w czasie. Chcę przypomnieć parę epizodów z dzieciństwa w konfrontacji z obchodzonymi uroczyście rocznicami państwowymi.

Górne zdjęcie wykonałem na wycieczce, w małym miasteczku, na bocznej ulicy. Stary, rozwalający się dom, miejsce okazjonalnych spotkań, chyba młodzieży. I miejsce bazgrania po ścianie. Zazwyczaj w takich miejscach są brzydkie, niecenzuralne słowa i "zaklęcia" klubów sportowych. Czasem inne wyartykułowanie tego, co w duszy gra lub co się bezmyślnie powtarza.

Tego "napisu" (namalowanych znaków) nie zrobili ani niemieccy turyści ani imigranci. To namazali nasi, tutejsi. Symbol niemieckich faszystów i obok polski znak, polskich faszystów-nacjonalistów (Polska dla Polaków itd.). I to w miasteczku, które nadzwyczaj ucierpiało w czasie niemieckiej, faszystowskiej okupacji. W bardziej oficjalnym miejscu jest pomnik, tych co zginęli z rąk niemieckich faszystów. Czy przejmować się jakimiś napisami na przystanku lub na ruderze? Przecież to margines, patologia. Tak? To dlaczego takie znaki widzę na firmowanych przez rządzące Prawo i Sprawiedliwość (legalna władza, wybrana, jakby nie patrzył!) uroczystościach narodowych i państwowych? Czym skorupka na podwórku nasiąknie, nasączana medialną, oficjalną propagandą, tym na ulicy trąci. I nie tylko napisami. Jacy bohaterowie takie i zabawy...

1 sierpnia 2016 rok, Warszawa, masowe i uroczyste obchody wybuchu Powstania Warszawskiego. Dużo ludzi. Krwawa i tragiczna ofiara Polski w nieludzkiej wojnie. I takie same znaki na oficjalnych pochodach nacjonalistów (zdjęcie niżej, pobrane z internetu). Swastyka oficjalnie jest zakazana, ale pojawia się w nowej wersji, słowiańskiej, polskiej. Afirmacja i legalizacja podwórkowej chuliganerii? Uzewnętrznienie nastrojów?

13872986_430697373772068_67540319831035724_n

W czasach mojego dzieciństwa na podwórku, a zwłaszcza w czasie wakacji, bawiliśmy się w Indian. Winnetou. Gumka od wecków na głowie, zatknięte pióro gęsie, czasem bocianie, albo zwykle, od gołębia. Łuk z patyka i ... walka o sprawiedliwość i wyzwolenie uciśnionych. Jacy bohaterzy takie i zabawy... Czasem bawiliśmy się w wojnę, walczyliśmy oczywiście z "niemcami-faszystami". Dlaczego taka tematyka? Bo takie filmy "leciały" w telewizji, takie czytaliśmy książki. Bym zapomniał, był jeszcze Zorro.

Młody człowiek chce stanąć bohatersko po stronie dobra. Bohaterów i wzory czerpie z mediów (literatury, lektur szkolnych)... i rozmów domowych. Choć bardziej z mediów. A czym nasiąknie, tym potem żyje. Polscy nacjonaliści wzorują się także na faszystach. Są obecnie oficjalnie gloryfikowani jako patrioci... Co musieli czuć żyjący powstańcy warszawscy, gdy widzieli faszystowskie znaki... z którymi walczyli? Co czują ludzie, znający historię, gdy patrzą na telewizyjne relacje z Warszawy? Co czują owi "patrioci" przechodząc z faszystowskimi znakami i gestami obok pomników ofiar faszystów.

Rodzice - patrzcie w co i jak bawią się Wasze dzieci na podwórku. Przejdźcie się po zakamarkach uliczek i zaułków. Takiej Polski chcecie? Ona już wyłazi na ulicę. To nie jest zabawa. To jest życie.  Jacy bohaterzy takie i zabawy...

W domu nie mam telewizora. Ale w czasie wakacyjnych podróży mam okazję zobaczyć co "nadają" w państwowej telewizji. Tak siermiężnej, prymitywnej i wypaczającej propagandy dawno nie widziałem. Przypomina mi to czasy "głębokiej komuny". Zakłamywanie historii idzie szeroką falą. Tego nie robią kosmici, za tą wykrzywiającą propaganda stoją konkretni ludzie. Z imionami, nazwiskami, z rodziną... 

Jacy bohaterzy takie i zabawy...

 

źródło zdjęcia (dolnego)

Dojrzewanie cittaslow czyli po pizzę z Lamkowa do Barczewa

sczachor

barczewo

W naszym regionie (warmińsko-mazurskie) jest już 20 miasteczek cittaslow. To dużo, bo w Polsce jest ich 25. Liczbowo sytuujemy się tuż za Włochami, krajem z którego wyszła idea miast z powolnym życiem. Region turystyczny otwiera się na zupełnie nowych "konsumentów", zarówno przyrodą, kulturą jak i stylem życia. Powolnego i pogłębionego życia. Wolniej znaczy dokładniej, dogłębniej, pełniej.

W lipcu odwiedziłem Barczewo. Pospacerowałem  po miasteczku. Odkryłem, że są już dwa lokale gastronomiczne. Oferta więc się rozwija. A przecież Barczewo jest w sieci cittaslow chyba zaledwie od dwóch lat. 

Weszliśmy do baru-kawiarni-restauracji koło ratusza. Jakiś obcokrajowiec chciał zamówić pizzę, słabo znał język polski. Włączyłem się w rozmowę by mu pomóc i pośredniczyć. Zamówienie było nietypowe. Chciał pizzę na godzinę 18.00 na pole w Lamkowie. Za drugim sklepem w lewo. Zostawił numer telefonu, żeby było łatwiej trafić i zrealizować zamówienie. Najwidoczniej jacyś turyści rozłożyli się namiotowym obozem w Lamkowie. A zamówił jedną dużą pizzę, chyba wiejską. I twierdził, że tutejsza pizza jest wyśmienita. Dlatego przyjechał zamówić.

Nie sztuką jest klienta zdobyć. Sztuką jest by powrócił (powracał). A powróci tylko wtedy, gdy z usługi będzie zadowolony. Ja zamówiłem naleśniki. Trochę czekałem. Ale były zrobione na miejscu (nie z mikrofali czy zamrażalnika). Warto było. Choć na razie w większości klienci wybierali jakieś dania fastfoodopodobne. Dobre rodzi się powoli. Ku mojemu zdziwieniu powtórnie usłyszałem mowę "zagraniczną". Cittaslow zwabia. Ci turyści raczej nie szukają kebabów i hamburgerów...

Jeszcze tylko, żeby kelnerka była uśmiechnięta. A nie  taka markotno-znudzona-życiem-nieszczęśliwa. Widać, że jeszcze bez wprawy i zapału do pracy. Ale liczę, że i to się zmieni. Odwiedzam Barczewo od jakiegoś czasu i widzę systematyczny postęp. Cittaslow ma swój niepowtarzalny klimat. 

Pora na kolejne wakacyjne, krótkie podróże po warmińsko-mazurskich cittaslow.

Sząbruk. Niezwykłości przyrody regionu - co żyje w źródle

sczachor

13590319_10208738305928381_2181717559289337689_nKiedy za oknem pada deszcz, to można porozmyślać. Szum spadających kropel, jest jak uspokajająca muzyka. Część wody spłynie od razu, ulicami, odpływami burzowymi do rzeki, potem do morza. Ale część wsiąknie i zasili wody podziemne. Po jakimś czasie, może po kilku miesiącach, może po kilku latach a może nawet po kilkudziesięciu, woda wypłynie na powierzchnią. Miejscem tego wypływu są źródła.

Podobnie jest z mądrymi słowami: po jednych spłyną, w innych zapadną, i „wypłyną” po jakimś krótszym lub dłuższym czasie. Staną się ożywczym źródłem czegoś nowego. 

Muzyka, którą gra Pro Musica Antiqua, powstała wiele lat (stuleci) temu. Teraz ponownie do nas „wypływa” i możemy cieszyć się dźwiękami.

Ale wróćmy do źródeł, obiektów przyrodniczych bardzo małych. Małe jest nie tylko piękne ale i wpływowe. Miejsca wypływu wody, źródliska, w naszym regionie najczęściej znaczą żelaziste nacieki. W zetknięciu z tlenem atmosferycznym utleniają się związki żelaza i wytrąca się nierozpuszczalny tlenek żelaza. Niczym rdza. U nas przeważają źródła typu helokrenowego. Małe wysięki z cienką warstwą wody to unikalne siedlisko dla fauny i flory. Nie ma co prawda u nas stygofauny, ale życie biologiczne jest równie ciekawe.

Źródliska często rozpoznać można po żółto kwitnącej śledzienicy skrętolistnej. Mała, niepozorna roślina kwitnąca już w marcu (a i w lutym można spotkać zakwitającą). Można powiedzieć że prawdziwy zwiastun wiosny. Ciekawostką jest to, że zapylana jest przez ślimaki. Innym niezwykle interesującym mieszkańcem źródeł helokrenowych jest chruścik krynicznia wilgotka (Crunoecia irrorata), gatunek chroniony i parasolowy (dla ochrony źródeł). Łatwy do przyżyciowego oznaczenia. A jeśli w źródle występuje, to znaczy że fauna ma w miarę naturalny charakter (warta jest ochrony). I można się tam spodziewać wielu innych źródliskowych gatunków: chrząszczy, wodopójek, ślimaków, muchówek itd. Na przykład nitnikowca Gordius aquticus. Leniwie poruszający się pasożyt o niecodziennym kształcie.

Źródło jest swoistą dziurką od klucza, przez które można „podglądać” cały ekosystem (krajobraz). Uwidaczniają się w nim różnorodne procesy, np. reżim hydrologiczny w skali wieloletniej, zanieczyszczenia wód podziemnych, sposób użytkowania otaczającego źródło zlewni. Dlatego źródliska wzbudzają zainteresowanie ekologów.

Kameralny kontakt z przyrodą wycisza nas i tak jak muzyka, łagodzi obyczaje. To właśnie przy źródliskach miały miejsce liczne objawienia, np. w pobliskim Gietrzwałdzie.

W wakacyjnych wędrówkach po Warmii i Mazurach, warto przysiąść przy źródle. By napić się czystej i chłodnej wody i by porozmyślać o przyrodzie, o życiu, o ludziach. Kameralnie posłuchać głosów przyrody i cieszyć się jej widokiem. Nawet jak komary dokuczają.

Zobacz letnie koncerty kameralne oraz więcej zdjęć na facebooku.

13559043_10208738314688600_593389709935168873_o

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci