Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

z podróży

Upowszechnianie wiedzy i komunikacja: blogi i uproszczenia (relacja z Wrocławia cz. 5.)

sczachor

15380411_1198370920243378_7566912759558642931_nBlogi to nowa forma upowszechniania wiedzy, zarówno w sensie dziennikarskim jak i formy komunikacji akademickiej (uzupełnienie konsultacji i wykładów). Czy w krótkiej formie można ustrzec się zbytnich uproszczeń i strywializowania? Na dodatek pisać może każdy. Zatem pojawiają się obawy, że w blogowym upowszechnianiu wiedzy zbyt są duże uproszczenia, czasem wieje nudą i monotonią. Trudnością w pisaniu jest i to, że nie widać odbiorcy i jego reakcji. Zatem czy w blogowych opowieściach literatury faktu uda się uniknąć zbytnich uproszczeń a z drugiej strony nudy? Potrzebny jest złoty środek, ale wymaga wysiłku i czasu (lub pieniędzy).

Blog przez swą częstotliwość i otwartą formułę jest jak serial z niezaplanowaną fabułą. Jeśli się trzymać jednego, wąskiego tematu, to może stać się nudny i skierowany do wąskiego grona odbiorców. Z drugiej strony duża różnorodność może być grochem z kapustą, o wszystkim po trochu.

Blog jest jak serial, tematyczny felieton, lub książka w tworzeniu. Szeroko lub wąsko tematyczny (jednotematyczny). Mój ma już prawie 13 lat, zmienia się jego koncepcja i możliwości techniczne. W tej chwili jest już opublikowanych ponad 1900 wpisów o różnej wielkości, temacie i jakości. Czytelnik widzi tylko fragment i wycinek (pojedyncze wpisy), nie zna całości i historii (chyba, że wierny i stały czytelnik, albo zmotywowany, by krok po kroku przeczytać wszystkie lub wiele wpisów). Książkę całościowo zaplanowaną trzeba przeczytać w całości, by zrozumieć o co w niej chodzi. Blogi i seriale czytamy/oglądamy wyrywkowo. Czasem tylko pojedyncze wpisy. Czy nowy czytelnik przegląda wszystkie wpisy? Trudno się po blogu poruszać – jest jak przewijanie papirusu. Tak jak każda forma i blog jest ułomny.

Koncepcją mojego bloga jest to, by był jako uzupełniająca forma kontaktu i komunikacji. Jest dla studentów (w szerokim słowa tego znaczeniu) uzupełniającym repozytorium z materiałami pomocniczymi. Zacząłem z myślą o swoich studentach, potem pomysł rozszerzył się znacznie w kierunku edukacji ustawicznej i pozaformalnej. Jest także sposobem na głośne, otwarte myślenie i porządkowanie pomysłów.

Drugim celem mojego blogowania było pokazanie codziennego życie naukowca z całą różnorodnością i wielowymiarowością. Stąd różnorodne wtręty z życia codziennego i pozaakademickiego. One też wpływają na jakość pracy, czasem są inspiracją. W ciągu tych kilkunastu lat można zobaczyć zmiany, jakie dokonują się w szkolnictwie wyższym i roli uniwersytetów.

Blog charakteryzuje się częstością wypowiedzi, systematycznością ale i wyrywkowością. W pewnym sensie jest jak karczma - te dobre są stale odwiedzane, cytowane, „przedrukowywane” (udostępniane). Na przykład już od dłuższego czasu przedruki z tego bloga pojawiają się na portalu Lumen, niektóre, dotyczące edukacji, na portalu edunews.pl, wcześniej przyrodnicze na portalu przyrodniczym Gazety Olsztyńskiej (tematyka dotycząca różnorodności biologicznej naszego regionu). To tylko przykłady, gdyż publikowanie na wolnej licencji (creative commons) ułatwia upowszechnianie wiedzy.

Inną nową formą upowszechniania nauki są filmy, także te amatorskie, zamieszczane nie tylko na statycznych stronach www ale i na portalach społecznościowych (np. Facebook) czy kanale YouTybe. Możliwości komunikacji jest coraz więcej i stopniowo ich się uczymy jako społeczność akademicka. Nie bez potknięć i zagmatwanych poszukiwań. Uczymy się obsługi technicznej sprzętu i oprogramowania jak i dostosowania do poziomu odbiorcy.

Z kolei książka – ta najbardziej zasłużona dla upowszechniania wiedzy forma - to długa opowieść, zwarta, zamknięta, zaplanowana, jednorazowa. Mozemy ją zobaczyć dopieo w zakończonej formie. Poza tradycyjnymi papierowymi jest coraz więcej e-booków i innych wersji elektronicznych. Zmniejszone koszty i łatwość techniczna powoduje, że są coraz powszechniejsze.

A czy w różnorodnych formach upowszechniania wiedzy szukamy informacji czy inspiracji, pytań czy gotowych odpowiedzi?

 

Fot. Ewa Krawczyk (Cold Spring Harbor Laboratory)

Czytaj także:

Europa - odważna, młoda dziewczyna w pociągu

sczachor

10364144_10203055451300567_4119936243852824499_nPociąg z prowincjonalnego miasta. W pociągu młoda dziewczyna, bez biletu, bez znajomości języka polskiego, bez polskich pieniędzy i bez karty kredytowej. Uśmiechnięta i odważna, kontynuuje swoją podróż. Na szczęście żyjemy w Europie i kulturowym, życzliwym otwarciu na innych.

Znała jedynie grzecznościowy zwrot „dzień dobry”, a potem po angielsku poprosiła konduktora o bilet. Najwyraźniej nie zrozumiał. Młoda kobieta zwróciła się do podróżnych, z prośbą o pomoc. Ta szybko nadeszła. Odważna dziewczyna. Z pomocą przygodnego pasażera wyjaśniła, że nie ma biletu i chce kupić do Warszawy. Oraz że nie ma polskich pieniędzy tylko euro. Nie miała też karty kredytowej, więc nie bardzo jest jak sprzedać jej bilet. Ale konduktor podrapał się po głowie i znalazł rozwiązanie. Życzliwość i zrozumienie dla podróżującego obcokrajowca.

Kocham taką Polskę, życzliwą i otwarta na innych, podróżujących. Niestety, to tylko fragment, ten lepszy, Bo przecież zdarzają się i pobicia, chamskie zaczepki w miejscach publicznych, z jawną niechęcią dla obcych i imigrantów. „Polska dla Polaków” oznacza po prostu „Polskę dla buraków”. Ale na taką wizję na szczęście nie ma powszechnej zgody. Polska jest zintegrowaną częścią Europy (Unii Europejskiej), strukturalnie, kulturowo i duchowo. A buraki? Byli, są i będą. Różnorodność kulturowa każdego narodu. Byleby tylko nie zawłaszczali Polski, narzucając swoją strachliwą i agresywną niechęć. Przeciętni ludzie są życzliwi i otwarci. Są gościnni. Wbrew telewizyjnej propagandzie i mowie nienawiści. 

Póki co cieszę się, że odwiedzają nas młodzi ludzie i z poczuciem bezpieczeństwa wsiadają do publicznego pociągu, zdając się na otwarcie i życzliwość „tubylców”. Czyli nas. My też przecież często podróżujemy i oczekujemy od gospodarzy życzliwej pomocy.

Wspólna europejska tożsamość. Widoczna wśród zwykłych ludzi w prowincjonalnym mieście. 

A zdjęcie ślimaka na polbkruku? To pamiątka z sympatycznego pikniku na uniwersytecie, z dowcipnymi, młodymi ludźmi. Graliśmy w kapsle, tak jak kiedyś na podwórku. Ślimak się do nas dołączył. Życzliwie przyjęliśmy jego obecności i powolne podróżowanie, po wyznaczonej trasie. 

Europa ma różne oblicza. Pierwszego września przypominamy sobie rok 1939. To gorsze oblicze naszego kontynentu. Oby nigdy nie wróciło... Doceniam Unię Europejską jako znakomity pomysł i projekt na Europę bez wojen, z uśmiechniętymi dziewczynami, bezpiecznie podróżującymi po różnych zakątkach naszej wspólnej ojczyzny. Lub młodymi mężczyznami, grającymi dla rozrywki na podwórku w kapsle. I dyskutującymi.

 

Ziewanie - zmiana obyczajów pod wpływem sukcesów stomatologii?

sczachor

Bostezo_de_mujerOstatnio często widzę młodych ludzi w miejscach publicznych ziewających i nie zasłaniających ust. Na wykładach ze studentami także widuje takie sytuacje. W takich przypadkach czuję się lekko zakłopotany. Jest mi to obce kulturowo. Na wykładzie krępuję się zwrócić uwagę… bo może się przecież student (płci obojga) nudzić i tak ostentacyjnie zwraca mi uwagę? A w pociągu czy innym miejscu publicznym też nie czułbym się zręcznie zwracając uwagę osobie w gruncie rzeczy dorosłej. Multikulti już jest i to bez imigrantów czy zagranicznych gości.

Dlaczego od małego uczono mnie zasłaniania buzi w czasie ziewania, tak że weszło mi to w nawyk (nawet jak jestem sam)? Myślę, że szerokie otwieranie ust i pokazywanie wnętrza jamy ustnej jest nieestetyczne. A kiedyś stan uzębienia był fatalny, różne ubytki i oznaki próchnicy. Teraz sytuacja znacznie się zmieniła. To sukces stomatologów i edukacji prozdrowotnej (jak i efekt zasobniejszych kieszeni Polaków). Teraz zęby młodych ludzi są zdrowe, zaleczone, estetycznie upiększone. Może dlatego zmieniły się obyczaje towarzyskie? Może teraz pokazywanie swojego starannie zachowanego uzębienia nie stanowi estetycznego dysonansu dla otoczenia?

Ziewanie – związane ze zmęczeniem, brakiem pobudzenia lub potrzebą snu, jednak występuje także podczas niedotlenienia oraz przy wybudzaniu się]. Ludzkie ziewanie jest silnym przekazem niewerbalnym, może posiadać różne znaczenia w zależności od sytuacji, w jakiej wystąpi. Przyczyny ziewania nie są dokładnie poznane. (za Wikipedią)

Zdjęcie u góry, auro: Lusb - Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=29055252

Produkować z troską o Ziemię, żywić z troską o konsumenta

sczachor

ekokonferencja_2016W połowie października miałem okazję uczestniczyć w konferencji pt. "Produkować - z troską o Ziemię. Żywić - z troską o Konsumenta", zorganizowaną przez Departament Rozwoju Obszarów Wiejskich i Rolnictwa Urzędu Marszałkowskiego woj. warmińsko-mazurskiego,  pod patronatem Marszałka Województwa Warmińsko-Mazurskiego Gustawa Brzezina. Na spotkanie w Osadzie Danków (urocze miejsce) w Wielimowie k. Miłomłyna, przyjechali przedstawiciele z trzech województw. 

Spotkałem osoby, które znałem tylko internetowo. W realu można dużo owocniej podyskutować. I zaplanować działania w przyszłości. Posłuchałem o rolnictwie ekologicznym i niezwykłych lekcjach muzealnych. Zdziwiło mnie to, że zapotrzebowanie na produkty zdrowej, ekologicznej żywności jest dużo większe niż możliwości produkcji. Co prawda jest sporo gospodarstw ekologicznych i tradycyjnych ale mało jest przetwórców. Być może dobrym rozwiązaniem byłoby sprzedawać żywność ekologiczną... na miejscu. Do tego potrzeba nowych inicjatyw i współpracy. A na rozwój obszarów wiejskich są pieniądze (PROW 2014-2020). Rozmówcy podkreślali, że łatwe pieniądze się skończyły, Teraz pora na innowacje (czyli trzeba ruszyć szarymi komórkami).

Być może wsparciem dla żywności wysokiej jakości będą inkubatory przetwórstwa lokalnego. Skoro certyfikowanie produktów jest kosztowne i daje mało korzyści niewielkiemu producentowi, to być może szansą są produkty tradycyjne. Te potrzebują tworzenia legendy produktu. 

Niezwykle dla mnie ciekawym było wystąpienie o działaniach kucharza ... w muzeum (Wilanów). Interaktywne muzeum i rekonstrukcja kulinarna wraz z odtwarzaniem dawnych smaków. Muzea wyglądają już inaczej. Można w nić zjeść. I wcale nie chodzi o zaspokojenie głodu. Chodzi o pogłębioną podróż w przeszłość. I poznawanie starych odmian roślin i ras zwierząt. To także dobry pomysł dla regionalnego dziedzictwa kulinarnego, kulturowego i przyrodniczego. By sami turyści przyjechali do nas i do producentów ekologicznej żywności. Aby się to jednak udało, potrzeba współpracy, współpracy i innowacyjności. Bo w turystyce nie chodzi o samo jedzenie i spanie. Potrzebna jest także niebanalna przygoda.

Nad Kanał Elbląski nie pojechałem tylko posłuchać i w kuluarach podyskutować. Przygotowałem krótki referat o zupie z pokrzyw, zakopiańskiej litworówce i maści czarownic do latania. A do prezentacji przygotowałem degustację. Bo same słowa i obrazy nie przemawiają tak dobitnie jak własne doświadczeni. Chciałem pokazać namacalny przykład współpracy nauki z gospodarką (małymi, rodzinnymi firmami) oraz opowiedzieć o Wimlandii. Czyli o budowaniu legendy marki i wspieraniu lokalnej produkcji .

Z pomysłami i inspiracjami wracam na uczelnię, by podzielić się ze studentami (już w tym tygodniu, bo po co odkładać?). Opowiedzieć i spróbować od razu pomysły zrealizować. By studentom przekazywać nie tylko informacje (wiedza) ale stwarzać okazję do działania i nabierania doświadczenia w rzeczywistej pracy (współpraca z przedsiębiorstwami).

zupa_z_pokrzyw_i_masc_Dankow 

 

Uliczna inauguracja roku akademickiego

sczachor

medycy_na_ulicy

Miałem umówioną wizytę u lekarza. A ponieważ było jeszcze trochę czasu postanowiłem pójść pieszo. Przez moją ulubioną starówkę. Najpierw usłyszałem muzykę. Myślałem, że to jakieś omamy. Potem zobaczyłem na ulicy kolumnę ludzi dość dziwacznie ubranych. Dziwacznie jak na XXI wiek. Szli Starą Warszawską. Dość szybko zorientowałem się, że to Wydział Nauk Medycznych. Ale w togi, nawiązujące stylistyką do Średniowiecza, ubrani byli nie tylko członkowie Rady Wydziału, ale i studenci. Szli z flagami na zamek, gdzie jak co roku odbywa się ślubowanie studentów. Wszak Mikołaj Kopernik był medykiem. 

Prawie jak uliczny teatr, ludzie przystają, przyglądają się. Nie sposób studentów i kadry akademickiej nie zauważyć. Wielce sympatyczne i widowiskowe służące dobrej integracji Uniwersytetu z miastem i vive versa. Ale myślę, że ta wysmakowana celebra służy także i studentom. Mogą poczuć większą identyfikację z Wydziałem i Uniwersytetem. A głębsza identyfikacja to i większa motywacja do ciężkiej pracy.

Tylko pozazdrościć Wydziałowi Nauk Medycznych mądrego nawiązania do tradycji.

 

 

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci