Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

spotkania

Jak zmienił się styl pisania prac dyplomowych, plusy i minusy. (Relacja z Wrocławia, cz. 8.)

sczachor

WiedmuchyI w końcu, w czasie dyskusji panelowej na Politechnice Wrocławskiej, padło to pytanie, dotyczące pisania pracy dyplomowej. Co się zmieniło, gdy zwiększyła się liczba studentów i wprowadzono system boloński a także Krajowe Ramy Kwalifikacji? W części zmiany te wynikały z prób dostosowania i ujednolicenia standardów kształcenia w Europie. Od lat słyszeć można różne głosy o obniżeniu jakości kształcenia, bo studentów jest „za dużo”. Więcej osób studiuje to i więcej jest przeciętniaków. Arytmetyczny efekt masowego kształcenie na poziomie wyższym. Więcej jest wszystkich studiujących to i więcej słabych i przeciętnych. Ale więcej także zdolnych i wybitnych. Jak więc oceniać jakość edukacji?

System boloński wprowadził studia dwustopniowe: licencjat i „magisterka” (oraz studia trzeciego stopnia, doktoranckie). W rezultacie studenci muszą pisać dwie prace dyplomowe zamiast jednaj (tak jak było w systemie jednolitych studiów magisterskich). Dwa razy to samo? I tak, i nie. Dwa razy praca dyplomowa to większa wprawa i większe umiejętności. Często praca licencjacka jest potem rozwijana. Owszem, narzekają czasem pracownicy, twierdząc, że przez 5 lat można było solidniej nauczyć, że teraz są czasem powtórzenia. Liczba lat studiów się nie zmieniła a różne trudności wynikają z niedopracowania programów kształcenia. Jednym się udaje lepiej, innym gorzej.

System boloński to większa mobilności i więcej wyboru dla studenta. Może po trzech latach zmienić swój profil kształcenia niczego nie tracąc. Łatwiej ponadto zmieniać uczelnie. Moim zdanie to duży zysk i poprawa jakości.

Co do jakości pracy dyplomowej: inne czasy inne możliwości. Nie wynikają one ze zmiany systemu kształcenia. Kilkakrotnie o tym pisałem. Współczesne prace dyplomowe wymagają od studentów większych umiejętności. Kiedyś napisać pracę oznaczało wykonać badania i skomponować treść. Potem oddać do przepisania na maszynie. Dzisiaj to: maszynopisanie (na komputerze), edycja i skład (łamanie tekstu, ilustracje), napisanie streszczenia w języku angielskim. Na egzaminie dodatkowo prezentacja multimedialna z kwintesencją pracy. A więc więcej umiejętność.

Obecne studiowanie jest bardziej egalitarnie – nie wyłania elity. Ale z powodów ilościowych a nie jakościowych. Współczesne społeczeństwo i gospodarka potrzebują osób wykształconych. Więcej wysiłku to trzeba się dostosować (uczelnia, promotor). Przemyśleć formę i dostosować do nowych warunków, w tym także samą koncepcję pracy dyplomowej. Dwie prace dyplomowe to także potencjalnie lepsze upowszechnienie metody naukowej i umiejętności pisania raportu. Prace projektowe i aplikacyjne obecne są na kierunkach inżynierskich. Zmieniły się także nieco formy komunikacji społecznej. Dlatego i samo seminarium z konieczności powinno wyglądać nieco inaczej. Myślę, że powinno uwzględniać formy internetowe (w tym webinarium), bo takich umiejętności będzie od absolwentów wymagał rynek pracy i społeczne życie. Jest to oczywiście pewien kłopot dla kadry akademickiej, bo musi uczyć się nowych umiejętności i zmienionego funkcjonowania społeczeństwa. A nie jest to łatwe, gdy zmiany zachodzą tak szybko.

Uczestnicy trzech części dyskusji panelowej:

  • prof. dr hab. inż. Arkadiusz Wójs - dziekan Wydziału Podstawowych Problemów Techniki;
  • dr hab. Stanisław Czachorowski - biolog, ekolog i entomolog, autor bloga Profesorskie Gadanie;
  • dr hab. inż. Izabela Sówka - Zakład Inżynierii i Ochrony Atmosfery;
  • dr Mateusz Kotowski - Kierownik Zespołu Filozofii i Socjologii Wiedzy SNHiS PWr.
  • mgr Jędrzej Leśniewski - zastępca dyrektora CWiNT ds. Bibliotek.
  • Aleksandra i Piotr Stanisławscy - autorzy najpopularniejszego w Polsce bloga popularnonaukowego Crazy Nauka;
  • Łukasz Remisiewicz - autor bloga Neurosocjologia – mózgi na społecznej smyczy;
  • Wojciech Kazanecki – przedstawiciel firmy McKinsey&Company.

 

Zamieszczone wyżej zdjęcie nie pochodzi z dyskusji panelowej a z Nocy Biologów 2018 w Olsztynie

c.d.n.

Czytaj także:

Empatia i odkrycie neuronów lustrzanych – w sam raz na stulecie i tydzień mózgu

sczachor

EmpatiaWłaśnie rozpoczął się Tydzień Mózgu (12-18 marca 2018 r.). A jednocześnie obchodzimy stulecie badań nad ludzkim mózgiem. Fascynująca przygoda z odkrywaniem największej tajemnicy budowy i funkcjonowania ludzkiego mózgu. I ciągle jest wiele do odkrycia. Niedawno zakończyłem czytanie kolejnej, „mózgowej” książki: „Empatia. Jak odkrycie neuronów lustrzanych zmienia nasze rozumienie ludzkiej natury” Christiana Keysersa, wydaną w Krakowie w 2017 przez Wydawnictwo Copernicus Center Press, w tłumaczeniu Łukasza Kwiatka. Jest znakomitym dopełnieniem innej książki, która niedawno przeczytałem: „Eksperyment. Opowieść o mrocznej godzinie w dziejach medycyny” Luka Dittricha  O ile Eksperyment dotyczył wcześniejszego poznawania mózgu z wykorzystaniem kontrowersyjnych dzisiaj metod ingerencji chirurgicznej, to opowieść Keysersa dotyczy późniejszego okresu i poznawania mózgu metodami nieinwazyjnymi. Ale także z wykorzystywanie osób z różnymi ułomnościami (oczywiście badano także osoby jak najbardziej normalne). Druga połowa XIX wieku to początek nowożytnej nauki o mózgu. Trudne to były początki. Teraz wiemy znacznie więcej a wiedza ta jest coraz bardziej fascynująca. Wiemy już dlaczego łatwo zrozumiemy innych ludzi a super komputery nie są w stanie tego zrobić. Z drugiej strony komputery bez porównania łatwiej radzą sobie z rachunkiem różniczkowym... w przeciwieństwie do przeciętnego człowieka. A przecież zaczynamy żyć w czasach, w których porozumiewanie się ze sztuczną inteligencją staje się naszą codziennością: od wypłaty pieniędzy w bankomacie, przez zakup biletów tramwajowych aż do nadania bagażu na lotnisku. Coraz więcej kontaktów z maszynami….

„Empatia” jest wspaniała opowieścią o badaniach i odkryciu neuronów lustrzanych oraz neuronów podzielanych. Jest sporo odniesień do autyzmu i prób wyjaśnienia jego przyczyn na poziomie funkcjonowania neuronów w mózgu. Zrozumienie pozwala dobrać lepszą terapię. Mnie intrygowały wszystkie wątki, które w jakimś stopniu odnosiły się do powstania języka. A to za sprawą rozważań nad ewolucją kulturową człowieka i koncepcji społecznego mózgu Dunbara.

„Empatia" i neurony lustrzane (oraz podzielane) pozwala zrozumieć, jak emocje innych ludzi mogą stać się częścią nas. Lepsze poznanie mózgu pozwala zrozumień procesy uspołeczniania. Ja poszukiwałem jakichś elementów o odniesieniu ewolucyjnym. „Neurony lustrzane prowadzą do tworzenia więzi z innymi ludźmi, dysfunkcje tych neuronów mogą prowadzić do „emocjonalnego rozłączenia” z nimi.” Autor miał na myśli autyzm. W omawianej książce sporo jest fascynującej historii o sukcesywnie dokonywanych odkryciach. Nie jest to podręcznik akademicki ale dobrze napisana opowieść z zakresu literatury faktu. Myślę, że z przyjemnością przeczyta ją zarówno biolog jak i przeciętny zjadacz chleba.

Postrzeganie świata nie jest tym samym co jego rozumienie. Ale jeśli dowolnej, jednej rzeczy przyglądać się wystarczająco długo, to można zobaczyć (i zrozumieć) cały świat. Bo świat jest całością wielu elementów ze sobą powiązanych różnymi relacjami. Ludzie bardzo łatwo orientują się w tym, co dzieje się w umysłach innych osób. Jedni naukowcy nazywają to intencjonalnością, inni inteligencją społeczną. Jest ona równie ważna co przez lata wychwalana inteligencja, mierzona ilorazem inteligencji (testy IQ).

Nie będę omawiał szczegółowo „Empatii”. Podkreślę tylko, że dobrze opisuje strukturę i funkcjonowanie mózgu (jak na pozycję popularnonaukową) i można poznać podstawy wcześniej obserwowanych przez psychologów i pedagogów różnych prawidłowości. Teraz o wiele lepiej wiemy czym jest intuicja i za sprawa jakich neuronów intuicja się pojawia. Rozumiemy innych ludzi nie tylko dzięki logice ale i intuicji. Teraz mamy naukowe podstawy do rozumienie obu tych procesów. Jeszcze do niedawna dominowało przekonanie, że ludzki mózg rozumie świat tak, jak naukowiec. Czyli dzięki zbieraniu dowodów i w oparciu o dane empiryczne budowaniu racjonalnej teorii funkcjonowania tego świata. Filozofowie nauki dowiedli, że nauka rozwija się także inaczej. A teraz neurobiolodzy udowodnili, że i mózg inaczej funkcjonuje. A jego „irracjonalność” w niektórych działaniach jest jak najbardziej prawidłowa. Czyli wracamy do punktu wyjścia: dalej możemy porównywac mózg i naukę.

Także  i ta książka skłoniła mnie do licznych refleksji i skojarzeń. Czytając, ołówkiem pozaznaczałem wiele fragmentów i zrobiłem dużo dopisków. Sukcesywnie będę do nich sięgał, by sobie przypominać i by rozmyślać. Jest tam sporo uwag, które można wykorzystać w edukacji. Nie tylko dostrzec pewne zjawiska (tak jak to robili pedagodzy w czasie minionych dziesięcioleci) ale i zrozumieć, dlaczego tak się dzieje. Dlaczego nie wystarczy do studentów mówić ale trazeba także stworzyć im dobre środowisko edukacyjne, którym mogą działać, manipulować i dyskutować. To samo mozna odnieść do cznió, nauczycieli i szkoły. 

Czytaj też:

Pozyskiwanie informacji nie tylko naukowej, (relacja z Wrocławia cz. 1.)

sczachor

WP_20171108_21_46_54_Pro

Czy studenci mogą zrobić coś ważnego i wartościowego w nauce? Tak, oni też. Było to w listopadzie 2017 roku. Zaprosili mnie studenci z Politechniki Wrocławskiej. Daleko, nie chciało mi się jechać. Dwa dni trzeba przeznaczyć by przez kilkadziesiąt minut uczestniczyć w dyskusji. Ale jeśli zaprosili studenci, to trzeba jechać. Bo zapewne autentycznie są ciekawi i jak się okazało sami zorganizowali debatę panelową. Czy debata studencka jest mniej ważna od konferencji naukowej krajowej czy zagranicznej? Równie ważna, mimo że nie jest prestiżowa i do kariery się nie liczy. Nie wszystko warto przeliczać na osobisty zysk. Nawet nie wypada.

Wyszukali mnie na drugim końcu Polski i włożyli trud w zaproszenie i przekonanie. Chcieli podyskutować, zapoznać się z moją opinią. Nie wypada studentom odmawiać. W sumie jestem nauczycielem „globalnym” a nie tylko przywiązanym do jednego miejsca. Przecież podatnik płaci mi za kształcenie w szerokim sensie. Nie powinienem więc ograniczać się tylko do „swoich” studentów. Parafrazując stare powiedzenie: wszyscy studenci są nasi. Współczesna edukacja, dzięki technologiom, staje się coraz bardziej otwarta i nie przywiązana do jednego miejsca. Wymaga się od nas mobilności. Przecież z tego powodu obecny jestem „w sieci”. W sumie niniejszy blog także powstał z inspiracji studentów (wiele lat temu). I z potrzeby kontaktu (komunikacji) ze studentami. Dzielenie się wiedzą nie jedną ma formę…

Podróż była długa, na dodatek pociąg spóźnił się ponad 70 minut. Dobrze, że wybrałem się wcześniej, z noclegiem. Potem podróż powrotna przez całą noc by zdążyć na zajęcia w Olsztynie. Męcząca wizyta we Wrocławiu ale inspirująca. Nie żałuję. I teraz z dużym opóźnieniem przepisuję swoje notatki i wrażanie ze spotkania ze studentami z Politechniki Wrocławskiej.

Wszystko zaczęło się na początku października, gdy dostałem taki oto list „(…) jestem dziennikarzem Miesięcznika Studentów Politechniki Wrocławskiej "Żak". Mam przyjemność zaprosić Pana do udziału w panelu dyskusyjnym pod tytułem „Pozyskiwanie informacji - nie tylko naukowej”. Wstępnie planujemy zorganizować wydarzenie 9 listopada 2017 w godzinach 11:15-17:45 na kampusie Politechniki Wrocławskiej.

W ramach dyskusji pragniemy poruszyć kwestie interesujące nie tylko pracowników naukowych i studentów, ale także zwykłych ludzi, którzy rozpoczynają dopiero swoją drogę z nauką. Całość wydarzenia planujemy podzielić na trzy części. W części pierwszej chcielibyśmy porozmawiać o tym, co nas inspiruje i jakie istnieją metody pozyskiwania informacji. W drugiej części poruszylibyśmy kwestię, jak przedstawić informacje w sposób interesujący dla czytelnika, promotora czy studenta. Z kolei w części trzeciej, dla początkujących, chcielibyśmy opowiedzieć o tym, jak odróżnić rzetelny, potwierdzony badaniami artykuł naukowy od sensacyjnych, chwytliwych treści pisanych pod publikę; w jaki sposób ludzie postrzegają informację za rzetelną.

Piszę do Pana, ponieważ jako twórca bloga o bardzo szerokiej tematyce (Profesorskie Gadanie), do której zalicza się również nauka, oraz jako nauczyciel, ma Pan duże doświadczenie w prezentacji takich treści w sposób przystępny dla zwykłego odbiorcy, używając przy tym jedynie sprawdzonych informacji. Mało tego, potrafi Pan zainteresować taką tematyką użytkownika internetu, który najczęściej szuka w nim rozrywki. Właśnie dlatego uważam, że jest Pan odpowiednią osobą do opowiedzenia nam czegoś w naszym panelu dyskusyjnym.” [wyróżnienia S.Cz.)

Kilka poruszonych kwestii było bardzo aktualnych i ważnych. Jak się potem okazało, miałem dobre przeczucie, że w dużym stopniu chodzi im przeciwdziałanie upowszechnianiu się nieprawdziwych, pseudonaukowych informacji. Zetknęli się z niepokojącymi zjawiskami i najwyraźniej nie chcieli być obojętni.

Po długiej podróży miałem przyjemność wieczorem spotkać się z Redakcją studenckiego miesięcznika (na zdjęciu u góry). Sami inżynierowie. Zapytałem, dlaczego przyszli inżynierowie angażują swój czas w takie „humanistyczne” przedsięwzięcie, jakim jest redagowanie i wydawanie niezależnego czasopisma studenckiego. Odpowiedzi były bardzo dojrzałe. Przecież inżynier to też człowiek i powinien mieć szerokie horyzonty. Czy studenci mogą zrobić coś ważnego i wartościowego w nauce? Tak, oni też. Wspominam swoje koło naukowe z czasów studenckich i naszą autentyczną ciekawość poznawczą, wybiegającą poza program studiów. I teraz takich studentów spotkałem. To budujące i motywujące. My, pełnoetatowi naukowcy, uganiamy się za punktami, awansami, a czasem zaniedbujemy autentyczne życie naukowe. Wielogodzinne obrady w czasie rad wydziałów dotyczą spraw administracyjnych a nie dyskusji, poszerzających horyzonty i inspirujących sporów. Za ile punktów opublikowałeś… a nie to, czego dotyczy twoje odkrycie, twoja publikacja… Sprawy administracyjne są ważne, ale w ich natłoku czasem gubi się coś niezwykle ważnego.

Spotkanie we Wrocławiu było dla nie inspirujące i ożywcze (mimo męczącej podróży). Miałem okazję nie tylko podzielić się swoim doświadczeniem i wiedzą ale i samemu przemyśleć na nowo kilka kwestii i zapoznać się z bardzo wartościowymi wypowiedziami. A teraz chcę się swoimi refleksjami podzielić.

c.d.n.

Kolejna Polka powalczy o nauczycielskiego Nobla

sczachor

Top102018BAZINST500x500O nauczycielach najczęściej mówi się źle… To taki odwieczny „chłopiec do bicia”. Nie lubimy być oceniani a czasem mamy złe wspomnienia z okresu szkolnego. 

Ja jednak napiszę w superlatywach. Tym bardziej, że jest okazja. Polska nauczycielka, Barbara Zielonka, w tym roku znalazła się wśród dziesięciu najlepszych nauczycieli i powalczy o „nauczycielskiego Nobla” (konkurs Global Teacher Prize). Nie uczy jednak w polskiej szkole. Wyemigrowała do Norwegii i uczy w norweskiej szkole. Ale czyż Marii Skłodowskiej-Curie nie jesteśmy dumni? A przecież ona też kształciła się i zdobywała naukowe laury „na obczyźnie”.

To już trzeci polski nauczyciel, który znalazł się wśród laureatów: w 2016 roku o nagrodę walczyła Jolanta Okuniewska, w 2017 - Mariusz Zyngier, a teraz Barbara Zielonka. Trzymam mocno kciuki. I jestem dumny,.

 

Posłuchajmy, co mówi o sobie i swojej pracy:

Czytaj więcej:

Tożsamość, edukacja ustawiczna i miasta śmierci

sczachor

27752215_10213983663659046_1092405395132593909_nTożsamość jest chyba dobrym przykładem edukacji ustawicznej. Uczymy się przez całe życie, zakorzeniamy, poznajemy, wzbogacamy o nowe doświadczenia i przemyślenia. Kim jestem i z kim czuję wspólnotę? Tożsamość dojrzewa w miarę jak poszerzają się nam horyzonty. Przez kilkanaście ostatnich lat poznawałem zagmatwaną i wieloaspektową historię Warmii i Mazur, krainę w której żyję. Wiele przeczytanych książek, wiele odbytych  wędrówek, spotkań, czytanych wspomnień. Od kilku lat poznaję starozakonną część polskości.

W szkole dowiedziałem się, że w Oświęcimiu naziści zamordowali 6 milionów Polaków (w PRL byli tylko Polacy i nikogo więcej..).  Nie spotykałem Żydów w swoim otoczeniu. Czasem pojawiali się w opowieściach babci i dziadka z Wileńszczyzny, czasem na kartach szkolnych lektur. Czytając biografię znakomitych Polaków ze zdziwieniem dowiadywałem się, że byli  pochodzenia żydowskiego. W całkowicie wolnej już Polsce pojawiały się muzea, książki, wspomnienia. Ten fascynujący świat dopiero zacząłem odkrywać, na krakowskim Kazimierzu, w Tykocinie, Szczebrzeszynie itd. I z dokumentów odkrywałem przedwojenny, polski antysemityzm. Ale ciągle w głowie miałem szkolne symbole Polaka, który ryzykował życie dla ratowania Żydów… Coś tu się nie zgadzało, prawdziwy obraz był bardziej złożony i wielowarstwowy.

Książka Grossa była szokiem. Najpierw zareagowałem wyparciem – przecież to nie jest możliwe, to na pewno był jakiś margines. A przecież dziwaczny antysemityzm był obecny cały czas w życiu publicznym. Dziwiło mnie to niepomiernie: jak może istnieć antysemityzm bez Żydów…

Kilka dni temu zacząłem czytać Miasta śmierci. Sąsiedzkie pogromy Żydów” Mirosława Tryczyka. To już nie tylko Jedwabne…. Wstrząsająca lektura, burząca dobre samopoczucie. Ale bardzo pomagająca w zbudowaniu pełnej tożsamości.  Książka historyczna z dokumentami, napisana bardzo wszechstronnie i rzetelnie. Przedstawiająca nie tylko fakty ale także tło historyczne i wieloaspektowe uwarunkowania. Pozwala zrozumieć.  Jedwabne, Kolno, Łomża i kilka innych miejscowości, które poznałem wcześniej w czasie badań hydrobiologicznych. Przejeżdżaliśmy przez nie w drodze po próby z chruścikami. A w Drozdowie mieliśmy studencki obóz naukowy. Ktoś mówił o wizytach Dmowskiego, ale gdzieś to było w tle i poza zainteresowaniami. Wtedy jeszcze nie wiedziałem czym jest nacjonalizm i narodowa demokracja… Teraz ksenofobia ponownie nabrała wiatru w żagle…

Dlaczego. To słowo często się pojawiało w trakcie lektury. Miałem także na myśli współczesne pogromy i ludobójstwa w Bośni, Afryce, teraz w Azji. I to, co było kiedyś, dawno w historii Homo sapiens. I co zrobić, by nie było więcej? Akurat mamy nawrót do nacjonalizmów i agresji…

Miasta śmierci” pokazują jak zwykli, normalni Polacy… mordowali Żydów, z własnej inicjatywy. Gdyby nie wojna, nie zniszczenie państwowości polskiej, nie wydarzyło by to się to nigdy. Jeden z polityków jakiś czas temu powiedział, że wojna kształtuje charaktery…. Myli się, wojna przede wszystkim wypacza charaktery. Jest i bohaterstwo ale jest i dużo zwykłej zbrodni, łajdactwa. I to zostaje w narodzie na długo. Zrastają się rany ale blizny na długo uwierają. Ale drugą przyczyną pogromów w czasie II wojny światowej był polski antysemityzm, kształtowany przez ONR, Stronnictwo Narodowe czy Narodową Demokrację (o zgrozo, ten pierwszy znowu w powraca ze swoimi pochodami, ideologiami, agresją i ksenofobią). Pogromy były już w okresie międzywojennym; wybijanie szyb w sklepach żydowskich, oblewanie towarów naftą czy pobicia Polaków kupujących w sklepach żydowskich. Trzecią, uzupełniająca przyczyną była chęć zemsty na Związku Radzieckim (bo to były tereny okupowane przez Armię Czerwoną od 17 września 1939).

I w tych warunkach, przy powszechnym antysemityzmie, ujawniły się złe cechy. W pogromach uczestniczyło wielu ludzi, w tym wykształceni, nauczyciele, elita prowincjonalnych miasteczek. Pojawiła się chciwość i pazerność. I ci zwykli ludzie w kilku miasteczkach na Podlasiu zamordowali co najmniej kilka tysięcy Żydów, obywateli Rzeczypospolitej, swoich sąsiadów…

Wielu z tych zbrodniarzy, którzy organizowali i uczestniczyli w pogromach, wcześniej współpracowało z okupantem radzieckim,  potem współpracowało z hitlerowcami. Przechodzili na niemiecki żołd jako policja pomocnicza, niektórzy współpracowali z gestapo. Czasem uciekali do AK. A po wojnie ochoczo współpracowali z komunistami i byli członkami PZPR.

Mordowanie pałkami, szpadlami, spalenie w stodołach (nie była tylko jedna w Jedwabnem!), rabowanie i gwałcenie Żydówek. Nie jest łatwo czytać te relacje…. „Prawicowi bojówkarze przed II wojną światową urządzali w Szczuczynie, podobnie jak w innych miasteczkach regionu, bojkoty sklepów żydowskich, wybijali w nich szyby, bili Polaków, którzy z nich korzystali, oblewali im naftą kupione od Żydów produkty.” Antysemityzm nie pojawił się pierwszego wrzesnia 1939 roku...

„Pamiętam, że widziałem w niedzielę wieczorem, jak Antoni S. z Wąsocza zabił szpadlem, bijąc w głowę, dwie nieletnie dziewczyny”. To relacja Polaka, juz z czasów wojny.

Antoni L. był karierowiczem. W życiu kierował się zasadą osiągania sukcesu za wszelką cenę oraz ulegał potrzebie bycia docenianym przez tych, których uważał za lepszych od siebie. Zabiegał zatem o względy władzy – jakakolwiek by ona była, nieważne: narodowa, komunistyczna czy faszystowska – i jeśli go doceniła, zawsze z zapałem wykonywał jej polecenia. To najprawdopodobniej ta wewnętrzna potrzeba, wyrosła na niskim poczuciu własnej wartości, popchnęła go do popełnienia niewyobrażalnej zbrodni.”

„Jeden z uczestników mordów Stanisław C. przyznał po wojnie, że wszyscy zbrodniarze byli przed 1939 r. członkami Stronnictwa Narodowego.”

Lektura omawianej książki jest trudna. Ale dlaczego to wszystko tuszować, zakłamywać, że nie było?  Tożsamość potrzebuje prawdy. Przeszłość jest pełna wzniosłych i chwalebnych zdarzeń. Ale są i wstydliwe, podłe. Nie da się skalpelem propagandy oddzielić jednego od drugiego. Trzeba poznać całość by zrozumieć. Część polskości, ta starozakonna, zaginęła. Jesteśmy w jakiś sposób okaleczeni. To co zostało, trzeba ocalić od zapomnienia, by kształtowało naszą tożsamość choć w takiej postaci.

Gorąco polecam Mirosław Tryczyk „Miasta śmierci. Sąsiedzkie pogromy żydów”, Wydawnictwo RM, 2015. (jest i wersja elektroniczna).

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci