Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

spotkania

Młodzi ludzie chwalący Hitlera? Jest rok 2017 ! Ignorancja i groza…

sczachor

olsztynaruderaDziało się to w Olsztynie, w połowie lipca 2017 roku. Wyszliśmy z amfiteatru i ulicą Okopową szliśmy w kierunku Mostu św. Jana Nepomucena. Z małego lokalu Valhalla (jakże znamienna nazwa, nawiązująca do pogańskiej mitologii i germańskiego kultu siły)  wyszedł do nas na ulicę młody, elegancko ubrany mężczyzna. Miał tak może 19-20 lat. Mówił głośno, najpierw chyba do kogoś z lokalu, potem do nas: „Ja to mógł bym nawet być sądzony za propagowanie faszyzmu. Ale Hitler to był super gość, szkoda, że nie miał syna. Dzięki niemu Niemcy są potęgą. Przydałby się taki ktoś Polsce.”

Pojawia się pytanie czy jest to głupota, wynikająca z nieuctwa, czy jakieś dziwne kompleksy słabego młodzieńca. Pomijając miliony ofiar i zniszczeń w Europie, dokonanych przez owego „wspaniałego” Hitlera, zatrzymajmy się na zyskach dla Niemiec. Może ów młody człowiek obejrzał jakiś film z wojennymi zwycięstwami faszystowskich Niemiec?

A jaki jest zysk dla Niemców z Hitlera? Przed dojściem Adolfa H. do władzy Niemcy były kulturową i gospodarczą potęgą nie tylko w Europie, liderem postępu. Język niemiecki był międzynarodowym językiem nauki. Potęga nazistowskich Niemiec trwała raptem 6-7 lat (tak szybko skończyła się tysiącletnia Rzesza, od morza do morza). Ceną była śmierć około 10 milionów Niemców, utrata dużych części terytorium, ogromne zniszczenia gospodarcze i cofnięcie cywilizacyjne. Cóż za szaleniec chce podobnej „wielkości” dla Polski i Polaków? Z nazistowskich Niemiec wyjechało (uciekło) wielu naukowców, innych zamordowali. W rezultacie z lidera rozwoju cywilizacyjnego Niemcy stoczyły się na margines. Teraz międzynarodowym językiem nauki jest angielski. Utrata cywilizacyjnego prestiżu już na zawsze. Za chwilową złudną chwałę na polu walki cena duża i długotrwała. Koszty iluzorycznej wielkości były bardzo bolesne.

Owszem, teraz Niemcy są potęgą gospodarczą. Ale nie dzięki Hitlerowi tylko powojennej, kilkudziesięcioletniej odbudowie kraju i pomocy amerykańskiej. Niemcy skutecznie wyleczyli się z iluzji nazistowskich. Dziecinne sny o potędze w wykonaniu młodego człowieka są dla nas podwójnie groźne.

Przypomina mi się los ludności Prus Wschodnich – utraconego po wojnie terenu dawnych Niemiec. Na Warmii i Mazurach, odległym i biednym skrawku Rzeszy, Hitler uzyskał duże poparcie, w wyborach demokratycznych (potem była już tylko wojenna dyktatura). Pojawiły się inwestycje gospodarcze, ludziom żyło się dostatnio (chwilowo). Po 1939 pojawili się niewolnicy (jeńcy przymusowi robotnicy) do pracy w polu i fabrykach. Nie było widać skutków wojny przez jakieś 3-4 lata. Zrabowane z różnych krajów Europy dobra napływały systematycznie. Ojców, braci i synów wzięto do zwycięskiej armii , a po jakimś czasie przychodziły informacje o ich śmierci. A gdy nadeszła Armia Czerwona to cała ludność doznała gwałtów, przemocy, wywózek i śmierci. W końcu wysiedlenia. Na stałe.

Wystarczy sięgnąć do strat ludności z poszczególnych wsi: wiele zgonów na froncie, po wywózce na Syberii, inni zamordowaniu w trakcie mściwego przemarszu wojsk radzieckich. Ucierpieli i ci, co głosowali za Hitlerem, i ci co byli przeciw, jak i ci co się do polityki nie mieszali (moja chata z kraja). Zniszczenia i cierpienia były wielkie. A wszystko to za sprawą Hitlera i oddania władzy szaleńcowi.

Teraz w Polsce dzieją się rzeczy złe. Symetryści nie chcą się mieszać do polityki, cicho stoją z boku. Kult brutalnej siły i afirmacja dla dyktatury cieszą się sporym, jawnym lub cichym poparciem, także poparcie obecnych władz państwowych. Sny o potędze, wielkości i powstawianiu z kolan.

Boże, chroń nas przed takimi zbawcami narodu i kreatorami wielkości…. Brak wyobraźni i luki w znajomości historii, tej dawnej jak i tej najnowszej. Podobno historia jest nauczycielką życia. Tak, ale trzeba tę historię znać. 

Jak Bóg chce kogoś pokarać, to najpierw odbiera mu rozum. Nawet całemu narodowi.

Edukacyjne drugie śniadanie w Parku Centralnym

sczachor

19575220_10212046698796135_5610946382005458099_oOd kilku dni padało, a tego dnia mżyło od rana. A mimo to zaplanowane edukacyjne drugie śniadanie na trawie w parku się odbyło. Zielona przestrzeń publiczna jest przyjazna na spotkania niekomercyjne. W zasadzie dorośli ludzie odkrywają na nowo … podwórka swojego dzieciństwa.

Pogoda jest zawsze, tylko czasem ubranie nie jest dostosowane do aury. Było za mokro by rozłożyć się na trawie, ale wystarczająco pogodnie by zasiąść pod wiatą w miejskim parku. I niezobowiązująco porozmawiać.

Odbyła się światowa prapremiera bajki kamishibai o pszczołach i molu książkowym. To efekt malowania moli na dachy biblioteki (Molariusz Warmińsko-Mazurski).Maria Karbowska zadebiutowała ze swoja bajką. Sama ją ułożyła, sama wykonała ilustracje. Ciąg dalszy nastąpi już w połowie lata.

Był mobilny, parkowy bookcrossing i rozmowy o książkach, podwórkach, zabawach z dzieciństwa. Był pokazany pomysł na grę edukacyjną, przygotowywaną na Europejską Noc Naukowców 2017, we wrześniu. Była prezentacja edukacyjnego programu Kahoot. Były ciasta domowej roboty, prezentacja powstającego malowanego portretu, dopłynęli kajakarze. I były dyskusje o tym, że trzeba się spotykać właśnie tak, niezobowiązująco, edukacyjnie. I że trzeba jakąś stronkę z informacjami o takich spotkaniach zrobić.

Na co dzień narzekamy na internet, portale społecznościowe i Facebook. Ale te „przekleństwa” umożliwiły nam nie tylko spotkanie w parku lecz również… współudział w śniadaniu w Szkocji. Współczesna technika pozwala nam budowanie i utrzymywanie więzi znacznie szerzej niż kiedyś. Ani deszczowa pogoda ani odległość nie jest przeszkoda by się spotykać. I rozmawiać, planować. Nie wszystko się udało tak jak planowaliśmy. Ale to nie jest ważne, bo wyszły dodatkowo inne rzeczy. Spotkanie otwarte na ludzi i na dziejące się pomysły.

Zaplanowaliśmy edukacyjne spotkanie na trawie, a w zasadzie na łące, w miejskim parku. By niespiesznie porozmawiać o edukacji, w tym nieformalnej i wakacyjnej. Miało być spotkanie rodzinne i przyjacielskie z dzieleniem się wiktuałami, dobry słowem, książkami i uśmiechami. I tak było, choć pogoda zmniejszyła przewidywaną frekwencję. Nie robimy tego dla „wyniku” tylko z czystej przyjemności spotykania się. Nie czekamy na gotowe. Sami organizujemy. Park to miejsce publiczne. Korzystajmy więc z przyrody w mieście i przestrzeni publicznej, nie tylko tego jednego dnia. Przyjemnie jest poleżeć na kocyku i boso pochodzić po trawie. A rozmowy... to budowanie więzi społecznych. Tak narodził się Homo sapiens.

Zapowiedź była tu: https://www.facebook.com/events/307183039708086/

To nie był pierwszy raz… i na pewno będą kolejne spotkania tego typu. Musimy tylko wymyślić dobry sposób informowania ludzi, bo wielu by chciało wcześniej wiedzieć o takich inicjatywach. Coś na pewno wymyślimy….

A niżej ilustracja z symultanicznego spotkania gdzieś w Szkocji. Byliśmy razem, niczym na podwórku.

19577098_1950528051826149_4641911265853605630_o

Wystawa Krajobrazy Warmii i Mazur w praktyce czyli przyrodniczy spacer wokół Planety 11.

sczachor

Krajobraz jest efektem działania wielu procesów. Niektóre z nich to długofalowe i powolne. Zmienia się przyroda, zmienia otoczenie kulturowe. Ale ślady są widoczne. Wystarczy je zobaczyć i dostrzec. A potem opowiedzieć. Bo to właśnie umiejętność opowiadania stworzyła ludzi. Opowiadamy śmiechem, tańcem, obrazem, śpiewem i słowem. A teraz także interaktywnym internetem. Opowieść jest jak iskanie ale umożliwia tworzenie więzi w znacznie większej grupie. Tak powstały społeczeństwa. 

Ciągle trwa ONZetowska Dekada Bioróżnorodności. Narody Ziemi przez tę dekadę starają się zwrócić uwagę na zagrożoną różnorodność biologiczną. Bioróżnorodność jako wartość kulturowa, przyrodnicza i gospodarcza.

Krajobrazy… w mieście? Czemu nie, tu też można dostrzegać globalne i lokalne procesy, tu także na przykładzie małego elementu można opowiedzieć o sprawach ważnych, wielki i wartościowych. W samym środku miasta.

Najpierw 2 lipca zapraszam do Parku Centralnego w Olsztynie, by usiadłszy na trawie porozmawiać o łące miejskiej. O bioróżnorodności wokół nas (zobacz szczegóły na Facebooku) i znaczeniu dla naszego zdrowia.

Natomiast 5 lipca razem z biblioteką Planeta 11 zapraszam miłośników przyrody i poszukiwaczy przygód na spacer wokół terenów zielonych w pobliżu Biblioteki Multimedialnej Planety 11. Pretekstem spotkania będzie otwarcie wystawy Krajobrazy Warmii i Mazur – dziedzictwo przyrodnicze i kulturowe regionu, (z wystawą będzie można zapoznać się od 5 lipca do 31 sierpnia w Planecie 11). Spotykamy się o 16:30 w Planecie 11 (więcej szczegółów) skąd udamy się w pobliski miejski krajobraz roślin i zwierząt (owadów) i o nich porozmawiamy. Zachęcam do wzięcia aparatów fotograficznych bądź telefonów z aparatem. Zobaczymy co piękniej wygląda „nieużytki” czy zadbana zieleń. Jak się patrzy na owa zadbanie… to wolałbym, żeby go nie było…

Interaktywna wystawa pt. "Krajobrazy Warmii i Mazur - dziedzictwo przyrodnicze i kulturowe regionu" to wystawa zdjęć i opisów wybranych roślin, grzybów i zwierząt Warmii i Mazur wraz z elementami etnografii oraz wykorzystania w dawnym i współczesnym ziołolecznictwie, gastronomii oraz perspektywy wykorzystania w biogospodarce. Wystawa zawiera wielkoformatowe wydruki zdjęć przyrodniczych Warmii i Mazur, krajobrazu rolnego, mozaiki siedlisk, stanowiących przykłady biogospodarki, wpisującej się w dawny krajobraz. Integralnym uzupełnieniem wystawy są internetowe wpisy na blogu, opisujące dokładniej wzajemne związki przyrody i kultury, z przykładami gatunków roślin, grzybów i zwierząt. Powstała na Olsztyńskie Dni Nauki i Sztuki… i od tego czasu krąży. Wraz z opowieściami o przyrodzie, ludziach i sensie życia.

Na planszach wystawowym znajdują się kody QR, umożliwiające szybkie odwiedzenie opisowych stron internetowych, wraz ze zdjęciami i filmikami. Wystawa zawiera 10 wielkoformatowych wydruków ze zdjęciami roślin, grzybów i zwierząt oraz ekosystemów, krótkie opisy oraz QR Code (dla osób z mobilnym Internetem w smartfonach i tabletach), kierującymi do szerszych opisów znajdujących się w internecie. 

Zdjęcia powstały przy okazji moich badań terenowych. Przyroda to nie tylko obiekt badawczy ale także piękno. 

Budka telefoniczna, ciem-na strona wójtowa i… ewolucja człowieka

sczachor

19145711_10211855853785129_5095532999428229395_nBędzie to krótka opowieść o książkach, dzieleniu się i ewolucji człowieka. O budce telefonicznej także będzie (choć już poznikały z naszych ulic). Chcecie poznać tę opowieść? To czytajcie dalej.

Skończyłem czytać „Człowiek – biografia” Robina Dunbara. Fascynująca lektura o nowych hipotezach, dotyczących ewolucji człowieka i genezy języka. Książka warta szerszego omówienia. Tymczasem ograniczę się do zdawkowej relacji.

Dunbar analizuje behawior hominidów i człowieka. Zaczyna od więzi w „stadzie”- grupie hominidów i przyczynach powstawania większych grup (m.in. ochrona przed drapieżnikami i wewnątrzgatunkową konkurencją innych hord). Więcej osobników to większy stres. Iskanie jest jednym ze sposobów budowania więzi i niwelowania negatywnego stresu (wydzielanie endorfin). Tyle tylko, że pojawia się dylemat: jeść czy iskać? Czyli konflikt między potrzebą zdobywania pokarmu i budowania więzi (relacji) w grupie. Czas nie jest z gumy, coś za coś. Ewolucyjny wynalazek, najpierw śmiechu, a potem muzyki i w dalszej kolejności języka, umożliwił Homo sapiens budowanie liczniejszych więzi przy mniejszym nakładzie czasu. A liczniejsza grupa pokonać może inną hordę i wytworzyć więcej kontaktów, skutkujących innowacyjnością i nowymi technologiami. Ewolucja języka zaczyna się wg Dunbara od śmiechu. Potem pojawiła się muzyka: pieśń i taniec. A w końcu język i opowieści, budujące więź. Dundar pisze także o religii, umożliwiającej tworzenie dużych społeczności. Wspomina także o nieceniu ognia i kulturotwórczej roli wspólnego posiłku.

Tyle w telegraficznym skrócie. Ja do tego dodałbym internet i Facebook jako nową formę budowania więzi w jeszcze liczniejszej grupie. Ale to już inna opowieść, na inną okazję.

Jest więc książka i społeczna ewolucja człowieka. Pora na ćmy z Wójtowa. Ciemna strona podolsztyńskiego Wójtowa to w zasadzie… opowieść o ćmach z Wójtowa (Napójka łąkowa czyli ciemna strona warmińskiego Wójtowa).  Opowieść tocząca się w internecie. Ale zaczęła się od spotkań w realu i malowania kamieni. I będzie kontynuacja w postaci półki bookcrossingowej w starej budce telefonicznej oraz o czytaniu na trawie. Nie będzie to pierwsza, wiejska półka bookcrossingowa (przykład z Kurzętnika), ale wielce sympatyczna.

Stowarzyszenie "Wspólne Wójtowo" zaprasza w dniu 24 czerwca o godz.16:30 mieszkańców i gości na uroczyste otwarcie Wymiennikowni Książek w Wójtowie, umiejscowionych w budkach telefonicznych na placu zabaw oraz na boisku leśnym. Projekt "Uwolnij książkę w Wójtowie" współfinansowany jest przez Wojewódzką Bibliotekę Publiczną w Olsztynie. Świętowane będzie także 10-lecie Stowarzyszenia "Wspólne Wójtowo". Na okolicznościowym torcie, przedstawiona będzie historia działalności stowarzyszenia. Wójtowanie proszą o przyniesienie książek do Wymiennikowni. Czytaj więcej o wydarzeniu: http://dziedzictwo-kip.blogspot.com/2017/06/uroczyste-otwarcie-wymiennikowni.html

I ja tam będę, bajkę o żabie moczarowej przeczytam, kamienie pomaluję i noc świętojańska świętował będę.

Na zdjęciu wyżej: czytanie bajki kamishibai na miejskim skwerze. Znakomity pretekst by porozmyślać o ewolucji człowieka, kultury i formach budowania więzi.

Będzie opowieść, będzie wspólne jedzenie, będzie muzyka. Będzie więc budowanie więzi i dzielenie się wiedzą (opowieściami słownymi i zapisanymi w książkach).

Wernisaż z molami czyli co jest tak fascynującego w malowaniu kamieni?

sczachor

mooe_wernisazPani z gazety zapytała mnie, co jest tak fascynującego w malowaniu kamieni? I kto mnie do tego zainspirował? Trudne pytanie, bo im bardziej się zastanawiam, bym trudniejsza staje się odpowiedź.

Co jest tak fascynującego w malowaniu kamieni? To, że są i że można malować je z ludźmi w przestrzeni publicznej, na przykład w parku. Po prostu zrobić coś razem, by tak jak kiedyś, być razem na podwórku. Rodzinnie, po sąsiedzku. A malować może każdy. Bo nie chodzi o to, by tworzyć arcydzieła ale by robić coś razem. Można przy tym pomilczeć. Lub rozmawiać, tak ogólnie o życiu o przyrodzie.

Kto mnie zainspirował do malowania kamieni? Trudno to ustalić, bo kultura jest wspólnym wytworem i wspólną wartością ludzi. Tworzy się i nawarstwia przez pokolenia, przez liczne spotkania, rozmowy, przenikania. W największym stopni do malowania kamieni zainspirowała mnie Anna Wojszel (ta od malowania przystanków). W czasie pleneru w Tumianach, malowałem butelki. A gdy mi zabrakło surowca do malowania a pani Ani płótna (blejtramy), pomalowała kamienie. Farb na szczęście nie zabrakło. I tak narodziły się malowane, warmińskie kamienie, opowiadające o przyrodzie, o bioróżnorodności i spędzaniu czasu na łonie natury.

Ta nasza biedna warmińska ziemia rodzi kamienie na polach. Niby zawadzają, niby są niepotrzebne, ale można z nich coś zbudować. Nadać im nowy sens poprzez umieszczenie w nowym kontekście. Kontekst wiele zmienia. Można je na przykład pomalować w kwiaty i owady by ozdabiały wspólną przestrzeń [publiczna i zachęcały do wspólnego spędzania czasu na podwórku, w parku, na wiejskim placu. Malowanie kamieni (tak jak dachówek czy starych, niepotrzebnych butelek i słoików) często towarzyszy mi w czasie różnych pikników naukowych i spotkań w przestrzeni publicznej. Sztuka daje poczucie sprawstwa i nie wymaga specjalnego przygotowania. Ułatwia kontakt i rozmowę.

Mówić (komunikować) można na różne sposoby. Poprzez wzniosłe słowa lub przez zwykłe, wspólne prace, w których mówi się milczeniem. Piszę publikacje, na konferencjach naukowych wygłaszam referaty, wystawiam postery naukowe, prowadzę dyskusje kuluarowe oraz internetowe. Ale czasem maluję…. pod słońcem prowincji, w cieniu lipy, dębu lub kasztanowca (jęlsi ich jeszcze nie wycieli), na miejskim trawniku. Maluję butelki, wyrzucone, nikomu już nie potrzebne. Przywracam im sens i znaczenie. Bez wykwintnie uczonych słów. Jeszcze łatwiej malować kamienie, bo farby tańsze, szybciej schną. Kamienie na tej ziemi już długo leżą. Są napływowe, tak jak my wszyscy. Przybyły z lodowcem ze Skandynawii. Albo przyjechały ciężarówką na budowę z górskich kamieniołomów. Są i leżą.

Przy okazji zapraszam na wernisaż do Biblioteki Uniwersyteckiej (plakat wyżej). Zaprezentowane będą prace powstałe w czasie takiego otwartego malowania molo książkowych na dachu Biblioteki Uniwersyteckiej.Tego samego dni zapraszam także na Cuda, wianki i motyle - piknik twórczy a dzien później do parku i. Kusocińskeig na piknik i wspólne malowanie kamieni.

Czytaj także:

Czytaj dzieciom na trawniku. Albo jeszcze lepiej – eksperymentuj!

sczachor

18192494_10211479734142373_2880739364181260712_oMiejska Łąka staje się coraz popularniejszym pomysłem na organizację przestrzeni publicznej i wykorzystania przyrody w miastach. Tymczasem kosy spalinowe warczą, czyniąc spustoszenie wielkie w lokalnej różnorodności biologicznej roślin, a w konsekwencji i owadów. Ale gdzieniegdzie, między kamieniami lub schowane za krzewami, zostają mini kwiatowe refugia. Pokarm dla owadów zapylających. I jest co obserwować.

Zbliża się Ogólnopolski Tydzień Czytania Dzieciom. Zatem weź książkę i czytaj… na trawniku. A jeszcze lepiej na miejskiej łące. Wystarczy czytanie, bo jest wstępem do opowiadania i obserwowania tego, co piszczy w trawie, między ziołami. W warunkach łąkowych i trawnikowych doskonale sprawdza się … kamishibai. W pełni analogowo. Nie trzeba prądu, nie ma odbłysków światła na ekranie tabletu. I można czytać lub opowiadać.

Już raz miałem okazję przedstawić (przeczytać i opowiedzieć z pokazywaniem obrazków) bajkę kamishibai o motylu cytrynku latolistku, o jego cyklu życiowym i niedolach życia w mieście. Odbyło się to na przyulicznym trawniku, który niedawno powstał z inicjatywy społecznej. Efekt swoistej miejskiej, zielonej partyzantki. Powstał na samochodowym klepisku, w luce między domami. Młodzi ludzie założyli trawnik, zasadzili krzewy i kwiaty, w mądry sposób rewitalizując zaniedbane podwórko w śródmieściu Olsztyna. Czasem się spotkają a dzieci się bawią. Miałem okazję przeczytać–opowiedzieć bajkę edukacyjną. Malowaliśmy także kamienie, sadziliśmy kwiaty, lepiliśmy z gliny i bawiliśmy się w ... kałuży (ubrudzone dzieci są szczęśliwe, mamy trochę mniej…). Dorośli świętowali urodziny jednej z inicjatorek.

Ale można więcej, można eksperymentować i obserwować przyrodę, bo łąka to także laboratorium Dla dociekliwych i uważnych. Zatem z okazji zbliżającego się Tygodnia Czytania Dzieciom - czytaj książki przyrodnicze i... eksperymentuj. Weź książkę pod pachę i eksperymentuj.

Właśnie trafiła w moje ręce jedna z takich książek do czytania na trawniku. W swojej domowej biblioteczce mam już sporo podręczników szkolnych i akademickich ale przede wszystkim takich „podręczników” do edukacji pozaformalnej i ustawicznej. Na tego typu literaturę faktu jest coraz większe zapotrzebowanie, bo jest moda (dobra moda!) na samodzielne poszukiwanie, odkrywanie i poznawanie nie tylko przyrody. Już od kilkunastu lat w całej Polsce odbywają się liczne pikniki i festiwale naukowe. Ale na trawniku można rodzinnie lub po sąsiedzku poczytać (i poobserwować, poeksperymentować – gdzie lektura jest punktem wyjścia, albo odwrotnie).(zobacz także Noc Świętojańska w parku a tu relacja).

18518343_10211639556057821_6773941688293929663_o

Dzisiaj proponuję „Laboratorium w szufladzie – Biologia” Stanisława Łobodziaka, wydane przez Wydawnictwo Naukowe PWN w 2016 roku (niebawem zaprezentuję inne propozycje). Wygodny format, kolorowy spis treści (coś dla wzrokowców – stopień trudności doświadczeń oznaczono kolorami w spisie treści), liczne objaśnienia i ciekawostki ze świata nauki. Zróżnicowany poziom trudności. Dla dużych i dla małych. A dla najmłodszych - pod opieką i przy współudziale dorosłych. To nawet plus, bo rodzic będzie mógł sam poeksperymentować – przecież dziecko będzie znakomitym usprawiedliwieniem i pretekstem! Duży bawiący się na trawniku wyglądałby podejrzanie, ale z dzieckiem to wygląda na odpowiedzialnego i opiekuńczego!

Średnio miękkie okładki wygodne są także w warunkach trawnikowych. Na końcu kilka stron z przeznaczeniem na notatki. Omawiana książka to bogato ilustrowane źródło pomysłów, część do wykonania w domu i kuchni, część wymaga doświadczenia i dostępu do specjalistycznych odczynników i sprzętu laboratoryjnego. Kilka doświadczeń można wykonać właśnie na trawniku. Lub wykorzystać obserwacje z miejskiej łąki by kontynuować w domowej kuchni lub szkolnej pracowni. Do wykorzystania w terenie polecam w szczególności kilka doświadczeń o glebie, wodzie i fotosyntezie.

Zaletą książki są nie tylko propozycje doświadczeń i dobre opisanie wykonania – niczym w książce kucharskiej. Znajdują się także omówienia, ciekawostki i inne informacje, poszerzające wiedzę o przyrodzie. Nie chodzi przecież o efekt wow, ale zachętę do obserwacji i dalszego zgłębiania tajemnic przyrody.

Zatem weź książkę i idź na trawnik pod blokiem, na skwer, do parku. Siądź i czytaj, najlepiej dzieciom. Rozbudź w nich pasję czytelniczą i ciekawość świata. Skąd wziąć dzieci na podwórku, gdy siedzą w domu przed komputerami lub tabletami? Poszukaj ich w przedszkolu albo „wypożycz” od sąsiadów. Razem z sąsiadami. Bo może ktoś upiecze ciasto lub zrobi domową lemoniadę. A może uda się zjeść coś z łąkowych chwastów? To także pretekst by sięgnął po odpowiednią literaturę faktu.

O soli kuchennej, ludziach i niematematycznej biologii

sczachor

18192502_10211470674555889_8169241228522430494_oBiologia, poprzez swoją zaskakującą złożoność, nieustannie zadziwia. Życie co i rusz wychodzi poza proste, matematyczne schematy. Bo czy może być większa połowa? Teoretycznie połowa to 50%, a więc obie połowy powinny być jednakowe. Z codziennego życia wiemy jednak, że z tym dzieleniem na pół różnie bywa. Niedokładność czyni wiele.

Ale biologia udowadnia, że może być większa połowa. Na przykład dziedziczymy cechy po rodzicach, po połowie. Ale mitochondrialne DNA dziedziczymy tylko po matce, bo plemniki nie zawierają mitochondriów. Czyli po połowie, ale po matce trochę więcej. Jest więc większa połowa, coś niemożliwego. Z pozoru. Bo zaawansowana matematyka dobrze opisuje nawet zjawiska biologiczne.

Składanie gatunków w ekosystemy, czy jakichkolwiek elementów żywych, nie jest prostą arytmetyką. Całość to nie jest suma części. W całości jest coś więcej, coś, czego nie było w żadnej z jej elementów. Dawniej utożsamiano z tajemniczą siłą życia vis vitalis. Nigdy jej nie znaleziono. Współcześnie wskazuje się na efekt, wynikający z organizacji elementów. Tak więc nie tylko suma ale i organizacja, czyli relacje między elementami, np. relacje przestrzenne i wynikające z nich nowe cechy.

Bardzo piękną ilustrację tej zasady, ujawniania się nowych własności w całości (układzie), złożonym z części, podał pewien młody człowiek. Były to jego rozmyślania na styku nauki i wiary, które pojawiło się w głowie tego młodego człowieka w czasie medytacji nad "Wy jesteście solą dla ziemi" (Mt 5,13). W przypadku soli i jej znaczenia dla człowieka ma nie tylko znaczenie sama sól i jej własności, ale ewolucja człowieka i jej znaczenie w odżywianiu. Nie wszystkie zwierzęta, nie wszystkie organizmy potrzebują soli, jako dodatku do pożywienia.

"Oczywiście zacząłem analizować chemię soli:  Na + Cl = NaCl. W skład soli (kuchennej, bo cyjanek potasu też sól...), czyli chlorku sodu, wchodzą atomy metalu gwałtownie reagującego (w odpowiedniej porcji wręcz wybuchowo) z wodą i zamieniającego ją w środek używany do udrażniania rur (NaOH) oraz atomy żółtozielonego, duszącego gazu.

Jednym słowem nic, co chcielibyśmy znaleźć w naszym obiedzie (choć gdzieś słyszałem, że jeden z pierwszych badaczy chloru miał stwierdzić, że nadaje się na składnik sosu do sałatek... nie pytajcie :-D ). Łącznie tworzą jednak substancję, która nadaje potrawom wyrazisty smak i w rozsądnych ilościach raczej nam nie szkodzi. Ludzie, tak jak sól, do której zostali porównani, nie stanowią prostej sumy swoich cech i uczynków, tak jak właściwości NaCl nie są sumą właściwości Na i Cl.

Tak więc fakt, że w czyimś życiu znajdują się miejsca niestrawne lub wręcz cuchnące nie oznacza, że nie może on zdziałać czegoś dobrego i pożytecznego. Ocena całego człowieka sprowadzona do oceny jego pojedynczych cech/czynów, jest dużym nadużyciem. Jakże aktualne.”

Chemiczny punkt widzenia pięknie przeniesiony na relacje międzyludzkie. Upowszechniam, bo warto. A że bez wiedzy autora, to i nazwisko tymczasem ukrywam.

 

ps. na zdjęciu sasanka, spotkana przedwczoraj przy kościele franciszkanów. Urzekła mnie swoim pięknem, więc zamieszczam. Tak bez związku z tematem. A może jednak, jakiś związek uda się dostrzec?

Biblioteki inspirują czyli Molariusz Warmińsko-Mazurski

sczachor

dachowka_i_farbySpotkania z ludźmi inspirują. Nawet, jeśli odbywają się za pośrednictwem papierowych książek. Biblioteka jest takim urokliwym miejscem na spotkania z myślą ludzką, opowieściami i refleksjami. W ciszy i w gwarze. To pierwsze w czasie czytania, to drugie w czasie różnorodnych, aktywizujących pikników naukowych.

Zmienia się świat wokół nas i nośniki ludzkiej myśli. Dawno temu były to recytowane poezje, śpiewane pieśni i ballady, tańczone przedstawienia muzyce. Potem myśl na długo przylgnęła do zadrukowanego papieru. Biblioteki z książkami przez kilka stuleci były sercem uniwersytetów. Teraz nastał czas elektroniki i cyfryzacji ludzkiej myśli oraz kontaktów. Ale nawet i teraz biblioteki nie przestają być miejscem spotkań. Zmienia się wiele (nośniki) by pozostało coś niezmiennego (wymiana ludzkich myśli).

Zbliża się IV Ogólnopolski Tydzień Bibliotek w Bibliotece Uniwersyteckiej UWM w Olsztynie (9-12.05.2017). W tym roku jego hasłem jest „Biblioteka. Oczywiście!”. A ja zapraszam na spotkanie z żywą książką i opowieściami o przyrodzie oraz kulturze przy… malowaniu dachówek. Tydzień Bibliotek został zainicjowany przez Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich. Jest to program promocji bibliotek i czytelnictwa, ukazujący jak biblioteki zmieniają swoje oblicze, między innymi przekształcają się w wielofunkcyjne centra informacji. Coraz bardziej stawia się w nich na nowoczesność, atrakcyjność i swobodniejsze zasady korzystania ze środków przekazu. To wszystko zapewnia przyjazny klimat do rodzenia się ciekawych pomysłów; krótko mówiąc – biblioteka inspiruje. Biblioteka UWM w Olsztynie w ramach Tygodnia Bibliotek zaprasza na cykl kulturalnych wydarzeń. Jedną z nich będzie piątkowe (12 maja) malowanie starych dachówek. A motywem będą… mole książkowe. Tak, jak sobie je wyobrażamy.

Dachówki pochodzą z Mazur, z Kowalewa, powiat piski. One dużo widziały, dużo pamiętają. Może i ze 100 lat mają. Ale jedna przyjechała aż z Umbrii (dar prof. Małgorzaty Chomicz). Przyjechała z dalekich Włoch, gdzie narodziła się idea wolnego życia cittaslow i gdzie powstawały pierwsze uniwersytety.

12 maja 2017 r., w godz. 12-18.00 (zobacz więcej) spotkamy się by malować mole książkowe. Tak powstanie pierwszy Warmińsko-Mazurski Molariusz. Zostanie wystawiony (zaprezentowany) na specjalnym stelażu (dachu) przed biblioteką. Obecnie są tam udostępniane dachówki z bioróżnorodnością Warmii i Mazur (namalowane w czasie pikników edukacyjnych na Wydziale Biologii i Biotechnologii oraz w czasie Europejskiej Nocy Naukowców w Bibliotece Uniwersyteckiej. Spotkamy się, by w otoczeniu wiedzy, na tarasie Biblioteki, niespiesznie rozmawiać, malować i popijać herbatę. Może nawet zjeść ciasto domowej roboty. Rozmawiać będziemy o literaturze, różnorodności biologicznej i … o ekologii moli książkowych. Powstanie molariusz (tak jak bestiariusz), który eksponowany będzie na specjalnym stelażu przed Biblioteką.

Spotkamy się, by zainsorowani literaturą faktu i fikcji oraz ilustracjami z książek, przy malowaniu rozmawiać o książkach, czytaniu, molach książkowych oraz lokalnym dziedzictwie przyrodniczym i kulturowym. Studenci kierunku dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze przygotują kilka opowieści o własnych molach książkowych. W dowcipnej opowieści przedstawią swojego mola, jego biologię, budowę (zilustrowaną malunkiem na dachówce), opowiedzą jaki tryb życia prowadzi, w jakim siedlisku spotkać go można, opowiedzą o powiązaniach z innymi gatunkami. Będzie więc to ekologia moli książkowych. A przy okazji bioróżnorodność lokalna i fantastyczna.

Można oczywiście przynieść własną dachówkę, o niezwykłej historii. I o niej, przy malowaniu, opowiedzieć. Ja przyniosę ze sobą dachówkę z gminy Vafabbrica (Włochy, Umbria), przywiezioną przez Panią Prof. Małgorzatę Chomicz. Została znaleziona w miejscu starego klasztoru. Klasztoru już nie ma, zostało po nim trochę dachówek i figura na skale. I powstaje opowieść z molem książkowym w tle.

Bioróżnorodność moli książkowych to podejście interdyscyplinarne, różnorodnożć kulturowa i różnorodność biologiczna. Z kontekstem lokalnym i europejskim.

 

Fot. Katarzyna Bikowska

zobacz też:

dachowki_kowalewo

Dlaczego biolog przychodzi do pedagogów by opowiadać bajki edukacyjne w formie dziecięcego teatrzyku?

sczachor

Kamishibai_u_pedagogow_cytrynek_2017Kamishibai to opowieść w formie teatrzyku ilustracji, wywodząca się z tradycji japońskiej. Dlaczego biolog przychodzi do pedagogów by opowiadać o takiej starodawnej formie prezentowania treści? I to w epoce cyfrowej? Czy jest to remedium na zapóźnienia dydaktyki akademickiej i propozycja dla unowocześnienia form edukacji w szkole? Na zaproszenie Wydziału Nauk Społecznych spotkam się ze studentami i pracownikami by podzielić się swoimi doświadczeniami w wykorzystaniu mobilnego internetu i materiałów umieszczonych w chmurze jako uzupełnienia tradycyjnego wykładu.

Na ulicę Żołnierską idę z dużą nadzieją. Dawniej mieścił się tam Instytut Biologii i Ochrony Środowiska WSP w Olsztynie. Spędziłem tam wiele lat, jako student i jako pracownik. W tych murach odbylo się wiele ważnych dyskusji o edukacji. Teraz idę szukać wsparcia i inspiracji. Idę z nadzieją, że pedagodzy staną się katalizatorem dla olsztyńskiej, akademickiej dyskusji o edukacji, w tym edukacji w murach uniwersyteckich. Idę wszak do specjalistów od edukacji. Liczę, że w długoterminowej współpracy i otwartej dyskusji czegoś nowego się dowiem, że będę uczestnikiem dyskusji o meandrach i wyzwaniach współczesnej edukacji.

Warunki będą nietypowe, bo to wykład dla dużej grupy, a więc standardowa forma kamishibai  nie nadaje się (trzeba eksperymentować z formami hybrydowymi). Trzeba dostosować opowieść w konwencji kamishibai, zarówno do dużej sali jak i do epoki cyfrowej. Poza rozważaniami ogólnymi, dotyczącymi globalizacji, cyfryzacji i robotyzacji przedstawię także bajkę edukacyjną o cytrynku latolistku oraz pokażę pomysł na wykład akademicki w formie opowieści kamishibai z elementami myślenia wizualnego (myślografia, rysnotka).

Będą to także rozważania na temat unowocześniania dydaktyki nie tylko akademickiej oraz o zagrożeniach związanych z globalizacją, cyfryzacją i robotyzacją,  uzupełni je pytanie czy ludzi zastąpią komputery i roboty także w edukacji.

Na ogół (?) zakazujemy studentom korzystania z telefonów komórkowych i nagrywania wykładów. Tym razem zachęcam, aby na wykład przyjść z smartfonem, tabletem lub innym urządzeniem mobilnym, z dostępem do internetu i zainstalowanym, bezpłatnym programem do odczytywania kodów QR. Warto przynieść także notatniki, kolorowe długopisy, mazaki lub kredki. Można będzie robić zdjęcia i nagrywać filmiki (jako forma indywidualnych notatek). Albo notować w dawnym, analogowym stylu.

Kamishibai – analogowa komunikacja i edukacja w epoce cyfrowej? Czy jest to sensowna propozycja? O tym będę chciał z pedagogami porozmawiać. Mają większą wiedzę ode mnie i większe doświadczanie. Idę się uczyć. Aktywnie. Jednym słowem nauczeństwo w czasach trzeciej rewolucji technologicznej.

Dziesięciolecie Uniwersytetu Dzieci

sczachor

DSC_0302Uniwersytet Dzieci obchodzi dziesięciolecie swojego istnienia. Przez lata swoje działalności, także i w Olsztynie, wniósł nową jakość w mury akademickie w zakresie edukacji pozaformalnej. Do już istniejących form prowadzenia wykładów i zajęć dla dzieci i młodzieży w czasie różnych pikników naukowych (np. Olsztyńskie Dni Nauki i Sztuki, Noc Biologów itd.) wprowadził systematyczne zajęcia, trwające cały rok. Uczelnie podążają tym samym kierunku, czego przykładem są zajęcia typu „wypożycz sobie naukowca” lub Czwartki z Humanistyką. A ostatnio także uruchomiony projekt Uniwersytet Młodego Odkrywcy.

Oprócz oczywistych korzyści edukacyjnych w upowszechnianiu wiedzy Uniwersytet Dzieci dał dodatkową szansę kadrze akademickiej na wypracowanie metod pracy z bardzo nietypowymi studentami. Działalność Uniwersytetu Dzieci wspiera misję uniwersytetu i dobrze wpisuję się w globalne trendy edukacyjne. Podążamy w tym samym, globalnym kierunku, odkrywając nowe środowisko edukacyjne.

Z uniwersytetem Dzieci współpracuje od samego początku ich działalności w Olsztynie. Prowadziłem już wykłady jak i zajęcia. Bardzo ciekawe doświadczenie dydaktyczne. Starem się je wykorzystać w codziennej pracy upowszechniania wiedzy i współpracy ze szkołami.

Na zdjęciu wyżej ostatni wykład w ramach inauguracji "Nauki do kwadratu".

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci