Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

spotkania

Turystyka jako edukacja w czasie wolnym – szlak wiedzy

sczachor

konferencja_turystyczna12 października 2017 roku odbyła się na UWM konferencja pt. Turystyka nas inspiruje – szlaki turystyczne szansą rozwoju turystyki regionalnej.  Wysłuchałem…. i się rzeczywiście zainspirowałem. Zostałem zaproszony by poprowadzić konferencję i dyskusję panelową (miałem przyjemność poprowadzić wspólnie z dr Anetą Omelan z Wydziału Nauk o Środowisku, Katedra Turystyki Rekreacji i Ekologii).

Wysłuchałem kilku ciekawych referatów i dyskusji panelowej. Być może sam bym się na tę konferencję nie wybrał, bo tematyka wydawała mi się trochę obok moich zainteresowań naukowych. A gdy czasu brakuje, z czegoś trzeba rezygnować, wybierać. Na szczęście „zostałem wywołany do tablicy”, dzięki czemu choć trochę udało się wyjść z własnej bańki informacyjnej (wybieramy to co znamy i lubimy w konsekwencji umykają nam rzeczy wartościowe, o których jeszcze nie wiemy).

Dlaczego piszę relację dopiero po miesiącu? Nazbierało mi się sporo zaległości, obiecałem relację już dawno. Szybko się myśli, ale pisze się znacznie wolniej. Łatwiej się opowiada niż układa słowa do przeczytania. Nadrabiam. Pisanie relacji to takie dodatkowe porządkowanie informacji i wrażeń, utrwalanie. A ja mam okazję powtórnie spojrzeć na Warmię i Mazury jako region przyjazny człowiekowi i dobremu życiu (zachowania prozdrowotne, dobre jedzenie, ruch itd.). Olsztyn jest miastem uniwersyteckim. Dzięki wspomnianej konferencji uświadomiłem sobie, że turystyka to edukacja w czasie wolnym. Trzeba tylko dobrze przygotować przestrzeń i środowisko edukacyjne. W całym regionie, z miasteczkami cittaslow włącznie. Refleksje pokonferencyjne dobrze wpisały mi się w rozważania o edukacji pozaformalnej i ustawicznej, ale dostrzegłem coś zupełnie nowego. Szlaki turystyczne mogą być elementami szeroko rozumianej edukacji, a ta jako element także turystyczny może wpisywać się w rozwój gospodarczy regionu (w tym w tak zwane inteligentne specjalizacje). Nie tylko centra nauki takie jak warszawskie CN Kopernik, i nie tylko w Olsztynie (także gminne, powiatowe czy mobilne). Może warto pomyśleć o połączeniu sił i stworzyć szlak wiedzy z Kopernikiem i czterema noblistami na początek?

Już w kuluarach, przed konferencją wywiązała się dyskusja o regulacjach w zawodzie przewodnika turystycznego. Pod wpływem solidnych i rzeczowych argumentów, dałem się przekonać i wycofałem ze swojego stanowiska. Pozostaje tylko problem jak połączyć typowego przewodnika turystycznego z edukatorem, wykorzystującym przestrzeń i infrastrukturę do szeroko rozumianej wielowymiarowej edukacji. Czy nauczyciel (edukator w szerszym rozumieniu) miałby jednocześnie uprawnienia przewodnickie?

Na konferencji kilkukrotnie wyartykułowano, że turystyka jest częścią gospodarki, w tym turystyka kulturowa oraz wyprawy indywidualne (dla indywidualnych turystów inaczej musi być przygotowane środowisko edukacyjne i atrakcje turystyczne). Turystyka to także podróże akademickie, etniczne, sentymentalne, kulinarne, eventowe, religijne, industrialne itd. Szerzej niż myślimy tradycyjnie o słońcu, plaży i żeglowaniu latem po jeziorach. Głównym tematem konferencji były szlaki turystyczne. Prelegenci podkreślali, że są to atrakcje, punkty usług (pierwotne i wtórne), instytucje organizujące szlak i zarządzające nim. To także centra interpretacji oraz wystawy. Rdzeń tak rozumianego szlaku jest niematerialny (kulturowa istota), otoczony jest produktem rzeczywistym i produktem poszerzonym. Szlak to sposób na dystrybucję kultury. Ale także na dobrze rozumianą edukację przyrodniczą i ekologiczną.

Istotą edukacji w turystyce jest podróżowanie w czasie wolnym, w tym ukierunkowane krajoznawstwo czy ożywianie historii. Wiąże się z tym tematyzacja turystyki kulturowej (marketing kultury), deglomeracją ruchu turystycznego (rozproszenie na prowincji, co ważne dla naszego regionu) – jadę tam, gdzie najwięcej przeżyję, znajdę doznań. Szlak to po prostu dużo skoncentrowanych elementów do przeżywania w jednym miejscu. Podróżujemy na różne sposoby, w grupach zorganizowanych, indywidualnie, samochodami, rowerami, pieszo. Dla każdej formy potrzebne są osobne pakiety – dostosowane tematycznie jak i uwzględniające możliwości mobilne. Poruszając się wolniej więcej dostrzegamy w krajobrazie. Poruszając się szybciej docieramy do bardziej rozproszonych obiektów i atrakcji turystycznych.

Najbardziej mnie zaskoczyło (a jednocześnie urzekło) wykorzystanie teorii systemów do rozważań o turystyce (planowanie, analizowanie).

Turystyka to taka forma upowszechniania wiedzy, w której edukowany nie wie (nie uświadamia sobie), że jest edukowany. To edukacja pozaformalna, która ostatnimi laty zaprząta mi głowę. Najczęściej myślimy o edukacji historycznej. Ale to tylko mały fragment. Sam we Francji widziałem szlaki o tematyce malarskiej, zarówno w mieście jak i daleko „na prowincji”. Gdyby do edukacji w czasie wolnym podejść znacznie szerzej, to być może moglibyśmy na szlakach turystycznych tworzyć…. Szlaki wiedzy. Zielona szkoła w ruchu. Niezwykle intrygujący to pomysł. Drugim tematem, jaki przychodzi na myśl, to turystyka przyrodnicza w obszarach chronionych. Dla zachowania najcenniejszych elementów chronionej przyrody trzeba ukierunkowywać turystykę. Czy do parków krajobrazowych turyści przybywają poznawać walory antropogeniczne czy przyrodnicze? Tak się przeplata nasze dziedzictwo przyrodnicze i kulturowe. Od dawna u nas funkcjonuje szlak zamków gotyckich. Ale chyba ten potencjał nie jest wykorzystany. Coś trzeba naprawić, udoskonalić, uzupełnić bo jeszcze nie działa tak jak powinien. Być może przydałyby się badania naukowe, które pozwoliłyby zdiagnozować sytuację i wypracować lepsze rozwiązania.

Szlak turystyczny to także uczestnictwo w kulturze. To co przyciąga to gwarancja autentyczności, dostępności, możliwość przeżycia indywidualnej wyprawy kulturowej i atrakcyjna forma edukacji w czasie wolnym. Czyli poza murami szkoły i w formie kształcenia ustawicznego. Przecież nowoczesna edukacja to nie tylko szkoły i nauczyciele, zamknięci w budynkach. Uczenie się w przestrzeni (dobrze zaprojektowanej pod kątem edukacyjnym) staje się na świecie coraz bardziej popularne. Tym bardziej że zapewnia kształcenie przez całe życie. Turystka to także organizowanie przestrzeni (środowiska) edukacyjnego. Do samodzielnej edukacji w dowolnym czasie. Przykład „odkrzesłowienia” szkoły.

W czasie omawianej, jednodniowej konferencji uczestnicy dyskutowali o tematyzacji szlaków, dostępności obiektów, potrzebach koordynatora szlaku. Oraz wprowadzaniu nowych form z mobilnym internetem, np. wykorzystaniem QR Kodów jako elementu wizualizacji na szlaku. Narzędziami kierowania ruchem turystycznym są także ulotki, mapy, znaki i tablice informacyjne. Turystyka to wzrost zatrudnienia, wzrost rozpoznawalności regionu i wzrost konkurencyjności. Jest elementem budowania marki regionu i wymiarem lokalnego dziedzictwa. Dla mnie nie tylko dziedzictwo kulturowe ale i przyrodnicze. Oba są dostępne i atrakcyjne przez cały rok.

Było i o Szlaku Kopernikańskim, o regionalnej trasie rowerowej, małych, lokalnych szlakach. "Cudownie. Kopernik tu mieszkał". Pogoń za Kopernikiem jako jeszcze jedna z propozycji tematycznych szlaków turystycznych. A jednocześnie edukacyjnych. Jak się okazuje, jesteśmy zagłębiem dla cittaslow. Ta sieć małych miast z dobrym życiem generuje ruch międzynarodowy. Idea narodziła się we Włoszech a Polska w liczbie miast cittaslow jest zaraz na drugim miejscu (235 miast we wszystkich krajach, w Polsce 26, z czego 20 na Warmii i Mazurach). Sieć cittaslow jest już chyba rozpoznawalną marką regionu i dziedzictwa kulturowego. Miejsce gdzie się dobrze żyje. Ruch turystyczny – ludzie i małe ojczyzny. Uczestnicy konferencji przedstawiali różne elementy turystyczne w wersji nowoczesnej: muzealnictwo, rzemiosło, stare zawody, zbiory i izby pamięci, kulinaria na szlaku, łącznie tworzy to nowoczesną gościnność. A przynajmniej może tworzyć.

Na tle tej dyskusji w mojej głowie pojawiały się skojarzenia z konektywizmem i wiedzą rozproszoną, synergią. Konferencja ta była zderzeni przemyśleń i doświadczeń teoretyków i praktyków. Uniwersytet w tym kontekście to dobre miejsce na takie interdyscyplinarne debaty.

Turystyka nas rzeczywiście inspirowała. Co uwidoczniło się w końcowej debacie panelowej. Podkreślono ekonomiczny rozwój regionu i zastosowanie teorii systemów do turystyki (bardzo mi to odpowiada). Turystyka jako edukacja pozafromalna i w czasie wolnym, a szlaki turystyczne jako tworzenie środowiska edukacyjnego. Potrzebny jest tylko jeszcze odpowiedni kapitał ludzki. I tu ponownie wracamy do uniwersytetu i jego społecznej misji w województwie warmińsko-mazurskim. Ja osobiście zainspirowany zostałem do szlaku wiedzy (dlaczego nie wykorzystać także i gamifikacji jako jednej z form tematycznego podróżowania?). Szlak wiedzy uwzględniający rekreację i zdrowie, jedzenie, ruch, aktywność, rozwój duchowy (wiedzy), doznania i jakość życia. Interdyscyplinarne podejście do turystyki i edukacji z certyfikowanymi produktami, usługami i… doznaniami.

Zaczynam dostrzegać nasz region jako potencjalnie przyjazny człowiekowi z licznymi cittaslow, wydarzeniami kulturalnymi (eventy różnotematyczne). Warmia i Mazury (w szerokim sensie, bo uwzględniające Powiśle jak i Ziemię Michałowską itd.) to sieć miejsc dobrego życia, lider w Polsce w zakresie cittaslow, gdzie widać wielokulturowość, dziedzictwo kulinarne, nowoczesne muzealnictwo, aktywne, rekonstrukcyjne.

 22310573_518896721777242_4397880137054764788_n1

Internetowy konektywizm zaskakuje mnie coraz bardziej

sczachor

cytowanie_mojego_blogaRozprzestrzenianie się informacji przez internet coraz bardziej mnie zaskakuje. Wydawałoby się, że w tym gąszczu informacji i nadmiarze treści, trudno cokolwiek znaleźć. Pojawia się coraz więcej cyfrowych bibliotek, udostępniających swoje zasoby na wolnej licencji. Jest mnóstwo stron i portali z informacjami, do tego miliony blogów.

Jak w tym natłoku znaleźć cokolwiek interesującego? Sztuką jest zapewne umiejętność rozmowy… ze sztuczną inteligencją (kompetencja XXI wieku). To znaczy umiejętne wpisanie słów do wyszukiwarek czy samodzielne przeszukiwanie różnorodnych repozytoriów. Ale to nie wszystko….

Kiedy zaczynałem pisanie niniejszego bloga, myślałem że dotrze zaledwie do niektórych studentów. Potem okazało się, że trafia do bardzo szerokiego grona. Ale ciągle byłem przekonany, że trafia tylko do czytelników jako swoista rozrywka popularnonaukowa. Takie było i jest też jego przeznaczenie. Gdy zamieszczone drobne informacje faunistyczne trafiły do publikacji – byłem pozytywnie zaskoczony. Czyli jednak warto nawet drobiazgu ocalić od zapomnienia, bo komuś mogą się przydać. Jak je znajdują? Najwidoczniej potrafią wpisywać odpowiednie słowa do przeglądarek internetowych. Ale kilka dni temu moje zdziwienie było jeszcze większe (ilustracja obok). Odwołanie do bloga ze strony angielskojęzycznej. Przecież ja piszę tylko po polsku na tym blogu. Jednocześnie wątpię by znajomość języka polskiego była większa niż wśród rodaków. Jakże zatem angielskojęzyczny poszukiwacz kryptozoologii i mitów dotyczących zwierząt dotarł do mojego wpisu na blogu o zmierzchnicy trupiej główce?

Dotrzeć to pewnie nie sztuka, po nazwie gatunkowej. Ale jak odczytał i zrozumiał? Najwyraźniej internetowe tłumaczenie tekstu przez sztuczną inteligencję jest coraz sprawniejsze i dostępniejsze. Ba. Ludzie między sobą porozumiewają się z wykorzystaniem telefonu, mimo że nie znają swoich języków. Sztuczna inteligencja zmienia nasze życie. Jeszcze nigdy tak wielu ludzi nie komunikowało się ze sobą. Biomasa współpracujących mózgów jeszcze nigdy nie była tak duża. Masa krytyczna.

Ps. Małe wyjaśnienie bloga pisze nie zamiast tradycyjnych publikacji tylko równolegle. Nie zamiast tylko i.

Jeziora i rzeki w mieście czyli konsultacje społeczne

sczachor

23318906_10213128165952138_1161574809_n

Badaniem jezior zajmuję się od lat. Do tej pory moje zainteresowania mieściły się w szeroko rozumianej hydrobiologii. Badałem przede wszystkim chruściki w jeziorach, w tym także  w jeziorach miejskich. I oczywiście w rzekach. Tym razem zaproszony zostałem na konsultacje społeczne, dotyczące olsztyńskich jezior i rzek. I to w charakterze uczestnika-obywatela a nie eksperta.

Jeszcze nigdy nie uczestniczyłem w konsultacjach społecznych. Z tym większą ciekawością się udałem. Z zadowoleniem odebrałem obecność przedstawicieli UWM (ale jako mieszkańców a nie urzędowo i instytucjonalnie) jak i kilku studentów z naszego uniwersytetu. Jest to sygnał, że nasz uniwersytet jest zgodnie z nazwą warmińsko-mazurski i uczestniczy w życiu codziennym regionu. Jest nie tylko z ambicjami do uczestnictwa wielkiej, światowej nauce, ale i z szeroko rozumianym transferem wiedzy do regionu. Tu i teraz, z głębokim rzeczywistym osadzeniem we własnym regionie. Chcę wierzyć, że nie był to odosobniony przypadek uczestnictwa w poprawianiu jakości życia mieszkańców i współdecydowaniu o lokalnych miejscach.

Zaskoczyła mnie liczna frekwencja mieszkańców i przedstawicieli instytucji a także obecność radnych. To były rzeczywiste konsultacje a nie tylko „odfajkowanie” pozycji z planu. Momentami atmosfera była napięta, zwłaszcza na początku. Wskazuje to z jednej strony na potrzebę takich spotkań, a z drugiej, że jest ich jeszcze za mało (niedosyt). Stąd czasami nieco napastliwa aktywność niektórych osób. Może czują, że przy braku czasu nie zdążą powiedzieć o tym, co dla nich najważniejsze? Najwyraźniej potrzeba nam mieszkańcom więcej takich spotkań, by po prostu ludzie mogli spokojnie się wygadać. I podyskutować. By poznać swoje różne oczekiwania, punkty widzenia, sposoby argumentacji.

Przestrzeń w mieście jest wspólna i trzeba wynegocjować jej mądre zagospodarowanie, dla wszystkich. Na to potrzeba dużo czasu i wielu informacji. Spotkania uczą wszystkich. Potrzeba tylko otwartości i cierpliwości by wysłuchać i zrozumieć potrzeby innych osób czy instytucji. Nie jesteśmy jednakowi.

Spotkanie odbyło się w ramach projektu „Przestrzeń dla partycypacji”. Na wstępie organizatorzy podkreślili, że władze miasta chcą usłyszeć głos mieszkańców w odniesieniu do Studium uwarunkowań. Przestrzeń jako wspólne dobro. Przestrzeń miejska jest wspólna, a tematem była rola jezior i rzek w naszym mieście (czyli Olsztynie). Urzędnicy miejscy poinformowali o dużym nacisku na zmianę studium uwarunkowań pod kątem zwiększenia zabudowy nad jeziorami. Zmartwiła mnie presja na zabudowę brzegów jezior Tursko (Żbik) i Redykajny. Najbardziej wartościowe przyrodniczo jeziora mogłyby takiej presji nie wytrzymać.

Doskonale rozumiem, że wielu by chciało mieszkać w pięknym krajobrazie z domkiem nad jeziorem. Ale zbyt duża zabudowa i presja na jezioro po pierwsze zniszczy krajobraz a po drugie zanieczyści jezioro. Już nie będzie pięknie i ładnie. Może dla lepszego zrozumienia tej kwestii najpierw porównanie. W samochodzie miejsce obok kierowcy jest „honorowe”. Ale czy wszyscy pasażerowie samochodu osobowego czy autobusu mogą siedzieć obok kierowcy? Chyba tylko w dowcipie o autobusie z Wąchocka.

Wróćmy do zabudowy i wykorzystania jezior oraz naszych rzek. To teren dla wszystkich mieszkańców a nie tylko dla wybranych. Zbiorniki wodne i tereny zielone przesądzają o jakości życia: możliwości cieszenia się pięknem krajobrazu, codziennej rekreacji i odpoczynku itd. Przecież tu żyjemy, mieszkamy, pracujemu i płacimy podatki. Nieatrakcyjna przestrzeń powoduje ucieczkę ludzi z miasta, na suburbia. Wraz z nimi odpływają podatki...

Wszystkiego do jednego garnka się nie da włożyć, niektóre inwestycje i funkcje się wykluczają (wchodzą w konflikt). Zatem potrzebny jest kompromis i zaplanowanie tych funkcji w różnych miejscach, by uniknąć potencjalnych konfliktów. Liczę na mądre i długofalowe planowanie a nie chaotyczną zabudowę czy inwestycje. Potrzebna jest więc pełna wiedza o tym, ile zabudowy „wytrzyma jezioro” by nie uległo zanieczyszczeniu czy obniżeniu wód. Zapobieganie szkodom znacznie mniej kosztuje niż ich naprawianie. Przykładem może niech będzie nasze jezioro Długie: wcześniej zanieczyszczone i przez wiele lat rekultywowane. Udała się rekultywacja i teraz mamy piękne tereny rekreacyjno-sportowe nad tym jeziorem. Taniej jest jednak nie psuć by potem naprawiać.

Potrzebne jest także studium krajobrazowe (jak zrozumiałem tego jeszcze nie ma), by wiedzieć ile i jak można zabudowywać nad jeziorami by… nie straciły one swojego uroku i swojej atrakcyjności. Może przykład. Kilkanaście lat temu kupiłem mieszkanie w Olsztynie. Wybierałem miejsce, firma od nieruchomości sprawdziła plany zagospodarowania terenu. Było dobrze, bo na przyległym terenie był w planach park. Kupiłem. Ale w ciągu kilku kolejnych lat zamiast parku wybudowano salon samochodowy, dwa duże parkingi i trzy bloki z dużym sklepem. W jakimś stopniu czuję się oszukany. Po kawałku i co jakiś czas zmieniano plan zagospodarowania systematycznie wykrajając z planowanego parku tereny pod inwestycje. Podobnie jest z innymi mieszkańcami. Deweloper kusi mieszkaniem lub domkiem w atrakcyjnej okolicy. Ale jak już się sprowadzą to tuż przy oknach stawia kolejny blok… Okno w okno. Wszystko wynika z braku długofalowego planowania i chaosu inwestycyjnego, wynikającego z chęci szybkiego zysku. Po prostu brak solidności.

Wśród wypowiedzi i propozycji mieszkańców pojawił się ciekawy głos na temat placów zabaw nad jeziorami i nad naszymi rzekami. By były nie takie standardowe ale z naturalnych surowców i niezbyt „zaplanowane”, wykonane z pojedynczych dużych kamieni, kłód drewna itd. Tak jak kiedyś wyglądały nasze podwórka (element rozwijający kreatywność, odpowiedzialność itd.). Raz, że byłoby to znacznie bardziej wkomponowane w krajobraz (zamiast takich samych wszędzie, mocno kolorowych i plastikowych huśtawek czy zjeżdżalni). Dwa, że tworzy to nową przestrzeń edukacyjno-rekreacyjną, dobrze wpisaną w strategię miasta ogrodu. Myślę, że to byłoby dobre zaplecze dla realizacji idei leśnych przedszkoli i szkół (prężnie rozwijająca się idea w krajach skandynawskich a i w Polsce jest już kilkanaście takich obiektów – w pobliskim Węgoju szkoła wykorzystuje tereny leśne do takiej edukacji).

Edukacja to także inwestycje i konkretne dochody. Co prawda nie w postaci betonu, ale równie wartościowe i tworzące podstawy do aktywności ekonomicznej. Twórzmy w mieście niebanalną przestrzeń edukacyjną, poprawiając jakość życia samych mieszkańców jak i polepszając infrastrukturę turystyczną. Dobrze rozumiania turystyka to nie tylko letnie wylegiwanie się na plaży ale całoroczna aktywność w różnych wymiarach. 

W najbliższym czasie będa jeszcze 3 podobne spotkania. Wybierzcie się, na prawde warto.

23334233_10213139663599572_2372798415535419905_o23270371_10213139663439568_5794554803063623109_o

Moim marzeniem jest pomalować wszystkie butelki świata (te niechciane)

sczachor

moje_butelki_z_wernisazu

W piątek 13-tego października 2017 r. odbył się wernisaż wystawy Grupy A*R*T (czytaj więcej na ten temat). I ja też po raz siódmy wystawiłem swoje malowane butelki, zarówno te znalezione w krzakach czy jeziorze, jaki te niewyrzucone (choć niepotrzebne) oraz podarowane przez znajomych (nie wyrzucają tylko oddają, by pomalować i by poszły w świat całkiem potrzebne). Malowane w bioróżnorodność, rośliny i owady naszego regionu. Ginąca i niedoceniana różnorodność biologiczna, niszczona przez zaśmiecanie krajobrazu i dewastowanie przyrody rozpasaną konsumpcją we wszystkich wymiarach.

Na wystawie znalazły się butelki malowane na lipcowym plenerze w Reszlu (zobacz zdjęcia z Reszla oraz informacje o plenerze). Niektóre pomalowane w reszelskim cittaslow już tam pozostały. Oraz butelki pomalowane w czasie wrześniowej, Olsztyńskiej Wystawy Dalii. Wszystkie powstawały w czasie spotkań z ludźmi. W czasie rozmów, rozmyślań i wzajemnych inspiracji. Bo człowiek ma sens jedynie wśród ludzi. Nawet jeśli jest samotny czy rozmyśla lub tworzy na pustkowiu. I sztuka też (ma sens jedynie wśród ludzi). Grupowa arteterapia, gdy mamy okazję dostrzegać siebie w procesie tworzenia. Ważny jest proces a nie produkt (finalny).

Maluję już od wielu lat. Pomalowałem już chyba z tysiąc butelek, słoików i innych szklanych pojemników (nie licząc starych dachówek czy polnych kamieni). Wszystkie rozdałem i powędrowały w różne miejsca Polski, Europy i świata. I ciągle mam pełne kartony czekających na kontakt z pędzlem i ludzkimi rozmowami.

Moim marzeniem jest pomalować wszystkie butelki świata – te niechciane, wyrzucone, zaśmiecające, niepotrzebne. By przez malowanie przywrócić im sens, uwagę, by ten sens, piękno i użytkowość ktoś na powrót zobaczył. I nie wyrzucał, lasu nie zaśmiecał, jeziora nie dewastował, konsumował mniej. Mniej materialnie więcej duchowo. Niemożliwie? Za dużo? Może będzie ich mniej... tych niechcianych i wyrzuconych. 

Nie ma rzeczy niepotrzebnych. I ludzi. Jest tylko nadmierna i powierzchowna konsumpcja rzeczy jednorazowych. Chciałbym im przywrócić długotrwałość i godne życie pełne sensu. Rzeczom i ludziom. Dużo tych niechcianych butelek (zapewne i ludzi). Wyrzuconych, za płot, za miedzę, za granicę, byle dalej z oczu. Odgrodzić się od tego „śmietnika” wysokim murem, kolczastym płotem…

Maluję, maluję a końca nie widać. Może ktoś pomoże je pomalować (i przywrócić sens)? Może razem, po wspólnej refleksji, odejdziemy od rozrzutnej kultury jednorazowości i przestaniemy dewastować zasoby Ziemi oraz estetykę krajobrazu, tego przyrodniczego i kulturowego? Może przestaniemy po prostu wyrzucać, a jednorazowość zastąpi długu cykl życiowy… opakowania. Piękno i trwałość przeciw tandecie i jednorazowości.

Żyj długo i z sensem. I pozwól żyć innym. Rzeczom i ludziom. W pośpiechu nie dostrzeżesz ani piękna ani sensu.

 

Czytaj też: Kup nowy odkurzacz, czyli prawo do naprawy

Edu Moc Online czyli konektywizm, kuragan i Superbelfrzy RP

sczachor

kuraganTytuł jest mocno zaszyfrowany, ale krok po kroku wyjaśnię wszystkie tajemnice. EduMocOnline 2017 to nazwa konferencji zorganizowanej przez Superbelfrów w dniu 7. października 2017 roku. Druga taka (pierwsza była w ubiegłym roku). I z pewnością nie ostatnia. Konferencja, jak sama nazwa wskazuje, odbyła się on-line czyli była to e-konferencja. Edu – to znaczy edukacyjna czyli poświęcona edukacji w polskiej szkole. Moc to moc sensu stricte. Zatem konferencja była na temat edukacyjnej mocy (mocy edukacji) i mocy nauczycieli, skupionych w nieformalnym stowarzyszeniu pod nazwą Superbelfrzy Rzeczypospolitej PolskiejNauczyciele mają moc zmiany świata na lepsze jak i zmieniania polskiej edukacji. Istny huragan. Ops, kuragan. Kuragan?

No dobra, ale co to jest ten kuragan (to wcale nie jest błąd literowy), który ujawnił się w trakcie konferencji? I jak to się stało (i za czyją to przyczyną), że huragan zmienił się w kuragan? Tak, tak. Współsprawcą była kura. Taka niby zwyczajna. Tajemniczy, cichy bohater opisywanej konferencji.

Zacznijmy od konektywizmu. Bo wspomniana konferencja jest dobrym i namacalnym przykładem konektywizmu – zbiorowej, rozproszonej i kumulatywnej wiedzy (mądrości). W konektywiźmie nie chodzi tylko o relacje nawiązywane za pomocą internetu. Nowoczesne technologie pozwalają tylko pełniej się ujawnić konektywnej wiedzy, powstającej w relacjach i dyskusji. Za prekursora idei konektywizmu uznałbym Ludwicka Flecka (czytaj także Genialni czyli o korzeniach dobrych zespołów naukowych), który kiedyś pisał o kolektywach naukowych i dodatkowej wiedzy, powstającej w dyskusji. W tej relacji powstaje wiedza, która nie należała do żadnego z dyskutujących i powstała dopiero w dialogu. Jako swoista wartość dodana. Konektywna wiedza to całość, która jest większa niż suma części.

Superbelfrzy sami się zorganizowali, wzajemnie (i życzliwie) się wspierają, wymieniają doświadczeniami (także na konferencjach tradycyjnych), pozostają w ciągłe rozwijanych relacjach. I zorganizowali dużą konferencję on line i non profit. Eksperyment, w którym i ja uczestniczyłem. I wiele się nauczyłem. A przede wszystkim doświadczyłem zupełnie nowych form komunikacji i konferowania. Superbelfrzy wymykają się tradycyjnym klasyfikacjom, są niejednokrotnie z (i dla) małych, wiejskich szkółek, z prowincji, którzy dzięki internetowi tworzą sieć współpracujących ze sobą pedagogów i edukatorów. Realna sieć i wiedza rozproszona, samoistnie powstająca. W pełnym znaczeniu przykład konektywizmu.

Jedna z współorganizatorek wspominanej konferencji - Marta Florkiewicz-Borkowska z Gimnazjum nr 3 w Pielgrzymowicach, 10 października uzyskała tytuł Nauczyciela Roku 2017. Pielgrzymowice? Gdzie to jest? Okazuje się, że to niewielka wieś w powiecie cieszyńskim. Głęboka prowincja.

Huragan pojawił się za sprawą wykładu otwierającego, przedstawionego przez Jacka Ścibora. Opowiadał o huraganie Pinokio, większym od Polski. Szukał oka cyklonu, założył okulary, nos Pinokia i coś tam jeszcze. Zakończył puentą, że konferencja jest po to, by nauczyciele sobie mogli poradzić w polskiej, codziennej rzeczywistości. Tej w Warszawie i tej głęboko na prowincji (tam gdzie kury zawracają a diabeł mówi dobranoc). W takich na przykład Pielgrzymowicach.

I w pewnym momencie na łączach pojawił się… Paweł Traczyk, zajmująco opowiadając o sztuce opowieści. Gdzieś w jego prezentacji, niby przypadkiem, pojawiła się kura. Niby nic w jego opowieści nie znaczyła. Ot taki przykład paradoksalnego bohatera, który przechodzi przez jezdnię po pasach. Lecz owa kura, niczym wirus, zagnieździła się w umysłach uczestników. I jak huragan zaczęła się pojawiać w najmniej oczekiwanych momentach. Swoją kurowatością (a może bohaterskością) gdakała w coraz to kolejnych wystąpieniach. A w zasadzie na czacie… Liczne ślady zostały w myślograficznych notatkach (zobacz niżej). Szczególnie intensywnie uaktywniała się na czacie. Czat to horyzontalny transfer wiedzy, jeden z ciekawszych i wartościowszych elementów internetowej konferencji. Przestrzeń aktywnego słuchania i komentowania.

Konferencja w złożona była z szeregu równocześnie odbywających się webinarów – (wideokonferencji), spotkań, warsztatów i wykładów! Czasem równolegle, co nowicjuszom sprawiało dużą trudność. Bo jak tu przejść z pokoju do pokoju, zwłaszcza że są to wirtualne pokoje na platformie ClickMeeting?

Nauczyciele dla nauczycieli z udziałem specjalistów z dziedzin, związanych z edukacją, pracowników naukowych uniwersytetów oraz gości specjalnych. W wydarzeniu mogło nieodpłatnie wziąć udział około tysiąca uczestników z całego kraju i zagranicy. Między godziną 9.00 a 21.30 (a więc przez ponad 12 godzin!) można było uczestniczyć w bezpłatnej konferencji, zarządzanej m.in. z jakichś tam Pielgrzymowic (nawet na mapie toto trudno znaleźć), i dedykowanej Światowemu Dniu Nauczyciela (World Teacher`s Day). Dzień ten obchodzony jest 5 października pod patronatem UNESCO. Ale wróćmy do konferencji EduMocOnline 2017.

W kuraganowej konferencji, pełnej edukacyjnej mocy, wystąpiło 32 prelegentów (w tym goście zagraniczni) oraz osoby z przeróżnych stref czasowych i miejsc (m.in. Paryż i Dubaj). Była też kura. Z huraganem. Wyszedł z tego niechcący kuragan. I dyskusje uczestników w kilku różnych przestrzeniach dodatkowych, na Facebooku, Twitterze, YouTube (transmisja na żywo) i gdzieś tam jeszcze. Chyba tylko kura wie o wszystkich. Prelegenci i uczestniczący nauczyciele (uaktywniający się na czacie, upubliczniający swoje myślografie itd.), zaangażowani byli wokół wspólnej idei dzielenia się wiedzą i umiejętnościami. Taka ekonomia dzielenia się, charakterystyczna dla trzeciej rewolucji technologicznej. Odległość dla nowoczesnej nauki i edukacji nie jest przeszkodą. Dla samokształcenia także. Ani pieniądze, bo można było uczestniczyć za darmo. Kura coś wspominała, że uczestniczyło coś około 500 osób. Ale trzeba to dokładnie sprawdzić. 

Napięcie rosło by pod koniec całodniowej konferencji być już jak huragan. Ops, przepraszam, kuragan, który zyskał nazwę i swoje oblicze graficzne. Kura-bohater (chyba niezamierzony i nieoczekiwany, konektywna wartość dodana) żyła swoim życiem, wprawiając w zdziwienie, czasem zakłopotanie, kolejnych prelegentów, gdy uczestnicy mimochodem dopytywali się o kurę lub powoływali się na kurę i kuragan.

Kuragan ujawniał się zwłaszcza w mniej zajmujących fragmentach konferencji. Bo wtedy mogli uczestnicy bardziej poczatować (dyskutować na czacie).

Kuragan edukacyjnej mocy nie skończył się wieczorem 7. października. Jeszcze długo będzie wyrzucał na światło dzienne (lub w postaci tekstów na blogach, filmików, myślografii itd.) przeróżne refleksje i pomysły edukacyjne. Co więcej, owi mniej lub bardziej tajemniczy Superbelfry (a wiedzieć trzeba, że są otwarci i działają zespołowo), nagrali całą konferencję i można obejrzeć wszystkie przedstawione prelekcje, wykłady i debaty. Przez to jeszcze przez długie miesiące Edumoconline 2017 będzie wpływało na nauczycieli i miało moc sprawczą. Tak, słowo moc jest jak najbardziej na miejscu. Ten kuragan nabiera siły.

 

ps. niżej kilka namacalnych dowodów na istnienie kury i kuraganu (wyżej zresztą też). Autorzy grafik: Andrea Hojdysz, Mateusz Łysek, Klaudia Ratajczak.

 22289608_285825358570418_1275732338978145201_o

22289767_1690638504299844_2107447174659628563_o

kura_bohater

O tym jak zostałem landartowcem i seedbomberem

sczachor

znakzqrkodemBomber? Toż to jakiś terrorysta, a dokładniej ekoterrorysta! Bo przecież ostatnio ekologów z definicji nazywa się terrorystami, siejącymi zagrożenie. A więc było to tak. W czasie służbowej podróży do Francji dowiedziałem się, że jestem landartowcem i seedbomberem.

Podróże kształcą. Pozwalają na dystans do lokalnej sytuacji oraz sprzyjają refleksjom, wynikającym z porównań i ze spotkania tego „innego”. Prowokują także do rozmów. W czasie odwiedzin, najpierw Limognes (liczny i urokliwy street art z przyrodniczym i artystycznym przesłaniem) a potem w arboretum koło Cruzant, zachwycaliśmy się sztuką uliczną, wykorzystaną m.in. do zorganizowanych i uporządkowanych tras spacerowych. O streetarcie już wiedziałem, dlatego łatwo wyławiałem w przestrzeni publicznej nawet niewielkie formy (widzimy to, o czym wiemy). Sztuka uliczna jest blisko ludzi, ulice są niejako galeriami wystawowymi. Działania artystów codziennie oglądają setki ludzi. A kto jest kustoszem takich wystaw o bezpłatnym i nieograniczonym wstępie? Czasem powstaje spontanicznie i chaotycznie, czasem jest bardzo przemyślana, inspirowana i planowo wkomponowana w krajobraz (w Limognes duża część inspirowana i tworzona przez władze miasta). Dyskretnie umieszczone tabliczki z qr kodami lub dobrze zabezpieczone przed wandalizmem instalacje z historycznymi zdjęciami lub reprodukcjami dzieł malarskich, ustawionymi w miejscach, gdzie powstawały (zobacz więcej zdjęć i jeszcze więcej). Można zobaczyć współczesną przestrzeń, np. most czy uliczkę, i stan sprzed kilkudziesięciu lat, utrwalony fotograficznie. Lub wizję artysty, utrwaloną na jego płótnie. To samo miejsce ale widziane zupełnie inaczej. Nie tylko zachwyca (bo piękne) ale i skłania do refleksji.

Spacerując po prywatnym arboretum de la Sedelle dopiero po chwili dostrzegłem i zrozumiałem czym jest land art. Sztuka ziemi w małej formie. I właśnie w czasie takich spacerów, w rozmowie z doktorantką, dowiedziałem się, że jest coś takiego jak land art. Do tej pory uświadamiałem sobie jedynie street art. I dowiedziałem się także o seedbombingu, czyli rozsiewaniu nasion (od ang. seed – nasiono), a więc zwiększaniu i odtwarzaniu bioróżnorodności. Tak jak mieszczanin w sztuce Moliera uświadomiłem sobie, że „mówię prozą”.

Maluję kamienie, układam je w przestrzeni publicznej, wytrwale dosiewam „chwasty” na miejskich trawnikach… zatem jestem także landartowcem i seedbomberem. Może jeszcze nieporadnym, ale jednak.

Będąc już świadomym istnienia land artu, doczytałem, lepiej poznałem i zrozumiałem czym on jest. I miałem okazję podziwiać w naturze, w środkowej Francji (w pobliżu znajduje się szlak turystyczny śladami impresjonistów - ale to już inna opowieść). Dokształcony podróżami będę bardziej skutecznie, efektywnie i intensywnie uprawiał ulotny land art w mikroskali jak i uczestniczył w seedbombingu. Może nawet zrealizuję coś ze studentami, niech i oni doświadczą (a nie tylko dowiedzą się).

Podróże kształcą. Lepiej zrozumiałem czym jest architektura krajobrazu i czym jest land art. Im więcej wiemy tym więcej dostrzegamy nawet w czasie spacerów. Dostrzeganie sensu i porządku zaaranżowanego przez artystę lub… Stwórcę.

Podróż to stan umysłu. Nie trzeba jechać daleko. Wystarczy wyjść na spacer i mieć oczy szeroko otwarte. A w zasadzie umysł.

21993178_10212770450209468_592272843031090900_o

Dzisiaj jest Dzień Kropki

sczachor

thedot2Dzisiaj jest Dzień Kropki, która poruszyła świat edukacji. Jedna kropa a skutek duży. Dzisiaj, to znaczy 15. września… ale i każdego dnia w roku. Kiedykolwiek tu zajrzysz, traktuj, że akurat dzisiaj jest ten wyjątkowy dzień.

Kropka trafiła na podatny i przygotowany grunt wśród nauczycieli. Była oczekiwana. The Dot Petera Reynoldsa (jest już polskie tłumaczenie) wywołała dobra lawinę. Pięknie opowiedziana historia o kropce i budzeniu talentów (koniecznie przeczytaj te historię). Wszelakich talentów. Bądź środowiskiem przyjaznym by z byle kropki rozwijały się talenty. Kropka postawiona na kartce, na dachówce, kamieniu czy starej butelce. I nie musi to być akurat 15. września.

Kropka to przykład jak dobro się replikuje. Niczym bakterie, grzyby, rośliny czy zwierzęta. Zło także się replikuje. Odkryj swoją kropkę i powielaj (replikuj) dobro. Odkryj swój talent i odkrywaj talenty innych.

Dzisiaj jest dobry dzień. Postaw swoją kropkę i poczekaj na mądrego nauczyciela. Albo od razu sam nim bądź.

Żółta żaba, tym razem w Sorkwitach

sczachor

ta_aba_2Tytuł niczym z kryminału albo powieści sensacyjnej o wilkołaku, paskudzie z Zalewu Zegrzyńskiego czy pumie ze Śląska. Wbrew pozorom to literatura faktu a nie fikcji. Otaczająca nas przyroda pełna jest niezwykłych zagadek i frapujących tajemnic.

A było to tak. Z wczoraj samego rana pan Krzysztof Kempisty napisał „Panie Profesorze, Cóż to za zwierz?” , załączając link do zdjęć z profilu „Stanica Wodna PTTK Sorkwity” , z dnia 6. września 2017 r. Pod zdjęciami był podpis „Pojawiła się żółta żaba na stanicy. Czy ktoś coś wie na temat tego gatunku?”

No tak, żółta żaba to niecodzienny widok na Mazurach. Tyle różnych gatunków obcych, inwazyjnych i egzotycznych, że i może ktoś żółtą żabę zawlókł do nas? Ze zwierzęciem tym już się spotkałem. Ponad dwa lata temu pisałem żółtej żabie: „Żółta żaba z dojlidzkiego stawu co zamieszania narobiła”  To albinotyczna forma żaby zielonej, naszego rodzimego i pospolitego gatunku. Sama w sobie niezwykła, bo rzadko spotykana.

Skąd się wzięła w Sorkwitach? Przywędrowała z okolic Białegostoku? Mało prawdopodobne. Chyba, że ktoś specjalnie przewiózł. A może kolejna mutacja i samoistne, naturalne powstanie płaziego albinosa? Czy dawniej też tak bywało? A może teraz jakieś specjalne warunki w środowisku panują, że takie niezwykłe formy się częściej pojawiają? Trudno powiedzieć. Dzięki internetowi i globalnej wiosce być może tylko więcej widzimy zbiorowym okiem i łatwiej się o tym informujemy?

W każdym razie zagadka przyrodnicza i ogromna ciekawostka. Czy albinotycznej, żółtej żabie będzie łatwiej przetrwać niż zielonym krewniakom? A może wręcz przeciwnie – szybciej zginie jako „odmieniec” na dodatek łatwo zauważalny?

ta_aba_1

ta_aba_3

Inspirująca animacja z parku i ulicy czyli patrzące drzewa i mówiące kamienie

sczachor

Oczy_drzewaSpacerując ulicami Starego Miasta (Olsztyn) któregoś dnia zauważyłem białe kamienie z napisami. Leżały w różnych miejscach. Zaintrygowały mnie. Pomyślałem, że to jakiś sympatyczny street art anonimowego artysty. Leżały sobie dyskretnie gdzieś na parapecie, w klombie czy pod ścianą na chodniku. Słowa wypisane na kamieniach, pobudzały do refleksji. Dopiero przypadkiem, w parku, pod drzewem z oczami, od pań z MOK-u dowiedziałem się, że te kamienie to rezultat jednej z animacji i warsztatów, przeprowadzonych w Starym Spichlerzu. Była to „Skrzynia dobrych słów” czy „Skrzynia życzeń”, nazwa uleciała mi z pamięci.

Ale inspiracja nie uleciała. Do tej pory malowałem na kamieniach (i dachówkach) owady, rośliny i inne przyrodnicze motywy. Kamienie i dachówki zostawały w przestrzeni publicznej (np. jedna z dachówkowych wystaw prezentowana będzie na wrześniowych Olsztyńskich Dniach Nauki i Sztuki przed budynkiem Biblioteki Uniwersyteckiej). Ale żeby umieścić pojedyncze słowa lub frazy i przemawiać nie tylko obrazem? Czemu nie, trzeba spróbować.

I spróbowałem. Najpierw na małym plenerze w Zastawnie (Ekofarma Vitalis), potem na plenerze w Morągu przy okazji regionalnego jarmarku. Oraz w Olsztynie (uzupełniając malowaniem napisów na fragmentach dachówek i starej glazury). I pomysł znalazł wielu naśladowców-kontynuatorów. Kamienie ze słowami włączyły się do społecznie zaangażowanych działań. Dyskretnie mówią o swoich życzeniach. Niczym biologiczny wektor przeniosłem kamienne „memy” do Elbląga, Morąga, Olsztyna (bo znajomym olsztyniakom bardzo spodobał się pomysł rozwijający się w Morągu).

A całkiem niedawno, na plenerze i wykładzie w lidzbarskiej Oranżerii Kultury, do kilku dachówek dodałem pojedyncze napisy. Liczę, że zostaną te dachówki umieszczone w publicznych ogrodach i staną się elementem gry terenowej. Tak jak Molariusz Warmińsko-Mazurski w czasie Europejskiej Nocy Naukowców.

A co z tymi drzewami, które patrzą? Gdzieś w internecie znalazłem zapowiedź małej akcji w olsztyńskim Parku Centralnym. Było coś o drzewach, nadawaniu imion i oczach. Wraz z rodziną i znajomymi wybraliśmy się zobaczyć co to takiego. I co widzą drzewa. Okazało się, że to również animacja rodem z Miejskiego Domu Kultury. Bardzo inspirująca i sympatyczna zabawa w parku, z elementami sztuki i dyskretnej edukacji środowiskowej (ekologicznej). Pomagając przyczepić oczy, po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat wspiąłem się na drzewo. Niczym na podwórku za szczenięcych lat. Czy park może być miejscem wszechstronnej edukacji? A i owszem, może. Wiele osób przechodziło i z zainteresowaniem przyglądało się wywieszonym na drzewach tabliczkom.

Drzewa otrzymały imiona. A my, spontanicznie domalowaliśmy im oczy. Żeby mogły patrzeć i opowiadać o tym, co widzą. Ciekawe co słychać u Natalii Wierzby i innych, nazwanych imionami, drzew. Z imionami nie są już tak anonimowe, nieznane, nieważne. Zostały społecznie adoptowane.

Kamienie ze słowami zainspirowały mnie skutecznie. A drzewa? Ziarno inspiracji zapadło w moim umyśle i niczym zarodnik-propagula spoczywa w „glebowym banku nasion”. Czeka na impuls, sygnał środowiskowy i odpowiednie warunki. Wtedy wykiełkują. I być może znowu wydadzą zwielokrotniony plon.

A co to takiego ten glebowy bank nasion? Termin biologiczny i ekologiczny, poszukaj, bo to ciekawy problem i wiele Ci rozjaśni o funkcjonowaniu ekosystemów.

Więcej zdjęć z animacji w parku: https://www.facebook.com/stanislaw.czachorowski/media_set?set=a.10212073414144002.1073742137.1634050064&type=3

Superbelfrzy i konektywizm czyli Edukacyjna Moc On-Line

sczachor

21192330_1690839237653508_2404539666702252848_n

Co to jest konektywizm? Kim są Superbelfrzy i co to jest EduMoc?

Superbelfrzy RP (Rzeczypospolitej Polskiej) to grupa aktywnych i innowacyjnych nauczycieli. Sami się zorganizowali, działają sprawnie choć nieformalnie. Uczą się w działaniu i zespołowo. Działają w sieci ale i spotykają się na rzeczywistych spotkaniach, przy okazji różnorodnych konferencje edukacyjnych jak i na szkoleniach czy konferencjach samodzielnie organizowanych. Jest to ruch całkowicie oddolny, samodzielny i społeczny. Występują w roli nauczających jak i jednocześnie uczących się (nauczeństwo jak się patrzy). Poznają nowe środowisko edukacyjne, wykorzystują technologie IT, myślografię i wiele innych prostych ale nowatorskich metod i narzędzi (także analogowych, zrobionych z recyklingu). Są nauczycielami a zarazem doradcami metodycznymi i konsultantami. I eksperymentują. Przede wszystkim na sobie. Są więc poznawczo odważni. I zafascynowani szkołą XXI wieku. I na koniec coś w odniesieniu do konektywizmu: są zbiorową, współpracująca w sieci, mądrością (wiedzą) rozproszoną. 

I oto Superbelfrzy RP po raz drugi organizują własną konferencję. Otwartą dla wszystkich choć liczba miejsc jest ograniczona. Udział jest bezpłatny i on-line - zatem dostępny dla każdego, nawet z odległej prowincji. Też w tej konferencji o niezwykłej Mocy Edukacyjnej wezmę udział. W tym roku to będzie moje trzecie aktywne uczestnictwo w internetowej konferencji. Zupełnie nowa rzeczywistość, której trzeba się nauczyć. Ale będę się szkolił w doborowym towarzystwie: odważnych i pozytywnie myślących nauczycieli

Nieco zabawne jest to, że naukowiec uczy się nowych form komunikacji od nauczycieli. Teoretycznie powinno być odwrotnie. Ale mamy zupełnie nową rzeczywistość trzeciej rewolucji technologicznej. Lubię się uczyć. Zwłaszcza od autentycznych, zafascynowanych i pozytywnie zakręconych edukatorów. 

21231568_1690839120986853_5267969837025454525_n

Konferencja EduMocOnline to impreza organizowana przez Superbelfrów RP, złożona z szeregu równocześnie odbywających się webinariów (wideokonferencji), spotkań, warsztatów i wykładów. Przez 12 godzin webinaria będą prowadzić nauczyciele z udziałem specjalistów z dziedzin związanych z edukacją, pracowników naukowych uniwersytetów oraz gości specjalnych, Martina Ebnera z Austrii i Hansa de Four z Belgii.

Wśród tematów konferencji znajdą się:

  • Edukacja Mobilna
  • Nowoczesne technologie na rożnych przedmiotach
  • Ocenianie
  • Promocja szkoły
  • Otwarte zasoby edukacyjne
  • Relacje w edukacji
  • Edukacja w oparciu o projekty Interdyscyplinarne projekty społecznie zaangażowane
  • Programowanie i kodowanie
  • Dyskusja panelowa "Co z tą szkołą?"

Więcej na stroni: http://www.superbelfrzy.edu.pl/edu-moc-online-2017/

oraz w facebookowym wydarzeniu: https://www.facebook.com/events/1580126902007630/

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci