Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

spotkania

Domowe eksperymentowanie czyli "Laboratorium w Szufladzie. Anatomia Człowieka"

sczachor

LwS._Anatomia_czowieka_okadka3DW dawnych latach bawienie się w lekarza na podwórku, by poznać anatomię człowieka, miało niecny podtekst. Czy zatem można w domowych warunkach poznawać anatomię człowieka? Anatomia człowieka wydaje się ostatnim tematem, który można byłoby proponować do amatorskiego zgłębiania wiedzy. Sekcje na człowieku? Brrr.  A jednak to możliwe dzięki dobrze przemyślanej książce "Laboratorium w szufladzie. Anatomia człowieka",  autorem której jest Zasław Adamaszek. Oczywiście żadnych sekcji nie ma. Za to dużo majsterkowania. 

"Laboratorium w szufladzie. Anatomia człowieka" to kolejna pozycja przydatna nauczycielom, rodzicom i uczniom, wydana przez Wydawnictwo Naukowe PWN. I tę książkę polecam.

Anatomia człowieka wydaje się trudną dziedziną do samodzielnego eksperymentowania. W połączeniu z majsterkowaniem, czyli prostym i samodzielnym wykonaniem modeli, poznawanie anatomii człowieka i zrozumienie działania różnych narządów staje się możliwe. I fascynujące. Sam jestem zaskoczony. 

"Anatomia człowieka" to książka, dzięki której samodzielnie można odkrywać jak fascynujący, niezwykły i tajemniczy jest ludzki organizm. Miliardy neuronów układu nerwowego, tysiące kilometrów naczyń krwionośnych, setki metrów powierzchni sorpcyjnych w jelitach i płucach. Nasze serce pompuje cysterny krwi, a więzadła są mocniejsze niż powłoki kamizelek kuloodpornych. Gdzie to wszystko się mieści i jak działa fascynująca maszyneria, którą co dzień widzimy w lustrze - nasze ciało? Czy można zrobić własne domowe laboratorium anatomiczne? W co je wyposażyć? Z czego skonstruować wykrywacz kłamstw, fonokardiograf, dermatoskop i transiluminator? Te egzotycznie brzmiące słowa to nazwy przyrządów, które pomagają poznawać tajniki naszych organizmów. Możemy je badać bezpiecznie w domowym lub szkolnym laboratorium. Przy okazji wyposażyć się też we własnoręcznie zbudowane modele anatomiczne. Odkryć, jak działa wspaniała biochemiczna maszyneria, jaką są nasze ciała!

I jeszcze kilka słów o autorze. Jest elektronikiem z powołania a chciał być neurochirurgiem. Zaskakujące i owocne jest połączenie tych dwóch dziedzin zainteresowania. Współczesne osiągnięcia medycyny pokazują, że ten mariaż właśnie ma miejsce. Na przykład ślimakowe implanty słuchu lub sterowane cyfrowo protezy narządów ruchu. Zasław Adamaszek został jednak przy elektronice, a medyczne zainteresowania zawiodły go do Instytutu Biocybernetyki i Inżynierii Biomedycznej. Praca tam była dekadą ogromnej, naukowej przygody. Później, samodzielnie już, konstruował i produkował urządzenia elektroniczne wspomagające słuch i wzrok. Zawodowy zwrot związał jego losy z Centrum Nauki Kopernik, które miał przyjemność przez sześć lat współtworzyć. I to doświadczenie edukacyjne widoczne jest w rekomendowanej książce. 

Książkę poleca m.in. blog Profesorskie Gadanie.

Jeżeli brak wiedzy jest cierpieniem, to wiedza powinna być przyjemnością

sczachor

Kamie_i_gadysz

„Jeżeli brak wiedzy jest cierpieniem, to wiedza powinna być przyjemnością. I tak jest rzeczywiście. Tych, co wiedzą, nie trzeba o tym przekonywać, bo wiedzą; a tych, co żyją w nieustannej ciemności, i tak nic nie przekona. (…) Dziś nauki – z jej morderczymi zastosowaniami – nie uznalibyśmy za bezpieczną i niewinna rozrywkę. Tym bardziej więc należy kontrolować przyjemności związane ze zdobywaniem wiedzy i z tym, że się wie. Tu z całą ostrością pojawia się problem dobra i zła.”

Michał Heller „Jak być uczonym” Wyd. Znak, Kraków 2009 r.

Cisza i samotność sprzyjają mądrości

sczachor

reszel_butelki

"Cisza i oderwanie wyostrzają uwagę i pozwalają łatwiej dostrzegać rzeczywistą wartość spraw i rzeczy.

Cisza i samotność sprzyjają mądrości. Trzeba umieć milczeć, by mieć coś do powiedzenia i przynajmniej od czasu do czasu pobyć w samotności, by zdobyć umiejętność bycia pośród ludzi."

ks. Adam Boniecki, Tygodnik Powszechny nr 13 (3585), 25 marca 2018

 

Zdjęcie z letniego pleneru w Reszlu, 2017, miasteczko cittaslow.

W pogoni za poklaskiem staczamy się w otchłań absurdu i nienawiści

sczachor

 29340141_10214283012102570_4551243112460047067_nCzłowiek ma sens jedynie wśród ludzi. Bo jesteśmy gatunkiem społecznym. Naukowcy zupełnie niedawno odkryli znaczenie inteligencji społecznej oraz emocji. Okazało się, że nie tylko IQ jest w życiu człowieka ważne. Równie ważna jest komunikacja oraz budowanie więzi. W sumie to ludzkość wiedziała o tym od bardzo dawna, teraz tylko neurobiolodzy i antropolodzy wskazali na biologiczne i ewolucyjne podłoże tych zjawisk.

Jak budowane jest poczucie więzi i wspólnoty? Można na różne sposoby. Czasem na przykład przez wymyślanie wrogów i budowanie języka nienawiści. Wspólny wróg spaja grupę (przykład na ilustracji obok, skan z komentarzy internetowych). Tak było przez setki tysięcy lat. Ale strategia ta skuteczna była w hordach i grupach, żyjących na poziomie łowców i zbieraczy. Osiadły tryb życia oraz powstawanie coraz większych społeczeństw wymusiło wymyślanie innych mechanizmów spajających coraz większą grupę. Niemniej atawistyczne cechy tkwią w nas głęboko i często przypominają o sobie. Budowanie wspólnoty przez wskazywanie wrogów i na nich skierowany język nienawiści owszem spaja, ale nie za mocno i niestety na krótko. Zwłaszcza w dużych społecznościach. Na dodatek skutki uboczne są bardzo szkodliwe dla samej społeczności.

Kilka dni temu szukając informacji o książce „Eksperyment”, wpisałem kilka słów kluczowych i przypadkiem trafiłem na stronę, udającą serwis informacyjny. Zamieszczony tekst pana Jaśkowskiego nie był nowy, ukazał się kilka miesięcy temu (także i w innym miejscu). Z tym panem miałem już nieprzyjemność „spotkać” się w internecie, przy okazji protestu studentów. Pan Jaśkowski swoje „rewelacje” i ataki personalne umieszcza w różnych miejscach – tam gdzie wydrukują. A dotyczy to serwisów bardzo niskich lotów, stron prywatnych i najpewniej zawodowych troli (produkujących faktoidy).  

Nie będę polemizował z bzdurami (wcześniej już o tym nieco napisałem), które ten pan wypisuje, ani z jego atakami personalnymi. Na jedno chciałbym zwrócić uwagę. Ten pan jest doktorem nauk medycznych. A więc musiał odebrać podstawowe wykształcenie biologiczne i medyczne oraz zapoznać się z metodologią naukową. Jakim więc cudem teraz wypisuje wierutne bzdury o nie istnieniu wirusa odry (skan niżej), powołując się na wyrok sądu w Niemczech? O istnieniu lub nieistnieniu jakiegokolwiek gatunki nie rozstrzygają żadne sądy ! Sprawdziłem, o co chodziło z tym wyrokiem. Zmanipulowana informacja i mocno przekręcona. Wcześniej wykorzystywana była przez innego „guru” antyszczepionkowców (i zwolenników innych teorii spiskowych). Najwyraźniej pan Jaśkowski pozazdrościł sławy i chciał doszlusować do „celebrytów”. Chyba nie sprawdzał prawdziwości i sensu tegoż wyroku "o nie istnieniu wirusa", powodującego chorobę. A sprawa w sądzie dotyczyła obiecanej nagrody. Jakiś nawiedzony antyszczepionkowiec w Niemczech obiecał dużą sumę pieniędzy dla tego, kto wskaże publikację, udowadniającą istnienie wirusa odry. To miał być dowód na nie istnienie, bo skoro nikt się nie zgłasza po łatwe pieniądze, to na pewno nie ma wirusa. I jakiś człowiek zgłosił się, przedstawiając kilka publikacji. Oczywiście obiecanych pieniędzy nie otrzymał, zgłosił więc sprawę do sądu. Wyrok niestety zapadł niekorzystny, bo jakkolwiek publikacje dowodziły niezbicie istnienie chorobotwórczego wirusa odry, to nie w jednej publikacji. A kruczek adwokacki był taki, że miało być w jednej publikacji. I teraz niektórzy antyszczepionkowcy, w tym pan Jaskowski, powołują się na ten wyrok jako dowód na nieistnienie wirusa... Sprawa sądowa dotyczyła jednak niewypłacenia obiecanych pieniędzy a nie wirusa jako takiego. Ale "ciemny lud" każdą bzdurę kupi (bez weryfikacji), jeśli jest z odpowiednim zadęciem zakomunikowana.

A zatem dlaczego? Myślę, że dla poklasku i bycia przez moment w centrum społecznej uwagi jakiejś grupy? Możliwe, że pisanie wierutnych bzdur przez pana Jaśkowskiego wynika z samotności starszego człowieka. I jak w każdym odzywa się potrzeba bycia wśród ludzi, w grupie. A jeśli do tego ktoś słucha/czyta czy pokazuje swoją uwagę… to mówca czuje się ważnym. Uznanie w grupie jest jak narkotyk – wciąga i uzależnia. Potrzeba kolejnych dawek uznania, i biedny człowiek brnie w coraz większe bzdury. Emocje przesłaniają zdolność do analizowania wiarygodności faktów. I pan Jaśkowski wypowiada kolejne kwestie, by być słuchanym. Osamotniony, stary człowiek, szukający więzi z ludźmi. Już bez hamulców, bez samokrytyki? I jak widać po komentarzach w załączonym wyżej fragmencie, agresja rodzi jeszcze większą agresję. Złe myśli i faktoidy roznoszą się jak chorobotwórcze wirusy i jak plotki.

Komentarze jeszcze bardziej smutne. Efekt narastającego języka nienawiści i budowania wspólnoty przez nienawiść do wroga (rzeczywistego lub całkowicie wymyślonego). Napędzająca się wzajemnie grupa w poszukiwaniu więzi i społecznego uznannia. Na jak długo to będzie spajać? I jakie skutki samej grupie przyniesie? Jak się zużyje jeden wróg, to skoczą sami sobie do gardeł. Albo zaintersują się kolejną teorią spiskową....

Bezrefleksyjne teorie spiskowe... są efektem społecznego mózgu człowieka. Być unikalnym strażnikiem tajemnicy (teoria spiskowa) i mówić/pisać tak, by ktoś słuchał. Wtedy mówca czuje wieź społeczną, czuje się dobrze.Tak też można, ale nic dobrego z takiej strategii nie powstaje. Rośnie frustracja. 

Ostatnio pokazane badania wskazują, że spadła sympatia Polaków do wszystkich narodów (badanych). A ciekawe jak z sympatią do nas samych? Chyba też ten sam język nienawiści, kreowany przez liderów partyjnych i usłużne media. Dla chwilowego zysku. Ale jest jak z piciem wódki, chwilowa poprawa humoru... a poten duży kac z bólem głowy. Społecznie w Polsce ten "kac" jest coraz bardziej odczuwany w postaci rosnącej niechęci do innych i samych siebie (ciągle trzeba wynaleźć nowego wroga by mieć kogo nienawidzieć).

Chorobotwórcze wirusy czy bakterie mogą być przyczyną dużych epidemii. W przeszłości wielkie epidemie dziesiątkowały ludność Europy (ale i zapewne innych kontynentów też). Język nienawiści osłabia całe społeczności, nasila agresję, która przybiera nierzadko fizyczną postać… a czasem wojny i ludobójstwo. Niech przykładem będzie antysemityzm i Holokaust. A jeśli spojrzymy na współczesny świat to w każdym dziesięcioleciu znajdziemy przemoc i ludobójstwo z nienawiści do najprzeróżniejszych grup społecznych, etnicznych czy wyznaniowych. 

A na koniec mały cytat, odnoszący się do rocznicy marca 1968 i przemówienia Gomułki "(...) szybko zobaczymy, że znacznie więcej miejsca poświęcił atakowi na inteligencję, zwłaszcza na niepokornych pisarzy, niż na syjonistów. Dziś, gdy nie brakuje polityków szczujących "zwykłych ludzi" na  elity za rzekome - jak się mówiło w PRL - "oderwane od mas", warto o tym przypomnieć." (Prof. Dariusz Stoła, Tygodnik Powszechny,  nr 11.2018, artykuł "Kraj, w którym nie mogli być Polakami", 

Szczepionki bronią nas przed epidemiami. A co nas obroni przez nienawiścią? Jakie "szczepionki" duchowe? I żeby uchronić przed epidemią potrzebna jest duża "wyszczepialność". 

29386647_10214283011982567_8802529386784944496_n

Zapytaj astronautę czyli jak spełniają się marzenia

sczachor

Zapytaj_astronaute_okadkaJako kilkunastoletni chłopiec zaczytywałem się w książkach science-fiction i zafascynowany byłem perspektywą lotów w kosmos. Marzyłem by samemu polecieć, np. z misją kolonizacyjną Marsa. Interesowałem się już wtedy biologią i myślałem, że biolog na pewno się przyda. Ale jednocześnie czułem, że moje marzenia są jakieś nierealne. Podbój kosmosu był za razem blisko i bardzo daleko. Wydawało się, że już zaczniemy latać a ciągle się proces wydłużał. Może po prostu za słabo chciałem? Bo Tin Peake marzył i poleciał. I teraz przeczytałem jego książkę pt. "Zapytaj astronautę" (Wszystko, co powinieneś wiedzieć o podróżach i życiu w kosmosie), w tłumaczeniu Zbigniewa Kościuka, a wydaną przez Wydawnictwo Kobiece (Białystok, marzec 2018).

Lektura książki zbiegła się z widowiskowym wysłaniem rakiety z samochodem przez Munka. Na nowo kosmos stał się bliski i realny. Może więc znowu zacząć marzyć o wielkich podróżach, wyzwaniach i nieziemskich przygodach?

„Nie pozwólcie nikomu, aby powiedział wam, że nie możecie czegoś osiągnąć” – te słowa Tima Peake’a odnieść można nie tylko do podróży w kosmos. Książkę czyta się świetnie i poza ciekawostkami z życia astronauty dowiedzieć się można wielu ogólnych rzeczy. Znowu poczułem się jak chłopiec, który marzy o przygodach.

Rozczytywałem się w książkach Stanisława Lema. Ale Tim Peake znacznie bardziej realnie i namacalnie przedstawił codzienne życie astronauty: od przygotowań i treningów, po życie codzienne na stacji kosmicznej i trudach lądowania oraz powtórnej aklimatyzacji do życia na Ziemi. Autor przedstawił to tak obrazowo, że poczułem się jakbym sam poleciał na misję do międzynarodowej stacji kosmicznej. Opowieść o życiu astronauty ułożona jest w formie pytań i odpowiedzi. Powstawała z pytań… zadawanych za pośrednictwem Facebooka i Twittera – portali społecznościowych. Bardzo współczesna forma i niecodzienny sposób tworzenia treści. Ale może tak będzie już coraz częściej?

Tim Peake to pierwszy Brytyjczyk, który dotarł na pokład Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Spędził tam blisko pół roku na badaniach i eksperymentach w stanie nieważkości. My też mamy swojego kosmonautę – Mirosława Hermaszewskiego. Ale zabrakło chyba takiego medialnego podejścia w promocji misji kosmicznych. Międzynarodowa Stacja Kosmiczna to przede wszystkim niezwykłe laboratorium badawcze. Nauka to proces zespołowy, nic więc dziwnego, że badania prowadzą duże zespoły międzynarodowe.

Nie jest łatwo zostać astronautą. „Ścieżka prowadząca w kosmos jest usiana wieloma poniżającymi sytuacjami w rodzaju wziernikowania esicy, endoskopii, lewatywy oraz niekończącego się poszturchiwania i opukiwania.” Ale nie trzeba być prymusem w szkole. O wiele ważniejsze są marzenia i wytrwałość w dążeniu do celu. Z tego samego chyba powodu podobały mi się „Opowieści o pilocie Pirxie” Stanisław Lema.

Współcześnie naukowiec i pilot mają równe szanse by zostać astronautą. W 2009 roku z dwudziestu kandydatów na astronautę połowa nie miała doświadczenia pilota wojskowego. Zatem można marzyć i w laboratorium naukowym o lotach kosmicznych. Byleby zadbać o zdrowie i kondycję.

Astronautą może zostać nauczyciel, inżynier, lekarz medycyny lub osoba wykonująca inny zawód.(…) Przede wszystkim, niezależnie od tego, co studiowałeś, powinieneś być w tym naprawdę dobry. Jest to zalecenie o charakterze ogólnym i nie odnosi się tylko do lotów kosmicznych. Bo jak pisze Peake „wykształcenie akademickie lub lotnicze mogą doprowadzić was do rozmowy kwalifikacyjnej, ale robotę astronauty dostaniecie dzięki zapałowi i entuzjazmowi, charakterowi i odpowiedzialności.

Mocno w pamięci utkwił mi fragment o tym, dlaczego na stacji kosmicznej trzeba wolno i ostrożnie zdejmować skarpetki. Po prostu złuszcza się naskórek (pięty stają się bardzo delikatne) i może unosić się jako kłopotliwy pył i kurz dość długo w warunkach mikrograwitacji. Niespodziewany kłopot. W warunkach ziemskich na takie drobiazgi nie zwracamy uwagi. A jak załatwiać naturalne potrzeby fizjologiczne w warunkach nieważkości? Tego też można się dowiedzieć ze wspomnianej książki. Jak w kosmosie pierze się ubrania? Czy jedzenie smakuje tak samo? Jak pachnie kosmos i próżnia? Co dzieje się z naszym organizmem? I czy można wziąć udział w londyńskim maratonie będąc w ... kosmosie. Tego wszystkiego doświadczają astronauci a bardzo duże zespoły na Ziemi starają się to technicznie i koncepcyjnie rozwiązać.

Bliski jest podbój kosmosu. To będzie nasza wielka przygoda. Gramy w wielkiej, międzynarodowej drużynie, która tego dokona. A na razie można wziąć do ręki książkę Tima Peake’a i poznać życie na stacji kosmicznej. Codzienne życie astronauty.

A co jeszcze z omawianej lektury warto zasygnalizować? Na przykład to, że posiadanie szerokich doświadczeń, np. pracy w międzynarodowym środowisku, zawsze będzie dużą zaletą, podobnie jak zdolności językowe. A także tak zwane kompetencje miękkie: praca w grupie, umiejętność podejmowania decyzji, zdolności przywódcze, umiejętność pracy w warunkach stresowych itd. Przydadzą sie każdemu, nie tylko w kosmosie.

 

Czytaj także:

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci