Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

spotkania

Dlaczego biolog przychodzi do pedagogów by opowiadać bajki edukacyjne w formie dziecięcego teatrzyku?

sczachor

Kamishibai_u_pedagogow_cytrynek_2017Kamishibai to opowieść w formie teatrzyku ilustracji, wywodząca się z tradycji japońskiej. Dlaczego biolog przychodzi do pedagogów by opowiadać o takiej starodawnej formie prezentowania treści? I to w epoce cyfrowej? Czy jest to remedium na zapóźnienia dydaktyki akademickiej i propozycja dla unowocześnienia form edukacji w szkole? Na zaproszenie Wydziału Nauk Społecznych spotkam się ze studentami i pracownikami by podzielić się swoimi doświadczeniami w wykorzystaniu mobilnego internetu i materiałów umieszczonych w chmurze jako uzupełnienia tradycyjnego wykładu.

Na ulicę Żołnierską idę z dużą nadzieją. Dawniej mieścił się tam Instytut Biologii i Ochrony Środowiska WSP w Olsztynie. Spędziłem tam wiele lat, jako student i jako pracownik. W tych murach odbylo się wiele ważnych dyskusji o edukacji. Teraz idę szukać wsparcia i inspiracji. Idę z nadzieją, że pedagodzy staną się katalizatorem dla olsztyńskiej, akademickiej dyskusji o edukacji, w tym edukacji w murach uniwersyteckich. Idę wszak do specjalistów od edukacji. Liczę, że w długoterminowej współpracy i otwartej dyskusji czegoś nowego się dowiem, że będę uczestnikiem dyskusji o meandrach i wyzwaniach współczesnej edukacji.

Warunki będą nietypowe, bo to wykład dla dużej grupy, a więc standardowa forma kamishibai  nie nadaje się (trzeba eksperymentować z formami hybrydowymi). Trzeba dostosować opowieść w konwencji kamishibai, zarówno do dużej sali jak i do epoki cyfrowej. Poza rozważaniami ogólnymi, dotyczącymi globalizacji, cyfryzacji i robotyzacji przedstawię także bajkę edukacyjną o cytrynku latolistku oraz pokażę pomysł na wykład akademicki w formie opowieści kamishibai z elementami myślenia wizualnego (myślografia, rysnotka).

Będą to także rozważania na temat unowocześniania dydaktyki nie tylko akademickiej oraz o zagrożeniach związanych z globalizacją, cyfryzacją i robotyzacją,  uzupełni je pytanie czy ludzi zastąpią komputery i roboty także w edukacji.

Na ogół (?) zakazujemy studentom korzystania z telefonów komórkowych i nagrywania wykładów. Tym razem zachęcam, aby na wykład przyjść z smartfonem, tabletem lub innym urządzeniem mobilnym, z dostępem do internetu i zainstalowanym, bezpłatnym programem do odczytywania kodów QR. Warto przynieść także notatniki, kolorowe długopisy, mazaki lub kredki. Można będzie robić zdjęcia i nagrywać filmiki (jako forma indywidualnych notatek). Albo notować w dawnym, analogowym stylu.

Kamishibai – analogowa komunikacja i edukacja w epoce cyfrowej? Czy jest to sensowna propozycja? O tym będę chciał z pedagogami porozmawiać. Mają większą wiedzę ode mnie i większe doświadczanie. Idę się uczyć. Aktywnie. Jednym słowem nauczeństwo w czasach trzeciej rewolucji technologicznej.

Dziesięciolecie Uniwersytetu Dzieci

sczachor

DSC_0302Uniwersytet Dzieci obchodzi dziesięciolecie swojego istnienia. Przez lata swoje działalności, także i w Olsztynie, wniósł nową jakość w mury akademickie w zakresie edukacji pozaformalnej. Do już istniejących form prowadzenia wykładów i zajęć dla dzieci i młodzieży w czasie różnych pikników naukowych (np. Olsztyńskie Dni Nauki i Sztuki, Noc Biologów itd.) wprowadził systematyczne zajęcia, trwające cały rok. Uczelnie podążają tym samym kierunku, czego przykładem są zajęcia typu „wypożycz sobie naukowca” lub Czwartki z Humanistyką. A ostatnio także uruchomiony projekt Uniwersytet Młodego Odkrywcy.

Oprócz oczywistych korzyści edukacyjnych w upowszechnianiu wiedzy Uniwersytet Dzieci dał dodatkową szansę kadrze akademickiej na wypracowanie metod pracy z bardzo nietypowymi studentami. Działalność Uniwersytetu Dzieci wspiera misję uniwersytetu i dobrze wpisuję się w globalne trendy edukacyjne. Podążamy w tym samym, globalnym kierunku, odkrywając nowe środowisko edukacyjne.

Z uniwersytetem Dzieci współpracuje od samego początku ich działalności w Olsztynie. Prowadziłem już wykłady jak i zajęcia. Bardzo ciekawe doświadczenie dydaktyczne. Starem się je wykorzystać w codziennej pracy upowszechniania wiedzy i współpracy ze szkołami.

Na zdjęciu wyżej ostatni wykład w ramach inauguracji "Nauki do kwadratu".

Przez szkło butelek, w przasnyskiej bibliotece

sczachor

czachorowski_butelkiBiblioteki stają się miejscem spotkań międzyludzkich już nie tylko przez papier (książka) ale i rozmowy twarzą w twarz. Dawną tradycją były i są spotkania autorskie, z pisarzami, poetami, dziennikarzami. Ale ostatnio zakres tematyczny spotkań się poszerza. Biblioteki zmieniają swój charakter. Są bardziej otwarte i wypełniają miejsce publicznych spotkań.

Kilka razy malowałem już w przestrzeni publicznej. Teraz zostałem zaproszony do Przasnysza, na rozmowy przyrodnicze przy... malowaniu butelek.

Dnia 20 kwietnia 2017 r., w ramach Klubu Rękodzieła „Biblioteka pod szpileczką”, działającego w Filii Nr 1 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Przasnyszu ul. Orlika 27 (Budynek Spółdzielni Mieszkaniowej), odbędą się warsztaty plastyczne malowania na szkle. Poprowadzę te warsztaty i mam nadzieję, ze powstaną prace, które stanowić będą zaczątek wystawy. Malowaniu towarzyszyć będą opowieści (niczym traktat o łuskaniu fasoli) o różnorodności biologicznej Mazowsza. Motywami do malowania będą gatunki roślin, grzybów i zwierząt. Zasoby wiedzy będą pod ręką (wszak to biblioteka), zarówno opisujące przyrodę jak i ilustracje, które mogą być inspiracją i wzorem. A gdyby zabrakło, to wystarczy sięgnąć po telefon z mobilnym internetem i skorzystać z przepastnych zasobów kultury i wiedzy światowej.Biblioteka to miejsce, gdzie wiedza ogólnoludzka jest w zasięgu reki... i wzroku.

Jeśli jesteś z Przasnysza lub okolic, to weź z domu pusty słoik czy butelkę, umyj, zdejmij etykietę i przyjdź... malować wspólnie bioróżnorodność Mazowsza. Miejsce i farby już będą na Ciebie czekały. Zapisy do dnia 12 kwietnia pod numerem tel.(29 714 10 27).

Wiedza jest bogactwem i dobrem ogólnym, które jest warunkiem rozwoju cywilizacji i do którego prawo ma każdy. Tak jak do wody i powietrza. Nie można więc zamykać i ograniczać dostępu do wiedzy. Podobnie jest ze sztuką. Nauka i sztuka zachwyca się światem, każda na swój sposób i w odmiennej formie. Najefektywniej poznawać wiedzę i sztukę... przez własne uczestnictwo i aktywność. Malujmy więc razem, rozmawiajmy o przyrodzie (np. w bibliotece). Podyskutujmy także o recyklingu, konsupmcji i śmieciach, które wyrzucamy tu i ówdzie. 

W otaczającej rzeczywistości przyrodniczej dostrzegam nie tylko zależności przyczynowo-skutkowe, prawidłowości i obiekty badawcze, ale także piękno. Motywem malowania jest chęć czynienia świata piękniejszym, nawet jeśli to piękno jest ulotne. Podstawowym surowcem są odpady cywilizacji nadmiernej i szybkiej konsumpcji – szklane butelki i słoiki (zbędne opakowania). Butelki i słoiki zbieram w dzikich zakątkach przyrody Warmii i Mazur. A teraz może uda się uchronić mazowieckie lasy, przydroże, zbiorniki wodne.

Zebranym "śmieciom" nadaję nową wartość. Jest to filozoficzny podtekst nadawania rzeczom zbędnym także i ludziom wykluczonym, spisanym na straty, zapomnianym, nowej ważności i wartości. Recykling rzeczy i znaczeń to promocja postaw przyjaznych środowisku i ludziom. Malowanie butelek  ma służyć ulepszaniu świata. Jest jak chasydzka przypowieść, by za pomocą drobiazgu, jaką jest przywrócona do życia butelka czy słoik, opowiedzieć o rzeczach ważnych i większych - za pomocą części pokazać całość.

Lubię malować z ludźmi w przestrzeni publicznej, by wspólnie odzyskiwać ją na społecznego życia (na zdjęciu wyżej piknik naukowy na olsztyńskiej Starówce). Nauka jest ważną częścią kultury. Wyjaśnianie złożonej rzeczywistości wymaga wytrwałości. Malowanie na szkle także. Ludzie dzielą się wiedzą (ale i sztuką, miłością) nie tylko ze względu na korzyści finansowe, lecz coraz częściej po to, żeby uczynić świat miejscem lepszym do życia. Swoisty trend dzielenia się (ang. sharing economy/collaborative consumption – ekonomia dzielenia się) obserwowany jest zarówno w sieci (zwłaszcza w mediach społecznościowych czy dziennikarstwie obywatelskim), jak i w świecie realnym (np. bookcrossing).

Dzielenie się jest również podstawowym elementem nauki: jej postęp i rozwój ściśle związany jest z wymianą informacji, spostrzeżeń, wyników badań. Rozdaję swoje butelki ludziom i instytucjom by przeciwdziałać wykluczeniu i rozmyślać nad nowym urządzeniem cywilizacji, nową odpowiedzią jak żyć. Na co dzień. Sztuka jest polem działania dla intuicji. Nauka jest polem działania racjonalności. Malujący naukowiec to negocjacje tych dwóch światów. W wymiarze osobistym malowanie jest dla mnie relaksem i wyjściem z wąskich ram życia zawodowego. Z dużą radością malował będę w Przasnyszu.

Moje malowane butelki i słoiki ozdabiają wiele kawiarni i restauracji Olsztyna, regionu oraz powędrowały do wielu zakątków Polski, Europy i świata. Są już w Przasnyszu. Ale teraz będzie ich więcej i malowanych przez różne osoby. 

Nigdy za mało miejsca na książki w domu...

sczachor

16473807_10210692791629302_5658595578921923419_nNałogowi alkoholicy mają wszywany esperal (nazwa leku, stosowanego w leczeniu alkoholizmu, umieszczanego pod skórą pacjentów). A co powinni wszywać sobie nałogowi czytelnicy? Gdy w domu nie ma już miejsca na nowe książki, a każda wizyta w księgarni grozi zakupem kolejnej ?

Ostatnio byłem w księgarni po odbiór książki, którą żona wcześniej zamówiła. Wszedłem więc do tego miejsca wodzącego na pokuszenie. Książek wartych przeczytania było wiele. Podobno w Polsce średnio codziennie wydawane są dwie książki... Nie oparłem się jednej, mimo że kusiło kilka. Od dawna nie mamy już miejsca w domu na kolejne książki. Obiecałem żonie, że do czasu remontu nie będę już kupował książek. A jednak, zostałem skuszony skutecznie. Nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz... 

Z opresji książkomaniaka wybawiła mnie urocza książniczka (pani, pracująca w Książnicy Polskiej!), wystawiła pisemne zaświadczenie z pieczątką i treścią, że "nigdy za mało miejsca na książki w domu." Nie dość, że książki kuszą, to jeszcze sprzedawczynie są dowcipne... Nie sposób nie ulec.

Ale z takim "urzędowym" glejtem nie było strachu wracać z kolejną nadprogramową książką do domu. A żona jak to żona, zakup mojej książki zaakceptowała (bo był glejt z pieczątką) i poleciła pismo powiesić na ścianie. Żeby było ładniej to domalowałem chruścika z książką. Glejt być może wystarczy na kolejne zakupy... A może jednak omijać księgarnie z daleka? Może sobie wszyć coś pod skórę, jakiś antyksiążkokupnik?

ps. Od lat nadmiarowe książki oddaję do bibliotek lub uwalniam na półce bookcrosingowej. I zapisałem się do biblioteki. Wspólne użytkowanie dóbr (w tym przypadku literatury) jest chyba dobrym rozwiązanie. 

Polacy lubią wyciągać swoim wielkim rodakom niewygodne czyny z przeszłości

sczachor

polacy_szymborska

"Polacy szczególnie lubią wyciągać swoim wielkim rodakom niewygodne czyny z przeszłości. Z frustracji? Z przekory? Z chęci podważenia uznanego autorytetu? Nie wiadomo. Smutne, że to zwykle ci Polacy, którzy uważają Biblię za książkę najważniejszą. Gdyby naprawdę ze zrozumieniem czytali Dzieje Apostolskie - i w  ogóle hagiografie - zauważyliby, że życiorys, w którym ktoś za młodu grzeszył, a potem się nawrócił, jest modelowym życiorysem świętych. Czy ktoś wpadłby na to, żeby wypominać świętemu Augustynowi, że kradł gruszki?"

Michał Rusinek

"Nic zwyczajnego o Wisławie Szymborskiej", Znak, Kraków 2016

 

Skąd się bierze zaprzeczanie faktom naukowym?

sczachor

14567601_10209632335398559_3569336715235740814_o

Zastanawia mnie od dłuższego czasu fenomen różnorodnych, antynaukowych teorii spiskowych. Dwa poniższe cytaty chyba dobrze oddają istotę tego problemu (polecam jednak przeczytać w całości wspominane artykuły). Teorie spiskowe chyba potwierdzają to, że słuchanie rozpoczynamy od emocji. I to one warunkują co i jak usłyszymy.

„Wyborcy prawicy nie chcieli wierzyć, że nauka może mieć rację, ponieważ potwierdziła tezy ich przeciwników politycznych. Stanęła zatem po stronie zła i nie można było jej dalej ufać.”

Jakub Dymek

„Wygaszanie rozumu”, Tygodnik Powszechny, nr 5 (3525), styczeń 2017 r.

 

„Kwestionowanie wyników badań naukowych stało się ostatnio modne. Im więcej ludzi wierzy w te bzdury, tym większe zagrożenie dla naszej cywilizacji - i dla każdego z nas.”

Jan Stradowski

„Atak na naukę”, Focus, 257, luty 2017.

Święto Trzech Króli, dalie na butelkach malowane i Noc Biologów 2017

sczachor

15894248_10210401839315676_7311416856838940222_nMalowanie w przestrzeni publicznej i dyskusje o przyrodzie są niezapomnianym przeżyciem, do których warto wracać. Fizyczne efekty jednego z takich spotkań można będzie zobaczyć na wystawie w czasie Nocy Biologów 2017, 13 stycznia 2017 roku. Łączenie nauki ze sztuką i spotkaniem towarzyskim jest nową formą upowszechniania wiedzy. Ułatwia otwartość, jakże ważną zarówno dla naukowców jaki i tych, co wiedzy poszukują tylko okazjonalnie.

Wspomnianą otwartość dobrze ilustrują słowa ks. Jana Twardowskiego odnoszące się do epifanii, Święta Trzech Króli „Trzej mędrcy studiowali astrologię, astronomię, geografię, jednak gdy wyruszali w drogę stale pytali, gdzie jest Mesjasz. Byli mędrcami, ale nie wstydzili się pytać (…) Nazywają ich królami, ale można ich nazwać żebrakami. (…) O mądrość trzeba żebrać.” Mieli wiedzę a pytali. Niech będzie to wzorem i dla nas. Na przykład otwartości w poszukiwanie nowych form edukacji pozaformalnej.

Zapraszam na wystawę butelek pomalowanych w czasie wrześniowej IV Olsztyńskiej Wystawy Dalii. Malowaliśmy na starych butelkach, w tym butelkach laboratoryjnych (zobacz zdjęcia z pleneru). Pogoda dopisała, rozmowy toczyły się bardzo sympatyczne. Bez zbędnego patosu. Ale o przyrodzie, o ludziach i o byciu razem w przestrzeni publicznej. Wystawa odbędzie się w ramach Nocy Biologów, 13 stycznia 2017 r., w szklarni Wydziału Biologii i Biotechnologii, od godz. 8.00 do 20.00.

Wiedza jest bogactwem i dobrem ogólnym, jest warunkiem rozwoju cywilizacji. Do wiedzy każdy ma prawo. Tak jak do wody i powietrza. Nie można więc zamykać i ograniczać dostępu do wiedzy. Misją uniwersytetu jest upowszechnianie wiedzy. Misją takich festiwali naukowych jak Noc Biologów jest także upowszechnianie wiedzy - jakkolwiek forma może wydawać się niecodzienna i nietypowa.

Podobnie jest ze sztuką - ma do niej prawo każdy, zarówno w sensie tworzenia jak i odbioru. Nauka i sztuka zachwyca się światem, każda na swój sposób i w odmiennej formie. W otaczającej rzeczywistości przyrodniczej dostrzega nie tylko zależności przyczynowo-skutkowe, prawidłowości i obiekty badawcze, ale także piękno. Motywem mojego malowania jest chęć czynienia świata piękniejszym, nawet jeśli to piękno jest ulotne. Podstawowym surowcem są odpady cywilizacji nadmiernej i szybkiej konsumpcji – szklane butelki i słoiki (zbędne opakowania). To taki niewerbalny i ukryty przekaz, dotyczący filozofii życia i ochrony środowiska.

Butelki i słoiki zbieram w dzikich zakątkach przyrody Warmii i Mazur. W czasie daliowego pleneru wykorzystaliśmy także stare butelki laboratoryjne, które miały być wyrzucone na śmietnik (bo już do badań kompletnie bezużyteczne). Zebranym śmieciom nadaję nową wartość. Jest to filozoficzny podtekst nadawania rzeczom zbędnym - także i ludziom wykluczonym, spisanym na straty, zapomnianym - nowej ważności i wartości. A w zasadzie jest to odkrywanie, dostrzeganie tej wartości. Bo ona już tam jest.

Recykling rzeczy i znaczeń to promocja postaw przyjaznych środowisku i ludziom. Społecznościowy i artystyczny pretekst do snucia refleksji i niespiesznego dyskutowania. Malowanie butelek jest jak nauka – ma służyć ulepszaniu świata. Jest dla niego jak chasydzka przypowieść, by za pomocą drobiazgu, jaką jest przywrócona do życia butelka, opowiedzieć o rzeczach ważnych i większych - za pomocą części pokazać całość.

Lubię malować z ludźmi w przestrzeni publicznej, by wspólnie odzyskiwać ją na społecznego życia. Nauka jest ważną częścią kultury. Wyjaśnianie złożonej rzeczywistości wymaga wytrwałości. Malowanie na szkle także. Ludzie dzielą się wiedzą (ale i sztuką, miłością) nie tylko ze względu na korzyści finansowe, lecz coraz częściej po to, żeby uczynić świat miejscem lepszym do życia. Swoisty trend dzielenia się (ang. sharing economy/collaborative consumption – ekonomia dzielenia się) obserwowany jest zarówno w sieci (zwłaszcza w mediach społecznościowych czy dziennikarstwie obywatelskim), jak i w świecie realnym (np. bookcrossing).

Dzielenie się jest również podstawowym elementem nauki: jej postęp i rozwój ściśle związany jest z wymianą informacji, spostrzeżeń, wyników badań. Rozdaję swoje butelki ludziom i instytucjom by przeciwdziałać wykluczeniu i rozmyślać nad nowym urządzeniem cywilizacji, nową odpowiedzią jak żyć. Na co dzień. Sztuka jest polem działania dla intuicji. Nauka jest polem działania racjonalności. Malujący naukowiec to negocjacje tych dwóch światów. W wymiarze osobistym malowanie jest dla mnie relaksem i wyjściem z wąskich ram życia zawodowego.

Zatem zapraszam w piątek 13 stycznia (Noc Biologów) do szklarni Wydziału Biologii i Biotechnologii, by w niezwykłym otoczeniu roślin porozmyślać, pooglądać i być może zaplanować kolejne, wspólne spotkanie przy malowaniu. Butelek, słoików, starych dachówek, polnych kamieni. 

Fot. Grzegorz Fiedorowicz

O wiedźmach i czarownicach, które uciekają z własnego archetypu i ślad w przyrodzie zostawiają

sczachor

wiedzmy_i_trampNa tym świecie nie ma nic stałego, ani w przyrodzie ani w kulturze. Wszystko się zmienia. I jest to fascynujące z turystycznego punktu widzenia. Dla trampów, powsinogów, badziajników, włóczęgów, włóczykijów odszukiwanie światów nieznanych i zaginionych jest wielką przygodą. Dla naukowców także.

Od czasów jeszcze przedchrześcijańskich wiedźmy i czarownice to archetyp zła. Wiedźmy uznawano jako winne nieszczęść i topiono a potem palono w krajach nie tylko słowiańskich na długo przed chrześcijaństwem. Były archetypem zła, kogoś winnego nieszczęść różnorakich, demona czy półdemona groźnego dla człowieka. Obwiniano je o wszystkie nieszczęścia, śledzono, demaskowano i przykładnie się rozprawiano z nimi.

Wiedźma, czarownica, ciota to synonim kogoś złego i niebezpiecznego. Jeśli kobieta podpaliła dom, wywołując pożar w mieście, z powodu zazdrości i gniewu na niewiernego kochanka – to musiała być opętana jakimiś siłami nieczystymi. Musiała mieć kontakty z diabłem. Była czarownicą. Zło w swym archetypie jest brzydkie, brudne, cuchnące.

Obecnie postać czarownicy ukształtowana jest przez wyobrażenia filmowe i popkulturowe: starej lub młodej kobiety, zielarki, latającej na miotle, postaci sympatycznej i wesołej, itd. Jest to sylwetka mocno oswojona i przetworzona, oderwana od dawnych realiów. Po prostu od jakiegoś pół wieku wiedźmy uciekają ze swojego archetypu (podobnie jak i kilka innych dawnych postaci np. krasnoludki). Może dlatego, że świat się zmienił i nie boimy się, że krowa mleko straci lub że ktoś nas zauroczy. Boimy się innych rzeczy. Nasze strachy nie zginęły tylko przybrały inne formy. W jakiejś części czarownice zastąpił symboliczny Żyd (i inne, nienazwane bliżej tajemne siły, rządzące światem oraz szkodzące zwykłym ludziom). W kraju, takim jak Polska, od dawna nie ma już praktycznie Żydów. A antysemityzm trwa w najlepsze. Najwyraźniej Żyd wypiera wiedźmy z ich archetypu. Wbrew pozorom nie jesteśmy mniej zabobonni niż nasi przodkowie.

Obecnie dawne słowiańskie demony utraciły swoją straszną postać i stają się elementem rozrywki, czego przykładem jest wioska tematyczna z Warmińskimi Straszydłami (Węgój). Lub też sympatyczne i rozrywkowe Wiedźmuchy. W przeszłości czarownice inaczej traktowaliśmy – widoczne jest to jeszcze w starych bajkach i baśniach.

Ale to była tylko dygresja. Bo znacznie ciekawszym turystycznie tematem jest odnajdywanie śladów dawnej przeszłości w nazwach grzybów, roślin i zwierząt, w przyrodzie wokół nas. Wtedy znowu na szlaku turystycznym spotkać możemy rusałki, topielice, świtezianki, czarcie żebra i zmierzchnice. Wiedza o świece pozwala więcej widzieć.

Przyroda i czarownice to temat dla turystów i dla naukowców zarazem. A w imieniu oddziału Warmińsko-Mazurskiego Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego zapraszam na Spotkanie turystów TRAMP, we wtorek dnia 15 listopada o godzinie 18:30, w Galerii Sowa (Olsztyn, ul.Zamkowa 2). Można przyjść wcześniej (otwarte od godz.18:00). Wstęp wolny.

Tematy:

  • Wykład "Wiedźmy i czarownice - w przyrodzie, etnografii i na szlakach turystycznych" - prelegent:  Stanisław Czachorowski
  • Pokaz fotografii: "To już 55 lat Akademickiego Klubu Turystycznego w Olsztynie" - prelegent: Żaneta Kostyk (AKT)
  • Kalendarium imprez turystycznych
  • Około godziny 20:00 - część nieoficjalna: rozmowy w kuluarach, dyskusje...

Współorganizator Warmińsko-Mazurska Regionalna Organizacja Turystyczna i Galeria SOWA. Spotkania dofinansowane z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Olsztynie. PTTK przypominamy, że w trakcie spotkań TRAMP wszystkie napoje są tańsze -1 zł w Pubie SOWA (ul.Zamkowa 2, Olsztyn).

Sponsorzy i partnerzy:

Sklep Rowerowy GIANT - Olsztyn - giantolsztyn.pl 

Pizzeria GasstroSfera, Olsztyn, ul. Kościuszki 45 F - www.gasstrosfera.pl

 

Nadrzewek długoskrzydły czyli o dźwięcznym przemijaniu pór roku

sczachor

12472488_10206329721378358_2178847553860680109_nZmienność fenologiczną przyrody widać nawet w mieście (wystarczy tylko patrzeć przed siebie a nie np. w telefonie łowić pokemony). Po zmieniających się gatunkach kwitnących roślin (barwy), po zapachu i po dźwiękach. I po gościach, odwiedzających nasze domy.

Wczoraj rano znalazłem przy progu małego, martwego „pasikonika”. Taka miniaturka pasikonika zielonego (czytaj więcej o pasikoniku). Ale miał skrzydła, więc to owad dorosły. U prostoskrzydłych nie ma przeobrażenia, więc larwy są podobne do dorosłych (ewentualnie odwrotnie). Nie mają tylko skrzydeł. Oczywiście cecha ta jest zwodnicza bowiem niektóre gatunki nawet jako dorosłe (stadium imago) są krótkoskrzydłe lub bezskrzydłe… więc wyglądają jak larwy.

Dzisiaj natomiast znajoma umieściła na fejsbooku zdjęcie tego samego gatunku. Też jest się „wpakował” do domu. Po konsultacjach eksmitowała go na balkon. I u mnie i u niej akurat trafił się samiec (co można nawet na zdjęciu rozpoznać po aparacie kopulacyjnym). Gatunek też łatwo ustalić - Nadrzewek długoskrzydły (Meconema thalassinum).

Taki mały pasikonik. Może młody i urośnie? Przypomnę, że owady w stadium imago nie rosną. Jego wielkość jest cechą charakterystyczną. Już raz ten gatunek odwiedzał mój dom (Nadrzewek długoskrzydły, terkotliwy drapieżnik podobny do pasikonika zielonego).  Poprzednim razem była to samiczka.

A dlaczego piszę o dźwiękach pór roku w tytule? Bo nie tylko ptaki dźwięki wydają ale i owady. Zazwyczaj w pełni lata słyszymy wieczorami pasikoniki. Nadrzewek w stadium imago pojawia się już pod koniec lipca. Towarzyszy nam aż do października. Czyli wszystko się zgadza (fenologicznie). Co do dźwięków to już gorzej, bowiem nadrzewek nie gra (nie stryduluje). Nie na „skrzypek”. Za to bębni. Wabi samiczkę bębniąc tylnym odnóżem w podłoże (zazwyczaj jest to liść). Nadrzewek jest mały (10–17 mm), więc ciszy nocnej nam nie zakłóci, zwłaszcza w mieście. Jego bębnienie przypomina warkot lub terkot, ale można usłyszeć z odległości ok. 1 metra.

Nie usłyszymy zatem nadrzewka,  chyba, ze specjalnie wybierzemy się na jego nocne koncerty miłosne (miłosne, bo wabi samiczki w wiadomym celu). Nadrzewek długoskrzydły żyje na drzewach, głównie na dębach. Aktywny jest nocą, zjada mszyce i żywi się spadzią. Być może zjada także i komary. W tym przypadku warto by mieć takiego nadrzewka w domu, lub przynajmniej w sąsiedztwie. Ale musza być drzewa. To jeszcze jeden aspekt dobrodziejstw z drzew w mieście.

Zapalone światło w domu i otwarte okno najpewniej zwabiło rzeczonego nadrzewka do mnie. Za późno go znalazłem, by pokazać mu drogę za drzwi.

Rozejrzyjcie się po swoim domu, zobaczcie ile małych gości nas odwiedza. Nie wszystkie w celach dokuczliwie konsumpcyjnych tak jak komary...

 

Fot. Anna Mikita, Olsztyn

Rewitalizacja miasta z zielenią w roli głównej

sczachor

13691094_10208870332148954_4756998348915225841_o

Cieszy każda dobra rewitalizacja śródmieścia z zielenią w tle. Nie tylko odnowione elewacje kamienic, ale i usunięty fragment "betonu", zasadzone drzewa, trochę zieleni i ławeczki. Aż chce się do takiego miejsca przeprowadzić. Zamieszkać. I siłą rzeczy płacić tu podatki. 

Zastąpienie fragmentu betonowego chodnika odkrytą glebą z zielenią to zwiększenie powierzchni wsiąkania wody. Ma znaczenie w czasach gwałtownych opadów. Im więcej wsiąknie tym mniej muszą przyjmować kanały przeciw burzowe. Były planowane lata temu ale teraz, wraz ze zmianami klimatu, zwiększyła się intensywność opadów. Więc nie są w stanie odprowadzić nadmiaru wody siecią kanalizacji. Ponadto szkoda tej wody, gdy jej coraz bardziej brakuje.

Jak podrosną zasadzone lipy to będą dawały upragniony cień w nagrzanych miastach. A gdy zakwitną to przecudny zapach wypełni całą ulicę. Mam jedynie nadzieję, że odkrytej powierzchni będzie wystarczająco dużo by rosnące drzewa miały wodę. Inaczej albo uschną albo trzeba podlewać.

A pod drzewem ławeczka. By odpoczywać i cieszyć się pięknym widokiem. Mały skwer zamiast parkingu. Dobry kierunek zmian, by ludziom w mieście żyło się przyjemniej. Jeszcze tylko tę zrewitalizowaną przestrzeń wypełnić kulturą i życiem społecznym. Od nowa nauczyć się siedzieć na ulicznej ławce, najlepiej w czyimś towarzystwie.

I może "chwasty" dzikie rośliny wyrosną i uchowają się przez czyszczącymi motykami porządkujących zieleń miejską....

 

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci