Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

spotkania

Dzisiaj jest Dzień Kropki

sczachor

thedot2Dzisiaj jest Dzień Kropki, która poruszyła świat edukacji. Jedna kropa a skutek duży. Dzisiaj, to znaczy 15. września… ale i każdego dnia w roku. Kiedykolwiek tu zajrzysz, traktuj, że akurat dzisiaj jest ten wyjątkowy dzień.

Kropka trafiła na podatny i przygotowany grunt wśród nauczycieli. Była oczekiwana. The Dot Petera Reynoldsa (jest już polskie tłumaczenie) wywołała dobra lawinę. Pięknie opowiedziana historia o kropce i budzeniu talentów (koniecznie przeczytaj te historię). Wszelakich talentów. Bądź środowiskiem przyjaznym by z byle kropki rozwijały się talenty. Kropka postawiona na kartce, na dachówce, kamieniu czy starej butelce. I nie musi to być akurat 15. września.

Kropka to przykład jak dobro się replikuje. Niczym bakterie, grzyby, rośliny czy zwierzęta. Zło także się replikuje. Odkryj swoją kropkę i powielaj (replikuj) dobro. Odkryj swój talent i odkrywaj talenty innych.

Dzisiaj jest dobry dzień. Postaw swoją kropkę i poczekaj na mądrego nauczyciela. Albo od razu sam nim bądź.

Żółta żaba, tym razem w Sorkwitach

sczachor

ta_aba_2Tytuł niczym z kryminału albo powieści sensacyjnej o wilkołaku, paskudzie z Zalewu Zegrzyńskiego czy pumie ze Śląska. Wbrew pozorom to literatura faktu a nie fikcji. Otaczająca nas przyroda pełna jest niezwykłych zagadek i frapujących tajemnic.

A było to tak. Z wczoraj samego rana pan Krzysztof Kempisty napisał „Panie Profesorze, Cóż to za zwierz?” , załączając link do zdjęć z profilu „Stanica Wodna PTTK Sorkwity” , z dnia 6. września 2017 r. Pod zdjęciami był podpis „Pojawiła się żółta żaba na stanicy. Czy ktoś coś wie na temat tego gatunku?”

No tak, żółta żaba to niecodzienny widok na Mazurach. Tyle różnych gatunków obcych, inwazyjnych i egzotycznych, że i może ktoś żółtą żabę zawlókł do nas? Ze zwierzęciem tym już się spotkałem. Ponad dwa lata temu pisałem żółtej żabie: „Żółta żaba z dojlidzkiego stawu co zamieszania narobiła”  To albinotyczna forma żaby zielonej, naszego rodzimego i pospolitego gatunku. Sama w sobie niezwykła, bo rzadko spotykana.

Skąd się wzięła w Sorkwitach? Przywędrowała z okolic Białegostoku? Mało prawdopodobne. Chyba, że ktoś specjalnie przewiózł. A może kolejna mutacja i samoistne, naturalne powstanie płaziego albinosa? Czy dawniej też tak bywało? A może teraz jakieś specjalne warunki w środowisku panują, że takie niezwykłe formy się częściej pojawiają? Trudno powiedzieć. Dzięki internetowi i globalnej wiosce być może tylko więcej widzimy zbiorowym okiem i łatwiej się o tym informujemy?

W każdym razie zagadka przyrodnicza i ogromna ciekawostka. Czy albinotycznej, żółtej żabie będzie łatwiej przetrwać niż zielonym krewniakom? A może wręcz przeciwnie – szybciej zginie jako „odmieniec” na dodatek łatwo zauważalny?

ta_aba_1

ta_aba_3

Inspirująca animacja z parku i ulicy czyli patrzące drzewa i mówiące kamienie

sczachor

Oczy_drzewaSpacerując ulicami Starego Miasta (Olsztyn) któregoś dnia zauważyłem białe kamienie z napisami. Leżały w różnych miejscach. Zaintrygowały mnie. Pomyślałem, że to jakiś sympatyczny street art anonimowego artysty. Leżały sobie dyskretnie gdzieś na parapecie, w klombie czy pod ścianą na chodniku. Słowa wypisane na kamieniach, pobudzały do refleksji. Dopiero przypadkiem, w parku, pod drzewem z oczami, od pań z MOK-u dowiedziałem się, że te kamienie to rezultat jednej z animacji i warsztatów, przeprowadzonych w Starym Spichlerzu. Była to „Skrzynia dobrych słów” czy „Skrzynia życzeń”, nazwa uleciała mi z pamięci.

Ale inspiracja nie uleciała. Do tej pory malowałem na kamieniach (i dachówkach) owady, rośliny i inne przyrodnicze motywy. Kamienie i dachówki zostawały w przestrzeni publicznej (np. jedna z dachówkowych wystaw prezentowana będzie na wrześniowych Olsztyńskich Dniach Nauki i Sztuki przed budynkiem Biblioteki Uniwersyteckiej). Ale żeby umieścić pojedyncze słowa lub frazy i przemawiać nie tylko obrazem? Czemu nie, trzeba spróbować.

I spróbowałem. Najpierw na małym plenerze w Zastawnie (Ekofarma Vitalis), potem na plenerze w Morągu przy okazji regionalnego jarmarku. Oraz w Olsztynie (uzupełniając malowaniem napisów na fragmentach dachówek i starej glazury). I pomysł znalazł wielu naśladowców-kontynuatorów. Kamienie ze słowami włączyły się do społecznie zaangażowanych działań. Dyskretnie mówią o swoich życzeniach. Niczym biologiczny wektor przeniosłem kamienne „memy” do Elbląga, Morąga, Olsztyna (bo znajomym olsztyniakom bardzo spodobał się pomysł rozwijający się w Morągu).

A całkiem niedawno, na plenerze i wykładzie w lidzbarskiej Oranżerii Kultury, do kilku dachówek dodałem pojedyncze napisy. Liczę, że zostaną te dachówki umieszczone w publicznych ogrodach i staną się elementem gry terenowej. Tak jak Molariusz Warmińsko-Mazurski w czasie Europejskiej Nocy Naukowców.

A co z tymi drzewami, które patrzą? Gdzieś w internecie znalazłem zapowiedź małej akcji w olsztyńskim Parku Centralnym. Było coś o drzewach, nadawaniu imion i oczach. Wraz z rodziną i znajomymi wybraliśmy się zobaczyć co to takiego. I co widzą drzewa. Okazało się, że to również animacja rodem z Miejskiego Domu Kultury. Bardzo inspirująca i sympatyczna zabawa w parku, z elementami sztuki i dyskretnej edukacji środowiskowej (ekologicznej). Pomagając przyczepić oczy, po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat wspiąłem się na drzewo. Niczym na podwórku za szczenięcych lat. Czy park może być miejscem wszechstronnej edukacji? A i owszem, może. Wiele osób przechodziło i z zainteresowaniem przyglądało się wywieszonym na drzewach tabliczkom.

Drzewa otrzymały imiona. A my, spontanicznie domalowaliśmy im oczy. Żeby mogły patrzeć i opowiadać o tym, co widzą. Ciekawe co słychać u Natalii Wierzby i innych, nazwanych imionami, drzew. Z imionami nie są już tak anonimowe, nieznane, nieważne. Zostały społecznie adoptowane.

Kamienie ze słowami zainspirowały mnie skutecznie. A drzewa? Ziarno inspiracji zapadło w moim umyśle i niczym zarodnik-propagula spoczywa w „glebowym banku nasion”. Czeka na impuls, sygnał środowiskowy i odpowiednie warunki. Wtedy wykiełkują. I być może znowu wydadzą zwielokrotniony plon.

A co to takiego ten glebowy bank nasion? Termin biologiczny i ekologiczny, poszukaj, bo to ciekawy problem i wiele Ci rozjaśni o funkcjonowaniu ekosystemów.

Więcej zdjęć z animacji w parku: https://www.facebook.com/stanislaw.czachorowski/media_set?set=a.10212073414144002.1073742137.1634050064&type=3

Superbelfrzy i konektywizm czyli Edukacyjna Moc On-Line

sczachor

21192330_1690839237653508_2404539666702252848_n

Co to jest konektywizm? Kim są Superbelfrzy i co to jest EduMoc?

Superbelfrzy RP (Rzeczypospolitej Polskiej) to grupa aktywnych i innowacyjnych nauczycieli. Sami się zorganizowali, działają sprawnie choć nieformalnie. Uczą się w działaniu i zespołowo. Działają w sieci ale i spotykają się na rzeczywistych spotkaniach, przy okazji różnorodnych konferencje edukacyjnych jak i na szkoleniach czy konferencjach samodzielnie organizowanych. Jest to ruch całkowicie oddolny, samodzielny i społeczny. Występują w roli nauczających jak i jednocześnie uczących się (nauczeństwo jak się patrzy). Poznają nowe środowisko edukacyjne, wykorzystują technologie IT, myślografię i wiele innych prostych ale nowatorskich metod i narzędzi (także analogowych, zrobionych z recyklingu). Są nauczycielami a zarazem doradcami metodycznymi i konsultantami. I eksperymentują. Przede wszystkim na sobie. Są więc poznawczo odważni. I zafascynowani szkołą XXI wieku. I na koniec coś w odniesieniu do konektywizmu: są zbiorową, współpracująca w sieci, mądrością (wiedzą) rozproszoną. 

I oto Superbelfrzy RP po raz drugi organizują własną konferencję. Otwartą dla wszystkich choć liczba miejsc jest ograniczona. Udział jest bezpłatny i on-line - zatem dostępny dla każdego, nawet z odległej prowincji. Też w tej konferencji o niezwykłej Mocy Edukacyjnej wezmę udział. W tym roku to będzie moje trzecie aktywne uczestnictwo w internetowej konferencji. Zupełnie nowa rzeczywistość, której trzeba się nauczyć. Ale będę się szkolił w doborowym towarzystwie: odważnych i pozytywnie myślących nauczycieli

Nieco zabawne jest to, że naukowiec uczy się nowych form komunikacji od nauczycieli. Teoretycznie powinno być odwrotnie. Ale mamy zupełnie nową rzeczywistość trzeciej rewolucji technologicznej. Lubię się uczyć. Zwłaszcza od autentycznych, zafascynowanych i pozytywnie zakręconych edukatorów. 

21231568_1690839120986853_5267969837025454525_n

Konferencja EduMocOnline to impreza organizowana przez Superbelfrów RP, złożona z szeregu równocześnie odbywających się webinariów (wideokonferencji), spotkań, warsztatów i wykładów. Przez 12 godzin webinaria będą prowadzić nauczyciele z udziałem specjalistów z dziedzin związanych z edukacją, pracowników naukowych uniwersytetów oraz gości specjalnych, Martina Ebnera z Austrii i Hansa de Four z Belgii.

Wśród tematów konferencji znajdą się:

  • Edukacja Mobilna
  • Nowoczesne technologie na rożnych przedmiotach
  • Ocenianie
  • Promocja szkoły
  • Otwarte zasoby edukacyjne
  • Relacje w edukacji
  • Edukacja w oparciu o projekty Interdyscyplinarne projekty społecznie zaangażowane
  • Programowanie i kodowanie
  • Dyskusja panelowa "Co z tą szkołą?"

Więcej na stroni: http://www.superbelfrzy.edu.pl/edu-moc-online-2017/

oraz w facebookowym wydarzeniu: https://www.facebook.com/events/1580126902007630/

W Warszawie dowiedziałem się, że jestem prorokiem i ewangelistą

sczachor

prorokTytuł jest z jednej strony chwytliwy bo kojarzy się z prorokami, wielkimi rzeczami społecznymi i paradoksalnie w tym jest jakaś szara, zwykła osoba. Może zaintrygować. Bo prorocy i ewangeliści (ewangelizatorzy) intrygują w niecodziennym i zaskakującym zestawieniu. Na dodatek religia zawsze nas nastawia emocjonalnie, albo za albo przeciw. Trudno być chłodnym. Są więc emocje.

Ale z drugiej strony tytuł jest i ryzykowny, bo w epoce nadmiaru informacji czytamy często same tytuły. I to tylko na podstawie tytułu komentujemy w internecie. Celują w tym internetowi trolle. Dyskutujemy nie z poglądami zawartymi w tekście lecz własnymi wyobrażaniem i skojarzeniami. Z tym co myślimy, że tam być może jest.

Zatem tytuł wzbudzający emocje z jednej strony zachęca do przeczytania z drugiej utrudnia poprawne przeczytanie treści.

W komunikowaniu się oraz w obserwowaniu świata wokół nas dużo zależy od kontekstu (w tym także emocjonalnego) jak i od tego, co już na dany temat (czy osoby) wiemy. Widzimy to, co chcemy dostrzec, słyszymy to, co chcemy usłyszeć. Taki filtr. W dużym stopniu w tym procesie biorą udział emocje. Drugim elementem jest nasz osobisty system wiedzy.

No więc jak jest z tymi moim prorokowaniem i ewangelizowaniem? I czy ma to związek z religią?

Znaczenie słów poznajemy najczęściej z kontekstu. Przykładem może być uczenie się języków. Możemy uczyć się języków definicyjne – słowa i ich znaczenie poznajemy z opisu, definicji. Możemy uczyć się ich znaczenia z kontekstu, w jakim zostały użyte. Przykładem są języki obce. Ja uczyłem się logicznie i definicyjnie w szkole. Z marnym skutkiem. Potem doskonaliłem kontekstowo. Z lepszym skutkiem. Podobnie jest z wieloma innymi rzeczami. Bo na przykład język biologii, żargon specjalistyczny mechaników samochodowych itd., możemy poznawać z uczenia się słówek ze słownika (definicji), albo po prostu zanurzyć się w środowisku osób tej profesji i… stopniowo poznawać w akcji, kojarząc znaczenie z kontekstu… Albo w dwojaki sposób. Ten ostatni jest najlepszy. 

Znaczenie słów bardzo często poznajemy z kontekstu w jakim je użyto. Bo na przykład zamek. Jeśli średniowieczny i z rycerzami, to zrozumiemy jako ceglaną budowlę z określonego okresu historycznego i o konkretnym przeznaczeniu. Jeśli błyskawiczny… to skojarzymy z ubraniami i zasuwaniem. Jeśli metalowy lub Yale – to zamek do drzwi. A przecież nie wyczerpuje to wszystkich znaczeń tego samego słowa „zamek”. Kontekst zmienia wiele. To dobre nawiązanie do konektywizmu i wiedzy konektywnej. I tu dochodzimy do wspomnianego prorokowania oraz samej konferencji, w której brałem udział w Centrum Nauki Kopernik.

Prorok i ewangelista (chyba poprawniej po polsku byłoby ewangelizator) to określenie na brokerów idei. Prorok czy ewangelizator jeszcze się nam jakoś sensownie kojarzy, ale broker? Już to słowo kiedyś słyszałem, w kontekście biznesu. Nie bardzo rozumiem co znaczy, tak mniej więcej, z naciskiem na mniej. Bo rzadko słyszałem i w obcej dla mnie dyscyplinie (środowisku pojęciowym). Czyli kojarzy mi się jakoś z biznesem. Czyli mniej trafnie.

Prorok to określenie na takiego brokera idei, który przynosi do organizacji nowe idee z zewnątrz. Ewangelizator to taki broker idei, który pomysły, doświadczanie i dokonania organizacji, grupy rozgłasza po świecie, wynosi na zewnątrz. Całkiem nowe pojęcia dotyczące konektywizmu i funkcjonowania organizacji oraz upowszechniania się idei, pomysłów.

Nowe zjawisko a więc jest potrzebne jakieś nowe słowo do jego opisania (by się móc sprawnie komunikować i porozumiewać). Można tworzyć neologizm, albo wykorzystać stare słowo, umieszczając je w nowym kontekście. Tak jak dzieje się w biologicznej ewolucji (narząd zmienia swą funkcję albo gatunek niszę w ekosystemie – zmienia się kontekst).

Dlaczego uświadomiłem sobie, że w tym kontekście pojęciowym jestem prorokiem? Bo z konferencji przywożę (i opowiadam, upowszechniam, próbuję zastosować, implantować) nowe idee. Dlaczego jestem ewangelizatorem? Bo o dokonaniach mojego, olsztyńskiego środowiska opowiadam na konferencjach w innych miejscach. „Wynoszę” na zewnątrz i opowiadam, upowszechniam a często znajduje to uznanie, naśladownictwo (czyli pada na podatny grunt). Samo uczestnictwo w konferencjach nie czyni z nas proroków lub ewangelizatorów. Nie każdy jest brokerem wiedzy, świadomym lub nieświadomym.

Jak mieszczanin ze sztuki Moliera (ten dowiedział się, że mówi prozą) uświadomiłem sobie, że od lat jestem i prorokiem i ewangelizatorem … w zakresie edukacji szeroko rozumianej.

W sumie równie dobrze mógłbym napisać, że jestem kleszczem (lub komarem) roznoszącym wirusy i bakterie między jednym organizmem a drugim. Takie biologiczne porównanie. Jednak zazwyczaj roznoszenie chorób kojarzy się z czymś złym, destrukcyjnym. Może lepiej by było – wektorem? Bo takie pasożyty roznosząc bakterie czy wirusy czasem są bardzo pożyteczne, dla danego organizmu. Ale to już inna historia. Opowiem kiedy indziej.

 

ps. pojawia sie wątpliwośc czy używać słowa "ewangelista" (tak jak na slajdzie w czasie warsztatów  w Centrum Nauki Kopernik) czy raczej "ewangelizator". Wydaje mi się, że lepiej byłoby chyba eangelizator. Ale używałem także formy oryginalnej, zaproponowanej porzez autorów. Oba słowa traktuję jako synonimy.

ewangwlista

Nauka wymaga współpracy - krótka historia wszystkich ludzi, którzy kiedykolwiek żyli

sczachor

historiawszytskichludziEwolucja człowieka od lat wzbudza wielkie emocje. Łączy w sobie zarówno ewolucję biologiczną jak i ewolucję kulturową. Niezwykła ewolucja przejścia, dotykająca tajemnicy życia i ewolucji wszechświata. W ostatnich latach genetycy i biologia molekularna wniosła sporo nowego, z czym warto się zapoznać.

Od wieku szkolnego czytam książki o tej tematyce (ewolucja człowieka) i ciągle coś nowego się pojawia. Niezwykłe i fascynujące. Sięgnąłem po kolejną książkę, tym razem napisaną przez genetyka, Adama Rutherforda pt. „Krótka historia wszystkich ludzi którzy kiedykolwiek żyli” (Warszawa 2017, Prószyński i s-ka). Znalazłem sporo uporządkowanych faktów, z którymi częściowo zapoznawałem się na wykładach gościnnych i w publikacjach. Są i refleksje dotyczące współczesnej nauk. Na przykład aspekt zespołowości:

Nauka wymaga współpracy. Nie ma dziś samotnych geniuszy, nie spotyka się geniuszy zła, a bardzo rzadko zdarzają się geniusze heretycy. Niemal cała działalność naukową prowadzą bardzo zwyczajni ludzie pracujący w zespołach lub utrzymujący kontakty z innymi naukowcami z podobnych lub całkiem odmiennych dziedzin nauki. Gromadzą wiedzę, wspierając się na barkach historycznych i współczesnych gigantów jak pewnego razu stwierdził Issac Newton, powtarzając za jedenastowiecznym filozofem Bernardem z Chartes, który nawiązywał do greckiego mitu o myśliwym Orionie – na pewien czas oślepionym, lecz sięgającym wzrokiem dalej dzięki temu, że posadził sobie na ramionach karła.”

Kiedyś informacji było niewiele, bo i ludzi, zajmujących się tworzeniem wiedzy było mniej. Współcześnie biomasa (że użyję takiego ekologicznego terminu) komunikujących się ze sobą mózgów jest nieporównywanie większa. Stąd szybki i lawinowy dopływ nowych informacji naukowych. Rodzi to zupełnie nowe problemy: „W czasach współczesnych mamy odwrotny problem – duży nadmiar informacji i niemal całkowity brak sposobu, by temu zaradzić.”

W książce genetyka znalazłem potwierdzenie wcześniej wyczytanych u Robina Dunbara hipotez, dotyczących komunikacji i tworzenia historii. Genetyk ze swojego punktu widzenia pisze podobnie: „Ludzie uwielbiają opowiadać. Jesteśmy gatunkiem pożądającym narracji, a dokładniej, narracyjnej satysfakcji – wyjaśniania, nadawania sensu różnym sprawom oraz niewypowiedzianym zawiłościom ludzkiego bytu, szeregowania ich w postaci wstępów, rozwinięć i zakończeń. Kiedy przystąpiliśmy do odczytywania genomu, chcieliśmy odkryć w nim narracje porządkujące tajemnice historii, kultury i indywidualnej tożsamości, informujące nas szczegółowo, kim jesteśmy i po co żyjemy.”

Książka Rutherforda to opowieść o rozwoju badań genetycznych i dużej roli otwartych zasobów. Bez otwartej bazy genów ogromny postęp nie byłby możliwy. Ciekawa opowieść o Neandertalczyku, Homo sapiens i innych gatunków Homo czyli człowieka. Na skutek tych odkryć inaczej i pełniej można odczytać dane ze skamieniałości a nawet dane archeologiczne i historyczne, „ Nauka najczęściej ujawnia, że spora część świata wygląda inaczej niż sposób, w jaki my ją postrzegamy – bez względu na to, czy mowa o skali kosmicznej, molekularnej, atomowej lub subatomowej (…) Rozziew między ujawnionymi przez naukę faktami a treścią naszych rozmów o rodzinach i rasie to istna przepaść, gdyż – jak się przekonamy – stan rzeczy przedstawia się inaczej, niż sobie wyobrażaliśmy.”

Z dawną genetyką wiążą się różne mity, także te dotyczące różnych cech dziedzicznych (co od genów a co z wychowania i warunków środowiskowych). „Z genetyki nie dowiemy się również, dlaczego niektórzy ludzie dopuszczają się ohydnych aktów przemocy i morderstw. Oprócz tego, co genetyka może nam powiedzieć, równie ważne jest to, czego nie potrafi.” Znać swoją niewiedzę to już duża wiedza. Rutherford trawnie pisze, że „brak ciekawości oznacza brak człowieczeństwa.”

Dlatego nauka jest tak fascynująca. W w moim subiektywnym odczuciu w szczególności biologia. Może dlatego, że liczba odkryć naukowych i ogromnych zmian w zakresie tej wiedzy jest w ostatnich latach oszałamiająca. Trafne jest spostrzeżenie, że wiek XXI będzie wiekiem biologii. „Biologia to nauka o istotach żywych, a zatem śmiertelnych. Jest nauka chaotyczną – cudownie, lecz i frustrująco – nieprecyzyjną i wymykająca się definicjom.”

W dyskusjach o ewolucji często padają pytania o ogniwa przejściowe. Rutherford trawnie wskazuje, że: „Zawsze tkwimy w środku i wszyscy jesteśmy brakującym ogniwem.” Bo życie jest w nieustannym ruchu i funkcjonuje w czterech wymiarach: nie tylko fizycznym ale w wymiarze czasowym.

Książka napisana jest w miarę przystępnym językiem. Będzie przydatna także dla osób niezbyt obeznanych w terminologiach biologicznych i genetycznych. Tak przynajmniej sądzę. Ale jeśli ktoś trafi na trudniejsze fragmenty, zawsze można przecież łatwo doczytać w internecie. W wieku XXI dostępność do wiedzy jest fascynująco łatwa i powszechna. Byleby tylko chcieć, byleby tliła się w nas iskra człowieczeństwa czyli ciekawość. Najbardziej podstawowe terminy genetyczne sa wyjaśnione w słowniki, zamieszczonym na końcu komentowanej książki.

Na koniec jeszcze kilka cytatów „Nic, co żywe, nie stoi w miejscu, a wszystkie stworzenia są czterowymiarowe, istniejące w przestrzeni, lecz także w czasie. (…) życie to stan przejściowy, a jedyne byty naprawdę statystyczne są już martwe.”

„My, ludzie, jesteśmy gatunkiem technologicznym, naukę mamy w duszy, a rolnictwo to technologia stanowiąca przeciwieństwo naturalnego stanu rzeczy.” (…) naszymi działaniami i kulturą, samym naszym istnieniem kształtujemy świat, w którym żyjemy, z kolei nasz DNA reaguje na zmiany. Geny zmieniają kulturę, ona zaś zmienia geny.” Najpierw było to rolnictwo, potem przemysł i druga rewolucja technoloogiczna. Teraz na sobie doświadczamy trzeciej rewolucji technologicznej. Smartfony zmieniają nasz behawior, tak jak odżywianie zmienia nasz organizm (epidemia otyłości). Kiedy pojawią się zmiany genetyczne? To kwestia tylko czasu. Albo zadziała kultura. 

Modne słowo epigenetyka znajduje szczegółowe wyjaśnienie w omawianej książce. Czym jest a czym nie jest. Można "odziedziczyć" metabolizm do trzeciego pokolenia, ale nie jest to jeszcze dziedziczenie cech nabytych w sensie lamarkowskim. A jeśli masz czytelniku jakieś wątpliwości, to dobrze o tobie świadczy: Wątpliwości są kamieniem węgielnym nauki. Dają bowiem solidne podstawy, na których można budować argumenty oparte na danych.”

Młodzi ludzie chwalący Hitlera? Jest rok 2017 ! Ignorancja i groza…

sczachor

olsztynaruderaDziało się to w Olsztynie, w połowie lipca 2017 roku. Wyszliśmy z amfiteatru i ulicą Okopową szliśmy w kierunku Mostu św. Jana Nepomucena. Z małego lokalu Valhalla (jakże znamienna nazwa, nawiązująca do pogańskiej mitologii i germańskiego kultu siły)  wyszedł do nas na ulicę młody, elegancko ubrany mężczyzna. Miał tak może 19-20 lat. Mówił głośno, najpierw chyba do kogoś z lokalu, potem do nas: „Ja to mógł bym nawet być sądzony za propagowanie faszyzmu. Ale Hitler to był super gość, szkoda, że nie miał syna. Dzięki niemu Niemcy są potęgą. Przydałby się taki ktoś Polsce.”

Pojawia się pytanie czy jest to głupota, wynikająca z nieuctwa, czy jakieś dziwne kompleksy słabego młodzieńca. Pomijając miliony ofiar i zniszczeń w Europie, dokonanych przez owego „wspaniałego” Hitlera, zatrzymajmy się na zyskach dla Niemiec. Może ów młody człowiek obejrzał jakiś film z wojennymi zwycięstwami faszystowskich Niemiec?

A jaki jest zysk dla Niemców z Hitlera? Przed dojściem Adolfa H. do władzy Niemcy były kulturową i gospodarczą potęgą nie tylko w Europie, liderem postępu. Język niemiecki był międzynarodowym językiem nauki. Potęga nazistowskich Niemiec trwała raptem 6-7 lat (tak szybko skończyła się tysiącletnia Rzesza, od morza do morza). Ceną była śmierć około 10 milionów Niemców, utrata dużych części terytorium, ogromne zniszczenia gospodarcze i cofnięcie cywilizacyjne. Cóż za szaleniec chce podobnej „wielkości” dla Polski i Polaków? Z nazistowskich Niemiec wyjechało (uciekło) wielu naukowców, innych zamordowali. W rezultacie z lidera rozwoju cywilizacyjnego Niemcy stoczyły się na margines. Teraz międzynarodowym językiem nauki jest angielski. Utrata cywilizacyjnego prestiżu już na zawsze. Za chwilową złudną chwałę na polu walki cena duża i długotrwała. Koszty iluzorycznej wielkości były bardzo bolesne.

Owszem, teraz Niemcy są potęgą gospodarczą. Ale nie dzięki Hitlerowi tylko powojennej, kilkudziesięcioletniej odbudowie kraju i pomocy amerykańskiej. Niemcy skutecznie wyleczyli się z iluzji nazistowskich. Dziecinne sny o potędze w wykonaniu młodego człowieka są dla nas podwójnie groźne.

Przypomina mi się los ludności Prus Wschodnich – utraconego po wojnie terenu dawnych Niemiec. Na Warmii i Mazurach, odległym i biednym skrawku Rzeszy, Hitler uzyskał duże poparcie, w wyborach demokratycznych (potem była już tylko wojenna dyktatura). Pojawiły się inwestycje gospodarcze, ludziom żyło się dostatnio (chwilowo). Po 1939 pojawili się niewolnicy (jeńcy przymusowi robotnicy) do pracy w polu i fabrykach. Nie było widać skutków wojny przez jakieś 3-4 lata. Zrabowane z różnych krajów Europy dobra napływały systematycznie. Ojców, braci i synów wzięto do zwycięskiej armii , a po jakimś czasie przychodziły informacje o ich śmierci. A gdy nadeszła Armia Czerwona to cała ludność doznała gwałtów, przemocy, wywózek i śmierci. W końcu wysiedlenia. Na stałe.

Wystarczy sięgnąć do strat ludności z poszczególnych wsi: wiele zgonów na froncie, po wywózce na Syberii, inni zamordowaniu w trakcie mściwego przemarszu wojsk radzieckich. Ucierpieli i ci, co głosowali za Hitlerem, i ci co byli przeciw, jak i ci co się do polityki nie mieszali (moja chata z kraja). Zniszczenia i cierpienia były wielkie. A wszystko to za sprawą Hitlera i oddania władzy szaleńcowi.

Teraz w Polsce dzieją się rzeczy złe. Symetryści nie chcą się mieszać do polityki, cicho stoją z boku. Kult brutalnej siły i afirmacja dla dyktatury cieszą się sporym, jawnym lub cichym poparciem, także poparcie obecnych władz państwowych. Sny o potędze, wielkości i powstawianiu z kolan.

Boże, chroń nas przed takimi zbawcami narodu i kreatorami wielkości…. Brak wyobraźni i luki w znajomości historii, tej dawnej jak i tej najnowszej. Podobno historia jest nauczycielką życia. Tak, ale trzeba tę historię znać. 

Jak Bóg chce kogoś pokarać, to najpierw odbiera mu rozum. Nawet całemu narodowi.

Edukacyjne drugie śniadanie w Parku Centralnym

sczachor

19575220_10212046698796135_5610946382005458099_oOd kilku dni padało, a tego dnia mżyło od rana. A mimo to zaplanowane edukacyjne drugie śniadanie na trawie w parku się odbyło. Zielona przestrzeń publiczna jest przyjazna na spotkania niekomercyjne. W zasadzie dorośli ludzie odkrywają na nowo … podwórka swojego dzieciństwa.

Pogoda jest zawsze, tylko czasem ubranie nie jest dostosowane do aury. Było za mokro by rozłożyć się na trawie, ale wystarczająco pogodnie by zasiąść pod wiatą w miejskim parku. I niezobowiązująco porozmawiać.

Odbyła się światowa prapremiera bajki kamishibai o pszczołach i molu książkowym. To efekt malowania moli na dachy biblioteki (Molariusz Warmińsko-Mazurski).Maria Karbowska zadebiutowała ze swoja bajką. Sama ją ułożyła, sama wykonała ilustracje. Ciąg dalszy nastąpi już w połowie lata.

Był mobilny, parkowy bookcrossing i rozmowy o książkach, podwórkach, zabawach z dzieciństwa. Był pokazany pomysł na grę edukacyjną, przygotowywaną na Europejską Noc Naukowców 2017, we wrześniu. Była prezentacja edukacyjnego programu Kahoot. Były ciasta domowej roboty, prezentacja powstającego malowanego portretu, dopłynęli kajakarze. I były dyskusje o tym, że trzeba się spotykać właśnie tak, niezobowiązująco, edukacyjnie. I że trzeba jakąś stronkę z informacjami o takich spotkaniach zrobić.

Na co dzień narzekamy na internet, portale społecznościowe i Facebook. Ale te „przekleństwa” umożliwiły nam nie tylko spotkanie w parku lecz również… współudział w śniadaniu w Szkocji. Współczesna technika pozwala nam budowanie i utrzymywanie więzi znacznie szerzej niż kiedyś. Ani deszczowa pogoda ani odległość nie jest przeszkoda by się spotykać. I rozmawiać, planować. Nie wszystko się udało tak jak planowaliśmy. Ale to nie jest ważne, bo wyszły dodatkowo inne rzeczy. Spotkanie otwarte na ludzi i na dziejące się pomysły.

Zaplanowaliśmy edukacyjne spotkanie na trawie, a w zasadzie na łące, w miejskim parku. By niespiesznie porozmawiać o edukacji, w tym nieformalnej i wakacyjnej. Miało być spotkanie rodzinne i przyjacielskie z dzieleniem się wiktuałami, dobry słowem, książkami i uśmiechami. I tak było, choć pogoda zmniejszyła przewidywaną frekwencję. Nie robimy tego dla „wyniku” tylko z czystej przyjemności spotykania się. Nie czekamy na gotowe. Sami organizujemy. Park to miejsce publiczne. Korzystajmy więc z przyrody w mieście i przestrzeni publicznej, nie tylko tego jednego dnia. Przyjemnie jest poleżeć na kocyku i boso pochodzić po trawie. A rozmowy... to budowanie więzi społecznych. Tak narodził się Homo sapiens.

Zapowiedź była tu: https://www.facebook.com/events/307183039708086/

To nie był pierwszy raz… i na pewno będą kolejne spotkania tego typu. Musimy tylko wymyślić dobry sposób informowania ludzi, bo wielu by chciało wcześniej wiedzieć o takich inicjatywach. Coś na pewno wymyślimy….

A niżej ilustracja z symultanicznego spotkania gdzieś w Szkocji. Byliśmy razem, niczym na podwórku.

19577098_1950528051826149_4641911265853605630_o

Wystawa Krajobrazy Warmii i Mazur w praktyce czyli przyrodniczy spacer wokół Planety 11.

sczachor

Krajobraz jest efektem działania wielu procesów. Niektóre z nich to długofalowe i powolne. Zmienia się przyroda, zmienia otoczenie kulturowe. Ale ślady są widoczne. Wystarczy je zobaczyć i dostrzec. A potem opowiedzieć. Bo to właśnie umiejętność opowiadania stworzyła ludzi. Opowiadamy śmiechem, tańcem, obrazem, śpiewem i słowem. A teraz także interaktywnym internetem. Opowieść jest jak iskanie ale umożliwia tworzenie więzi w znacznie większej grupie. Tak powstały społeczeństwa. 

Ciągle trwa ONZetowska Dekada Bioróżnorodności. Narody Ziemi przez tę dekadę starają się zwrócić uwagę na zagrożoną różnorodność biologiczną. Bioróżnorodność jako wartość kulturowa, przyrodnicza i gospodarcza.

Krajobrazy… w mieście? Czemu nie, tu też można dostrzegać globalne i lokalne procesy, tu także na przykładzie małego elementu można opowiedzieć o sprawach ważnych, wielki i wartościowych. W samym środku miasta.

Najpierw 2 lipca zapraszam do Parku Centralnego w Olsztynie, by usiadłszy na trawie porozmawiać o łące miejskiej. O bioróżnorodności wokół nas (zobacz szczegóły na Facebooku) i znaczeniu dla naszego zdrowia.

Natomiast 5 lipca razem z biblioteką Planeta 11 zapraszam miłośników przyrody i poszukiwaczy przygód na spacer wokół terenów zielonych w pobliżu Biblioteki Multimedialnej Planety 11. Pretekstem spotkania będzie otwarcie wystawy Krajobrazy Warmii i Mazur – dziedzictwo przyrodnicze i kulturowe regionu, (z wystawą będzie można zapoznać się od 5 lipca do 31 sierpnia w Planecie 11). Spotykamy się o 16:30 w Planecie 11 (więcej szczegółów) skąd udamy się w pobliski miejski krajobraz roślin i zwierząt (owadów) i o nich porozmawiamy. Zachęcam do wzięcia aparatów fotograficznych bądź telefonów z aparatem. Zobaczymy co piękniej wygląda „nieużytki” czy zadbana zieleń. Jak się patrzy na owa zadbanie… to wolałbym, żeby go nie było…

Interaktywna wystawa pt. "Krajobrazy Warmii i Mazur - dziedzictwo przyrodnicze i kulturowe regionu" to wystawa zdjęć i opisów wybranych roślin, grzybów i zwierząt Warmii i Mazur wraz z elementami etnografii oraz wykorzystania w dawnym i współczesnym ziołolecznictwie, gastronomii oraz perspektywy wykorzystania w biogospodarce. Wystawa zawiera wielkoformatowe wydruki zdjęć przyrodniczych Warmii i Mazur, krajobrazu rolnego, mozaiki siedlisk, stanowiących przykłady biogospodarki, wpisującej się w dawny krajobraz. Integralnym uzupełnieniem wystawy są internetowe wpisy na blogu, opisujące dokładniej wzajemne związki przyrody i kultury, z przykładami gatunków roślin, grzybów i zwierząt. Powstała na Olsztyńskie Dni Nauki i Sztuki… i od tego czasu krąży. Wraz z opowieściami o przyrodzie, ludziach i sensie życia.

Na planszach wystawowym znajdują się kody QR, umożliwiające szybkie odwiedzenie opisowych stron internetowych, wraz ze zdjęciami i filmikami. Wystawa zawiera 10 wielkoformatowych wydruków ze zdjęciami roślin, grzybów i zwierząt oraz ekosystemów, krótkie opisy oraz QR Code (dla osób z mobilnym Internetem w smartfonach i tabletach), kierującymi do szerszych opisów znajdujących się w internecie. 

Zdjęcia powstały przy okazji moich badań terenowych. Przyroda to nie tylko obiekt badawczy ale także piękno. 

Budka telefoniczna, ciem-na strona wójtowa i… ewolucja człowieka

sczachor

19145711_10211855853785129_5095532999428229395_nBędzie to krótka opowieść o książkach, dzieleniu się i ewolucji człowieka. O budce telefonicznej także będzie (choć już poznikały z naszych ulic). Chcecie poznać tę opowieść? To czytajcie dalej.

Skończyłem czytać „Człowiek – biografia” Robina Dunbara. Fascynująca lektura o nowych hipotezach, dotyczących ewolucji człowieka i genezy języka. Książka warta szerszego omówienia. Tymczasem ograniczę się do zdawkowej relacji.

Dunbar analizuje behawior hominidów i człowieka. Zaczyna od więzi w „stadzie”- grupie hominidów i przyczynach powstawania większych grup (m.in. ochrona przed drapieżnikami i wewnątrzgatunkową konkurencją innych hord). Więcej osobników to większy stres. Iskanie jest jednym ze sposobów budowania więzi i niwelowania negatywnego stresu (wydzielanie endorfin). Tyle tylko, że pojawia się dylemat: jeść czy iskać? Czyli konflikt między potrzebą zdobywania pokarmu i budowania więzi (relacji) w grupie. Czas nie jest z gumy, coś za coś. Ewolucyjny wynalazek, najpierw śmiechu, a potem muzyki i w dalszej kolejności języka, umożliwił Homo sapiens budowanie liczniejszych więzi przy mniejszym nakładzie czasu. A liczniejsza grupa pokonać może inną hordę i wytworzyć więcej kontaktów, skutkujących innowacyjnością i nowymi technologiami. Ewolucja języka zaczyna się wg Dunbara od śmiechu. Potem pojawiła się muzyka: pieśń i taniec. A w końcu język i opowieści, budujące więź. Dundar pisze także o religii, umożliwiającej tworzenie dużych społeczności. Wspomina także o nieceniu ognia i kulturotwórczej roli wspólnego posiłku.

Tyle w telegraficznym skrócie. Ja do tego dodałbym internet i Facebook jako nową formę budowania więzi w jeszcze liczniejszej grupie. Ale to już inna opowieść, na inną okazję.

Jest więc książka i społeczna ewolucja człowieka. Pora na ćmy z Wójtowa. Ciemna strona podolsztyńskiego Wójtowa to w zasadzie… opowieść o ćmach z Wójtowa (Napójka łąkowa czyli ciemna strona warmińskiego Wójtowa).  Opowieść tocząca się w internecie. Ale zaczęła się od spotkań w realu i malowania kamieni. I będzie kontynuacja w postaci półki bookcrossingowej w starej budce telefonicznej oraz o czytaniu na trawie. Nie będzie to pierwsza, wiejska półka bookcrossingowa (przykład z Kurzętnika), ale wielce sympatyczna.

Stowarzyszenie "Wspólne Wójtowo" zaprasza w dniu 24 czerwca o godz.16:30 mieszkańców i gości na uroczyste otwarcie Wymiennikowni Książek w Wójtowie, umiejscowionych w budkach telefonicznych na placu zabaw oraz na boisku leśnym. Projekt "Uwolnij książkę w Wójtowie" współfinansowany jest przez Wojewódzką Bibliotekę Publiczną w Olsztynie. Świętowane będzie także 10-lecie Stowarzyszenia "Wspólne Wójtowo". Na okolicznościowym torcie, przedstawiona będzie historia działalności stowarzyszenia. Wójtowanie proszą o przyniesienie książek do Wymiennikowni. Czytaj więcej o wydarzeniu: http://dziedzictwo-kip.blogspot.com/2017/06/uroczyste-otwarcie-wymiennikowni.html

I ja tam będę, bajkę o żabie moczarowej przeczytam, kamienie pomaluję i noc świętojańska świętował będę.

Na zdjęciu wyżej: czytanie bajki kamishibai na miejskim skwerze. Znakomity pretekst by porozmyślać o ewolucji człowieka, kultury i formach budowania więzi.

Będzie opowieść, będzie wspólne jedzenie, będzie muzyka. Będzie więc budowanie więzi i dzielenie się wiedzą (opowieściami słownymi i zapisanymi w książkach).

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci