Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

spotkania

Nigdy za mało miejsca na książki w domu...

sczachor

16473807_10210692791629302_5658595578921923419_nNałogowi alkoholicy mają wszywany esperal (nazwa leku, stosowanego w leczeniu alkoholizmu, umieszczanego pod skórą pacjentów). A co powinni wszywać sobie nałogowi czytelnicy? Gdy w domu nie ma już miejsca na nowe książki, a każda wizyta w księgarni grozi zakupem kolejnej ?

Ostatnio byłem w księgarni po odbiór książki, którą żona wcześniej zamówiła. Wszedłem więc do tego miejsca wodzącego na pokuszenie. Książek wartych przeczytania było wiele. Podobno w Polsce średnio codziennie wydawane są dwie książki... Nie oparłem się jednej, mimo że kusiło kilka. Od dawna nie mamy już miejsca w domu na kolejne książki. Obiecałem żonie, że do czasu remontu nie będę już kupował książek. A jednak, zostałem skuszony skutecznie. Nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz... 

Z opresji książkomaniaka wybawiła mnie urocza książniczka (pani, pracująca w Książnicy Polskiej!), wystawiła pisemne zaświadczenie z pieczątką i treścią, że "nigdy za mało miejsca na książki w domu." Nie dość, że książki kuszą, to jeszcze sprzedawczynie są dowcipne... Nie sposób nie ulec.

Ale z takim "urzędowym" glejtem nie było strachu wracać z kolejną nadprogramową książką do domu. A żona jak to żona, zakup mojej książki zaakceptowała (bo był glejt z pieczątką) i poleciła pismo powiesić na ścianie. Żeby było ładniej to domalowałem chruścika z książką. Glejt być może wystarczy na kolejne zakupy... A może jednak omijać księgarnie z daleka? Może sobie wszyć coś pod skórę, jakiś antyksiążkokupnik?

ps. Od lat nadmiarowe książki oddaję do bibliotek lub uwalniam na półce bookcrosingowej. I zapisałem się do biblioteki. Wspólne użytkowanie dóbr (w tym przypadku literatury) jest chyba dobrym rozwiązanie. 

Polacy lubią wyciągać swoim wielkim rodakom niewygodne czyny z przeszłości

sczachor

polacy_szymborska

"Polacy szczególnie lubią wyciągać swoim wielkim rodakom niewygodne czyny z przeszłości. Z frustracji? Z przekory? Z chęci podważenia uznanego autorytetu? Nie wiadomo. Smutne, że to zwykle ci Polacy, którzy uważają Biblię za książkę najważniejszą. Gdyby naprawdę ze zrozumieniem czytali Dzieje Apostolskie - i w  ogóle hagiografie - zauważyliby, że życiorys, w którym ktoś za młodu grzeszył, a potem się nawrócił, jest modelowym życiorysem świętych. Czy ktoś wpadłby na to, żeby wypominać świętemu Augustynowi, że kradł gruszki?"

Michał Rusinek

"Nic zwyczajnego o Wisławie Szymborskiej", Znak, Kraków 2016

 

Skąd się bierze zaprzeczanie faktom naukowym?

sczachor

14567601_10209632335398559_3569336715235740814_o

Zastanawia mnie od dłuższego czasu fenomen różnorodnych, antynaukowych teorii spiskowych. Dwa poniższe cytaty chyba dobrze oddają istotę tego problemu (polecam jednak przeczytać w całości wspominane artykuły). Teorie spiskowe chyba potwierdzają to, że słuchanie rozpoczynamy od emocji. I to one warunkują co i jak usłyszymy.

„Wyborcy prawicy nie chcieli wierzyć, że nauka może mieć rację, ponieważ potwierdziła tezy ich przeciwników politycznych. Stanęła zatem po stronie zła i nie można było jej dalej ufać.”

Jakub Dymek

„Wygaszanie rozumu”, Tygodnik Powszechny, nr 5 (3525), styczeń 2017 r.

 

„Kwestionowanie wyników badań naukowych stało się ostatnio modne. Im więcej ludzi wierzy w te bzdury, tym większe zagrożenie dla naszej cywilizacji - i dla każdego z nas.”

Jan Stradowski

„Atak na naukę”, Focus, 257, luty 2017.

Święto Trzech Króli, dalie na butelkach malowane i Noc Biologów 2017

sczachor

15894248_10210401839315676_7311416856838940222_nMalowanie w przestrzeni publicznej i dyskusje o przyrodzie są niezapomnianym przeżyciem, do których warto wracać. Fizyczne efekty jednego z takich spotkań można będzie zobaczyć na wystawie w czasie Nocy Biologów 2017, 13 stycznia 2017 roku. Łączenie nauki ze sztuką i spotkaniem towarzyskim jest nową formą upowszechniania wiedzy. Ułatwia otwartość, jakże ważną zarówno dla naukowców jaki i tych, co wiedzy poszukują tylko okazjonalnie.

Wspomnianą otwartość dobrze ilustrują słowa ks. Jana Twardowskiego odnoszące się do epifanii, Święta Trzech Króli „Trzej mędrcy studiowali astrologię, astronomię, geografię, jednak gdy wyruszali w drogę stale pytali, gdzie jest Mesjasz. Byli mędrcami, ale nie wstydzili się pytać (…) Nazywają ich królami, ale można ich nazwać żebrakami. (…) O mądrość trzeba żebrać.” Mieli wiedzę a pytali. Niech będzie to wzorem i dla nas. Na przykład otwartości w poszukiwanie nowych form edukacji pozaformalnej.

Zapraszam na wystawę butelek pomalowanych w czasie wrześniowej IV Olsztyńskiej Wystawy Dalii. Malowaliśmy na starych butelkach, w tym butelkach laboratoryjnych (zobacz zdjęcia z pleneru). Pogoda dopisała, rozmowy toczyły się bardzo sympatyczne. Bez zbędnego patosu. Ale o przyrodzie, o ludziach i o byciu razem w przestrzeni publicznej. Wystawa odbędzie się w ramach Nocy Biologów, 13 stycznia 2017 r., w szklarni Wydziału Biologii i Biotechnologii, od godz. 8.00 do 20.00.

Wiedza jest bogactwem i dobrem ogólnym, jest warunkiem rozwoju cywilizacji. Do wiedzy każdy ma prawo. Tak jak do wody i powietrza. Nie można więc zamykać i ograniczać dostępu do wiedzy. Misją uniwersytetu jest upowszechnianie wiedzy. Misją takich festiwali naukowych jak Noc Biologów jest także upowszechnianie wiedzy - jakkolwiek forma może wydawać się niecodzienna i nietypowa.

Podobnie jest ze sztuką - ma do niej prawo każdy, zarówno w sensie tworzenia jak i odbioru. Nauka i sztuka zachwyca się światem, każda na swój sposób i w odmiennej formie. W otaczającej rzeczywistości przyrodniczej dostrzega nie tylko zależności przyczynowo-skutkowe, prawidłowości i obiekty badawcze, ale także piękno. Motywem mojego malowania jest chęć czynienia świata piękniejszym, nawet jeśli to piękno jest ulotne. Podstawowym surowcem są odpady cywilizacji nadmiernej i szybkiej konsumpcji – szklane butelki i słoiki (zbędne opakowania). To taki niewerbalny i ukryty przekaz, dotyczący filozofii życia i ochrony środowiska.

Butelki i słoiki zbieram w dzikich zakątkach przyrody Warmii i Mazur. W czasie daliowego pleneru wykorzystaliśmy także stare butelki laboratoryjne, które miały być wyrzucone na śmietnik (bo już do badań kompletnie bezużyteczne). Zebranym śmieciom nadaję nową wartość. Jest to filozoficzny podtekst nadawania rzeczom zbędnym - także i ludziom wykluczonym, spisanym na straty, zapomnianym - nowej ważności i wartości. A w zasadzie jest to odkrywanie, dostrzeganie tej wartości. Bo ona już tam jest.

Recykling rzeczy i znaczeń to promocja postaw przyjaznych środowisku i ludziom. Społecznościowy i artystyczny pretekst do snucia refleksji i niespiesznego dyskutowania. Malowanie butelek jest jak nauka – ma służyć ulepszaniu świata. Jest dla niego jak chasydzka przypowieść, by za pomocą drobiazgu, jaką jest przywrócona do życia butelka, opowiedzieć o rzeczach ważnych i większych - za pomocą części pokazać całość.

Lubię malować z ludźmi w przestrzeni publicznej, by wspólnie odzyskiwać ją na społecznego życia. Nauka jest ważną częścią kultury. Wyjaśnianie złożonej rzeczywistości wymaga wytrwałości. Malowanie na szkle także. Ludzie dzielą się wiedzą (ale i sztuką, miłością) nie tylko ze względu na korzyści finansowe, lecz coraz częściej po to, żeby uczynić świat miejscem lepszym do życia. Swoisty trend dzielenia się (ang. sharing economy/collaborative consumption – ekonomia dzielenia się) obserwowany jest zarówno w sieci (zwłaszcza w mediach społecznościowych czy dziennikarstwie obywatelskim), jak i w świecie realnym (np. bookcrossing).

Dzielenie się jest również podstawowym elementem nauki: jej postęp i rozwój ściśle związany jest z wymianą informacji, spostrzeżeń, wyników badań. Rozdaję swoje butelki ludziom i instytucjom by przeciwdziałać wykluczeniu i rozmyślać nad nowym urządzeniem cywilizacji, nową odpowiedzią jak żyć. Na co dzień. Sztuka jest polem działania dla intuicji. Nauka jest polem działania racjonalności. Malujący naukowiec to negocjacje tych dwóch światów. W wymiarze osobistym malowanie jest dla mnie relaksem i wyjściem z wąskich ram życia zawodowego.

Zatem zapraszam w piątek 13 stycznia (Noc Biologów) do szklarni Wydziału Biologii i Biotechnologii, by w niezwykłym otoczeniu roślin porozmyślać, pooglądać i być może zaplanować kolejne, wspólne spotkanie przy malowaniu. Butelek, słoików, starych dachówek, polnych kamieni. 

Fot. Grzegorz Fiedorowicz

O wiedźmach i czarownicach, które uciekają z własnego archetypu i ślad w przyrodzie zostawiają

sczachor

wiedzmy_i_trampNa tym świecie nie ma nic stałego, ani w przyrodzie ani w kulturze. Wszystko się zmienia. I jest to fascynujące z turystycznego punktu widzenia. Dla trampów, powsinogów, badziajników, włóczęgów, włóczykijów odszukiwanie światów nieznanych i zaginionych jest wielką przygodą. Dla naukowców także.

Od czasów jeszcze przedchrześcijańskich wiedźmy i czarownice to archetyp zła. Wiedźmy uznawano jako winne nieszczęść i topiono a potem palono w krajach nie tylko słowiańskich na długo przed chrześcijaństwem. Były archetypem zła, kogoś winnego nieszczęść różnorakich, demona czy półdemona groźnego dla człowieka. Obwiniano je o wszystkie nieszczęścia, śledzono, demaskowano i przykładnie się rozprawiano z nimi.

Wiedźma, czarownica, ciota to synonim kogoś złego i niebezpiecznego. Jeśli kobieta podpaliła dom, wywołując pożar w mieście, z powodu zazdrości i gniewu na niewiernego kochanka – to musiała być opętana jakimiś siłami nieczystymi. Musiała mieć kontakty z diabłem. Była czarownicą. Zło w swym archetypie jest brzydkie, brudne, cuchnące.

Obecnie postać czarownicy ukształtowana jest przez wyobrażenia filmowe i popkulturowe: starej lub młodej kobiety, zielarki, latającej na miotle, postaci sympatycznej i wesołej, itd. Jest to sylwetka mocno oswojona i przetworzona, oderwana od dawnych realiów. Po prostu od jakiegoś pół wieku wiedźmy uciekają ze swojego archetypu (podobnie jak i kilka innych dawnych postaci np. krasnoludki). Może dlatego, że świat się zmienił i nie boimy się, że krowa mleko straci lub że ktoś nas zauroczy. Boimy się innych rzeczy. Nasze strachy nie zginęły tylko przybrały inne formy. W jakiejś części czarownice zastąpił symboliczny Żyd (i inne, nienazwane bliżej tajemne siły, rządzące światem oraz szkodzące zwykłym ludziom). W kraju, takim jak Polska, od dawna nie ma już praktycznie Żydów. A antysemityzm trwa w najlepsze. Najwyraźniej Żyd wypiera wiedźmy z ich archetypu. Wbrew pozorom nie jesteśmy mniej zabobonni niż nasi przodkowie.

Obecnie dawne słowiańskie demony utraciły swoją straszną postać i stają się elementem rozrywki, czego przykładem jest wioska tematyczna z Warmińskimi Straszydłami (Węgój). Lub też sympatyczne i rozrywkowe Wiedźmuchy. W przeszłości czarownice inaczej traktowaliśmy – widoczne jest to jeszcze w starych bajkach i baśniach.

Ale to była tylko dygresja. Bo znacznie ciekawszym turystycznie tematem jest odnajdywanie śladów dawnej przeszłości w nazwach grzybów, roślin i zwierząt, w przyrodzie wokół nas. Wtedy znowu na szlaku turystycznym spotkać możemy rusałki, topielice, świtezianki, czarcie żebra i zmierzchnice. Wiedza o świece pozwala więcej widzieć.

Przyroda i czarownice to temat dla turystów i dla naukowców zarazem. A w imieniu oddziału Warmińsko-Mazurskiego Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego zapraszam na Spotkanie turystów TRAMP, we wtorek dnia 15 listopada o godzinie 18:30, w Galerii Sowa (Olsztyn, ul.Zamkowa 2). Można przyjść wcześniej (otwarte od godz.18:00). Wstęp wolny.

Tematy:

  • Wykład "Wiedźmy i czarownice - w przyrodzie, etnografii i na szlakach turystycznych" - prelegent:  Stanisław Czachorowski
  • Pokaz fotografii: "To już 55 lat Akademickiego Klubu Turystycznego w Olsztynie" - prelegent: Żaneta Kostyk (AKT)
  • Kalendarium imprez turystycznych
  • Około godziny 20:00 - część nieoficjalna: rozmowy w kuluarach, dyskusje...

Współorganizator Warmińsko-Mazurska Regionalna Organizacja Turystyczna i Galeria SOWA. Spotkania dofinansowane z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Olsztynie. PTTK przypominamy, że w trakcie spotkań TRAMP wszystkie napoje są tańsze -1 zł w Pubie SOWA (ul.Zamkowa 2, Olsztyn).

Sponsorzy i partnerzy:

Sklep Rowerowy GIANT - Olsztyn - giantolsztyn.pl 

Pizzeria GasstroSfera, Olsztyn, ul. Kościuszki 45 F - www.gasstrosfera.pl

 

Nadrzewek długoskrzydły czyli o dźwięcznym przemijaniu pór roku

sczachor

12472488_10206329721378358_2178847553860680109_nZmienność fenologiczną przyrody widać nawet w mieście (wystarczy tylko patrzeć przed siebie a nie np. w telefonie łowić pokemony). Po zmieniających się gatunkach kwitnących roślin (barwy), po zapachu i po dźwiękach. I po gościach, odwiedzających nasze domy.

Wczoraj rano znalazłem przy progu małego, martwego „pasikonika”. Taka miniaturka pasikonika zielonego (czytaj więcej o pasikoniku). Ale miał skrzydła, więc to owad dorosły. U prostoskrzydłych nie ma przeobrażenia, więc larwy są podobne do dorosłych (ewentualnie odwrotnie). Nie mają tylko skrzydeł. Oczywiście cecha ta jest zwodnicza bowiem niektóre gatunki nawet jako dorosłe (stadium imago) są krótkoskrzydłe lub bezskrzydłe… więc wyglądają jak larwy.

Dzisiaj natomiast znajoma umieściła na fejsbooku zdjęcie tego samego gatunku. Też jest się „wpakował” do domu. Po konsultacjach eksmitowała go na balkon. I u mnie i u niej akurat trafił się samiec (co można nawet na zdjęciu rozpoznać po aparacie kopulacyjnym). Gatunek też łatwo ustalić - Nadrzewek długoskrzydły (Meconema thalassinum).

Taki mały pasikonik. Może młody i urośnie? Przypomnę, że owady w stadium imago nie rosną. Jego wielkość jest cechą charakterystyczną. Już raz ten gatunek odwiedzał mój dom (Nadrzewek długoskrzydły, terkotliwy drapieżnik podobny do pasikonika zielonego).  Poprzednim razem była to samiczka.

A dlaczego piszę o dźwiękach pór roku w tytule? Bo nie tylko ptaki dźwięki wydają ale i owady. Zazwyczaj w pełni lata słyszymy wieczorami pasikoniki. Nadrzewek w stadium imago pojawia się już pod koniec lipca. Towarzyszy nam aż do października. Czyli wszystko się zgadza (fenologicznie). Co do dźwięków to już gorzej, bowiem nadrzewek nie gra (nie stryduluje). Nie na „skrzypek”. Za to bębni. Wabi samiczkę bębniąc tylnym odnóżem w podłoże (zazwyczaj jest to liść). Nadrzewek jest mały (10–17 mm), więc ciszy nocnej nam nie zakłóci, zwłaszcza w mieście. Jego bębnienie przypomina warkot lub terkot, ale można usłyszeć z odległości ok. 1 metra.

Nie usłyszymy zatem nadrzewka,  chyba, ze specjalnie wybierzemy się na jego nocne koncerty miłosne (miłosne, bo wabi samiczki w wiadomym celu). Nadrzewek długoskrzydły żyje na drzewach, głównie na dębach. Aktywny jest nocą, zjada mszyce i żywi się spadzią. Być może zjada także i komary. W tym przypadku warto by mieć takiego nadrzewka w domu, lub przynajmniej w sąsiedztwie. Ale musza być drzewa. To jeszcze jeden aspekt dobrodziejstw z drzew w mieście.

Zapalone światło w domu i otwarte okno najpewniej zwabiło rzeczonego nadrzewka do mnie. Za późno go znalazłem, by pokazać mu drogę za drzwi.

Rozejrzyjcie się po swoim domu, zobaczcie ile małych gości nas odwiedza. Nie wszystkie w celach dokuczliwie konsumpcyjnych tak jak komary...

 

Fot. Anna Mikita, Olsztyn

Rewitalizacja miasta z zielenią w roli głównej

sczachor

13691094_10208870332148954_4756998348915225841_o

Cieszy każda dobra rewitalizacja śródmieścia z zielenią w tle. Nie tylko odnowione elewacje kamienic, ale i usunięty fragment "betonu", zasadzone drzewa, trochę zieleni i ławeczki. Aż chce się do takiego miejsca przeprowadzić. Zamieszkać. I siłą rzeczy płacić tu podatki. 

Zastąpienie fragmentu betonowego chodnika odkrytą glebą z zielenią to zwiększenie powierzchni wsiąkania wody. Ma znaczenie w czasach gwałtownych opadów. Im więcej wsiąknie tym mniej muszą przyjmować kanały przeciw burzowe. Były planowane lata temu ale teraz, wraz ze zmianami klimatu, zwiększyła się intensywność opadów. Więc nie są w stanie odprowadzić nadmiaru wody siecią kanalizacji. Ponadto szkoda tej wody, gdy jej coraz bardziej brakuje.

Jak podrosną zasadzone lipy to będą dawały upragniony cień w nagrzanych miastach. A gdy zakwitną to przecudny zapach wypełni całą ulicę. Mam jedynie nadzieję, że odkrytej powierzchni będzie wystarczająco dużo by rosnące drzewa miały wodę. Inaczej albo uschną albo trzeba podlewać.

A pod drzewem ławeczka. By odpoczywać i cieszyć się pięknym widokiem. Mały skwer zamiast parkingu. Dobry kierunek zmian, by ludziom w mieście żyło się przyjemniej. Jeszcze tylko tę zrewitalizowaną przestrzeń wypełnić kulturą i życiem społecznym. Od nowa nauczyć się siedzieć na ulicznej ławce, najlepiej w czyimś towarzystwie.

I może "chwasty" dzikie rośliny wyrosną i uchowają się przez czyszczącymi motykami porządkujących zieleń miejską....

 

Nikt nie staje się w pełni człowiekiem w pojedynkę

sczachor

trawnik_ulicaTrafiając na cenne i wartościowe myśli, chce się je jakoś mocno zapamiętać, utrwalić. Chyba dobrym sposobem jest zapisywać... i dyskutować. Poszukanie związku z innymi elementami wiedzy zgromadzonej w głowie jest nie tylko odłożeniem na półkę w szafie mózgu ale i funkcjonalnym powiązaniem z innymi pojęciami, zjawiskami itd. Wtedy łatwiej sobie taką myśl przypomnieć. Nie jest eksponatem w magazynie tylko używanym narzędziem. 

Przy porannej lekturze trafiłem na takie wyjątkowo trafne zdanie:

"Nikt nie staje się w pełni człowiekiem rozumnym w pojedynkę; nasze umysły zawdzięczamy wychowaniu w kulturze, w bliskości z innymi ludźmi."

Zdanie odnosi się do ewolucji ludzkiego języka, ale dostrzegam w nim znacznie głębszą myśl. Artykuł pt. "Najważniejszy wynalazek ludzkości" (chodzi o język!) Łukasza Kwiatka ukazał się w Tygodniku Powszechnym i jest omówieniem książki "Ewolucja języka. W stronę hipotez gesturalnych". Zaciekawiony na pewno sięgnę po tę książkę. Rozważania o języku nasunęły mi nieco inne analogie społeczne, odnoszące się do lokalności i globalności jak najbardziej na czasie. 

A dlaczego zamieszczam zdjęcie z ulicznego trawnika jako ilustrację do cytatu, odnoszącego się do ewolucji języka? Zdjęcie pochodzi z wczorajszego happeningu "Zielona partyzantka - odsłona druga" (zobacz zdjęcia). Tworzenie przestrzeni publicznej, w której można rozmawiać, jest tworzeniem warunków do rozwoju kultury. I tego by można było w pełni stawać się człowiekiem w bliskości z innymi. Język jest swoistym iskaniem się na odległość. By wyrastać do pełni człowieczeństwa potrzebni są ludzie i kontakt z nimi. Wspólna praca, wspólne rozmowy nawet "o niczym". Akcja polegała na zamianie nielegalnego, dzikiego parkingu na zieloną przestrzeń, w której ludzie mogą się spotykać. Jednym słowem obywatelskie, spontaniczne i oddolne budowanie warunków do rozwoju kultury... i praktycznego korzystania z języka, najważniejszego wynalazku Homo sapiens. Przy okazji była to dobra rewitalizacja, bo do prac włączyli się miejscowi, z ulicy. I ja tam byłem, kowale bezskrzydłe na kamieniu namalowałem oraz kilka kwiatków zasadziłem. 

I na tym tle wspominam nasz Dzień Wolności, wybory 4 czerwca 1989 roku. Ważny dzień dla mnie, dla Polaków, dla Polski. Wolność trzeba uzyskiwać aktywnie, tak jak teren zielony dla ludzi w środku miasta. I stale zabiegać, bo nigdy nie jest dane raz na zawsze. Nie mogę być w Warszawie na manifestacji by pokazać na ulicy moje uznanie dla wolności w pełni odzyskanej w 1989 roku jak i współczesnych starań o zachowanie zagrożonej wolności. Swoje poparcie wyrażam więc blogowo. Tak jak mogę, tak jak potrafię.

W wyborach 1989 roku byłem członkiem komisji wyborczej w Olsztynie. Już nie pamiętam czy przewodniczącym czy wiceprzewodniczącym komisji. Długo liczyliśmy głosy, bo nie bardzo wiedzieliśmy jak interpretować skreślenia: lista krajowa była najczęściej przekreślana w całości, ale niektórzy utrzymywali, że te nazwiska, których przekreślenie nie dotykało, należy liczyć na "tak". Liczenie głosów trwało bardzo długo. To były czasy bez telefonów komórkowych i żona się bardzo martwiła. W domu nie mieliśmy telefonu stacjonarnego, więc wieści nie było. Wróciłem do domu późno ale z dobrą nowiną. Czekaliśmy tylko na zbiorcze wyniki, które były równie dobre. Wielkie zwycięstwo wolności i aktywności ludzi. 

I tę wspaniałą chwilę z 1989 roku dzisiaj wspominam. Świętuję i celebruję. Lokalnie, podwórkowo, językowo.

Mówić do ludzi czy do naukowców?

sczachor

jeleniagoraJakiś czas temu, w wywiadzie prasowym prof. Jerzy Vetulani tak napisał "Niedawno miałem tzw. wykład noblowski na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Medycznego w Warszawie. Przypomnę, że tegoroczny Nobel z medycyny lub fizjologii został przyznany za odkrycie komórek w ludzkim mózgu, które odpowiadają za naszą orientację w przestrzeni. Ja oczywiście mogłem o tym wszystkim opowiedzieć dość ogólnie. Ale swój wykład wygłosił też mój młodszy kolega Rafał Czajkowski, bardzo zdolny neurobiolog, który przez trzy lata pracował z tegorocznymi noblistami. Dla mnie to, o czym mówił, było fascynujące. Ale większość słuchaczy, z którymi rozmawiałem po jego wykładzie, skarżyło się, że był on zbyt specjalistyczny, a więc - nużący. Ja miałem wykład popularyzatorski, on - świetny wykład naukowy. Wniosek z tego taki, że inaczej opowiada się o nauce, stojąc przed naukowcami, a inaczej - przed resztą ludzkości. Mówiąc do tzw. zwykłych ludzi, trzeba przede wszystkim złapać ich uwagę. Popularyzatorzy nauki używają tu jednego triku - dają słuchaczom do zrozumienia, że nie przekazują im informacji, ale że dzielą się z nimi własną wiedzą i doświadczeniami, a także wątpliwościami."

Od wielu lat prowadzę zajęcia dla studentów z prezentacji publicznych (autoprezentacja), czyli uczę wypowiedzi publicznych w formie referatów, dyskusji, dyskusji internetowych, plakatów, esejów, e-portfolio itd. Zajęcia wymuszają na mnie ciągłe obserwowanie, douczanie się, zastanawianie się... nad komunikacją w różnych sytuacjach. Ciągle odkrywam coś nowego. Z perspektywy lat mogę śmiało napisać, że szeroko rozumiana popularyzacja uczy wypowiedzi... także naukowych. Wymusza i ułatwia odejście od rytuału i pomaga skupić się na sensie wypowiedzi. Ułatwia dostrzeżenie.. słuchaczy. Z całą pewnością naukowcy powinni próbować wypowiadać się poza swoim, wąskim gronem. Bo wtedy lepiej będą mówili i pisali... treści naukowe!

Najpierw naśladujemy rytuał, w większości nie uświadamiając sobie tego rytuału. Mówimy tak.. jak się mówi w danym środowisku naukowym. Skoro używa się rzutnika z komputerem, to przygotowujemy prezentację i używamy "mądrego", specjalistycznego języka. Skupiamy się na formie i nierzadko mówimy do ekranu czy do prezentacji. Dbamy przede wszystkim by forma była odpowiednia. W gruncie rzeczy mówimy do siebie i do swojej prezentacji. Trudno oderwać się od siebie samego i komputera by dostrzec publiczność. I by mówić do ludzi a nie jedynie w ich obecności.

Nie ważne kto pierwszy powiedział  "wyobraźnia jest ważniejsza od wykształcenia" - miał rację. Ja mogę jedynie dodać, że ważna jest empatia, czyli wyobraźnia skierowana do drugiego człowieka i umiejętność patrzenia na siebie z boku, oczami słuchacza. Wtedy łatwiej jest mówić do ludzi, łatwiej jest się komunikować a nie tylko wygłaszać swoje myśli. Mówienie jest czymś innym niż pisanie, gdy nie ma się kontaktu z odbiorcą. Miał sporo racji Sokrates mówiąc, że pismo zabije sztukę mówienia i komunikacji. Zbyt często mówimy tak jakbyśmy pisali. Za dużo piszemy i to nam wchodzi w nawyk... nawet w czasie mówienia.

Narzekamy teraz na smarfony i tablety, na wielozadaniowość i podzielność uwagi. Zarówno na wykładach ze studentami (ba nawet na ćwiczeniach). jak i na prelekcjach w szkołach... widzę studentów/uczniów zerkających na swoje telefony (wydaje się im, że robią to dyskretnie i że nie widać). Czasem bywa to deprymujące, bo trudno poprawnie odczytać taki "język ciała". Używanie tabletu w czasie wykładu wcale nie musi jednak oznaczać braku uwagi czy braku szacunku. Elektronika zmienia nasz sposób komunikacji tak jak kiedyś zmieniło pismo....

Pismo nieodwracalnie zmieniło nasz sposób komunikacji międzyludzkiej. Podobnie jest z nowymi technologiami, blogami, portalami społecznościowymi, telefonami komórkowymi.  Cóż robić? pozostaje się uczyć... i oswajać rzeczywistość. Do tego na pewno potrzebna jest wyobraźnia. A czy szkoła uczy wyobraźni? Czy ją rozwija? Czy na egzaminach końcowych mierzymy wyobraźnię, kreatywność i postępy przez ucznia zrobione w tej kompetencji?

Poniższe zdjęcia znalazłem kiedyś na Facebooku - jakżesz symboliczne. To nowy sposób "czytania pod ławką", gdy zabrania się używania tabletów i tego typu urządzeń.

 10271_937911719632188_4370344197771598877_n

O malowaniu kamieni w szkole

sczachor

malowanie_kamieni_szczytno_2Szkoła to nie tylko miejsce nauki w klasie, to także lokalne centrum społeczno-kulturalne. Zwłaszcza w małych miejscowościach i na wsiach. Dla szkoły nie ma tam za wielu alternatyw. Likwidowanie małych szkól z powodów ekonomicznych (bo niby taniej jest dowozić dzieciaki) to marnowanie potencjału miejsca. Edukacja to nie filantropia lecz inwestycja. To także edukacja ustawiczna i pozaformalna, mimo że na te formy działalności nie ma dotacji "na ucznia".

W sobotę 16 kwietnia gościłem w Szkole Podstawowej nr 2 w Szczytnie. Malowaliśmy kamienie. Przyszło ponad 60 osób. Ciasta upiekły mamy i nauczycielki. Zaskoczony byłem dużą frekwencją. Najwyraźniej ludzie chcą się ze sobą spotykać i robić coś razem.

Drugim zaskoczeniem była otwartość, z jaką do malowania włączali się rodzice. Bo dzieci, wiadomo są z natury bardziej otwarte i bezkrytyczne. Malowaliśmy przyrodę lokalną tak jak widzą ją dzieci i pozwalają nam nasze umiejętności. A pomalowane kamienie będą prezentami dla gości, którzy odwiedzą szkołę z okazji 70. jubileuszu istnienia.

W podtekście spotkania i malowania była lokalność i ograniczenie zbędnej konsumpcji. Rękodzieło, zamiast jednorazowych pamiątek przywożonych z daleka, robionych fabrycznie (czasem z wykorzystaniem dzieci lub na wpół niewolniczej pracy). Niepowtarzalne, unikalne, z głębokim podtekstem. Kamienie tej ziemi z zaklętymi pasjami i emocjami ludzi stąd. Zamiast jednorazowej konsumpcji bycie wspólnotowe ze sobą. Bo przecież i dorośli chcą przychodzić... do szkoły. (zobacz więcej zdjęć)

W tracie kuluarowych rozmów narodziły się i inne pomysły. Żeby tak zrobić plener wakacyjny i pomalować duże kamienie nad jeziorem. Raz, że zabawa dla młodych, dwa pamiątka na długo. Uzupełnienie do Pofajdoków. Dużo większe przedsięwzięcie, wymagające wsparcia samorządowego. Ale może się uda, jeśli zapał nie zniknie. Bo wiele osób zaskoczonych było tym, że wspólne malowanie, spotkanie i dyskutowanie o wszystkim i o niczym może być tak przyjemne. Na powrót odkrywamy zapomniany urok podwórka.

Prędzej czy później ten pomysł uda się zrealizować. Nie teraz, to później, nie w Szczytnie to w innym miejscu. Malowane warmińskie kamienie żyją swoim życiem. Na przykład już 1. maja br. razem z dachówkami zagoszczą w olsztyneckim Skansenie (już teraz zapraszam) na festynie "sztuka nie tylko ludowa". A potem to kto wie gdzie i kiedy połączą ludzi. Tak jak wspólna praca z darciem pierza, międleniem lnu czy łuskaniem fasoli. Ludzie to istoty społeczne, lubią być ze sobą razem. Wspólnotowo i solidarnie.

W szkole spotykać się mogą nie tylko uczniowie na lekcjach w klasie. Szkoła może łączyć poprzez edukację pozafromalną i ustawiczną. Bądźmy jak dzieci, ciekawi świata i otwarci na coś nowego. I bądźmy otwarci na nowe funkcje edukacyjne szkoły. 

I mała dygresja. Powszechny jest pogląd, że nauczyciele mają dużo wolnego (że pracują tylko 18 h w tygodniu). To pozory, nauczyciele dużo pracują, miniona sobota była tego przykładem. Czas pracy to nie tylko lekcje, to przygotowanie, sprawdzanie prac uczniowskich, działania pozalekcyjne. I najczęściej... dokładanie z własnej kieszeni. Nauczyciel to chyba jedyny zawód, w którym "okrada się" własny dom i wynosi do pracy. Kiedy wreszcie szkoły zostaną należycie dofinansowane? Tak, aby nauczyciel mógł pracować np. 40 h tygodniowo i nie przynosić pracy do domu, nie wykorzystywać własnego sprzętu do uzupełniania dzienników elektronicznych, sprawdzania prac, przygotowania pomocy. By mógł to normalnie zrobić w szkole....

 malowanie_kamieni_szczytno_1

 malowanie_kamieni_szczytno_4

 

 

 

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci