Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

Olsztyn

Miasto bez chodników a Krajowe Ramy Kwalifikacji

sczachor

W różnorodnych analizach, dotyczących kluczowych kompetencji w wieku XXI, podkreśla się wagę pracy zespołowej oraz sprawnej komunikacji. O wielkich zaległościach tylko w tych dwóch kompetencjach społecznych przekonujemy się na codzień. Przykładem są inwestycje w mieście i brak chodników.

Na powyższych zdjęciach jest uwieczniony fragment ulicy Obrońców Tobruku. Inwestycja zakończona jakieś 10 lat temu (albo i więcej). Do tej pory po jednej stronie całkowicie brakuje chodnika. A chodzą tamtędy codziennie setki ludzi, w tym studenci na zajęcia (w duchu złorzecząc wykonawcom i gospodarzom miasta). Na pobliskiej ulicy Iwaszkiewcza także po jednej stronie nie zaprojektowano chodnika. Ewidentny brak wyobraźni i błąd w sztuce. A przecież takich miejsc tylko w Olsztynie jest bardzo dużo.

Równocześnie w innych miejscach buduje się betonowe trawniki (np. tu i tu). Zilustrowane zdjęciami braki nie wyknikają więc z braku surowca lecz z braku m.in. umiejętności pracy zespołowej (nie w grupie, np. w urzędzie miasta, ale w zespole!) oraz braku umiejętności komunikacji społecznej (np. tu).

Nie piszę, żeby narzekać i kolejny raz wytykać niedogodności życia w mieście (to już robią inni w wielu innym miejscach, niczego nowego więc nie wniosę). Piszę, aby podkreślić, że reforma zawarta w Krajowych Ramach Kwalifikacji (dotyczy szkolnictwa wyższego) nie sprowadza się do układania w tabelkach zajęć. Głównym celem, jakżesz przez nas pomijanym, jest zmiana filozofii kształcenia i nastawienie na cel.

Czy można uczyć pracy zespołowej, samemu nie potrafiąc? Czy można uczyć nowoczesnych technik komunikacji społecznej samemu ich nie praktykując? Współczesny uniwersytet to miejsce, gdzie i wykładowcy muszą się dużo uczyć. Bo świat się zmienia. Ważne są nie tylko detale, ale i jakże ważne kompetencje społeczne. A pracy zespołowej można uczyć się... piekąc ciasto ta seminarium licencjackie...

Olsztyn rowerzystów - co jest nowoczesnością w mieście?

sczachor

Nowoczesność ze swej istoty wyprzedza współczesną codzienność. W tej drugiej najczęściej tkwi przeszłość i dawne mniemanie o nowoczesności. W wielu dyskusjach o rozwoju Olsztyna pada słowo nowoczesność i wiek XXI. Ale różnie jest rozumiane. Dla niektórych nowoczesność kojarzy się z wysokimi drapaczami chmur i samochodami... bo tak było w połowie XX wieku. Nowoczesność bardzo powoli przenika do świadomości społecznej i codziennej praktyki. A kiedy już się utwrawli... co innego jest nowoczesnością. Przemijanie. Kto stoi w miejscu, ten się cofa.

Z czego wynika nowoczesność we współczesnym mieście? Samochód nie jest już nowinką ani symbolem bogactwa. Nie tęsknimy już za bardzo za kanciastym plastikiem i masową konsumpcją. Nie jesteśmy już na dorobku. Coraz bardziej myślimy o jakości życia a nie o stopie życiowej, mierzonej wzrostem PKB i ilością konsumpcji (i w konsekwencji ilością odpadów). Niegdysiejsze nowinki przejady się nam kompletnie. Symbolem nowoczesności nie jest już magnetowid czy antena satelitarna, ani nawet samochód. Bo w przypadku transportu miejskiego i podmiejskiego wzrost liczby samochodów zaskutkował... wolniejszą jazdą. Średnia szybkość poruszania się systematycznie spada. Poszerzanie ulic nic nie pomaga, co wielokrotnie przećwiczono w miastach amerykańskich.

W czasie urlopu byłem nad polskim morzem. Pojechałem koleją. Zaskoczony byłem tłumami na dworcu we Władysławowie i na Helu... mimo, że pociągów było bardzo dużo (często kursowały). I z okien pociągu widziałem kilometrowe korki na drogach. Przy takim ruchu tylko transport zbiorowy jest w stanie sprawnie przewozić ludzi (samochód staje się niezwykle powolny). Wynika to z praw fizyki. W dużych miastach rozwija się metro, szybka kolej miejska i .... ścieżki rowerowe. Bo to i sprawniej, szybciej i zdrowiej.

Rower chyba jeszcze w naszej świadomości jest synonimem "zacofania" i "biedy". Tak jak dla naszych dziaków ciemny chleb. Dla nas ciemny chleb jest już oznaką zdrowego stylu życia. Rower także. Wystarczy spojrzeć na coraz bardziej widoczną w Polsce chorobę cywilizacyjną: otyłość. Samochodowa nowoczesność zabrała nam ruch i wysiłek fizyczny z negatywnymi skutkami. Zbyt dużo czasu spędzamy w korkach, siedząc w samochodzie.

Nic dziewnego, że w nowoczesnych społeczeństwach jest moda na rowery i renesans tego środka transportu. Nawet w Olsztynie gołym okiem widoć coroczny przyrost jeżdżących na rowerach, rekreacyjnie i do pracy. Jest i zdrowiej i szybciej. A jak się zastanowić to nowocześniej.

W tym roku Gazeta Wyborcza (Olsztyn) zaprasza do udziału w drugiej edycji akcji "Olsztyn rowerzystów" . Finał akcji zaplanowano na sobotę 25 sierpnia 2012 r. Chętni do swoistego zamanifestowania obecności i potrzeb rowerowych w Olsztynie zbierać się będą między godz. 9.45 a 10.00 w trzech punktach: 1. przy Zespole Szkoł Samochodowych na al. Wojska Polskiego, 2. pod ratuszem, 3. przy pętli autobusowej na Likusach. Rowerzyści następnie pojadą nad jez. Długie. O szczegółach akcji Gazeta będzie informowała od początku przyszłego tygodnia.

W trakcie tegorocznej akcji dwa główne postulaty rowerzystów to: 1. konserwacja już istniejącego systemu tras rowerowych w Lesie Miejskim oraz 2. realizacja gotowego już projektu nowych tras we wschodniej części Lasu Miejskiego.

A na zdjęciu tegoroczny obrazek z Sopotu. Po wyjściu z dworca PKP od razu trafić można na informację turystyczną i... rower miejski. Oby tak przyjaźnie dla turysty było i w Olsztynie jak najszybciej!

ps. Ja oczywiście wezmę aktywny udział w akcji Gazety. Przecież nie jestem "zacofany" :).

Nowa Artyleryjska czyli dowód na nieistnienie pieszego (w Olsztynie)

sczachor

O tym, że piesi nie istnieją (przynajmniej w Olsztynie), przekonali mnie projektanci Nowej Artyleryjskiej. Pod koniec kwietnia wybrałem się z żoną na długi wiosenny spacer. Po wędrówce nad Łyną i oglądaniu nieistniejących parków: im. Korczaka, Parku Centralnego (podobno ma inwerstycja ruszyć), dotarłem pod zamek, by zobaczyć rozpoczętą inwestycję w Parku Nad Łyną. Pomęczyć się można, bo przecież jest nadzieja na polepszenie i wygodę. Przeszliśmy pod nowym mostem, chwaląc w duchu rozwiązanie, umożliwiające bezkolizyjne przemieszczanie się rowerzystów i pieszych.

Wracając  z Zatorza doszliśmy od Al. Wojska Polskiego do wiaduktu nad linią kolejową i lewą stroną ruszyliśmy w kierunku Dworca Zachodniego. Jakież było nasze zdziwienie, gdy po kilkudziesięciu metrach chodnik się jakoś tak urwał (na zdjęciu wyżej), zupełnie bez powodu. 

Cztery kostki polbrukowe i granitowy krawężnik. Teoretycznie jedna osoba by się zmieściła. Ale barierka ochronna na to nie pozwala. Nawet jedna osoba się nie przeciśnie (niebezpiecznie ze względu na przejeżdżające samochody). Poszliśmy dalej, bowiem w tym czasie nie było jeszcze ruchu samochodowego. Ale jak ulica zostanie oddana, to pieszy musiałby się cofnąć, przejść na drugą stronę ulicy i dopiero dalej wędrować i za jakiś czas ponownie na tę stronę jezdni powrócić.

Dlaczego nie ma chodnika po tej stronie ulicy? Przecież miejsca jest dużo! Chyba dlatego, iż projektant uznał, że pieszych po prostu nie ma w Olsztynie. Więc po co chodnik, gdy pieszy to byt nieistniejący?

Błędu projektowego trudno będzie się pozbyć, bo o ile na dużym odcinku w prosty sposób można chodnik zrobić, to już brak miejsca na wiadukcie... Trzeba byłoby zrobić jakąś antresolkę.

Z jeszcze większym zdziwieniem zobaczyłem to, co było dalej. Nie było chodnika, mimo, że było miejsca dużo. Po co więc wycinano drzewa przy peronie na dworcu Olsztyn Zachodni? Bo przeszkadzały pustce? Teraz jest goło, ponuro i niefunkcjonalnie. Takie kononowiczowskie "nie będzie nic". Teraz po prostu widać, że drzewa wycięto zupełnie bez powodu.

Z jeszcze większym zdziwieniem zobaczyliśmy zaprojektowany przystanek (nieco dalej). Jest przystanek, ale brak chodnika z jednej i drugiej strony, brak nawet możliwości bezpośredniego przejścia na perony (co wydawałoby się logiczne). Przystanek łączy się ze światem poprzez przejście dla pieszych prowadzące na drugą stronę ulicy. Czyli jak wysiądę, to muszę przejść na drugą stronę, potem ponownie powrócić? Bo podziemne przejście od tej strony jezdni odgrodzone jest betonowym murkiem (fizycznie nie da się przejść). Przystanek, który przez brak chodnika z niczym nie łączy. Podobne rozwiązania spotkać można przy Kortowie, na Warszawskiej... Bo przystanki są dla autobusów, ale nie dla pieszych?

Dworzec jest w dużym stopniu odcięty od miasta. A wystarczyło tylko zrobić w tym miejscu (okolice zaprojektowanego przystanku autobusowego) schody i zejście, najpierw na przystanek i chodnik, a dalej, w kierunku rzeki Łyny, poprzez kolejne schody - byłoby wygodne zejście do bezkolizyjnego przejścia zarówno na Zatorze jak i Park Nad Łyną. Z punktu widzenia pieszego byłoby to rozwiązanie niezwykle funkcjonalne i wygodne. Ale widać pieszych w Olsztynie nie ma... Lub nie powinno być?

Pomysł młodych ludzi, aby Dworzec Zachodni nosił nazwę Olsztyn Stare Miasto jest mądry i dostrzegający potrzeby ludzi... pieszych. Tak niewiele trzeba, aby otworzyć się na świat i funkcjonalność. Trzeba tylko odrobimy wyobraźni w czasie projektowania...

Ciekaw jestem kto projektował w opisywanym fragmencie takie bezchodnikowe rozwiązania nie-dla-pieszych. Komu zabrakło wyobraźni i świadomości, że jednak człowiek porusza się głównie na własnych nogach? Po co wycinano piękne drzewa, dające cień na peronie i urok całemu miejscu? Teraz nie ma ani drzew, ani chodnika, ani niczego. Pan Kononowicz miał rację (nie będzie nic)?

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci