Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

Olsztyn

Piknik śniadaniowy i... niewykorzystany Targ Rybny

sczachor

targ_rybny

Targ Rybny na olsztyńskim starym mieście. Lokalizacja znakomita, nazwa przyciąga, a jednak zazwyczaj pustawy. Brak artystów malujących, grających, uczestniczących w życiu ulicznym. Są ogródki restauracyjne i kawiarniane, jest sąsiedztwo zabytkowe, w pobliżu kręcą się turyści. A jednak czegoś brak. Jest moda na historyczne grupy rekonstrukcyjne, na wioski tematyczne i eko-muzea, jest moda na proste i swojskie jedzenie i aktywne poznawanie historii. Gdy Targ Rybny pustką świeci w tym samym czasie na Święcie Ulicy Dąbrowszczaków mnóstwo przeróżnych kramików z rękodziełem, pamiątkami i swojskim jedzeniem (zdjęcie niżej). W takich warunkach nawet pajda chleba ze smalcem i ogórkiem "chodzi" po 5 zł.  A nie mogłoby być tak cały czas w sezonie turystycznym na Targu Rybnym? Bo takich straganów brakuje w średniowiecznej części Olsztyna. Jeden bukinista z katarynką klimatu nie stworzy. Czasem tylko na starówce pojawiają się stragany z lokalną żywnością. W prowizorycznych budach. A i tak cieszą się dużym zainteresowaniem olsztynianków. Lokalne dziedzictwo ze swoimi znakomitymi produktami gnieździ się w mało estetycznych warunkach na targowisku przy ul. Grunwaldzkiej. Dla turystów miejsce nieznane. Niewykorzystany potencjał synergii.

Są już na Targu Rybnym stałe ładne stragany (co widać na zdjęciu wyżej), co prawda upchnięte gdzieś z boku. Dlaczego są puste (jeśli nie liczyć 2-3 rękodzielników z pamiątkami)? Za duże opłaty? Za mało imprez promujących lokalność? A może kapitał ludzki leży odłogiem? Drobni restauratorzy od dawna mówią, że przydałoby się niewielkie zaplecze w miejscu, gdzie teraz są krzaki i szalet miejski. Niewielka ale potrzebna inwestycja. 

Co robią wycieczki i turyści? Zobaczą zamek, katedrę, dobrze jak trafią na jakąś imprezę uliczną, pospacerują i znikają. Im więcej atrakcji, tym dłuży pobyt. Zysk dla wszystkich. I jeszcze raz podkreślę:  jest moda na aktywnie przeżywaną historię, strzelanie z łuku, zdjęcia z krzyżakami lub innymi rycerzami. Czy nawet zwykłe uczestnictwo w kulturze.

A tymczasem poza Starówką pojawił się piknik śniadaniowy. Cieszy się dużą popularnością (tak jak i w innych miastach). Starówkowa drożyzna i niewielka liczba ulicznych atrakcji systematycznie pustoszy średniowieczną część Olsztyna. Aktywność turystów i olsztyniaków systematycznie przenosi się w nowe miejsca. Pozycja miejsca uprzywilejowanego rozleniwiła i uśpiła. A tymczasem Starówka zamiera w obliczu konkurencyjnych ofert, lepiej trafiających w potrzeby ludzkie.

pikniksniadaniowy11053716_10206137326545522_8001245162716113486_o

O samochodach na Starówce cd.

sczachor

uliczka1Wszystko można sprawdzić. Na tym polega metoda naukowa, że eksperyment jest elementem dyskusji o świecie i weryfikacji najróżniejszych hipotez. Ciekaw jestem czy protestujący przedsiębiorcy (domagający się utrzymania ruchu samochodowego na średniowiecznym fragmencie Olsztyna) przeprowadzili jakiekolwiek badania i analizy, oparte o rzetelne badania. Faktem jest, że olsztyńska Starówka zamiera. Ale czy samochody dojeżdżające w każde miejsce uratują biznes? Czy łatwy dojazd zapewni klientów?

W niedzielne, wakacyjne południe wybrałem się na obiad. Weszliśmy do Českiej Hospody, usytuowanej przy Targu Rybnym. Nie da się podjechać pod same drzwi nawet samochodom dostawczym. Ani od Targu Rybnego, ani od strony ogródka nie ma dojazdu i możliwości zaparkowania samochodu. Ale my z trudem znaleźliśmy miejsce przy stoliku.

uliczka2

Obłożenie prawie 100 %. Kelnerki od razu uprzedzają, że na zamówienia trzeba czekać do godziny (chodziło o dania, najwyraźniej kuchnia nie nadąża). Niewielu rezygnowało. No cóż, jak widać brak możliwości dojazdu wcale interesowi nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie. Nie da się blisko zaparkować. Co przyciąga? Może umiarkowane ceny, może pomysł na usługę, może sympatyczna obsługa? Kiedyś w ramach Olsztyńskiej Kawiarni Naukowej często organizowaliśmy spotkania "U Artystów". Od dawna tam nie chodzimy.... I nie ma to żadnego związku z samochodami lub ich brakiem. uliczka41

Kilkadziesiąt metrów dalej (od Ceskiej Hospody), ulica Okopowa. Tu zawsze i przez cały rok jeżdżą samochody i parkują na chodniku. Miejsce atrakcyjne, blisko zabytkowy zamek, ławeczka z Kopernikiem, Amfiteatr z muzyką i koncertami. A jednak w lokalach pustki, nawet w "kultowej" Lipce. Ale kto będzie siedział w ogródku przy ulicy - tak jak na załączonym zdjęciu, po której ciągle jeżdżą samochody lub pod nosem zaparkowane są „blachosmorody (latem zapach od nagrzanych aut jest szczególnie intensywny). Miłośników parkingów nie jest aż tak zbyt wielu. Tuż obok Lipki, tam gdzie jeszcze nie tak dawno był ogródek letni… jest jednosamochodowy parking (zdjęcie niżej). Biznes pewnie kręci się zawrotnie... Podobnie na odcinku Okopowej już bliżej Mostu Jana.

 ulica81

 uliczka5

A jak przejść po takim chodniku, zniszczonym i zastawionym przez samochody? Z dziecięcym wózkiem się nie da, trzeba poruszać się po ulicy, konkurując z jeżdżącymi samochodami (mało to bezpieczne). Kobietom w szpilkach chodzenie po wyboistym bruku zapewnie nie sprawia zbyt wielu przyjemności. Podobnież z osobami niepełnosprawnymi.

Nie mam nic przeciw plakatowej akcji starówkowych przedsiębiorców - to ich prawo, ich wizja dyskusji. Klienci i tak zagłosują nogami. Mądrzej byłoby wcześniej zrobić rozeznanie, sprawdzić itd. Tak oczywiście też sprawdzą swoją koncepcję, ale potrwa dłużej i będzie bardziej kosztowne. Na dodatek nie wiadomo czy wyciągną poprawne wnioski.

uliczka7uliczka6

Samochody na Starówce czyli strzał w stopę lokalnej przedsiębiorczości

sczachor

starowkasamochodyprotestOstatnio w niektórych lokalach na olsztyńskiej Starówce pojawiły się plakaty z protestem przeciw zamykaniu tego miejsca dla samochodów. Od wielu lat toczy się spór i dyskusja o dopuszczeniu ruchu samochodowego w tej turystycznej części Olsztyna. A w zasadzie o wyprowadzeniu stamtąd samochodów. Opinie są różne a ja podzielę się swoją.

Diagnoza protestujących jest słuszna - Starówka umiera. Ale rozbieżne są zdania co do przyczyny i metod zaradzania. Oczywiście, jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził. Są tacy, co chcą niemalże do łóżka swojego wjechać samochodem. Tych klientów najpewniej restauratorzy mogą stracić. Ale samochody na starym mieście to odstraszanie zupełnie innych klientów i turystów. To nie brak ruchu po Starówce odstrasza ludzi od bywania tam i przy okazji korzystania z usług i robienia zakupów.

Nasza olsztyńska Starówka jest mała, mieści się w granicach średniowiecznego miasta. A wokół są parkingi. Te kilkaset metrów (200-400) można dojść pieszo. Nie jest to więc problem dostępności i komunikacji. Wczoraj idąc ul. Starą Warszawską zobaczyłem jakże typowy widok. Na chodnik wjechała pani w dużym samochodzie. Częściowo zatarasowała przejście i... psuła ewidentnie widok. Do najbliższego parkingu miała 100 m, do drugiego jakieś 300 m.  Dla mnie to buractwo i niepełnosprawność intelektualno-funkcjonalna - "liczę się ja i nic innego mnie nie obchodzi".

Ale wróćmy do Starówki. Tylko w okresie letnim ograniczony jest ruch po niektórych ulicach. A kiedy jest większy ruch na Starówce: wtedy, gdy wszędzie mogą jeździć samochody czy wtedy gdy ruch kołowy jest ograniczony? Niech protestujący restauratorzy się nad tym zastanowią. Wszystko można sprawdzić, więc i to, czy więcej klientów mają ci przy ulicach z ruchem czy tam gdzie tylko piesi mogą się poruszać (a w wyznaczonych godzinach także samochody dostawcze)?  Idąc przez Starówkę na przykład ulicę Okopową omijam z daleka. Bo tam jeżdżą samochody, chodniki są zastawione (i poniszczone kołami), trudno się chodzi. Coś za coś, albo miejsce dla samochodów albo... na ogródki restauracyjne.

Sam jestem turystą i wiem co mnie denerwuje, gdy zwiedzam i chcę robić zdjęcia: obrzydliwe reklamy, banery, wiszące bezładnie druty i zaparkowane samochody. Nie ma jak zrobić ładnego, pamiątkowego zdjęcia. A nasz gotycki ratusz poza sezonem jest zastawiony samochodami. Żadne zdjęcie się nie uda. Gotyckie budynki i piękno krajobrazu zeszpecimy samochodami. A kto chce pić kawę lub jeść obiad w ogródku letnim, gdy obok stoją lub jeżdżą samochody? Smród nie tylko spalin, rozgrzanej blachy ale i "odświeżaczy".

Samochody na Starówce ewidentnie odstraszają klientów i turystów, przyciągają jedynie coraz mniej liczną grupę fascynatów czterech kółek i podrywających na "brykę". Ale to odchodząca przeszłość. Posłużę się przykładem z ostatnich wyborów prezydenckich - jedna z partii kampanię wyborczą prowadziła w telewizji. I przegrała. Bo więcej ludzi teraz korzysta z Internetu a nie z telewizji. Podobnie nasi protestujący - żyją światem już prawie nie istniejącym. Powoli samochód przestaje wyznacznikiem statusu i prestiżu społecznego.

Na Starówkę przychodzimy siłą przyzwyczajenia, odstraszają wysokie ceny (pochodna wysokich czynszów i pazerności kamieniczników), brzydkie i oszpecające reklamy-banery, brak ładu estetycznego w ogródkach letnich, jeżdżące samochody, parkujące pod gotyckimi budynkami i słabe życie kulturalne. Przydałyby się jakieś galerie sztuki, ale nie utrzymają się przy tak wysokich czynszach. Klimat tworzą ludzie a nie zaparkowane blachosmrody. To widać nawet na zamieszczonym zdjęciu - obok plakatu z protestem wisi kartka o poszukiwanym kucharzu (bardziej doskwiera brak ludzi niż miejsc parkingowych). Bo dobry kucharz to podstawa restauracji. Do dobrego jedzenia to nawet najbardziej zamiłowani samochodziarze podejdą kilkaset metrów od parkingu.

Starówka umiera. Gwoździem do trumny będzie nowo otwarty kompleks nad Jeziorem Krzywym i... pojawiające się alternaty poza Starówką (Casablanka, Browar Restauracyjny nad Łyną itd.). Ludzie zagłosują nogami. Trochę szkoda by tak cenne miejsce starego miasta zmieniać na parking...

Innowacyjne, pionowe ogrody w Olsztynie

sczachor

19399_10206028013212757_8655785745977040879_nO pionowych trawnikach, umieszczanych na ścianach budynków już słyszałem. Jeden taki niedawno powstał w Warszawie, na budynku pasywnym. Ale i do Olsztyna takie ciekawe nowinki docierają. Mamy już nie tylko zielone dachy (budynek uniwersytecki w Kortowie) ale i wertykalne żywe obrazy! W pierwszym pasywnym budynku wielorodzinnym w Olsztynie właśnie powstają pionowe ogrody (otwarcie 18 czerwca 2015 r.). Ogromnie nietypowe i nowatorskie rozwiązanie. Siedem małych (na każdym piętrze, na klatce schodowej) oraz jedna duża kompozycja na parterze, łącznie ponad 60 m2 pionowych ogrodów. I to powstałych w ciągu tygodnia (wliczając projektowanie)! Szalone tempo i niezwykle trudne wyzwanie. Realizacji podjęła się florystka Zofia Wojciechowska z małej firmy z Mrągowa oraz Joanna Bogdanowicz z Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Warszawskiego. Na co dzień pani Bogdanowicz zajmuje się epifitami w szklarniach.

Do realizacji tego śmiałego wyzwania potrzebna była duża kreatywność, by w ciągu tygodnia zaplanować kompozycję i ją zrealizować. Potrzebne było duże zaufanie i wsparcie kolejnej firmy z Mrągowa – Blixten. Pierwszą trudnością była zupełnie nowa technologia wertykalnego ogrodu. Nietypowa, więc panie musiały zastosować zupełnie nowe i szybko wymyślone rozwiązania. Ponieważ wszystkie wykonane pionowe ogrody znajdują się wewnątrz budynku to zaproponowały rośliny szklarniowe, epifity. Gatunki rodzime się nie nadawały. Ponadto czas realizacji – siedem dni. Nie byłoby skąd wziąć materiałów. Bo w ciągu tygodnia miała powstać gotowa kompozycja a nie zaczątek, który rósłby miesiącami.

Kompozycja roślinna jest obrazem, a w zasadzie cyklem żywych obrazów. Największa kompozycja to rzeka Łyna, kręta i błyszcząca się pośród zieleni. Nad Łyną drzewa, liście i… białe motyle. Osobiście wolałbym ważki i chruściki, ale wtedy storczyki musiałyby mieć inne kolory. Białe motyle też wyglądają urokliwie. Na drzwiach – bo to nawet nie ściany ale ruchome drzwi – na klatce schodowej dominują kompozycje, przypominające nadrzeczne drzewa. Żywe obrazy, ktre będą się rozwijały i zmieniały.

Gatunki roślin nie są przypadkowe. Po pierwsze wybrano szklarniowe epifity, by jak najlepiej znosiły warunki wnętrza budynku. Ale wybrano także gatunki, które będą nawilżały powietrze, będą miały właściwości dezynfekujące oraz będą oczyszczały powietrze z substancji szkodliwych, typowych dla nowego budynku (kleje, farby itd.). 1500 roślin przyjechało aż z Holandii, prosto od producenta roślin. W Polsce nikt w tak krótkim czasie nie był w stanie zagwarantować tylu konkretnych roślin.

Te żywe obrazy znajdują się w budynku mieszkalnym, ale ponieważ na ostatnim piętrze mieści się galeria sztuki, to będą mogły być podziwiane nie tylko przez mieszkańców tegoż budynku. Niech rosna i inspirują, by Olsztyn ponownie stał się miastem-ogrodem.

(więcej zdjęć na FB)

Kultura w podróży

sczachor

variart_042014_DRUK_INTERNET_Strona_01Jak sobie człowiek (a nawet artysta) poleży, do go ciągnie  w świat, do ludzi. Najnowszy numer czasopisma VariArt będzie w poniedziałek podróżował. I ja się wybieram. Kultura w czerwoniaku. A dlaczego by nie?

Rozszerzona wersja artykułu w VariArcie: O obcych w przyrodzie i kulturze

Kultura, ta szeroko rozumiana, tworzy się, rozwija i upowszechnia się w relacjach. A podróże to doskonały sposób na rozwijanie więzi i relacji z innymi ludzi. Mówią, że podróże kształcą. Tak, ale tylko wykształconych i przygotowanych, którzy wiedzą co widzą, czyli rozumieją kontekst kulturowy, historyczny i przyrodniczy. Widzimy (dostrzegamy) przez pryzmat tego, co już wiemy. Ja na przykład, z racji zawodowych zainteresowań, dostrzegam wszędzie owady. A na malowanych widoczkach dostrzegam ich brak. Staram się więc otworzyć innym twórcom oczy na owady (i inne elementy przyrody) wokół nas. Są wszędzie. I artyści i owady.

Z dzieciństwa pamiętam podróże pociągiem. Takim z parowozem (dzieciństwo odnajduję już tylko w muzeum albo w skansenie). Lubiłem w wakacje przejeżdżać na Warmię i Mazury, bo w lokalnym pociągu, gdy wsiadałem w Korszach, to ludzie rozmawiali. Ze sobą rozmawiali - piękne było to lokalne-prowincjonalne otwarcie na innych i na siebie. Podróż - to było spotkanie z innym człowiekiem. I rozmowy w przedziale, poznawanie się. I ten uroczy zaśpiew mowy kresowej…

Teraz odgradzamy się gazetami, tabletami, słuchawkami na uszach. Jedziemy wśród ludzi ale samotnie, odizolowani. Cóż mogą nauczyć takie podróże? W domu ta sama gazeta, ten sam smartfon. Coś przegapione w takiej podróży – okazja poznania czegoś nowego. Nie ważne jak daleko podróżujesz (Egipt, Seszele, Chiny, Butryny, Lidzbark Warmiński, Jeziorany) – ważne jak głęboko podróżujesz i co potrafisz dostrzec wokół siebie. Więc w poniedziałek razem z VariArtem i jego Twórcami spróbuję podróżować po Olsztynie. Ale nie w samotności, tylko wśród ludzi. Będzie to kultura w podróży albo nawet kultura podróży.

„Kultura jest bowiem zawsze budowana na zastanych narracjach. Nie można uczestniczyć w procesach komunikacji społecznej w oderwaniu od istniejących wcześniej mitów, memów, utworów, trzeba je wykorzystywać przy konstruowaniu własnych komunikatów. Kultura nie jest narzędziem, które – tak jak oprogramowanie – wykorzystujemy do osiągania pragmatycznych celów. Kultura jest naszą tożsamością.” (źródło cytatu http://prawokultury.pl/scenariusze/),

Podróż kojarzy mi się nie z filmem puszczanym w autobusie lecz z wyglądaniem przez okno. Oraz z rozmowami z pasażerami. Dlatego w pociągiem podróżuje mi się lepiej niż autbusem. Przestrzeń publiczna jest tam, gdzie my ją stworzymy (odzyskamy). I chodzi o poszerzanie tej sfery publicznej, wspólnej, niezawłaszczonej, w której kultura może się rozwijać. Nawet ta najprostsza – w formie przemijające rozmowy.

Hmmm, ciekawe jak Olsztyn wygląda zza szyb „czerwoniaka”?

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci