Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

Potęga mózgu… i plotkowania w czasach Facebooka

sczachor

27657443_10213882420928041_685146990205505375_nEwolucja człowieka i naszego mózgu intryguje od lat. Mimo wielu badań i wielu nowych faktów ciągle zostaje sporo niewiadomego. „Potęga mózgu. Jak ewolucja życia społecznego kształtowała ludzki umysł” trojga autorów” Clive Gamble, John Gowlett, Robin Dunbar, wydana w Krakowie w 2017 roku, jest popularyzatorskim pokłosiem dużego projektu badawczego (psychologia, socjologia i archeologia). Przedstawia dokładnie teorię (hipotezę) mózgu społecznego, mówiącą, że to życie towarzyskie (w tym plotki) odpowiedzialne było za ewolucyjny wzrost mózgu. Jedna, zintegrowana opowieść o ewolucji człowieka. Wszystkiego nie ma (wielu innych, konkurencyjnych hipotez-opowieści nie zawarto), ale jest bardzo dużo aktualnych informacji i spójnej wiedzy. Jest to zajmująca opowieść o tym, „jak w toku ewolucji nasze mózgi społeczne wytworzyły zdolność myślenia globalnego”. Główna teza: „odwieczny związek między naszymi mózgami (...) a wielkością, podstawowych jednostek społecznych, w jakich żyjemy”. Mózg społeczny umożliwia tworzenie i utrzymanie relacji z większą liczbą współplemieńców. Liczba Dunbara wynosi 150 osób. Te zależności ukształtowały się wiele tysięcy lat temu. A teraz istniejemy w znacznie większych społecznościach. I jak sobie radzimy?

Autorzy bardzo dokładne przedstawiają różnorodne dowody. Czasem jest zbyt dużo powtórzeń w kolejnych rozdziałach (ale dla osób po raz pierwszych wkraczających w te tematykę i tę hipotezę społecznego mózgu to dobry zabieg). Komentują wiarygodność swoich dowodów i przedstawiają historię badań nad ewolucją człowieka i jego rosnącego mózgu.

Nawet w dużej aglomeracji, jak twierdza autorzy, „świat (…) osób, które faktycznie znamy – składa się zazwyczaj z niewielkiej liczby około 150 osób.” To górna granica liczby ludzi, z którymi możemy utrzymywać relacje. Tak przynajmniej było przez kilkadziesiąt tysięcy lat. W toku ewolucji u hominidów mózg pozwalał na coraz większą liczbę relacji i kontaktów, co skutkowało coraz większymi grupami, a to ułatwiało zarówno obronę przed drapieżnikami jak i zdobywanie pożywienia. W przeszłości rozrastał się mózg, a w zasadzie jedna jego cześć. A czy teraz, gdy dysponujemy pismem i elektroniką, swoistą pamięcią zewnętrzną, funkcjonalnie nie utrzymujemy szerszych kontaktów i relacji? Jeśli tak, to ewolucja kulturowa byłaby przedłużeniem ewolucji biologicznej. Już nie rozrasta nam się mózg a przybywa pamięci zewnętrznej. Na przykład w postaci smarfonu.

Autorzy piszą, że „liczba twarzy, jakie potrafimy zidentyfikować, wynosi maksymalnie 1500-2000” a przecież to wziąć dużo mniej niż liczba mieszkańców, naszej miejscowości. Od kilku lat ponad połowa ludzkości mieszka w miastach a nie małych wioskach. Narzekamy na Facebooka i smartfony, ale one w rzeczywistości zaspokajają naszą odwieczną potrzebę kontaktów międzyludzkich. Może to dobry sposób na utrzymanie więzi w globalnym świecie? Tego oczywiście nie ma w książce, ale na podstawie lektury takie rodzą się pytania.

„Świat społeczny zdominowany jest przez przyjaciół i znajomych z pracy”. A ja bym dodał, że także w coraz większym stopniu przez „znajomych” z Facebooka. Internet nie tyle pozwala nam zawierać nowe znajomości co przede wszystkim podtrzymywać kontakty zawarte w realu. Wiele grup Facebookowych dobrze funkcjonuje dlatego, że od czasu do czasu ich członkowie spotykają się w bliskim kontakcie.

„Potęga mózgu. Jak ewolucja życia społecznego kształtowała ludzki umysł” to fascynująca lektura i dobra opowieść. Nie wymaga specjalistycznego, wcześniejszego przygotowania. Każdy może przeczytać i zrozumieć. „Liczba 150 wyznacza granice naszej zdolności poznawczej do pamiętania, przywoływania i reagowania w sposób uporządkowany i społecznie produktywny.” Tak. Tak na pewno było, gdy jedyną pamięcią był nasz mózg. Ale w czasach, gdy zaczęliśmy zapisywać na papierze a potem na dyskach komputerów, serwerów i telefonów, nasza pamięć dostała znakomite rozszerzenie i wzmocnienia. To, co się nie zmieści w neuronach, zmieści się w „krzemie”. Być może współcześnie, gdy jesteśmy narażeni na zalew informacji i kontaktów (mnóstwo ludzkich twarzy), to szczególnego znaczenia nabiera wybiórczość i… korzystanie z pamięci zewnętrznej. Na przykład w smartfomie. Tak jak jest z pamięcią krótkotrwałą i pamięcią długotrwałą. Nie można i nie warto wszystkiego pamiętać. Ale trzeba mieć dostęp do tego, co potencjalnie się przyda.

Opowieść o ewolucji hominidów, pięściakach, narzędziach, kulturze i archeologii. Dobrze się czyta. Nasza rozszerzona komunikacja zaczęłą się od iskania. Potem był śmiech, pieśni az powstał język. A jego pierwszą funkcją było… plotkowanie i w ten sposób utrzymywanie więzi. „Średnio spędzamy dwie godziny dziennie na interakcjach socjalnych” (pomijając te zawodowe). Skoro we współczesnym świecie bardzo dużo czasy spędzamy w pracy (albo szkole)… to może dlatego Facebook jest takim wentylem, umożliwiającym utrzymywanie więzi społecznych (przekraczając czas i odległość)?

Język i Facebook to przede wszystkim budowanie więzi. Autorzy „Potęgi mózgu” piszą, że większość kont użytkowników na Facebooku posiada 100-250 znajomych a przeciętne grupy liczą 100-200 osób. Zaciekawiło mnie to. Warto to sprawdzić.

„Facebook czy Twitter, opierają swój sukces na ludzkim pragnieniu utrzymywania kontaktów społecznych.” Może więc nie są takie złe? Może warto je „oswoić” i dobrze wykorzystać w życiu codziennym jak i … szkole.

Jeszcze jeden ciekawy wątek. Świat cyfrowy ponad 7 miliardów ludzi, w dużym stopniu pozostających w relacjach w skali nigdy wcześniej nieznanej ludzkości, tworzy zupełnie nowe zjawiska. Może dopiero w tej skali mocniej uwidacznia się konektywizm (naszej wiedzy, tworzonej w relacjach, w sieci i w formie rozproszonej). Na przykład w 1950 roku liczba słów w języku angielskim wynosiła około pół miliona. W roku 2000 Google wskazuje, że jest już ich jeden miliom (przybywało średnio 8 tysięcy słów rocznie). Giną języki, ale i powstają nowe słowa. Ciekawe ile słów jest współcześnie w języku polskim. I czy ich przybywa. Podkreślić trzeba, że ten milion słów istnieje jedynie w sieci powiązań. Przecież pojedynczy człowiek nie zna tylu. Regularnie wykorzystuje i rozumie zaledwie do 60 tysięcy. Zatem globalna wiedza rozproszona umiejscowiona jest w sieci. Kiedyś była to sieć komunikujących się ludzi i ich wspólna pamięć. Teraz jest podobnie, tyle tylko, że tworzymy znacznie liczniejsze grupy…. Mimo, że nasz mózg się nie powiększył. Bo moim zdaniem ewolucję biologiczną zastąpiła ewolucja kulturowa i wytworzenie „pamięci zewnętrznej” . Na przykład w zwykłym telefonie.

Komputery, które umożliwiły lot ludzi na Księżyc miały mniejszą moc obliczeniową niż nasze telefony komórkowe. Ale w pewnym sensie te smarfony także zabierają nas w podróż zupełnie niebywałą. Podróż do noosfery (postulowanej przez Teilharda de Chardin).

Czytaj także:

Komentarze (7)

Dodaj komentarz
  • makroman

    Znaczna część słów to puste dzwięki, lub nowomowa która za kilka lat stanie się zwartościowa. Doskonale pamiętam choćby "pluralizm" za czasów PRL... Co dziś znaczy to słowo?
    Ca za kilka lat będzie znaczyła klątwa/wyzwisko "denialiści"?

  • sczachor

    Pluralizm znajdziesz w każdym słowniku. Skoro masz dostęp do internetu, to sprawdź sobie w Słowniku Języka Polskiego sjp.pwn.pl/sjp/pluralizm;2501102.html
    Albo na Wikipedii pl.wikipedia.org/wiki/Pluralizm

  • sczachor

    A co do denializmu, pewnie za kilka lat znaczył to samo co i dzisiaj: "www.totylkoteoria.pl/2017/12/co-to-jest-denializm.html

    polecam także zajrzeć tu: en.wikipedia.org/wiki/Denialism

    Możliwe, ze za kilka lat pojawi się polski odpowiednik, np. zaprzecznionizm.

  • makroman

    Marny wykręt, Profesorze! Bardzo marny!
    Chodzi wszak o znaczenie, odbiór, spoleczny wydzwięk danego słowa... nie o jego obecność w tym czy innym slowniku!

    Tylkoteorię czytam,
    Ps. Mówiłem że towarzystwo wzajemnej adoracji?!

  • sczachor

    Znaczenie tego słowa pozostanie takie samo. Chyba,że zainteresowanie zjawiskiem będzie duże i pojawi się potrzeba zwiększenia liczby desygnatów, wtedy można spodziewać się specjalizacji i zawężania pola semantycznego. Społeczny wydźwięk także będzie taki sam. Nie mylić z partyjnym.

    Wyciągasz błędne wnioski, bardzie to jest wewnętrzna projekcja wewnętrznych stanów psychicznych i niepokoju.

  • megi.bogucka

    Niestety teraz każdy czyta wiadomości z Internetu i głównie nie szuka żadnych informacji a ślepo wierze w to, co autorzy sobie wymyślili. Większa ilość informacji to nie wiarygodne dane... Polecam ten artykuł mobilegate.blox.pl/2017/11/Walke-z-falszywymi-wiadomosciami-online-wygrywa.html

  • sczachor

    Nie każdy czyta z Internetu to po pierwsze. Po drugie o jakości informacji nie świadczy czy jest z internetu czy z papieru.

    Przy okazji zauważę, że wpis dotyczy książki, papierowej :). Ale zapewne jest i w wersji elektronicznej. Inna forma ale treść ta sama.

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci