Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

O zmieniających się bibliotekach i kapitale ludzkim, przykład z małego Luant w środkowej Francji

sczachor

DSCN1316Luant to duża wieś, wyglądająca jak małe miasteczko, w środkowej Francji. Mieszkańców około 1200. Byłem tam kilka razy w ciągu ostatnich kilku lat. Ostatni raz we wrześniu br. I pojawiło się tam coś nowego i urokliwego. Mała, wiejska biblioteka, bogato wyposażona nie tylko w księgozbiory. Przyjazne miejsce do spotkań i aktywności wszelakiej. Najbardziej zaskoczyło mnie to, że jest prowadzona na zasadzie wolontariatu.

Luant to mała miejscowość w wiejskim krajobrazie, z kościołem, merostwem, restauracją, budynkiem dawniej szkoły. Spokojna prowincja z emerytami. Ale leży blisko miasta Châteauroux. Zaczęli sprowadzać się tu młodzi ludzie. Wiadomo, mieszkania znacznie tańsze niż w pobliskim mieście, życie spokojniejsze. Ale brakowało miejsc do wspólnej aktywności. I tak powstała biblioteka. Kapitał ludzki jest skarbem, w każdym miejscu. Ożywia i upiększa każde miejsce.

Na Warmii i Mazurach mamy podobne, liczne przykłady. Nowi przybysze mogą wnosić wiele dobrego. Ożywczego. Warto z tego skorzystać. Chyba na całym świecie biblioteki zmieniają swój charakter. Przestają być tylko magazynem książek i wypożyczalnią. W znacznie większym stopniu stają się miejscem spotkań ludzi. I to nie tylko za pośrednictwem książek ale spotkań o bardzo różnym charakterze. Ostatnio byłem w Iławie, tamtejsza biblioteka robi niesamowicie ciekawe rzeczy. Ale to opowieść na inną okazję.

Na wsiach powstają półki bookcrossingowe. Swoiste wymiennikownie ale zintegrowane z placem do wspólnych spotkań, dyskusji czy zwykłego, ludzkiego pogadania o „starych Polakach” i konfiturach ze śliwek.

Studenci dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego UWM w Olsztynie rozpoczynają akcję udostępniania książek w nietypowych miejscach. Jak podkreślają - nie samych chlebem człowiek żyje. Z wielką przyjemnością przyłączam się do tej akcji. O szczegółach napiszę za jakiś czas.

DSCN1326

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • makroman

    W tak rozmiłowanym w etatyzmie państwie jak Francja, lepszy jest wolontariat "państwowy" (bo przecież infrastruktura jest publiczna, nie prywatna. Prawda?) niż praca dla "prywaciarza".
    " Przybysze" (co za przybysze, skoro to zapewne wnuki tych emerytów z miasteczka?) oczywiście mogą i wnoszą ozywcze trendy, powiew itp. Chocby nic nie robili, jedynie przez samą swoją mlodość. Ale tak dzieje się tylko w przypadku "przybyszów" z tego samego kręgu kulturowego. Ci faktyczni przybysze, nje będą "ubogacać" (bo niby czemu mieli by?!) ale przejmować, dominować i pozbywać się emerytów. Bo to nie ich dziadkowie i nie mają z nimi nic wspólnego.

    Biblioteki - przez lata umawialem się wyłącznie z bibliotekarkami (to szczególnie intrygujący typ kobiet) owszem miejsce wymarzone do spotkan i rozmów, ale prawda jest taka ze jedyne wartościowe rozmowy miałem w bibliotekach... schroniskowych, te miejskie to zazwyczaj "sklepiki" z książkami.

  • sczachor

    Wolontariat to przykład radzenia sobie w każdej sytuacji i przykład rozwijającej się ekonomii udostępniania, dzielenia się. I mądry sposób wykorzystania mienia wspólnego, społecznego. Gminy najwyraźniej nie stać jeszcze na utrzymanie etatów, ale stać na utrzymanie budynku.

    Polecam przejść do do biblioteki, także tej miejskiej. Świat się zmienił. I ciągle się zmienia.

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci