Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

Jeziora i rzeki w mieście czyli konsultacje społeczne

sczachor

23318906_10213128165952138_1161574809_n

Badaniem jezior zajmuję się od lat. Do tej pory moje zainteresowania mieściły się w szeroko rozumianej hydrobiologii. Badałem przede wszystkim chruściki w jeziorach, w tym także  w jeziorach miejskich. I oczywiście w rzekach. Tym razem zaproszony zostałem na konsultacje społeczne, dotyczące olsztyńskich jezior i rzek. I to w charakterze uczestnika-obywatela a nie eksperta.

Jeszcze nigdy nie uczestniczyłem w konsultacjach społecznych. Z tym większą ciekawością się udałem. Z zadowoleniem odebrałem obecność przedstawicieli UWM (ale jako mieszkańców a nie urzędowo i instytucjonalnie) jak i kilku studentów z naszego uniwersytetu. Jest to sygnał, że nasz uniwersytet jest zgodnie z nazwą warmińsko-mazurski i uczestniczy w życiu codziennym regionu. Jest nie tylko z ambicjami do uczestnictwa wielkiej, światowej nauce, ale i z szeroko rozumianym transferem wiedzy do regionu. Tu i teraz, z głębokim rzeczywistym osadzeniem we własnym regionie. Chcę wierzyć, że nie był to odosobniony przypadek uczestnictwa w poprawianiu jakości życia mieszkańców i współdecydowaniu o lokalnych miejscach.

Zaskoczyła mnie liczna frekwencja mieszkańców i przedstawicieli instytucji a także obecność radnych. To były rzeczywiste konsultacje a nie tylko „odfajkowanie” pozycji z planu. Momentami atmosfera była napięta, zwłaszcza na początku. Wskazuje to z jednej strony na potrzebę takich spotkań, a z drugiej, że jest ich jeszcze za mało (niedosyt). Stąd czasami nieco napastliwa aktywność niektórych osób. Może czują, że przy braku czasu nie zdążą powiedzieć o tym, co dla nich najważniejsze? Najwyraźniej potrzeba nam mieszkańcom więcej takich spotkań, by po prostu ludzie mogli spokojnie się wygadać. I podyskutować. By poznać swoje różne oczekiwania, punkty widzenia, sposoby argumentacji.

Przestrzeń w mieście jest wspólna i trzeba wynegocjować jej mądre zagospodarowanie, dla wszystkich. Na to potrzeba dużo czasu i wielu informacji. Spotkania uczą wszystkich. Potrzeba tylko otwartości i cierpliwości by wysłuchać i zrozumieć potrzeby innych osób czy instytucji. Nie jesteśmy jednakowi.

Spotkanie odbyło się w ramach projektu „Przestrzeń dla partycypacji”. Na wstępie organizatorzy podkreślili, że władze miasta chcą usłyszeć głos mieszkańców w odniesieniu do Studium uwarunkowań. Przestrzeń jako wspólne dobro. Przestrzeń miejska jest wspólna, a tematem była rola jezior i rzek w naszym mieście (czyli Olsztynie). Urzędnicy miejscy poinformowali o dużym nacisku na zmianę studium uwarunkowań pod kątem zwiększenia zabudowy nad jeziorami. Zmartwiła mnie presja na zabudowę brzegów jezior Tursko (Żbik) i Redykajny. Najbardziej wartościowe przyrodniczo jeziora mogłyby takiej presji nie wytrzymać.

Doskonale rozumiem, że wielu by chciało mieszkać w pięknym krajobrazie z domkiem nad jeziorem. Ale zbyt duża zabudowa i presja na jezioro po pierwsze zniszczy krajobraz a po drugie zanieczyści jezioro. Już nie będzie pięknie i ładnie. Może dla lepszego zrozumienia tej kwestii najpierw porównanie. W samochodzie miejsce obok kierowcy jest „honorowe”. Ale czy wszyscy pasażerowie samochodu osobowego czy autobusu mogą siedzieć obok kierowcy? Chyba tylko w dowcipie o autobusie z Wąchocka.

Wróćmy do zabudowy i wykorzystania jezior oraz naszych rzek. To teren dla wszystkich mieszkańców a nie tylko dla wybranych. Zbiorniki wodne i tereny zielone przesądzają o jakości życia: możliwości cieszenia się pięknem krajobrazu, codziennej rekreacji i odpoczynku itd. Przecież tu żyjemy, mieszkamy, pracujemu i płacimy podatki. Nieatrakcyjna przestrzeń powoduje ucieczkę ludzi z miasta, na suburbia. Wraz z nimi odpływają podatki...

Wszystkiego do jednego garnka się nie da włożyć, niektóre inwestycje i funkcje się wykluczają (wchodzą w konflikt). Zatem potrzebny jest kompromis i zaplanowanie tych funkcji w różnych miejscach, by uniknąć potencjalnych konfliktów. Liczę na mądre i długofalowe planowanie a nie chaotyczną zabudowę czy inwestycje. Potrzebna jest więc pełna wiedza o tym, ile zabudowy „wytrzyma jezioro” by nie uległo zanieczyszczeniu czy obniżeniu wód. Zapobieganie szkodom znacznie mniej kosztuje niż ich naprawianie. Przykładem może niech będzie nasze jezioro Długie: wcześniej zanieczyszczone i przez wiele lat rekultywowane. Udała się rekultywacja i teraz mamy piękne tereny rekreacyjno-sportowe nad tym jeziorem. Taniej jest jednak nie psuć by potem naprawiać.

Potrzebne jest także studium krajobrazowe (jak zrozumiałem tego jeszcze nie ma), by wiedzieć ile i jak można zabudowywać nad jeziorami by… nie straciły one swojego uroku i swojej atrakcyjności. Może przykład. Kilkanaście lat temu kupiłem mieszkanie w Olsztynie. Wybierałem miejsce, firma od nieruchomości sprawdziła plany zagospodarowania terenu. Było dobrze, bo na przyległym terenie był w planach park. Kupiłem. Ale w ciągu kilku kolejnych lat zamiast parku wybudowano salon samochodowy, dwa duże parkingi i trzy bloki z dużym sklepem. W jakimś stopniu czuję się oszukany. Po kawałku i co jakiś czas zmieniano plan zagospodarowania systematycznie wykrajając z planowanego parku tereny pod inwestycje. Podobnie jest z innymi mieszkańcami. Deweloper kusi mieszkaniem lub domkiem w atrakcyjnej okolicy. Ale jak już się sprowadzą to tuż przy oknach stawia kolejny blok… Okno w okno. Wszystko wynika z braku długofalowego planowania i chaosu inwestycyjnego, wynikającego z chęci szybkiego zysku. Po prostu brak solidności.

Wśród wypowiedzi i propozycji mieszkańców pojawił się ciekawy głos na temat placów zabaw nad jeziorami i nad naszymi rzekami. By były nie takie standardowe ale z naturalnych surowców i niezbyt „zaplanowane”, wykonane z pojedynczych dużych kamieni, kłód drewna itd. Tak jak kiedyś wyglądały nasze podwórka (element rozwijający kreatywność, odpowiedzialność itd.). Raz, że byłoby to znacznie bardziej wkomponowane w krajobraz (zamiast takich samych wszędzie, mocno kolorowych i plastikowych huśtawek czy zjeżdżalni). Dwa, że tworzy to nową przestrzeń edukacyjno-rekreacyjną, dobrze wpisaną w strategię miasta ogrodu. Myślę, że to byłoby dobre zaplecze dla realizacji idei leśnych przedszkoli i szkół (prężnie rozwijająca się idea w krajach skandynawskich a i w Polsce jest już kilkanaście takich obiektów – w pobliskim Węgoju szkoła wykorzystuje tereny leśne do takiej edukacji).

Edukacja to także inwestycje i konkretne dochody. Co prawda nie w postaci betonu, ale równie wartościowe i tworzące podstawy do aktywności ekonomicznej. Twórzmy w mieście niebanalną przestrzeń edukacyjną, poprawiając jakość życia samych mieszkańców jak i polepszając infrastrukturę turystyczną. Dobrze rozumiania turystyka to nie tylko letnie wylegiwanie się na plaży ale całoroczna aktywność w różnych wymiarach. 

W najbliższym czasie będa jeszcze 3 podobne spotkania. Wybierzcie się, na prawde warto.

23334233_10213139663599572_2372798415535419905_o23270371_10213139663439568_5794554803063623109_o

Komentarze (5)

Dodaj komentarz
  • sczachor

    A tu więcej informacji o tych konsultacjach federacjafosa.pl/2017/11/02/co-z-olsztynskimi-jeziorami-ruszaja-konsultacje/

  • Gość: [Grzegorz Drozdowski] *.warmia.mazury.pl

    Jeziora olsztyńskie są bardzo atrakcyjne pod względem wędkarskim. Ta forma ich wykorzystania winna być również brana pod uwagę. Setki wędkarzy jeździ za granicę, a mamy pod bokiem takie bogactwo. Wiąże się z tym wiele usług towarzyszących, goście w pensjonatach, wynajem sprzętu itp. Olsztyn nie powinien byś miastem tranzytowym dla turystów. Ma wielki potencjał turystyczny i wiele możliwości spędzania czasu dla osób przyjezdnych.

  • sczachor

    @ Grzegorz Drozdowski,

    Podobno coraz bardziej mode staje się wędkarstwo miejskie.

  • makroman

    1 - czy coś konkretnego wyszło z tych konsultacji? Czy była to tylko okazja by sobie "ulżyć na wątrobie"?
    2 - sam kupilem dom w dzielnicy na uboczu, teraz zrobiono mi tam " objazd" bo nieudolność urzędnicza wzmocniona partyjnymi "zobowiązaniami" nie jest wstanie poradzić sobie z udrożnieiem arterii komunikacyjnych mojego miasta...prawie 10 lat permanentnego "rozkopania", ale za to " duża absorbcja unijnych środków" ...
    3 - Brak lokalnych planów ZP jest celowy i zamierzony, pozwala lokalnej administracji na swobodne doraźne działania o charakterze zmowy biznesowej. Np wycinkę drzewostanu, odralnianie terenów atrakcyjnych dewelopersko lub... "uralnianie" obszarów kiedyś przeznaczonych pod zabudowę, po to by drastycznie obnizyć ich cenę...

  • sczachor

    @makroman

    Gdybyś przeczytał, to byś wiedział, ze konsultacje są w trakcie :). Z nich coś konkretnego wyniknie. Ale nie wiem czy to cię interesuje.

    ps. tak dużo masz do powiedzenia - załóż bloga i pisz. Podeślij linka to poczytam. Może i inni poczytają.

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci