Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

Monszatan czyli o co chodzi z tym GMO ?

sczachor

Monszatan1Jako biolog czynnie uprawiający naukę powinienem dużo o GMO wiedzieć. Sam co prawda w zasadzie badań nad GMO nie prowadzę (niżej wyjaśnię dlaczego użyłem słowa „w zasadzie") ale z racji zajęć ze studentami biotechnologii temat ten jest często poruszany i dyskutowany na wszelkie sposoby. Mimo to z dużą przyjemnością przeczytałem książkę Marcina Rotkiewicza „W królestwie monszatana. GMO, gluten i szczepionki”. Poznałem sporo nowych dla mnie faktów. I mimo, że z głównymi tezami książki się zgadzam to czuję niedosyt i mam jedną zasadniczą uwagę. O tym będzie niżej.

Książkę gorąco polecam, zarówno przeciętnemu zjadaczowi chleba jak i biologom czy biotechnologom. To nie jest książka biologiczna. Marcin Rotkiewicz przestawia ciekawą opowieść społeczną. Obszerniej wyjaśnia tradycyjne sposoby udomawiania roślin, o samych technikach GMO niewiele pisze. Bo nie jest to podręcznik dla biotechnologów. Obszerniejsze wyjaśnienie technik tradycyjnego rolnictwa potrzebne jest Autorowi to uzmysłowienia, że owo tradycyjne rolnictwo także modyfikuje rośliny i to w sposób genetyczny. Od siebie dodam, że jest bardzo płynna granica między GMO w szerokim rozumieniu a GMO w wąskim rozumieniu. Bo w szerszym znaczeniu … organizmy rozmnażające się płciowo ze swej natury wykonują chcąc nie chcąc modyfikacje genetyczne potomstwa. Na tym bazuje ewolucja. Oraz zabiegi hodowlane, stosowane przez  człowieka od kilku tysięcy lat. Zmieniają się tylko narzędzia, precyzja i szybkość.

Wspomniałem o niedosycie. Moim zdaniem Autor zbyt dużą wagę przywiązuje do jednego człowieka (Jeremy Rifkin) i jednej organizacji (Greenpeace), przez co niechcący upodabnia się do stylistyki teorii spiskowych. Co prawda w kilku miejscach próbuje nakreślić społeczne tło i inne uwarunkowania, niemniej jest (jak dla mnie) tego zbyt mało. I nie wyjaśnia groźnego fenomenu teorii negacjonistów-denialistów nie tylko w odniesieniu do GMO, ale i innych aspektów współczesnego życia (o których wspomina już w tytule książki).

Mimo tego niedosytu książkę gorąco polecam, bo każdego tygodnia spotkać można takie apele (w mailach, na portalach społecznościowych, w mediach):

„Przyjaciele i Przyjaciółki!

Monsanto rusza ze sprzedażą megatrucizny, która zabija napotkane na swojej drodze rośliny... chyba że są zmodyfikowanym genetycznie produktem Monsanto. Co gorsza, przenosi się przez wiatr, zatruwając tereny, które nie były nią pryskane.”

Megatrucizna? Przenosi się przez wiatr? O takich nieporozumieniach obszernie opowiada Marcin Rotkiewicz w swojej książce „W królestwie monszatana”. GMO w popkulturze traktowane jest jako współczesny szatan, czarownica, wiedźma, z którymi trzeba walczyć, bo grozi nam zagłada. W sumie w społecznościach ludzkich nic się nie zmieniło od stuleci. Zmienia się tylko nazwa owej czarownicy. Tym razem jest to koncern Monsanto. W książce Rotkiewicza znajdziecie dokładne wyjaśnienie, dlaczego to ten koncert tak podpadł (jakie firma popełniła błędy marketingowe i wizerunkowe).

"Królestwo monszatana" jest ciekawą opowieścią o zmaganiach postępu z ignorancją. Rozumienie rzeczywistości potrzebne jest każdemu człowiekowi (obywatelowi). Biotechnologia i rozumienie zjawisk ekologicznych we współczesnym świecie są kluczowe, równie ważne jak technologie elektroniczne. Bez tej wiedzy można codziennie podejmować nierozsądne decyzje. O kilku przykładach pisałem już wcześniej:

Co znaczy „naturalnie i lokalnie wytwarzana żywność”? Można się domyślać, że jest zdrowsza i bardziej przyjazna dla środowiska. Ale dlaczego? Czy potrafisz, drogi czytelniku, to wyjaśnić? 

GMO jest słowem wytrychem i producenci na wyścigi umieszczają na etykietach, że ich produkty są bez GMO. Jeśli na opakowaniu z kurzymi jajami znajduję napis „bez GMO, nie karmione paszą z GMO” – to co to znaczy? W jaki sposób GMO z paszy miałoby przenieść się na kurę i dostać do jajka? Na tych samych opakowaniach często brakuje informacji czy jajka pochodzą od kur z wolnego wybiegu czy klatkowego (a przecież to ma zasadnicze znaczenie a nie mityczne GMO). Czy kury dostawały profilaktycznie antybiotyki, czy i jaka była pasza? Bo tym, co rzeczywiście zagraża naszemu zdrowiu, są związki biologicznie czynne (hormony, antybiotyki), czy inne substancje np. dioksyny, herbicydy itd. To one dostają się do organizmu kury a potem my to zjadamy i nasz metabolizm się z tymi substancjami boryka. Coś wiemy, że dzwoni, ale nie bardzo wiemy w którym kościele. Zatem podstawowa wiedza biologiczna i… rolnicza przydatna jest każdemu człowiekowi. W powszechnym obiegu czasami funkcjonują dawno nieaktualne informacje.

Książka Marcina Rotkiewicza to także dobry przykład jak się toczą w przestrzeni publicznej spory denialistów i ekspertów, na czym polega retoryka wojujących negacjonistów i jak powinien wyglądać sensowny dialog na dowolny temat. W pewnym sensie pokazuje czym różni się dyskurs naukowy od ulicznej kłótni.

Z przekonaniem polecam „Królestwo monsztana”. A potem proponuję sięgnąć do książek biologicznych by zrozumieć czym jest ewolucja, zmienność genetyczna, organizmy modyfikowane genetycznie itd. GMO samo w sobie nie jest niczym złym. Tak jak nóż – może służyć do krojenia chleba lub smarownai masła. Ale można nim też zabić inną osobę. Czy zakazać wytwarzania sztućców kuchennych bo ktoś mógłby kogoś nimi zabić? Głupota totalna. Podobnie z GMO. Zależy co to za modyfikacja i jakie skutki mogą być w wyniku użytkowania. Problem złożony, warto już teraz się dokształcać by móc nawet ze znajomymi toczyć sensowne rozmowy. I podejmować racjonalne decyzje w sklepie. Albo w czasie wizyty u lekarza, w sprawie szczepień profilaktycznych.

jajabezgmo

Na koniec wyjaśnię stwierdzenie „Sam co prawda w zasadzie badań nad GMO nie prowadzę”. Chruściki (Trichoptera) jako takie były wykorzystywane do badań nad skutkami jednej z odmian kukurydzy GMO, zawierającej geny odpowiedzialne za produkcję toksyny bakteryjnej. Znam te badania z literatury, sam takich nie prowadziłem. Ale badania naukowe prowadziłem w uprawach wierzby, przeznaczonej do celów energetycznych. Hodowlane odmiany wierzby nie były klasycznym GMO – wytworzone zostały „klasycznymi” metodami rolniczymi. Chodzi o uzyskanie najbardziej optymalnych odmian. Moje badania dotyczyły bioróżnorodności w takich uprawach.

Komentarze (7)

Dodaj komentarz
  • Gość: [petrelpiotr] *.dynamic.chello.pl

    Problem GMO i glifosatu nie jest wyłącznie problemem naukowym. Rotkiewicz w swoich publikacjach konsekwentnie pomija inne pozanaukowe przyczyny sprzeciwu ludzi wobec GMO i glifosatu. To, że koncerny biotechnologiczne opatentowują modyfikacje dokonywane w powszechnie dostępnych w naturze genach i poprzez zastąpienie naturalnych organizmów zmodyfikowanymi występują o roszczenia z tytułu naruszenia ich praw autorskich i pokrewnych, nie oglądając się na to, że organizmom tym nie wyłączono mechanizmów naturalnego rozprzestrzeniania się w środowisku. Że główny producent glifosatu uporczywie podtrzymuje tezy o nieszkodliwości tegoż, mimo braku jakichkolwiek dowodów na niewystępowanie skutków ubocznych w perspektywie pokoleń. Tak przecież było z DDT. Jest jeszcze całe wielkie spektrum negatywnych zjawisk politycznych, społecznych i kulturowych związanych z upowszechnianiem organizmów GMO i stosowaniem glifosatu czy innych środków ochrony roślin. Generalnie wszystko to, co lansują ponadnarodowe korporacje, powinno być przyjmowane z ogromną ostrożnością. Której nawet organy przedstawicielskie Unii Europejskiej się w końcu nauczyły. Dlatego do publikacji pana Rotkiewicza podchodzę w wielką nieufnością. Fascynacja nauką to jedno, lecz rzeczywistość skrzeczy jak zwykle, a nie jak chcemy, by skrzeczała - to drugie. Pozdrawiam.

  • sczachor

    @ mimo braku jakichkolwiek dowodów na niewystępowanie skutków ubocznych w perspektywie pokoleń. Tak przecież było z DDT.

    "mimo braku jakichkolwiek dowodów na niewystępowanie skutków ubocznych w perspektywie pokoleń. Tak przecież było z DDT. "

    To niezbyt dobre postawienie sprawy. Z przyczyn metodologicznych nie można udowadniać "niewystepowania" czegoś. Można wykazać szkodliwość. Póki nie ma dowodów, że szkodzi, nie można pisać że szkodzi. W przypadku DDT były wyraźne i nie budzace wątpliwości że szkodzi.

    Co do szkodliwosći glifosatu - a czy inne pestycydy nie szkodza? Zatem czy chodzi o to by nie stosować w ogóle pestycydów czy tylko glifosatu?

    I po drugie GMO jest bardzo różne, odporności na glifosat to jedna z wielu możliwości. Zatem nie wypada negować wszystkich GMO tylko dlatego, że jakiś jeden konkretny przypadek może być niewypałem lub mieć skutki uboczne.

  • Gość: [petrelpiotr] *.dynamic.chello.pl

    Zwracam uwagę na to, że Unia Europejska wprowadziła kolejne moratorium na wprowadzenie glifosatu, kierując się poważnymi przesłankami wynikającymi z badań nad kancerogennym wpływem tegoż w długiej perspektywie przeprowadzonymi przez Francuzów, Kanadyjczyków czy niezależne od Monsanto amerykańskie instytucje. Kiedy patrzę na beztroskie używanie roundupu przez naszych rodzimych działkowiczów, przyznam, włosy mi stawia na baczność. W swobodnej dyskusji na te tematy nie ma sensu odwoływać się do znajomości metodyki badań. To nie jest właściwe miejsce. Rotkiewicz posługuje się dokładnie tą samą argumentacją, zarzucając dyskutantom brak właściwego przygotowania. A sprawa jest nadzwyczaj prosta. Metody i procedury badań to nie fakty, tylko sposoby ich ustalania. A tam, gdzie stopień wpływu czegoś na coś określa się współczynnikami korelacji, nie można twierdzić na pewno, że coś nie szkodzi, gdy współczynniki są małe. Dlatego wolę stanowisko ostrożnościowe: - Skoro nie stwierdzono na pewno, że nie szkodzi, wstrzymajmy się, póki brak związku przyczynowo-skutkowego nie potwierdzi się na pewno w dłuższej perspektywie. Glifosat szkodzi. Jeśli nie bezpośrednio, to na pewno pośrednio, niszcząc chociażby bioróżnorodność. To samo dotyczy pestycydów. Zamiast badać wpływ wzajemnej biologicznej współpracy organizmów w biosferze, idziemy na skróty dla doraźnego efektu. Nadal sięgamy po najprostsze technologiczne rozwiązania, ubocznym skutkiem których jest degradacja także naszych GMO-organizmów. Tak właśnie się stało z indyjską GMO-bawełną. Szkodnik, który miał być zabijany przez zmodyfikowany gen, szybko się przeinaczył i stał się odporny na tę bawełnę (praktycznie ją wyeliminował z upraw, rujnując wielu hinduskich plantatorów). To jest dokładnie ten sam mechanizm, w wyniku którego bakterie zyskują odporność na antybiotyki. Tak sobie myślę, że błędem zachodnioeuropejskiego sposobu prowadzenia badań naukowych jest nadmierna specjalizacja i skupienie uwagi na szczegółach oraz doraźnych efektach badań. Porzuciliśmy holistyczny sposób myślenia, który wymaga naprawdę otwartego umysłu. Nadal traktujemy naukę jak fetysz, antidotum na wszelkie problemy. Tymczasem okazuje się każdy postęp technologiczny wywołuje skutki, z którymi coraz trudniej sobie radzimy. Dlatego nie lubię publikacji Rotkiewicza. Zamyka się pod kloszem dokonań naukowych, ignorując coraz dotkliwsze skutki społeczne, polityczne, kulturowe, zdrowotne i inne towarzyszące wprowadzaniu GMO-organizmów i pestycydów do ich ochrony. Myślenie holistyczne powinno towarzyszyć każdemu, kto przyczynia się do postępu biotechnologicznego. W przeciwnym razie Houston, mamy mega-problem. Pozdrawiam.

  • sczachor

    GMO nie stoi w sprzeczności czy opozycji do myślenia holistycznego :).

    Czy mogę prosić o link do badań i informacji jakoby to uprawy GMO bawełny w Indiach zniszczył szkodnik? Z chęcią się z nimi zapoznam.

  • Gość: [petrelpiotr] *.dynamic.chello.pl

    zielonewiadomosci.pl/tematy/ekologia/dramatyczna-kleska-bawelny-gmo-w-indiach/

  • sczachor

    Sorry, ale tam brakuje konkretów. W tej postaci to tylko mocno zaangażowany emocjonalnie tekst, bez konkretów i weryfikowalności. Zaciekawił mnie ten problem, poszukam danych z wiarygodnych źródłem. Bo chcę wiedzieć jaka go bawełna i jakie GMO oraz jakie szkodniki. Ponadto potrzebna weryfikacja i niezależne źródło oraz dane, dane i jeszcze raz fakty.

    Problem ten znajduje się także w recenzowanej książce pana Rotkiewicza. Zajrzę do książki i sprawdzę :).

  • sczachor

    @ Gość: petrelpiotr, *.dynamic.chello.pl

    Dobrze pamiętałem, Marcin Rotkiewicz pisze o tym w swojej książce (strony 11-113), powołując się na raporty organizacji międzynarodowych. Wynika z tego, że te niby samobójstwa z przyczyn GMO to bujda na resorach. Chodzi o bawełnę Bt (czy;li GMO z genem odpowiedzialnym za produkcję toksyny bakteryjnej, działające na szkodliwe owady, foliofagi bawełny). "Nie można łączyć samobójstw rolników z uprawami bawełny Bt. A wręcz przeciwnie: upowszechnianie się tej technologii korelowało z zahamowaniem obserwowanej od drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych tendencji wzrostowej tego zjawiska (w rekordowym 2004 roku zabiło się 18,2 tysiąca indyjskich rolników),. Skok liczby samobójstw dotyczył zresztą całego indyjskiego społeczeństwa, a nie tylko farmerów (w 2007 roku skutecznie targnęło się na swoje życie ponad 120 tysięcy osób)."

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci