Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

55 malowanych dachówek w Oranżerii Kultury czyli synergia

sczachor

dachowkaodwagiTytułowych 55 dachówek zostało pomalowanych drugiego września 2017 r. (coś na sympatyczne rozpoczęcie roku szkolnego) w Oranżerii Kultury w Lidzbarku Warmińskim. Stare dachówki pochodziły z różnych domów w Lidzbarku. Ale to dopiero początek przygody z dachówkami.

Głównym tematem spotkania była różnorodność biologiczna w ogrodzie. Dlatego malowaliśmy kwiaty, owady, ptaki. Czyli wszystko to, co w ogrodzie można spotkać. Malowaniu towarzyszyły opowieści. Ale więcej było malowania niż rozmów o bioróżnorodności. Poczucie sprawstwa (mogę pływać na świat i są od razu widoczne efekty) wciąga i mocno angażuje. Uczestnicy w większości przyszli rodzinnie. Rodzice przyprowadzili dzieci ale sami się mocno zaangażowali w rozwijanie dawno zapomnianych pasji (zobacz więcej zdjęć z malowania w Oranżerii Kultury ).

Każdy może malować. Bo głównym celem jest spotkać się w przestrzeni publicznej i być razem. Kiedyś spotykaliśmy się by drzeć pierze, łuskać fasolę czy szatkować kapustę. Teraz nie mamy takich agrarnych możliwości więc wymyślamy nowe. Bo człowiek jest istotą społeczną. Malowaliśmy na starych już nie potrzebnych dachówkach. Cel dwojaki: aby w tle pokazać, że nie ma rzeczy niepotrzebnych i nie tylko recykling ale i reusing ma sens. W tym przypadku to nawet upcykling. A po drugie, w nawiązaniu do surowca z odzysku, wyrzuconego… pokazać, że nie ma ludzi zbędnych i niepotrzebnych. I rzeczom i ludziom niechcianym można nadać nowy sens. A może raczej go odszukać. I można o tym wzniośle i uczenie mówić. A można działać i uczestniczyć, zamiast słuchać przeżywać i doświadczać.

Przy okazji takie wspólne, rodzinne malowanie to ośmielenie do sztuki. Głównie dorosłych, bo dzieci szybciej i łatwiej się angażują. Są bardziej otwarte i odważne. Ale jak wynikało z rozmów i wpisów do pamiątkowej kroniki, dorośli odkryli w sobie dawno zapomnianą radość z malowania. I że potrafią, że jest to przyjemne. Radość widoczna była w oczach i artykułowanych wypowiedziach. Jest sens się spotykać – malowanie jest tylko pretekstem do rozmów o świecie i o wartościach. Dzieci są bardziej śmiałe w eksperymentowaniu, bez skrępowania, „marnują” dużo farby. Dorośli bardziej przewidują przyszłość, stąd oszczędniej używają farb. Nie chcą, by się marnowało. Wiedzą, że wszystko kosztuje czas i pieniądze.

Dzieci nie mają takich oporów. Eksperymentują, malując nawet palcami. Są odważniejsze i nie boją się, że coś zepsują. A nadmiar farby brudzi nie tylko ceratę, ale i ubrania. Praca z dziećmi jest trudniejsza. Wróciłem z poplamionymi spodniami i koszulą. Na pewno nie tylko ja...

Fajnie mieć dzieci, przy których można się otworzyć. Dorośli w pojedynkę może mniej śmiało by przyszli. Dziecko jest swoistym alibi, dodaje odwagi, łatwiej się wycofać, gdyby atmosfera była mniej przyjazna (ja tylko przyprowadziłam dziecko na zajęcia …). Dzieci ośmielają dorosłych w otwarciu się i spróbowaniu tego, czego się dawno nie robiło. I pomagają odkrywać przyjemność z malowania i odkrywania swoich talentów. Wniosek taki, że edukacja pozaformalna w grupach różnowiekowych i pokoleniowych ma sens.

W przestrzeni publicznej maluję już od dawna. Sztuka jest tylko środkiem – celem jest spotkanie w przestrzeni publiczne i rozmowy z wykorzystaniem różnych kanałów. O głębszym sensie takich warsztatów lub nietypowych wykładów pisałem już wielokrotnie i prezentowałem na Festiwalu Filozofii. Zacząłem malowanie na butelkach (z recyklingu, znalezionych w lesie i jeziorze). Ale farby do szkła dłużej schną. Dobrze się pracuje z dorosłymi lecz z dziećmi jest to trudniejsze (więcej wybrudzonych ubrań, rąk i twarzy). Od kilku lat maluję na kamieniach i starych dachówkach. Farby akrylowe szybciej schną, co jest ważne w przypadku udziału dzieci. Mniej się brudza i łatwiej wyczyścić ze skóry i ubrania.

W tym roku malowanie kamieni nabrało wymiaru społecznego. Na przykład Kamienie z Morąga są społecznie zaangażowane.

A co się stanie z 55 dachówkami z Oranżerii Kultury? Zostaną polakierowane i wystawione. Albo w formie daszku albo zostaną poumieszczane między kwiatami w ogrodach. Będzie okazja na kolejne spotkanie, tym razem autorzy przybędą na wernisaż. Z liczną publicznością. Być może dachówki lidzbarskie posłużą do zainscenizowania gry terenowej z ukrytym, tajemniczym przekazem (zobacz Molariusz na Nocy Naukowców). Się okaże.

Wspomniałem w tytule o synergii. Spotkanie ludzi otwartych i dyskutujących (nie tylko werbalnie) tworzy nową wartość. Coś dodanego, coś co jest więcej niż sumą pojedynczych pomysłów. Ludwik Fleck pisała o tym jako kolektywie myślowym (odnosił do nauki). Sam pomysł malowania kamieni z naciskiem na edukację nie tylko przyrodniczą jest efektem synergii, powstałej na wielu spotkaniach. Tak i teraz wykorzystanie dachówek w Oranżerii Kultury dojrzewa, jako efekt synergii. Niebawem zobaczymy co się z tego wylęgnie. Na pewno coś społecznie wartościowego i pięknego.

wpisydachowkowe

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci