Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

Strasznica co się do nogi przytula i ćmoka udaje

sczachor

zawisak_borowiecCzasem dostaję zaskakujące prośby o identyfikację różnych owadów, prośby o porady względem owadów czy innych bezkręgowców. Takie prace domowe w ramach nauczeństwa. Zdjęcie i opis strasznicy pani Anny Nowakowskiej zamieszczam, bo jest niezwykle urokliwy.

„Poznałam strasznicę. Wyszła spod samochodowego fotela, pełniącego obowiązki leżaka pod sosną. Ale cichutka była i zobaczyłam ją dopiero, gdy połaskotała mnie w nogę. Czyli sekwencja była taka: łaskotanie - wzdrygnięcie - i (w tym miejscu u pań pojawia się wrzask AAAAAA!!!!) wybałuszenie gał. Ja na nią. Ona na mnie. WTF? - pomyślałam. Spierniczaj z mojej nogi, powiedziałam. Spojrzała hardo. Wzięłam patyczek i ją lekko teges. Leciutko. Ale dalej trwała na mojej gołej łydce, pokazała mi tylko jakiś gest. To mogło być wzruszenie ramion. Albo demonstracja zbyt krótkich skrzydeł, niegotowych do lotu. Była okropnie, przerażająco, nie do opisania straszna, ta strasznica. Wyglądem części głowowej przypominała miniaturową sowę albo i gorzej, hybrydę sowy i nietoperza. Miała około 5 cm długości i dość krępe ciało, zakończone w okolicy domniemanego zadka ostro, jak u skorpiona. Szara, ozdobiona kilkoma jasnymi kropkami. Do tego jakieś niekompletne, cherlawe skrzydła (chyba). No i tak sobie siedziałyśmy. Aż polazła z powrotem pod fotel. Zaraz przyjedzie Bożenka i na nim usiądzie. Zobaczymy, co się wydarzy. (…) To już po "uzyskaniu" tych wielkich skrzydeł. I nie mówcie, że nie jest taka straszna, dopóki wam skrycie nie usiądzie na łydce."

Wywołany do tablicy przez Małgorzatę Sobiesiak pomysłałem, że to zmrocznik przytuliak (tu opowieść o takim przytuliaku).  Nazwa na dodatek była bardzo a propos przytulania się włochatej istoty do nogi. Ale po dokładniejszej analizie zdjęcia, zmieniłem zdanie. To niewątpliwie jest zawisak borowiec (Sphinx pinastri syn. Hyloicus pinastri) – gatunek motyla z rodziny zawisakowatych (Sphingidae). Na dodatek można zidentyfiokowac płeć. To była samiczka.

Jak przystało na ćmę za dnia była niemrawa. Zawisak borowiec to duży motyl, włochaty (włoski na ciele ułatwiają motylom wygłuszyć dźwięki nietoperzy, a przez to być niewidocznymi dla tych owadożerców), więc i zdziwienie budzić może.

Strach ma wielkie oczy. Podobnie reagowali ludzie i dawniej, czego przykładem jest rysunek i opis zmierzchnicy trupiej główki, pochodzący z połowy XVIII wieku a wykonany przez generała Joachima Jaucha, (1684-1754) „1749: Taka Szarańcza padła na milę od Kalisza, z którey dwie złapano, y jednę serwują w Kapitule Gneźnieńzskiey, a drugą OO. Reformaci w Kaliszu, tę gdy wzięto w rękę skrzeczała jako Gacek, y pianę żółtą z pyska toczyła, cała była kosmata, jak axamit, Śmierć na piersiach, nogi dwie kosmate y zęby wiewiórcze mająca etc.” (więcej: O motylu co trąbi, ludzi straszy i miód pszczołom podbiera).  Ale teraz zamiast rysować  niecodziennego zwierza w sztambuchu można szybko zrobić zdjęcie telefonem komórkowym, wrzucić na Facebooka i po kilkudziesięciu minutach ktoś zidentyfikuje.

Zawisak borowiec to stosunkowo najbardziej szaroburo ubarwiony zawisak z naszych krajowych zawisakowatych. Rozpiętość skrzydeł dochodzi do 7,5-8,5 cm. Dorosłe motyle spotkać można wieczorami w czerwcu i lipcu, głównie w borach. Za dnia przesiadują w ukryciu a ubarwienie skrzydeł ułatwia im skryć się na drzewach (barwa skrzydeł upodobania motyla do podłoża). Zawisak borowiec jest gatunkiem palearktycznym (czyli występuje Europie, Azji i Ameryce Północnej), w Polsce występuje w całym kraju, miejscami jest pospolity.

Gąsienice są nieowłosione, duże, zielone lub brązowe z żółtymi i czerwonymi paskami na grzbiecie, z i czerwonymi oczami. Na ósmym segmencie gąsienica ma haczykowaty wyrostek w postaci rogu. Można je spotkać w sierpniu i październiku, intensywnie żerujące na igłach sosny, czasem świerka, jodły i modrzewia. Przy większej liczebności mogą wyrządzać szkody i dlatego zawisak borowiec uważany jest za szkodnika leśnego.

Zawisak borowiec ma ciekawe, dawne ludowe nazwy: cmok (to chyba nawiązanie do starosłowiańskiego demona), siwiotek, sośniarka, zawisak, zmierzchnica siwiotek, zmierzchnica żałobnica, zmierzchnik borowiec, żałobnik. Cmok (ćmok) to z jednej strony nawiązanie no słowa ćma (dawni Słowianie duszę ludzką najczęściej wyobrażali sobie pod postacią ćmy lub innego owada), a z drugiej nawiązanie do nazw demonów słowiańskich: ćmoka i ćmucha.

Ćmok w etnografii przetrwał na Wielkoposlce. Skrzydlaty demon straszy już tylko w opowieściach. Ćmuch zamieszkiwał w pobliżu jezior, bagien i stawów. Kształtem przypominał żabę. Więc nie bardzo pasuje do zawisaka borowca. Inne nazwy naszej bohaterki (bo na zdjęciu przecież samiczka) odnoszą się do rośliny żywicielskiej (sośniarka), koloru dorosłego owada (siwotek), pory lotu (zmierzchnica), sposobu spijania nektaru z kwiatów (zawisak) czy jakiejś żałoby (żałobnik). Albo od koloru albo w jakimś związku z cmokiem…

Pamięć z dawnych czasów nie przetrwała. Trzeba więc na nowo tworzyć opowieści o żałobnym cmoku siwotku, który wychodząc zza fotela, łaskocze po nogach i o strach niewiasty przyprawia. Teraz byśmy chętniej nazwę cmok wywodzili od cmokania, czyli całowania... Czy pocałunek ćmy jest przyjemny?

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci