Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

Chemia wokół nas – czy jest się czego bać?

sczachor

DSCN1024We współczesnym świecie czyha na nas wiele, zupełnie nowych niebezpieczeństw. Zgodnie z przysłowiem strach ma wielkie oczy. Jednym ze źródeł naszych niepokojów jest chemia. To słowo klucz na różnego rodzaju związki chemiczne, obecne w naszym otoczeniu, szkodliwie oddziaływujące na nasze zdrowie.

Bo na przykład, taki monotlenek diwodoru, DHMO (skrót od angielskich słów dihydrogen monoxide) znany także pod nazwą kwas hydrohydroksylowy. Wspomniany związek chemiczny odpowiedzialny jest za erozję gruntów, niszczenie zabytków, przyspieszanie korozji metali. Ma także duży udział w efekcie cieplarnianym (ocieplenie klimatu Ziemi). Monotlenek diwodoru jest głównym składnikiem kwaśnych deszczów oraz wielu niebezpiecznych odpadów przemysłowych. Groźny jest dla człowieka - przypadkowe dostanie się do płuc nawet niewielkich ilości tej substancji w stanie ciekłym może doprowadzić do śmierci. Natomiast w formie gazowej powoduje poważne oparzenia ciała. Dłuższy kontakt DHMO w postaci stałej z naszym ciałem powoduje rozlegle zniszczenia tkanek. Związek ten został wielokrotnie wykryty w tkankach nowotworowych u wielu pacjentów. Co roku doprowadza do setek tysięcy zgonów. Nic, tylko samo zło. Dlatego tworzono petycje, aby sprzeciwić się wykorzystywaniu DHMO. Pomimo zagrożeń, DHMO jest wciąż używany jako rozpuszczalnik i czynnik chłodniczy w przemyśle, w reaktorach jądrowych, w produkcji tworzyw sztucznych, a także w doświadczeniach na zwierzętach.

Monotlenek diwodoru jest bezbarwny, bezwonny i zabija corocznie tysiące ludzi. Objawy spożycia DHMO mogą obejmować nadmierne pocenie się, zwiększone oddawanie moczu, czasem zaburzenia nudności, wymioty i zaburzenia równowagi elektrolitycznej organizmu (groźne w czasie letnich upałów). We współczesnym świecie jesteśmy otoczeni przez DHMO. Można powiedzieć że nasza cywilizacja jest od tego związku chemicznego uzależniona (wiadomo jakie siły za tym stoją...). Jednocześnie pozbawienie dostępu do DHMO oznacza …. pewną śmierć już po kilku dniach. Dlaczego więc się o tym milczy i trzyma w tajemnicy?

Ta groźna chemia znajduje się w domowej szufladzie i w kuchni. Bać się? Ale na strach nie pomoże czerwona wstążka (zabezpieczenie przed rzuceniem uroku), lecz solidna wiedza. Na przykład wiedza chemiczna. Bo przecież cała otaczająca nas materia to jakieś związki chemiczne. Monotlenek diwodoru to poprawna nomenklaturowo nazwa wody (H2O). Osoba z elementarną wiedzą chemiczną od razu rozszyfruje tajemniczą nazwę i ubawi sie dowcipem. Wszystkie zagrożenia wyżej spisane, rzeczywiście wiążą się z wodą… bo przecież utopienie się w morzu, rzece czy jeziorze polega na dostaniu się wody w stanie ciekłym do płuc. Gorąca para wodna może spowodować poparzenie itd.

Wiedza pozwala zrozumieć kontekst i poprawnie zrozumieć nawet sensacyjnie podane informacje, że monotlenek diwodoru wykorzystywany jest w reaktorach jądrowych. Do chłodzenia. A czyż powszechnie docierające do nas teorie spiskowe nie opierają się na niewiedzy? Emocje w zestawieniu z półprawdami lub niezrozumiałymi prawdami tworzą mieszankę wybuchową. Monotlenek diwodoru brzmi groźnie, ale woda już nie.

Nie trzeba wracać do szkoły by uzupełnić swoją wiedzę. Można eksperymentować samemu, w domu. Wykorzystując wszystko to co jest w kuchni. Wspaniały pomysł na rodzinne eksperymentowanie i poznawanie chemicznego świata wokół nas. Wakacyjne eksperymentowanie może usprawiedliwić i uzasadnić obecność mężczyzny w kuchni... jako troskliwego edukacyjnie ojca, pokazującego i wspólnie odkrywającego z dziećmi tajemnice chemii. A jak zostawi po sobie bałaganowy armagedon.... to przecież dla dobra dzieci i wiedzy można to chyba czasem tolerować?

Do takiej edukacji pozaformalnej polecam książkę „Laboratorium w szufladzie – chemia” autorstwa Angeliki Gumkowskiej, a wydaną w 2015 roku przez Wyd. PWN. Na początku jest sporo informacji o bezpieczeństwie i praktycznych uwag co do wyposażenia swojego, domowego laboratorium (kuchnia to doskonały plac zabaw dla małego dziecka... jak i opiekuńczego mężczyzny). Wiele potrzebnych "związków chemicznych" znajdziemy w zwykłych sklepach. Trzeba tylko wiedzieć co oznaczają nazwy zwyczajowe i jak się mają do nomenklatury chemicznej. 

Ćwiczenia (eksperymenty) w polecanej książce podzielone są ze względu na stopień trudności: te dla początkujących i te dla zaawansowanych chemicznych doświadczalników (w sumie trzy poziomu trudności). Właśnie w tym drugim przypadku wskazana byłaby obecność i asysta osoby dorosłej. Ale przecież i dorośli są ciekawi świata i chemicznych eksperymentów. Własne (lub sąsiadów) dziecko może być doskonałym alibi… dla "starego konia” co się bawi w eksperymentowanie w kuchni. Książka w półmiękkiej, wygodnej oprawie, bogato ilustrowana, opisująca nie tylko eksperymenty (jak wykonać i zdobyć materiały) ale także objaśniająca obserwowane zjawiska. Bo w prawdziwej nauce nie chodzi o same wybuchy i efekt „wow” lecz o zaciekawienie i zmotywowanie do głębszego poznawania.

Omawiana książka zaczyna się wstępem, dowcipnie nawiązującym do DHMO. Bo ta cała chemia nie jest taka straszna jak ją czasem media i teorie spiskowe opisują...

ps. dowcip jest oznaką inteligencji. Dlatego czasem naukowcy wymyślają historie o DHMO... 

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • makroman

    DHMO to dośč stary "kawał" nawet prof Vetulani użył go na swoim blogu oraz argumentu w dyskusji na temat szkodlowości narkotyków. Aczkolwiek zgrabnie przedstawiony wciąż śmieszy.
    Jednak nadaje się ten przykład bardziej jako argument do dyskusji na temat propagandy niż teorii spiskowych. Gdyż zawiera najbardziej "chwytliwe chwyty" z arsenału protoplastów i epigonów Goebbelsa.

    Natomiast sama książka świetna, sam nie raz pokazuję moim synom to czy owo podpatrzone na internecie, a z książką łatwiej.

  • sczachor

    Sensacyjny ton o DHMO chyba od samego początku jest partodią teorii spiskowych. I pokazuje, jak bardzo myślimy emocjami...

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci