Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

Serek wolny od GMO – rzecz o informacji zbędnej i bałamutnej

sczachor

mlekoigmo

Przy śniadaniu spojrzałem i mocno się zadumałem. Niby głupota. Ale skąd się ona bierze? Moda? Brak edukacji ustawicznej? Potrzeba upowszechniania wiedzy? Kiedyś straszono czarownicami... teraz GMO? O problemie edukacyjnym pisałem poprzednio (Buraki i nieszczelne jelito, czyli o pilnej potrzebie edukacji ustawicznej i pozaformalnej). Teraz będzie ciąg dalszy.

Moją uwagę zwrócił napis: „bez GMO, z mleka od krów karmionych paszami bez GMO*”. A cóż ta gwiazdka znaczy? Że gdzieś więcej informacji? Na drugiej stronie, na etykiecie znalazłem wyjaśnienie „bez genetycznie zmodyfikowanych organizmów”. Jeśli się głębiej zastanowić i przeanalizować, to informacja jest bardzo bałamutna, niby informuje ale tak na prawdę dużo ważnych rzeczy ukrywa.

Wspomniany napis na opakowaniu jest schlebianiem ignorancji klientów. Jednych się zyska, a innych przy okazji straci. Pewnie to taki „myk” marketingowy, taki jak przy okazji jajek innej firmy (czytaj więcej  i jeszcze tu). Zapewne oddaje strach przed GMO, więc umieszczają napis, podobnie jak „bez glutenu”. Niby ma podkreślać wysoką jakość produktu. W gruncie rzeczy oszukuje.

etykeitagmoA skąd owo złowrogie GMO miałoby się wziąć w mleku krowim i jakie mogłoby stanowić zagrożenie? W Polsce nie ma upraw roślin GMO, więc teoretycznie wszystkie krowy jedzą pasze bez GMO. Organizmy modyfikowane genetycznie są pod bardzo różnym kątem. Korzystamy z wielu leków, produkowanych na bazie aktywności zmodyfikowanych genetycznie organizmów (np. mikroorganizmów), i jakoś strachu nie ma. Modyfikowane są genetycznie rośliny takie jak kukurydza, soja, rzepak itd. Cóż to znaczy? Jedne zawierają geny bakteryjne, odpowiedzialne za produkcję toksyn, dzięki którym roślina odporna jest na szkodniki. Jednocześnie geny te nie ulegają ekspresji w nasionach, które my zjadamy, a więc nie ma możliwości zatrucia konsumentów. Zostało to sprawdzone. Inne modyfikacje polegają na odporności rośliny na stosowanie herbicydy. Jest więc dużo różnych modyfikacji i nie wolno wszystkiego wrzucać do jednego worka GMO. To tak jakby zabrać wszystkim Polakom prawo jazdy bo kilka osób popełniło wykroczenie drogowe…

Czy produkty z organizmów modyfikowanych są groźne dla człowieka? Niżej napiszę o realnych zagrożeniach, teraz się skupię na tych mitycznych (wywodzących się z ignorancji). Przed wprowadzeniem do produkcji GMO jest poddawane różnym badaniom. Zatem dla zdrowia człowieka nie ma bezpośredniego zagrożenia czy negatywnego wpływu (o pośrednich napiszę za chwilę). Niektórzy zwracają uwagę, że być może tego zagrożenia jeszcze nie odkryliśmy. Teoretycznie DNA roślin lub zwierząt modyfikowanych genetycznie mogłoby się jakoś negatywnie ujawnić w naszym przewodzie pokarmowym (w reakcji z mikroorganizmami, naturalnie występującymi w przewodzie pokarmowym). Bardzo teoretycznie. Nasz organizm trawi DNA, a jeśli jakieś krótsze fragmenty mogłyby przedostawać się przez barierę jelita to…. dotyczy to człowieka już od milionów lat. Dzięki „cudzym” genom jesteśmy zdrowi – zachęcam do zapoznania się z pojęciem hologenom (temat nowy i bardzo szeroki, niezwykle interesujący).

Codziennie spożywamy pokarm zawierający najróżniejsze DNA, bakterii, grzybów, roślin, zwierząt, nie tylko tych, które spożywamy świadomie i celowo. Zatem jeśli mielibyśmy z tego powodu nie jeść produktów z GMO… to nie jedzmy w ogóle. Absurdalne, nieprawdaż? Tak jak to zagrożenie genami z GMO. W tym sensie zagrożenie jest wydumane i nieprawdziwe, a informacja na etykiecie bałamutna. Równie dobrze można zamieścić informację, że krowy zabezpieczono magicznie przed urokami czarownic (wszak kiedyś czarownice psuły krowom mleko). Tez nie zaszkodzi konsumentowi i też będzie prawdziwa (nie w sensie skuteczności zabiegów lecz faktu ich wykonania).

W Polsce, o ile pamiętam, jest zakaz produkcji roślin i zwierząt (w produkcji rolniczej), dlaczego więc taki napis na etykiecie z mleczarni? Mleko sprowadzają z USA do produkcji serka? Owszem, soi GMO nie możemy uprawiać, ale sprowadzać na paszę gotowe nasiona już można (i Polacy w produktach z soi jedzą dużo „GMO”). Czyli, być może chodzi w tej etykiecie o to, że krowom nie podaje się pasz z zawartością soi GMO. Hmmm, a w jaki sposób soja GMO (tu ważne pytanie: jak zmodyfikowana, bo są różne modyfikacje genetyczne) miałaby negatywnie wpływać na organizm krów i w konsekwencji na mleko? Brak takiej wiedzy. Natomiast jest wiedza o innych zagrożeniach. Na przykład wiemy, że w soi znajduje się sporo fitohormonów (każdej soi, nie tylko tej GMO), spożywanie większej ilości soi przez młodych chłopców kończyć się może … zaburzeniami hormonalnymi. Bo spożywają w pełni naturalne składniki, fitohormony, podobne do ludzkich hormonów. To zjawisko wykorzystuje się zresztą w leczeniu negatywnych skutków menopauzy u kobiet – zamiast podawania hormonów odpowiednia dieta z naturalnymi fitohormoinami. Dochodzimy więc do konstatacji, że ważne jest to co jemy. Ale akurat nie GMO jest tu jakimkolwiek zagrożeniem. Przynajmniej nie w sensie, zawartym na omawianej etykiecie.

Chcemy zdrowych produktów, np. serka z mleka. A czym się żywią krowy? Trawą (zielonką). Skoro napis informuje, że nie podają im paszy z roślin GMO… to co im podają? Jaką paszę? Może mączkę kostną - wtedy byłoby zagrożenie BSE (choroba szalonych krów, w wyniku przenoszenia prionów)? A może dla uzyskania dużej mleczności dostają pasze niezupełnie naturalne, może ze sporą dawką antybiotyków? Tych informacji nie ma. Pośrednio dowiedzieć się można, że krowy są na sztucznych paszach. W gruncie rzeczy jest to marketingowy strzał w stopę.

Jakie więc niosą zagrożenia uprawy GMO? Po pierwsze ekonomiczne., Bo są na licencji, czyli rolnik musi kupić materiał siewny tylko od firmy i tylko jej odsprzedać plon. Groźne w przypadku monopolu i braku wolnych, bezlicencyjnych odmian roślin (i zwierząt). Innym zagrożeniem są uprawy rośli GM z odpornością na herbicydy. Bo wtedy rolnik może bez obaw stosować duże dawki. Te prędzej czy później przedostają się do roślin. A potem do naszych organizmów. Ale zagrożeniem nie jest samo GMO tylko herbicydy (stosowane w rolnictwie od dawna). Ale o braku nawet śladowych ilości chemicznych środków ochrony roślin w paszach dla krów i mleku nie ma najmniejszej wzmianki (na omawianej etykiecie). Zatem jest informacja zupełnie zbędna (przecież wszystkie chyba krowy w Polsce jedzą trawę i ewentualnie pasze bez roślin GMO, ponadto samo GMO w paszy nie jest żadnym zagrożeniem dla naszego zdrowia) a brak naprawdę ważnych.

W rolnictwie stosuje się sporo „chemii”, których to związków negatywny wpływ na ekosystemy i nasze zdrowie został już udowodniony i wykazany (stąd moda na zdrową żywność, żywność wysokiej jakości). To jest realne zagrożenie dla jakości żywności. Zwierzęta karmione są hormonami (by przyspieszyć wzrost), antybiotykami (by zmniejszyć straty z powodu chorób) a w lekarstwach chemioterapeutykami. Od zwierząt, te związki biologicznie czynne, wraz z nawozem dostają się na pola, by potem wraz z ziarnem trafiać do kolejnych zwierząt. Warzywa wychodowane na oborniku też mogą nie być całkiem zdrowe – zależy od jakich zwierząt pochodzi nawóz naturalny. Zanieczyszczenie środowiska i żywności „chemią” oraz związkami biologicznie czynnymi jest narastającym faktem. O tych zagrożeniach na etykietcie nie ma wzmianki. To co najważniejsze jest ukryte lub nieuświadomione a to co nieistotne podane w sensacyjnym tonie.

Omawiany serek jest w pudełku plastikowym, każdy plasterek przełożony jest arkusikiem foliowym, by się nie sklejały. Zatem koszt dla środowiska w postaci zużytych surowców, zużytego na transport paliwa (i wpływ na efekt cieplarniany) oraz produkowanych odpadów jest duży. Przydałaby się więc informacja o „śladzie ekologicznym” danego produktu. Tych jest brak. Zdrowa żywność bo nie zawiera GMO? Schlebiacie ignorancji zdezorientowanych klientów.

Zapewne ktoś się nabierze na ten chwyt marketingowy. Ale ja firmę zaczynam traktować podejrzliwie. Wcześniej chętnie wybierałem produkty mleczne z Piątnicy, teraz będę dużo ostrożniejszy i z większym wahaniem sięgnę po ich produktu. Raczej będę wybierał inne.

Inny przykład. Przed świętami wielkanocnymi wybrałem się do sklepu w małym mieście mazowieckim by zakupić jajka kurze. Uwagę moją zwróciło opakowanie z informacją w podobnym tonie „bez GMIO”. Ale nie było informacji czy kury są w wolnym wybiegu czy z chowu klatkowego. Czyli to co najistotniejsze zostało całkowicie utajnione. Pieczątek na jajkach też nie było, więc nie mogłem sam sprawdzić i rozszyfrować. Nie kupiłem.

Kiedyś straszono czarownicami, rzucaniem uroków i leśnymi demonami. Teraz starszy się GMO (i paroma innymi teoriami spiskowymi). Potrzebna jest więc edukacja ustawiczna i nieformalna, bowiem są zjawiska całkiem nowe i nie można było ich nauczyć się w szkole tych kilkanaście- czy kilkadziesiąt lat temu. Rosnąca skala ignorancji bierze się z.. postępu technologicznego i szybkiego dezaktualizowanie się sporych części programów nauczania. Wszyscy się musimy uczyć, niezależnie od wieku i wykształcenia. Remedium jest edukacja ustawiczna i pozaformalna.

Ale najpierw potrzebna jest nam ogólnonarodowa, sensowna debata o edukacji.

Komentarze (18)

Dodaj komentarz
  • Gość: [zenek z profila] *.dynamic.chello.pl

    Bardzo świetny artykuł.Tylko nie potrzebne te wszystkie pozowania na naukowe podejście do tematu.Zdrowy rozsądek obowiązuje każdego i w każdej sytuacji.Pożywienie ma być urozmaicone , koniec kropka.Jeśli się nie nadużywa to z pewnością nie zaszkodzi.No pewno że to sformułowanie że nie zawiera GMO to chwyt reklamowy, podobnie jak wszystkie inne artykuły reklamowane jako przeciwnowotworowe.No to pierwszy lepszy przykład , w sklepie ogrodniczym prawie wszystkie roślinki mają na etykietkach informacje że ich owoce mają działanie przeciwnowotworowe.A to GMO to oczywiście nie pochodzi z trawy tylko z paszy kiedy zwierzęta są zimą karmione różnymi paszami.Ale to też jest chwyt reklamowy bo kurki też w większości są karmione mieszankami paszowymi, kupowanymi na targu od wyspecjalizowanych firm.Znam to z własnych obserwacji.Oczywiście owi chodowcy reklamują się że wychów wolny i tym podobne bzdety ,no i cena za jajo dochodzi przed świętami do 1 złoty za jajo.Nikt z rolników uprawiających zboże nie zajmuje się chodowlą, a nawet jeśli tak to też robi mieszanki paszowe.No , dawniej to gospodarz karmił kurki pośladem ale jaja przeważnie konsumoał sam.Można jeszcze zwrucić uwagę na nowalijki, a właściwie na uprawy szklarniowe.Z uwagi na koszty ,uprawy te są przenawozowane.Osobiście , zaszkodził mi ogórek, długi, pakowany w folje.Oczywiście z powodu ceny , artykuły te rzadko szkodzą a są urozmaiceniem diety i wpływają na apetyt. Tak że pański artykuł może się komuś przydać bardziej do zabicia nudy niż do praktycznego zastosowania.Nobla za to nie będzie s poważaniem zenek.

  • Gość: [pantarej] 142.243.254.*

    Wsrod fachowcow zdanie na temat o-p-l-a-c--l-n-o-s-c-i* modyfikacji genetycznych sa podzielone. Mam na mysli naukowcow z uniwersytetow ktore sa w pierwszej setce swiatowych rankingow.. W odroznieniu od uniwersytetow ktore trudno nawet znalezc na mapie, o rankingach nie wspominajac.
    * mowa o oplacalnosci z punktu widzenia dobra ogolnospolecznego i ochrony srodowiska. Firma Monsanto moze miec na ten temat inne zdanie. A ta firma czesto wspiera finansowo rozne instytuty.

  • Gość: [zaciekawiony] *.sds.uw.edu.pl

    Zwraca tu uwagę myślenie, z jakim się już spotkałem - otóż dla wielu oczywistym jest, że mleko krowy karmionej GMO będzie mlekiem GMO (a mięso wołowiną GMO).

  • Gość: [DrobnaUwaga] *.telenet.unc.edu

    > mleko krowy karmionej GMO będzie mlekiem GMO
    Ze szkoly podstawowej: pierwsza i druga pochodna funkcji zalezy od tej funkcji.
    Klania sie pojecie calek. :) Tez szkola podstawowa.

  • Gość: [pantarej] *.170-22-96.mc.videotron.ca

    @ zaciekawiony

    Chyba nie w tym rzecz. Niektorzy konsumenci nie chca wspierac swoimi pieniedzmi produkcji zywnosci takimi metodami. Wola swoimi pieniedzmi wspierac inne metody produkcji. Maja do tego prawo.

  • sczachor

    ad Gość: DrobnaUwaga, *.iws.co - tu jest dluższe wyjasnienie na czym polegają błędy w twoim myśłeniu/argumentowaniu z tą pochodną funkcji
    czachorowski.blox.pl/2017/05/O-istocie-zycia-czyli-czy-krowa-jedzaca-pasze-z.html

  • r.maszkowski

    Nie jest prawdą, że rolnik musi odsprzedać plony firmie produkującej ziarno do siewu. Ani w przypadku GMO, ani w przypadku stosowanych u nas szeroko roślin hybrydowych, których materiał nasienny jest prawnie chroniony.

  • sczachor

    @ r.maszkowski - cieszy mnie taka informacja, i to że moje inforamcje są już nieaktualne. Wdzięczny byłbym za link do źródla, gdzie mógłbym to zweryfikować.

  • Gość: [GMObiektywnie] *.free.aero2.net.pl

    @schachor

    " Bo są na licencji, czyli rolnik musi kupić materiał siewny tylko od firmy i tylko jej odsprzedać plon. Groźne w przypadku monopolu i braku wolnych, bezlicencyjnych odmian roślin (i zwierząt). "

    Potwierdzam. Nie ma takiej konieczności, by rolnik kupował materiał siewny od tylko jednej firmy. I nie musi jej odsprzedawać plonu, może to zrobić każdemu kto chce je kupić. Jeżeli zaś profesor uważa, że jest inaczej to jednak autor twierdzenia powinien przedstawić fakty na poparcie swych tez. :)

    Chciałbym zauważyć, że nie tylko odmiany GM są chronione licencjami, odmiany konwencjonalne także i w Polsce również vide Ustawo o ochronie prawnej odmian. Także w Polsce rolnik nie może (poza wymienionymi w ustawie wyjątkami) wysiewać materiału siewnego bez uiszczenia opłaty licencyjnej.

  • Gość: [GMObiektywnie] *.free.aero2.net.pl

    "Innym zagrożeniem są uprawy rośli GM z odpornością na herbicydy."

    Też można by dyskutować. Na pewnie nie należy wiązać tego "problemu" z roślinami GM odpornymi na herbicydy. Cecha ta powoduje, że rośliny stają się odporne na jakiś rodzaj herbicydu. Cecha odporności na herbicyd spowodowała, że zastąpione jeden rodzaj herbicydu (selektywny) innym herbicydem (nieselektywnym). Zaletą jest to, że stosujemy środek mniej szkodliwy i jeden rodzaj, zamiast kilku bardziej szkodliwych. Z drugiej strony problemem okazać się może to, że rolnik nie rotuje środkami ochrony roślin, stosując przez lata jeden rodzaj środka. Tylko nie jest przyczyną sama cecha odporności a niewłaściwe praktyki rolnicze, brak płodozmianu, brak rotacji herbicydów.

    I krótko odniosę się do kwestii obecności herbicydów w żywności. Oczywiście niepodważalny jest fakt, że wykrywa się śladowe ilości herbicydów w produktach rolnych. Ale warto pamiętać o tym, że są to ilości znacznie poniżej dopuszczalnych limitów, więc nie wyolbrzymiałbym tego problemu.

  • Gość: [Aleksandra] *.adsl.inetia.pl

    Rolnik może uprawiać co chce i od kogo chce, może kupić trochę od jednego producenta, trochę od drugiego. A licencje są i na nie-GMO. Problem z nimi to problem kapitalizmu, a nie GMO ;) A odporność na herbicyd (chyba cały jeden glifosat, który w dodatku jest na szarym końcu w rankingu szkodliwości) nie wiem, jak miałaby zachęcać do lania większych jego ilości. Prze.cież cała idea tego i zaleta jest taka, że można popryskać raz, a nie dziesięć. I taki rolnik się raczej cieszy z oszczędności, a nie leje więcej ;)

  • anuszka_ha3.agh.edu.pl

    A bakterie / drożdże użyte do fermentacji mleka na serek czasem nie są GMO?

  • sczachor

    @ "anuszka_ha3.agh.edu.pl A bakterie / drożdże użyte do fermentacji mleka na serek czasem nie są GMO?"

    - A są? wykorzystuje sie jakieś bakterie modyfikowane genetycznie do fermentacji mleka lub i przy produkcji sera? W Polsce? Na świecie? I na czym te modyfikacje polagają?

  • Gość: [GMObiektywnie] *.dynamic.gprs.plus.pl

    @anuszka

    Mikroorganizmy raczej nie są stosowane ale enzymy z nich uzyskiwane tak. Jako przykład można podać chemozynę pozyskiwaną z mikroorganizmów gm, stosowaną w produkcji serów twardych, żółtych.

  • sczachor

    @ Gość: GMObiektywnie, *.dynamic.gprs.plus.pl
    robi się ciekawie "Mikroorganizmy raczej nie są stosowane ale enzymy z nich uzyskiwane tak."

    zatem czy taki enzym czymś się różni od enzymu uzyskanego z miktoorganizmu nie-GMO? Inaczej działą? Ma inne atomy? Swoiste "izotopy GMO" czy może jakiś efekt homeopatyczny? Nie wiem, pytam bom wielce zaciekawiony.

  • Gość: [GMObiektywnie] *.free.aero2.net.pl

    @sczachor

    Czym różni się chymozyna z organizmów GMO, od nie-GMO... może tym, że po prostu w tych mikroorganizmach nie-GMO nie występuje? Albo jeśli występuje to jej ilość i aktywność jest w zasadzie nie nadająca się do przemysłowego wykorzystania?
    Przed erą GMO chymozynę pozyskiwano z żołądków cieląt - w efekcie często otrzymywano produkt niskiej jakości, zanieczyszczony, a proces pozyskiwania był trudny do ustabilizowania. Dzięki inżynierii genetycznej skopiowano gen do genomu mikroorganizmów. Produkcja stała się bardziej wydajna, przewidywalna i otrzymywano produkt wyższej jakości, i co ważne nie musimy do tego celu mordować młodych cieląt.

    Dzięki GMO możemy wytwarzać enzymy/białka w sposób bardziej wydajny, przyjazny środowisku, bardziej etyczny, zmniejszając koszty. Dzięki inżynierii genetycznej możemy "wzmacniać" funkcjonalność genów, dzięki czemu są bardziej wydajne/efektywne. Powiedzmy, że to takie podstawy jeśli chodzi o produkcję białek rekombinowanych.

    PS Profesorze myślę, że nie musimy używać złośliwości typu "efekt homeopatyczny" :) Zapewne zna pan taki fenomen jak struktura drugo-/trzecio-/czwartorzędowa (pański "izotop") białek, która decyduje o aktywności biochemicznej i determinuje efektywność "działania" danego białka, i jest ściśle uzależniona od sekwencji aminokwasowej (pańskie "atomy"). W zwiazku z tym, wprowadzając niewielkie zmiany w składzie aminokwasowym, możemy wpływać na biochemiczną aktywność białka, np. zwiększając jego efektywność lub na odwrót. Nie ma w tym magii i innych zaklęć z pogranicza homeopatii, a jedynie czysta biochemia. ;)

  • sczachor

    @ Gość: GMObiektywnie, *.free.aero2.net.pl - przepraszam, jeślii porównanie do "efektu homeopatycznego" odebrałeś za złośliwość. Nie to było moim celem (chciałem tylko dobitniej pokazać absurdalnośc pewnego sposobu myślenia o GMO - "strachu przed GMO").

    Co do enzymów z GMO i nie-GMO - nie wyjasniłeć czym się one mogą różnić w swej istocie, co mogłoby uzasadniać pisanie pisanie na opakowaniu serka "bez wykorzystywania organizmó GMO". W dalszym ciągu nie dostarzegam aby w jakikolwkiek sposób przenosiło się "GMO". Inny komentator trafnie to ujął, że jeśli jemy ogórki to nie stajemy się ogórkami. Są to takie same enzymy (lub inne w sensie chemicznym czy strukturalnym). Większa ich ilość i lepsza jakość, uzyskana w wyniku modyfikacji genetycznej mikroorganizmów ma znaczenie produkcyjne. I w tym znaczenie nie zagraża człowiekowi.

    Jeśli jesteśmy przy strukturze białek, mniej lub bardziej zmienionych. To można jedynie zastanawiać się nad ewentualną szkodliwością takich białek jako białek. Spożywamy w produktach natulalnych różne białka, i rózne substancje, które mogą negatywnie wpływać na nasze zdrowie. Zatem w tym ujęciu proszę wskazać czy chymozyna z organizmów GMO jest w jakikolwiek sposób szkodliwa dla człowieka. Czy są jakieś dane (badania) wskazujące że działa szkodliwie?

    Inny przykład z izoterią - w produkcji syntetycznej otrzymujemy związki prawo i lewo skretne, a w organizmach syntetyzowane sa np. tylko lewoskrętne (ma znaczenie w strukturze przestrzennej). Chemicznie takie same, przestrzeniie nie. Ma to znaczenie w przyswajalności dla człowieka. I możemy wskazać na czym ta róznica dla ludzkiego metabolizmu polega. Nie zama "syntetycznosc", "sztucznosc" może być wieć "szkodliwa" (lub raczej mniej fukcjonalna" co konkretna własciwosć. Zatem co w chymozynnie z organizmów GMO jest innego, co miałoby negatywny wpływ na zdrowie człowieka i uzasadniało pisanie na opakowaniu "wone od GMO".

    Źle odebrałem Twoją wypowiedź "Mikroorganizmy raczej nie są stosowane ale enzymy z nich uzyskiwane tak. " - z kontekstu dyskusji odczytałem jako wskazywanie na "przenoszenie się "efektu GMO" z enzymów na cały organizm czy raczej produkt (serek). Najwyraźniej źle zrozumiałem.

  • Gość: [zenek z profila] *.dynamic.chello.pl

    Względem ogórka to odkryłem że jednak pokazujace się ostatnio ogórki jako kwaszeniaki są wyśmienite w smaku i chrupkie i jakoś mi nie szkodzą.Takie małe i z krostowatymi wyrostkami.Oczywiście wybieram największe i po obraniu konsumuje posypując solą.A pamiętam ogórki z lat młodości chodowane przy domu i posypywane cukrem.Też była to dobra przystawka do różnych potraw.

Dodaj komentarz

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci