Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

Pradawny sposób leczenia jajkiem i nauka we współczesnych zabobonach

sczachor

kursy_szamanskieLudowe zabobony (irracjonalne, czasem szkodliwe i groźne dla zdrowia a przynajmniej dla rozumu) nie są tylko domeną przeszłości i polem badawczym etnografów. Są naszą teraźniejszością, widoczną chociażby w księgarniach, gdzie brakuje wydzielonych półek dla książek naukowych i popularnonaukowych, dużo jest za to ezoteryki i zabobonów w nowym, popkulturowym  wydaniu. Nasz klient nasz pan… i dlatego w Empiku na półce z napisem astronomia znajdują się książki z tematyką astrologiczną (słowa jakże podobne ale znaczenie bardzo różne). Post-prawda na pierwszym planie … nie tylko w polityce.

Dla kulturoznawcy fascynujące może być ożywanie dawnych zabobonów w nowym, pseudonaukowym, nowoczesnym opakowaniu. Czytam fragment książki o pradawnym leczeniu jajem, zdejmowaniu uroków itd. Już we wstępie znajduje się sporo odwołań do fizyki. Z pozoru wygląda na naukowe uzasadnienie. Ale tylko bardzo z pozoru. Niemniej współczesny zabobon mocno czerpie z terminologii naukowej, jak kameleon upodobniając się do nauki. Taka kulturowa mimikra. Jak pająk kwietnik czy modliszka kwiatowa. Wtopiona w tło czeka na swoją ofiarę.

Są nie tylko książki ale i szkolenia czy konferencje. Dawne mity w całkiem nowym przebraniu. Ogromnie rozbawiło mnie zdejmowanie uroków (klątwy) z drzewa genealogicznego. Mamy więc jakieś odwołanie do współczesnej genetyki, bo ktoś coś słyszał o DNA. I o genealogii. Łatwo człowieka słabo wykształconego oszukać i omamić.

Kluczowe jest słowo „pradawne”. Czyli jakieś odwołanie do głębokiej tradycji. Pada na podatny grunt u poszukujących lokalnej tożsamości, poszukujących czegoś sprawdzonego przez wieki. Drugim elementem bywa pseudonaukowe uzasadnienie, pojawiają się różne słowa, wyrwane z naukowej terminologii (np. energia, DNA, genealogia), umiejscowione w zupełnie innym kontekście teoretycznym i odmiennym paradygmacie. Sprytnie (jeśli celowo) lub głupio (jeśli wynika z ignorancji) wmieszane są fakty z resztkami dawnych mitów. To drugie jest ciekawe. Jeśli współcześnie następuje aktualizacja do współczesnej kultury i pojęć, to może i w przeszłości tak samo było? Wtedy odcyfrowanie ścieżek dyspersji mitów i magicznych zabobonów staje się niezwykle frapujące i intrygujące. Taki kulturowy transfer przez wieki.

Nieustannie zadaję sobie pytanie „dlaczego”, skąd to się bierze. Poszukuję odpowiedzi, zadziwiony silną falą ruchów antyracjonalnych. Mimo wykształcenia w wielu obszarach pozostajemy ignorantami, stąd nawet osoby z tytułami naukowymi w jednej dziedzicznie, mogą pleść bzdury w innej. Tak jak pewien profesor genetyk (dendrolog) głoszący bzdury o ludziach żyjących w czasach dinozaurów. Uwodzi popularność i grupa wyznawców tych pseudonaukowych wynurzeń? Mój znajomy dowcipnie to nazywa: wykształceni ponad swoją inteligencję...

Silne są ruchy antyszczepionwe nie tylko w USA. Dobrze znanym przykładem u nas jest komisja do badania katastrofy samolotu w Smoleńsku z parówkowymi eksperymentami i rażącymi błędami w uzasadnianiu. Dlaczego znajduje to tak duży posłuch i zainteresowanie? Skąd się biorą wyznawczy takich antynaukowych teorii spiskowych? Przeciętnego człowieka może to przerażać ale chłodnego naukowca może zaciekawiać jako interesujący temat i obiekt badawczy.

Na tle tego renesansu pseudonaukowej magii i zabobonów (istniały zawsze, teraz może tylko dzięki internetowi i mediom tak łatwo się rozprzestrzeniają) powstał społeczny ruch obrony nauki. Na ulicach odbywają się demonstracje, w Polsce jednak są bardzo słabo widoczne.

Zdejmowanie uroków z drzewa genealogicznego. Wystarczy się chwilę zastanowić, by dostrzec absurd takiej oferty. Stare zabobony w nowym krajobrazie pojęciowym, odnoszącym się do sukcesów nauki. Kiedyś nasi przodkowie bali się uroków rzucanych przez czarownice, wiedźmy, ludzi „o złym oku”. Czym innym jest etnograficzne dokumentowanie zabobonów czy odtwarzanie ich z przeszłości (udokumentować, zrozumieć), a czym innym wplatanie nauki do współczesnych zabobonów.

15219472_1481539378526929_8862659860847903740_nZasmuca popularność teorii spiskowych. Kiedyś czarownica, demony, teraz jakieś domniemane siły, opisywane teoriami spiskowymi (Żydzi, masoni, jakieś tajemnicze służby wielkiego mocarstwa lub przemysłu, ONI, łącznie z UFO).

Mity o rytualnych mordach Żydów (od średniowiecza) sprawiały, że wielu ludzi uwierzyło w spreparowane dokumenty (co ich czyniło podatnymi na takie mistyfikacje i manipulacje?). Wykreowany dla celów politycznych mit o zamachu smoleńskim spełnia te same funkcje co kiedyś wiara w czarownice, południce i inne demony, smoki, czarne wołgi itd. Wiele osób uwierzyło w prokurowane dowody komisji, złożonej z antyspecjalistów, ale z tytułami naukowymi. Nauka w służbie zła, to smuci. Popularność uwodzi? Potrzeba sławy czy zwykła finansowa pazerność? Społeczne zapotrzebowanie na „czarownice” i siły zła? Wynikało by z tego, że w gruncie rzeczy jesteśmy tacy sami jak nasi przodkowie przed stuleciami czy tysiącami lat.

Dobrze to ilustruje spostrzeżenie: „Przekonanie, że światem rządzą siły, na które nie mamy wpływu, jest odwieczne. Kiedyś był to lęk przed złymi duchami, z czasem jednak zastąpił go człowiek – obcy, który chce posiąść nasze dobra, wykorzystać i zniszczyć.” (Agnieszka Krzemińska, Prawda historyczna”, Wielkie post, Niezbędnik Inteligenta, 1/20170).

A skoro są uroki i klątwy, to znajdzie się „specjalista” usuwający uroki, złe energie i co tylko jeszcze sobie klient zażyczy. Zmienia się tylko moda, raz są to techniki starożytnego Egiptu, raz Wschodu a raz prastare usuwanie uroków jajem. Proste metody by ustrzec przed groźnymi, niewidzialnymi siłami zła, czającymi się za rogiem....

Komentarze (11)

Dodaj komentarz
  • fg2002

    A jednak chodzi o Smoleńsk, "mimochodem" ...

  • Gość: [pantarej] 142.243.254.*

    ignorant i hohsztap!er!

  • sczachor

    Gość: pantarej, 142.243.254.* - ignorant i hohsztap!er!

    A ja mam na imię Stanisław. Swoją drogą to zaskoczyłeś mnie tą swoją tak surową samokrytyką :).

  • sczachor

    ps. hochsztapler piszę się przez "ch".

    tu definicja ze słownika "hochsztapler oszust i aferzysta na wielką skalę
    hochsztaplerski hochsztaplerstwo"

  • Gość: [DrobnaUwaga] *.calpop.com

    Zdaje się, że dwukrotnie usunął p. profesor moją wypowiedź tutaj.
    Akademicka polemika przez cenzurę :)
    W kontekscie moich uwag o logice trójwartościowej, doceniam wkład
    p. profesora w rozszerzenie tej logiki to czterech wartości:
    fałsz, prawda, nie-wiem, nie-chcę-by-moi-koledzy-i-studenci-to-przeczytali. :)

  • sczachor

    Pochlebiasz sobie (z tą polemiką akademicką), bzdety, hejt itd, systematycznie usuwam.

    ps. jeśli chcesz polemiki i chcesz by moi studenci/koledzy itd. przeczytali Twoje teksty, to publiku je na tamat albo w innym miejscu. Internet przepastny, nic nie stoi na przeszkodzie publikowanie. Kłopot jest gdy się jest światełkiem odblaskowym... Wtedy się mocno zdaje, że ma się coś do powiedziania własnego.

  • sczachor

    ps. a propos polemiki akademickiej - ona nigdy nie jest anonimowa :).

  • Gość: [DrobnaUwaga] *.nos-oignons.net

    > Pochlebiasz sobie (z tą polemiką akademicką),

    Faktycznie, musiałbym mieć prawdziwego akadamika przeciw sobie. :)

    > ps. a propos polemiki akademickiej - ona nigdy nie jest anonimowa :).

    To p. profesor nigdy nie opublikował żadnego artykułu w dobrym czasopiśmie
    lub konferencji. Te najwyższego lotu usuwają nazwiska przesyłając korespondencję
    między autorem a recenzentami.
    Dzięki temu liczą się argumenty, a nie nazwisko czy pozycja danej osoby.
    Przynajmniej taki jest cel.


  • sczachor

    @ Gość: DrobnaUwaga, *.nos-oignons.net

    Coś dzwoni ale nie wiesz w którym kościele. To czy i gdzie publikowałem to łatwo sprawdzić :). Co do anonimowości to rzeczywiście, w niektórych czasopismach obecnie recenzent dostaje pracę bez nazwisk autorów. Takie dostaję z niektórych, bo obecnie system komuterowy na to pozwala. Dotyczy to recenzji wydawniczych a nie dyskusji naukowej, akademickiej. Oczywiście, w dyskusji akademickiej liczą się przede wszystkim argumenty (ale naukowcy nie wstydzą się swoich nazwisk, a dyskusja nigdy nie jest anonimowa, ani na konferencjach, ani w publikacjach).

    U Ciebie nie ma ani nazwiska (typowe dla internetowego hejtera), ani argumentów. Co najwyżej epitety (domorosła erystyka), typu "Faktycznie, musiałbym mieć prawdziwego akadamika przeciw sobie." Brak treści, brak argumentów, z czym i o czym tu dyskytować? Dlatego najczęście usuwam by nie zaśmiecało internetu.

  • Gość *.digitale-gesellschaft.ch

    Panie profesorze, brakuje Panu rzeczowych argumentów I ucieka się Pan do prób
    pozamerytorycznej oceny mojej osoby. W moich wypowiedziach nie było hejtu.
    Proponuję zauważyć, że moja domorosła erystyka to lustrzane odbicie tego co
    Pan napisał pod moim adresem. :)
    Wystarczy na dziś. Życzę miłego wieczoru.

  • sczachor

    @ , *.digitale-gesellschaft.ch
    Rysiu, a czy Ty cokolwiek merytorycznego napisałeś? Czy wypowiadałes się o leczeju jajem lub innych praktykach? A może o etnografii czy teorii spiskowych? Do czego merytorycznie mam się odnosić? Najpierw musi sie pojawić :). Na Twoje zapytania udzieliłem Ci odpowiedzie w miejscu, gdzie je stawiałeś, np. w zakresie "większej połowy" itd.
    Chcesz o czym ś merytorycznie podyskutować? To pisz merytorycznie :). Daj mi szansę merytirycznie i w temacie się wypowiedzieć (polemizować).

    ps. A czemu tak często zmieniasz nie tylko nicki ale i uwidocznione adresy IP? Taka praca, powiadasz? Marna.

Dodaj komentarz

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci