Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

Zrobiłem to! Wykład w formie bajki kamishibai z wykorzystaniem myślografii

sczachor

17310106_10211063925187409_5600699602202326091_oOdważyłem się, przygotowałem i zrealizowałem, wykład dla studentów, w formie bajki kamishibai. Miałem dużą tremę i spore obawy, jak to zostanie przyjęte i jaki będzie efekt. Ale zanim opowiem o efektach, najpierw przedstawię skąd się wzięła inspiracja i dlaczego wykład właśnie w takiej formie .

Nawet najlepsza metoda, stosowana zbyt często, może znużyć i stracić swój pierwotny blask. Kiedy pojawiły się rzutniki multimedialne i Power Point, powiało w salach akademickich nowoczesnością i świeżością. Była to znacząca odmiana po rzutnikach pisma (folie) i mówieniu wykładów/referatów z kartki. Prezentacja multimedialna na obronie doktoratu czy na wykładzie, zachwycała. Dawała przecież duże możliwości. Szybko na trwałe zagościła na konferencjach naukowych i salach wykładowych. Została wprowadzona jako element egzaminu dyplomowego. Po kilkunastu latach najwyraźniej spowszedniała. Nie było już nowości a czytanie z ekranu tekstu momentami zaczynało irytować słuchaczy. Świat się szybko zmienia, a zwłaszcza środowisko akademickie powinno być liderem zmian i upowszechniania nowości. Od czasu do czasu pojawiały się inne programy, np. Prezi, co nieco wprowadzało odmiany i zainteresowania.

Trzy lata temu po raz pierwszy miałem okazję zobaczyć opowiadanie bajki kamishibai (wtedy nie wiedziałem jak to się nazywa, ale spodobało mi się jako zupełnie inne podejście do opowiadania). Był to występ Anais Fleur w czasie charytatywnej aukcji „Malality pod młotek", w dniu 14 lutego 2014 r. Kilka miesięcy wcześniej (8 czerwca 2013 roku) w Pałacu Młodzieży w Olsztynie odbył się maraton malarski (w którym uczestniczyłem, malując swoje butelki) i sztafeta literacka pod nazwą "Malality". "Malality" to inicjatywa młodych artystów, którzy zachęcali do wspólnej twórczości mieszkańców Olsztyna. Przez cały dzień pod skrzydłami muz szerzona była idea wolontariatu. W trakcie imprezy czytano poezję Gałczyńskiego, przy której stworzono około 70 prac plastycznych. Część prac przekazano Hospicjum a część przeznaczono na „licytację" w dniu 14 lutego 2014 r. I ja miałem swój maleńki udział. Dawanie procentuje, bo ja dzięki udziałowi w tej akcji miałem okazję i dużą przyjemność zobaczenia pani Anais (zobacz film)

W głowie zalęgła się myśl: a może by właśnie  tak spróbować przygotować wystąpienie? Potem, w czasie wyjazdu terenowego, w rozmowie ze studentką, dowiedziałem się, że studenci znudzeni są prezentacjami. Bardzo ciepło wspominała profesora, który nie korzystał z rzutnika multimedialnago (pan starszej daty, jeszcze nie opanował nowoczesnej techniki komputerowej) ale opowiadał z wielką pasją, wzbudzając zainteresowanie.

W ubiegłym roku, w czasie konferencji Ideatorium (poświęcona dydaktyce akademickiej), zebrane tam grono nauczycieli akademickich zgodnie wyartykułowało, że dydaktyka akademicka zatrzymała się w rozwoju na zdobyczach sprzed 20 lat: kserówkach i Power Poncie. W czasie Ideatoriów w Gdańsku, pracownicy uniwersyteccy poszukują nowych metod, dzieląc się doświadczeniami z wdrażania grywalizacji itp (ja rok temu opowiadałem o wykorzystaniu kodów QR). Nieco później dostałem propozycję napisania trzech bajek edukacyjnych dla dzieci, prezentowanych w formie kamishibai. Wyzwania podjąłem się z dużą przyjemnością i zaciekawieniem. W taki sposób otrzymałem skrzyneczkę (mały, drewniany parawanik). Plansze namalował artysta, a ja miałem okazję opowiedzieć bajkę o cytrynku latolistku w czasie Europejskiej Nocy Naukowców we wrześniu 2016 roku. To był mój pierwszy raz. Dla dzieci.

Ale w głowie ciągle dojrzewała myśl, żeby przygotować wykład dla studentów w takiej niecodziennej formie. Od lat prowadzę przedmiot autoprezentacja (głównym celem jest pokazanie i przećwiczenie metod prezentacji publicznych, w tym wygłaszania referatów). Staram się ciągle wprowadzą jakieś nowości: grywalizację, e-portfolio, lapbook itp. Zaplanowałem więc przygotowanie wykładu o tym, jak wygłosić referat, tym razem bez rzutnika multimedialnego i prezentacji w programie Power Point, ale właśnie w formie bajki kamishibai.

Ostatnim impulsem był udział w webinarium z SuperBelframi (spotkałem na konferencji w Warszawie – Inspiracje). Zacząłem ćwiczyć myślografię i ryśnotki (myślenie wizualne, notowanie graficzne). Przypomniałem sobie swoje dawne szkolenie z mind mappingu. Ale nauczyłem się także nowych umiejętności. A przede wszystkim nabrałem odwagi.

Kłopot z przygotowaniem wykładu w formie bajki kamishibai polegał na konieczności namalowania kilkunastu ładnych rysunków. Odkładałem to na wolny czas. Natomiast myślografia umożliwiła szybsze wykonanie potrzebnych plansz. Siadłem i narysowałem, jedynie ilustrację tytułową namalowałem akwarelkami (bo chciałem zobaczyć jak to będzie wyglądało). Wyciągnąłem także z szafy dwa rekwizyty: skarpeciaka-Profesorka, które kiedyś dostałem i Kłobuka, którego w ubiegłym roku wykonałem na warsztatach nad Jeziorem Krzywym.

Odważyłem się i opowiedziałem swoją bajkę studentom biotechnologii oraz biologii. Na wykładzie z autoprezentacji oraz na seminarium dyplomowym. Oba wykonania w małej grupie (bo na dużą salę ta metoda nie nadaje). I studentom spodobało się. Bałem się, że może odbiorą jako metodę infantylną – taki dziecinny teatrzyk, a oni przecież są dorośli i studiują kierunek przyrodniczy. Ku mojemu zadowoleniu i niewielkiemu zaskoczeniu, odebrali bardzo dobrze. W jednym z komentarzy, tuż po wystąpieniu usłyszałem, że studenci mają przesyt prezentacji multimedialnych (zwłaszcza tych czytanych z ekranu), więc każda inna forma odbierana jest z dużą ulgą i wdzięcznością. Wskazali też na kilka drobnych niedociągnięć technicznych. Wiem już co i jak poprawić. W jednej grupie studenci nagrali fragmenty, więc mam nadzieję zobaczyć swoje wystąpienie z perspektywy widza.

Na pewno będę jeszcze próbował z kolejnymi wykładami w formie bajki kamishibai. Muszę tylko nauczyć się tworzenia opowieści i sztuki opowiadania. Samo rysowanie nie wystarczy. Ciągle się czegoś trzeba uczyć. Ale nie martwię się tym, bo uczenie się rozwija. I sprawia, że i mówca się nie nudzi. Nowość to wyzwanie i radość z osiąganie nowych celów.

Nawiązując do tytułu: zrobiłem to i… zrobię znowu. Narysuję, namaluję, opowiem. Ale z umiarkowaniem i niezbyt często, by nie spowodować przesytu. Z wykładów multimedialnych nie rezygnuję, dalej będę je przygotowywał.

Komentarze (9)

Dodaj komentarz
  • Gość: [zenek z profila] *.dynamic.chello.pl

    No i sprawa się rypła i tak trzeba było od początku.Po prostu profesor się nudzi a nie studenci.I nie chodzi profesorowi o jakieś wykłady tylko o wciskanie kitu słuchaczom pod pozorem wykładu.Profesor czuje się doktorem dusz i chciał by sterować audytorium, tylko tu nie pomogą żadne środki manipulacji. Trzeba po prostu znaleźć głupszych od siebie o co bardzo trudno mimo wszystko wbrew pozorom że studeny jest głupszy.Może mieć mniejszą wiedzę ale nie jest głupszy s poważaniem, mimo że udaje głupszego z powodów oczywistych przed profesorem.

  • sczachor

    @ zenek z profila, - Tobie się tylko wydaje, że udajesz głupszego niż jesteś :).

    Ułomności charakteru widać nawet przez anonimowe komentarze. Bo świat obserwujemy przez pryzmat swojego wnętrza. Dużo osobie w tym i wcześniejszych komentarzach napisałeś i o sobie ujawniłeś, Zenku profilowy. Próbujesz złośliwościami obrażać. Próbuj i odgrywaj, niektórym to jest bardzo potrzebne bo tylko tak się dowartościowują.

  • Gość *.enn.lu

    Czyli rzetelność swoich wykładow, p. profesor między bajki włożył. :)

    -----------
    Wy, którzy marne przybrawszy postaci,
    Baśniami łudzić umiecie współbraci,
    Baśniami, które umysł płochy kleci,
    Bajki wam niosę, posłuchajcie dzieci.
    -----------

  • sczachor

    Z komentarza na FB "Ze wszystkim się zgadzam. Ponadto to wszystko co powiedziałeś, jest jeszcze jeden aspekt. Nowe rzeczy wypróbowują ci, którym zależy na wykładach i ich jakości. Więc kiedy Powerpoint był nowością a wykonanie prezentacji wymagało nakładu pracy, to w dużym stopniu uczyli się go dobrzy wykładowcy - ci którym zależało, często tacy, którzy poprowadzą dobry wykład nawet wtedy gdy zabraknie prądu i nie mogą wykorzystać magicznego rzutnika a nie mają akurat nic innego. Siedziałeś jako słuchacz, widziałeś, że ktoś odpala rzutnik i mogłeś oczekiwać ciekawego wykładu. Z czasem zrobiło się łatwiej, powszechniej i do grona wykorzystujących rzutniki dołączyła cała reszta Co więcej odkryli, że tekst skopiować jest tu łatwiej niż na folijkę"

    Myśłe, że trafnie ujęte.

  • sczachor

    ad. Gość: , *.enn.lu ."Czyli rzetelność swoich wykładow, p. profesor między bajki włożył.
    :) "

    Zgadza się, miedzy bajki. A umieć opowiadać bajki to duże wyzwanie. Będę się starał, dobrze opowiedzieć. Zaciekawić, zainspirować, pokazać coś nieszablonowo, inaczej, ciekawiej. Innowacyjność jest wrogiem nudy.

  • Gość *.static.host

    Nie widzialem takiej bajki w wyknaniu p. profesora, ale ...
    Co mozna w ten sposob probowac wykadac?
    Jak mierzyc skutecznosc opowiadania bajek w przekazywaniu wiedzy akademickiej?
    Prosze tylko nie uzywac argumentu, ze studenci byli zadowoleni, bo odwolanie
    zajec tez czesto przyjmowane jest z entuzjazmem. :)
    Jak moze to wplynac na postrzegana "powage" uczelni i przedmiotu?


  • sczachor

    @ static.host - słuszne pytanie, zadawałem je sobie przed, w trakcie i teraz nad nim rozmyślam także. Chodzi mi o stwierdzenie "Jak mierzyć skutecznosc". Mylące może być słowo "bajka" i stereotyp związany z tym słowem. Oczywiście, na blogu nie ma treści, tego co i jak opowiadałem. Już wyjasniam - w treści merytorycznej było to samo, co na normalnym wykładzie. Na facebooku pokazywałem poszczególne plansze, więc można było sobie bardziej konkretnie wyobrazić treść. W kamishibai chodzi o formę i dostosowanie do typowego wykłądu. NIe było wic to opowiadanie bajki o Czerwonym Kapturku, tylko wykład o technice mówienia referatu z merytorycznymi informacjami, takimi samymi, jakie przedstawiałem w latach ubiegłych. Dodatkowo studenci dostali po 4 gotowe notatki graficzne, do uzupełnienia i jako zachętę do notowania graficznego.

    Zatem. 1 treść tej części wykłądu nie uległa zmianie, zmieniła się tylko forma: zamiast plansz wyświetlanych na ekranie rzutnika, samodzielnie narysowane plansze w parawaniku kamishibai. Czy to skuteczne? Nie wiem. Jeden efekt udało się osiągnąć - studenci bardziej uważali i słuchali. Czyli teoretycznie mogli więcej zapamiętać. Teoretycznie znacząco to wpływa na zapamiętanie. A efekty trudno je zmierzyć, niemniej moja uwaga jest na to nakierowana. Dlatego próbowałem także na seminarium, także w kontekście porad, jak należy wygłaszać referaty naukowe na seminarium, by być słuchany i oklaskiwanym.

    Przy każdej mojej innowacji dydaktyczne staram się sprawdzać efekty. Czasem porównuję z grupami kontrolnymi (bez innowacji), zawsze staram się uważnie obserwować i na koniec rozdaję ankiety ewaluacyjne. W przypadku wykładu z kamishibai, pierwsze nioski są następujące: 1. metoda jest obiecująca, bo odpowiada na sytuację znudzenia (przeeksploatowania) prezentacjami PP (te oczywiście dalej będę wykorzystywał w dydaktyce akademickiej). 2 metoda nadaje się do realizacji w małej grupie. 3. jest pracochłonna z wykonaniem ilustracji. 4 sam muszę dopracować zarówno ilustracje jak i sposób opowiadania. Musze się nauczyć ciekawiej opowiadać, tak bardziej "bajkowo" (dotyczy samej modulacji głosu jak i budowania opowieści).

  • sczachor

    c.. @ static.host "Jak moze to wplynac na postrzegana "powage" uczelni i przedmiotu? "

    Trudne pytanie, też miałem takie obawy, czy studenci nie potraktują tego jako infantylnego. Ale znacznie większym zagrożeniem na postrzeganie uczelni i przedmiotu jest... nudzenie, czytając slajdy z ekranu. moja diagnoza jest zbieżna z odczuciami studentów (nie tylko z Olsztyna) jak i wielu dydaktyków akademickich.

    Ja miałem łatwo, bo przedmiot i treści dotyczą form prezentacji, a wiec mówienia i było to praktyczne pokazanie jeszcze jednego rozwiązania, (nie zamiast tylko dodatkowo). Ponadto pokazywałem studentom, ze wszyscy musza się uczyć, ja także. Miała to być zachęta do poszukiwań i eksperymentowania. Znacznie większym wyzwaniem będzie zastosowanie takiej formy kamishibai do "normalnych" przedmiotów, na przykład na ekologii. Z pewności w niedalekiej przyszłości spróbuje i takiego rozwiązania. Pierwsze doświadczenie to tylko jeden etam w sprawdzaniu.

  • Gość: [Zielona Grupa] *.173.34.198.tesatnet.pl

    Dzień dobry,
    Prowadzę Stowarzyszenie Zielona Grupa, które od kilku lat zajmuje się popularyzacją kamishibai w Polsce. Współpracowaliśmy pośrednio poprzez ODN Target przy tworzeniu bajek edukacyjnych dla dzieci (ilustracje do Pana tekstów wykonała nasza ilustratorka). Bardzo zaciekawił mnie Pana wpis na temat prezentacji kamishibai dla staudentów. Osobiście zajmuję się głównie pracą z dziećmi i młodzieżą, ale również uważam, że kamishibai można używać także w pracy z dorosłymi. Chętnie napisalibyśmy na naszym blogu na temat Pana działań. Bardzo proszę o kontakt.
    Pozdrawiam serdecznie,
    Ula Ziober
    ula@zielonagrupa.pl

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci