Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

Czasem nawet jest bardzo dobrze, gdy się komputer zepsuje

sczachor

komputer

Każda awaria komputera lub systemu przez lata wiązała się dla mnie z dużym stresem. Bo oznaczać to może utratę danych a na pewno długi i żmudny proces instalacji oprogramowania i sprzętu. Nic miłego. Awaria zdarzyła się w czasie zajęć, akurat gdy chciałem wyświetlić studentom prezentację. Kilka błędów, potem próba w pośpiechu naprawiania i jeszcze więcej kłopotów. W końcu konieczność przywracania ustawień fabrycznych. Jednym słowem kompletna klapa. A jednak była to bardzo korzystna i miła sytuacja. Zaskakujące? No to przeczytaj całość.

Przed paroma miesiącami skusiłem się na aktualizację systemu na Windows 10. Nowe ustawienia i funkcje nie bardzo mi się spodobały, bo trzeba było znowu uczyć się i przyzwyczajać. Ale najgorsze było to, że "zgubiłem" wi-fi. Po prostu nowy system nie rozpoznał karty. I na zajęciach nie mogłem skorzystać z internetu, by studentom pokazać treści, o których wspominałem (nawet nie było możliwości udostępnienia internetu z komórki). Ale znając niedogodność można było wcześniej zrobić zrzuty ekranu i tak wybrnąć z kłopotu. Niedawno system się zaktualizował i wi-fi wróciło. Pełnia szczęścia. Ale jednocześnie coś mi się stało z padem. Nie zauważyłem tego, bo korzystam z myszy. Idąc na wykład zabieram komputer bez myszy. I tu niemiła niespodziana, nie mogę uruchomić prezentacji. Na szczęście było blisko i byłem na sali trochę wcześniej. Wystarczyło by pobiec po mysz i poradzić sobie ze sprzętem. Trochę jednak zdenerwowania było. 

Ale teraz pojawił się większy problem. W trakcie seminarium chciałem uruchomić prezentację. Włożyłem kabel od rzutnika przy zamkniętym laptopie. A on tak czasem ma, że wtedy wyświetla tylko obraz na ekranie. Ale nic, pomyślałem, że pozmieniam ustawienia patrząc tylko na ekran. Niestety chyba coś źle kliknąłem. Postanowiłem wyjąć kabel i obudzić jeszcze raz mój laptop. A tu kompletna kicha, zniknął obraz z ekranu. Próba restartu wymuszonego - cały czas problem. Kilka minut chaotycznych działań i kompletna klapa. W czasie seminarium łatwo przejść na "przekaz analogowy". Ale za chwilę mam wykład. Prezentację zgrałem na laptopa kasując z pendriva... więc poszukiwanie po południu zastępczego komputera mija się z celem...

Przywracanie ustawień i systemu się nie powidło. Pozostaje tylko przywrócenie ustawie fabrycznych (sprzed kilku lat). Za chwilę wykład a ja mam niesprawny sprzęt i żadnej szansy na pomoc (instalowanie systemu i oprogramowania, które odtworzy prezentację, potrwa co najmniej kilka godzin, jak zwykle zresztą). I co tu robić? Strach w oczy zagląda. Panika?

Wchodząc na salę wykładową myślałem o odwołaniu wykładu lub przeniesieniu. Pierwsza refleksja: jak bardzo jesteśmy bezradni bez coraz bardziej uzależniającej elektroniki. Normalnie na konferencję robię sobie wydruk całej prezentacji. A teraz nie miałem nic, nie tylko prezentacji do wyświetlenia ale i notatek.  To był pierwszy zysk z komputerowej katastrofy: refleksja.

Na sali była tablica z kredą i flip chart z mazakami. Nagłe olśnienie z zachętą studentów: przecież mogę mówić bez komputera. Wcześniejsze ćwiczenia w myśleniu wizualnym, w rysnotkach i myślografiach dodatkowo mnie przygotowały mentalnie i technicznie. Bez komputera też dam radę. Fakt, że trochę chaotycznie (bo z zaskoczenia), ale można było opowiadać, rysując na tablicy i na papierze. Bo o ekologii trudno mówić samymi słowami - schematy są bardzo przydatne. To była druga korzyść - dostrzegłem potencjał notowania wizualnego i wcześniejsze ćwiczenia bardzo się przydały. Może w przyszłości trzeba świadomie zrezygnować z komputera i przygotować się do wykładu rysowanego? Tak dla urozmaicenia?

Studentom obiecałem tak jak zawsze podesłać slajdy z prezentacji w pliku pdf. Ale do tej pory służyły one przypominaniu treści wykładowych. Na slajdach były animacje, układające się w  opowieść. Trzeba zatem te fragmenty przygotować z... dźwiękiem lub dodatkowym opisem. Nigdy tego nie robiłem. A teraz jestem niejako przymuszony. To trzecia korzyść z mojej komputerowej katastrofy: nauczę się czegoś nowego. Przydatne będzie zwłaszcza dla studentów nieobecnych na wykładzie. Albo jako materiały uzupełniające do wykładów i zajęć, dostępne on-line. 

Idąc rano do pracy myślałem co i jak trzeba zrobić by odtworzyć laptop do pracy. Jak ustawić parametry przy karcie sieciowej by mieć dostęp do internetu (warunek instalacji większości programów). Dawno tego nie robiłem. I jak zainstalować  z serwera program antywirusowy? Trzeba będzie wezwać fachowców, oby znaleźli czas przez cały dzień. W minorowym nastroju zadzwoniłem. I tu wielka niespodzianka, pan z obsługi komputerowej pomógł mi w ustawieniach przez telefon. szybko i sprawnie. Co więcej instalację systemu antywirusowego zrobił zdalnie, bo powiedział jak mam włączyć specjalną obsługę. Kolejne miłe zaskoczenie. Technologia posunęła się do przodu a i obsługa personalna jakby milsza i sprawniejsza. To kolejne pozytywne odkrycie. Przy okazji przypomniałem sobie o internetowym serwisie pracowniczym. Pół roku temu się tam zalogowałem. Ale nie korzystałem. Teraz ponownie przypomniałem sobie o jego istnieniu. 

Pozostało zainstalować programy. Przy okazji system parę razy pobierał aktualizację. Kilka godzin siedzenia przy komputerze. Zmarnowany czas? Nie. Siedziałem i wymyślałem jak tu zrobić na regularnych, kursowych zajęciach (np. seminarium) zaliczenie w postaci... escape room (pokoju niespodzianek). Projektowałem i zginałem lapbooki oraz przypomniałem sobie stary sposób składania  papierowych listów. Umiałem to robić w czasach szkolnych. Jakieś 40 lat temu. Przypomniałem sobie! Co za radość.

Awaria komputera to stres i czas stracony na przywracanie? Tak było do tej pory. Ostatnia awaria okazała się bardzo inspirująca i edukująca. Bo byłem na to nieświadomie przygotowany ćwicząc myślenie wizualne, lapbooki i poszukując różnych rozwiązań edukacyjnych (np. escape room w wersji edukacyjnej). 

Małe wyjaśnienie. Utraty plików się nie bałem, bo pomny wcześniejszych problemów mam już kopie na przenośnym dysku, Utrata danych byłaby największą stratą. A przymusowe odstawienie od komputerowej rutyny może okazać się inspirujące i owocne edukacyjne.

 

Komentarze (13)

Dodaj komentarz
  • Gość: [wojtek] *.mynet.at

    ales pan jest nudny

  • Gość: [yayo] 91.224.193.*

    profesor, a wpada w panikę, jak ma coś powiedzieć z głowy
    Ya Pierre..., dobrze, że zawału nie dostał

  • sczachor

    @ yayo - miło, że zabrałoś głos i wyraziłoś swoje zdanie. Ale najwyraźniej przeczytałoś tylko pierwsze kilka zdań. Tekst jest w gruncie rzeczy o czymś innym niż strach przed mówieniem z głowy. Bo z tym nie mam problemów. Wyraziłoś swoje zdanie, teraz czas na drugi krok. Uzasadnij je, argumentami :). Wiem, że trudniejsze, ale dasz radę.

  • Gość *.play-internet.pl

    W każdym laptopie w przyciskach funkcyjnych (od F1 do F12) jest przełącznik zmiany ekranu (laptop/zewnętrzny/obydwa). Symbole są narysowane na tych klawiszach, przykładowo w moim HP jest to F4. Wystarczy tam poklikać (ewentualnie z klawiszem FN bo to może być funkcja opcjonalna), aż się wyświetli obraz na naszym ekranie. Działa za każdym razem. Pozdrawiam.

  • sczachor

    Niby tak, ale na moim dodatkowo trzeba włączyć jeszcze inny klawisz. Samo F4 wyłączało pada :). Niby wszystko to wiem i na co dzień dobrze sobie radze z różnym sprzętem. Czasem jednak przytrafiają się nieprzewidziane okoliczności :). Zwłaszcza jak się już myśli, że wszystko się już wie :). ps. tekst był nieco o czym innym, to znaczy starałem się napisać o czymś innym, a kłopoty techniczne były tylko prologiem.

  • sczachor

    ps. Znaczy, że niezbyt przejrzyście napisałem. Trzeba będzie jeszcze raz ten problem poruszyć, inaczej go ujmując. Dziękuję za komentarze, to przydatna informacja zwrotna. Na zali widać po "oczach" i innych reakcjach ciała, czy i jak treść dociera. W internecie tego nie widać. Chyba, że ktoś komentuje. To bardzo przydatne.

  • Gość *.dfri.se

    Panie profesorze, w pana wypowiedzi praktycznie nie ma treści.

  • sczachor

    @ Gość: , *.dfri.se "Panie profesorze, w pana wypowiedzi praktycznie nie ma treści."

    To samo mniej więcej powiedział kot, wchodząc dospichlerza "rzeciez tu nie ma nic do jedzenia". Wołek zbożowy był innego zdania. Po prostu 1. trzeba umieć czytać, 2. Dużo zależy od tego, czego się szuka.

  • Gość *.talyn.se

    > To samo mniej więcej powiedział kot, [...]. Wołek zbożowy był innego zdania

    No, to ma Pan problem, bo czytają pana lwy, lamparty i tygrysy.

  • sczachor

    A to dziwne z tymi tygrysami. Bo dlaczego czytaja gdy nie ma treści? Widzę tu dużą sprzeczność i niekonsekwencje w wymyślaniu.

  • Gość *.7by7.de

    > Widzę tu dużą sprzeczność i niekonsekwencje w wymyślaniu.

    Tak? A dlaczego w pana opowieści kot zagladął do spichlerza skoro
    nie było tam nic dla niego? Też był niekonsekwentny?

    > Bo dlaczego czytaja gdy nie ma treści?

    A jak już jakiś tygrys przeczytal to moze to cofnąc?
    A skoro nie może, to jest to niekonsekwencja w jego myśleniu?

    Czy może w myśleniu pana profesora? "Uzasadnij je, argumentami :)" :)
    "Wiem, że trudniejsze, ale dasz radę." :)

    Pozdrowiania od tygrysów :)

  • sczachor

    kot zbłądził. Nie rozumiał świata :) A przede wszystkim kot użył zbyt dużego kwantifikatora, poprawni by powiedzieł gdyby wyrzekł "nie ma nic DLA MNIE do jedzenia". Kwantyfikator dużo zmienia.

    Pozdrawiam tygrysy, zwłaszcza te w cyrku i Zoo.

  • Gość *.enn.lu

    > kot zbłądził. Nie rozumiał świata :)

    Kot pana profesora był mądrzejszy niż pan profesor przypuszcza.
    Wokół spichlerza kręcą się myszy. :)

    > Kwantyfikator dużo zmienia.

    Kot odpowiedział "kwantyfikator nic DLA MNIE nie zmienia, bo nadal nie mam co jeść."

Dodaj komentarz

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci