Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

Świat cyborgów tuż za progiem?

sczachor

cyborgifbW młodości zaczytywałem się literaturą fantastyczno-naukową, o robotach, sztucznej inteligencji i przejmowaniu władzy nad ludźmi przez maszyny. To była fantazja…. Ale odnoszę wrażenie, że fantazja staje się codziennością. Wszystko przez postęp technologiczny i nieustanny rozwój nauki?

Kilka dni temu skusiło mnie, by wziąć udział w psychozabawie, zaoferowanej przez Facebooka. "Kliknij a przekażemy Ci wiadomość o Tobie". Takich automatycznych testów psychologicznych jest wiele. Gadać z maszynami (programami)? Raczej nie klikam, ale tym razem mnie podkusiło by sprawdzić. Po kilku sekundach przyszła obrazkowa odpowiedź (załączona wyżej) – nie jest jakaś odkrywcza, raczej w kategorii „Cyganka prawdę Ci powie”. Czy to program komputerowy mnie poznał i potrafi coś powiedzieć o moim charakterze? Oczywiście, że nie. Za programem kryje się człowiek, który ułożył program.

W młodości też wypełniałem gazetowe testy, by o sobie się czegoś dowiedzieć. Trwały dłużej, bo trzeba było odpowiedzieć na kilkanaście pytań, zaznaczyć, a potem zliczyć punkty i odczytać odpowiedź. Teraz program robi to automatycznie… analizując aktywność na Facebooku. W zasadzie nie wiem co i jak zostało przeanalizowane. Dałem dostęp zewnętrznemu programowi do swojej aktywności. W USA rozważany jest pomysł, aby przy wydawaniu wizy starający się podał login i hasło do swojego konta na Facebooku – aby służby sprawdziły i przeszukały aktywność pod kątem walki z terroryzmem.

Jak na razie to nie maszyny nas prześwietlają a programy ułożone przez człowieka. To takie „nauczanie programowane” – trzeba wcześniej stworzyć algorytm. A że komputery mogą policzyć szybciej i więcej, to i możliwości analizy są bez porównania większe niż kiedyś. I znacząco tańsze. Nie zmienił się tylko człowiek i jego ciekawość oraz chęć manipulowania innymi.

Najwięcej zależy od człowieka i teorii, na bazie której budowane są takie analizy. Czy komputery nas szpiegują? Więc powinniśmy polikwidować wszystkie nasze ślady w internecie i elektronice? A co z monitoringiem przemysłowym na ulicy i w budynkach? W zasadzie to nic nowego, w czasach analogowych, nawet przed dziesiątkami tysięcy lat, obserwując człowieka wyrabialiśmy sobie opinię na temat innego człowieka (trafnie lub błędnie – też zależało od wizji świata, jaką obserwujący miał w swojej głowie). Ale potrzeba było być obok tego człowieka i długo obserwować (analizować mimikę, słowa, poczynania – jednym słowem zjeść z nim beczkę soli). Gdy pojawiło się pismo, wtedy do poznania człowieka wystarczyła analiza jego pisanych tekstów, zarówno grafologiczna jak i analiza słów i zdań (w tym kontekstu powstających dokumentów). Od stuleci zajmują się tym naukowcy różnych specjalności. Zawsze wymagało do długiego kształcenia się i długiej analizy. „Powielanie” naukowców i specjalistów jest zawsze długotrwałe i kosztowne. Skopiować program jest dużo łatwiej i szybciej.

Komputery nie są mądrzejsze tylko bez porównania szybsze. Tymi nowymi możliwościami interesuje się biznes by dotrzeć jak najtrafniej z ofertą reklamową, interesują się służby specjalne i interesują się politycy. Za pomocą programów komputerowych tworzone są proste teksty dziennikarskie jak i rozsyłane nieprawdziwe informacje. Te ostatnie wykorzystywane są na przykład w kampaniach wyborczych, co mogliśmy na bardzo dużą skalę ostatnio obserwować w USA. W Polsce też.

Bać się? Nie. Jak nigdy wcześniej potrzebna jest umiejętność krytycznego myślenia, analizowania dopływających informacji oraz selekcjonowania, weryfikowania, sprawdzania w wiarygodnych źródłach. Zatem potrzebne jest wykształcenie i to dobre wykształcenie. Znaczenie edukacji i umiejętnego stosowania metody naukowej jest wielkie w wieku XXI. Większe niż do tej pory.

Żyjemy w wieku nauki i gospodarki oraz społeczeństwa opartego na wiedzy. Na dobre i na złe.

Komentarze (9)

Dodaj komentarz
  • Gość: [zenek z profila] *.dynamic.chello.pl

    Swiat cyborgów tuż za progiem a w temacie hejterstwo tylko jedna mendoweszka.A krzyku jak by ten naukowy blog był ośrodkiem wszawicy łonowej.Mam śfagra o podobnych poglądach.W zasadzie każdy orze jak może.S poważaniem już chyba nic mnie nie zaskoczy.

  • sczachor

    No widzisz, nawet mendy się wstydzą zło robić, dlatego tu ich mało. Na usługach złego nie honor :).

  • Gość: [pantarej] 142.243.254.*

    Mysle ze prawdziwy naukowiec to zreferowalby nam dyskusje jaka toczy sie na temat plusow i minusuw takiej przyszlosci.

  • tentelemach

    Szanowny autorze:
    1. >>>Tymi nowymi możliwościami interesuje się biznes by dotrzeć jak najtrafniej z ofertą reklamową<<<

    To jest bardzo rozpowszechniona półprawda. Niestety "szklany konsument" w wyniku wielostronnego profilowania to o wiele smutniejsza i przerażająca rzeczywistość. Nie ma sensu powtarzać truizmu o ułatwieniach reklamowym targettingu. Tu chodzi o stworzenie konsumenta żyjącego w "information bubble" i przez to całkowicie bezbronnego.

    2. >>>Jak nigdy wcześniej potrzebna jest umiejętność krytycznego myślenia, analizowania dopływających informacji oraz selekcjonowania, weryfikowania, sprawdzania w wiarygodnych źródłach.<<<<

    Byłby Pan tak uprzejmy i podał kryteria jakimi może użytkownik sieci posłużyć się oceniając wiarygodność źródła?
    Czy wie Pan że dostępność do źródeł nieprzystawalnych do profilu szukającego jest przez algorytmy wyszukiwarek limitowana? Czy wie Pan na jakich zasadach odbywa się selekcja informacji? Nie, to nie spisek. To część biznesowego modelu, którego wszyscy jesteśmy uczestnikami, czy chcemy, czy nie, bo nieuczestniczenie jest równoznaczne z cyfrowyn wykluczeniem.
    Jestem głęboko przekonany, że najwyższy czas się bać.
    Polecam serdecznie listę linków do odpowiedniej literatury pod tym postem:
    pytania.wordpress.com/2013/03/31/introduction-to-behavioral-marketing-2/


  • sczachor

    @ tentelemach - nie bardzo rozumiem do czego to się odnosi "To jest bardzo rozpowszechniona półprawda. " - do tego, że biznes się interesuje możliwościami wpływu na człowieka i zbieraniem przez internet informacji o kliencie? Chyba o coś innego chodzi, ale nie potrafię odczytać. Niemniej spróbuję odpowiedzieć.
    Oczywiście, że nie jest łatwo sterować (manipulować, wpływać) i personalizować reklamę). To samo jest w innych sposobach reklamy i marketingu. Niedostatki teorii (wiedzy) jak i szczegółowych umiejętności czy narzędzi. Ale może i chodziło o coś innego: biznes tez jest klientem-konsumentem firm reklamowych. A reklamodawcy swój towar zachwalają (tak samo jak każdy inny) - i nie wszystko jest tak, ja opisują o swoich cudownych narzędziach w tym internetowych. To co sprawdza się statystycznie niekoniecznie sprawdza się w każdym, indywidualnym przypadku. Podam przykład serwisu noclegowego. Skorzystałem z tego serwisu internetowego i jestem zadowolony. Ale teraz dostaję co jakiś czas reklamę. Są to propozycje noclegów w miejscowościach, w których byłem. Ja się tam raczej już nie wybieram. Ale pewnie statystycznie rzez ujmując iluś klientów powtarza swoje wizyty. Inny przykład to reklamy personalizowane w Google czy Facebooku. Mój obraz jako klienta (profil?) budowany jest na podstawie kliknięć i wyborów. Trafność takiej diagnozy zależy po pierwsze od wiedzy układającego algorytm (i wiedzy w psychologii jako takiej) oraz kilku innych czynników. Na szczęścia świat jest złożony. Tego typu zabawy, jak opisywana na komentowanym wpisie blogowym służą przede wszystkim.. zebraniu informacji o "kliknięciach i polubieniach". Nagroda za udostępnienie zewnętrznemu programowi swojej facebookowej historii jest "powiem Ci coś miłego o Tobie" . Tak samo jak przysłowiowa Cyganka, co wróży na ulicy w ręku. Też coś miłego powie i trochę pieniędzy wycygani. Za maszyną kryje się człowiek, za komputerem i programem również. Tyle, że go nie widzimy (nie uświadamiamy sobie).

    na drugie pytanie odpowiem nieco później, bo wymaga dłuższego rozpisania się. Może w formie osobnego wpisu blogowego.

  • sczachor

    @ tentelemach "Byłby Pan tak uprzejmy i podał kryteria jakimi może użytkownik sieci posłużyć się oceniając wiarygodność źródła? "
    - to proste (i trudne zarazem). Ludzkość z tym boryka się od dziesiątków tysięcy lat. Dotyczy to wiarygodności informatora-rozmówcy. Inaczej, dy widzimy pierwszy raz, inaczej gdy ktoś zany i mamy wyrobione zdanie. Teraz to tylko nowa forma komunikatu w postaci internetu. Jak się pojawia "broń" to szybko pojawia się "antybroń". Ludzie od zawsze chcieli wpływać na innych, łącznie z manipulacją. Wracając do wiarygodności źródeł - najlepiej czerpać informacje z kilku różnych, niezależnych od siebie źródeł. To zupełnie tak jak przyjdzie Jaś i powie że Gosia to złodziejka bo coś tam ukradła. Warto poszukać i innych świadków tegoż zdarzenia. Jak i sprawdzić prawdomówność owego Jasia. Po drugie istotna jest spójność komunikatu (informacji). Na przykład w sprawie niedawnej ekspertyzy grafologicznej znanej osoby. Niby wszystko gra, ale brak informacji o nazwiskach grafologów. Ponadto inni specjaliści i świadkowie zauważyli, że tekst był zbyt "mądry" jak na piszącego, co jest mało prawdopodobne by było to autentyczne. Podobnie jest z językiem ciała. Specjaliści uczą polityków wybranych gestów - ale całość jest niespójna i nasz mózg wyczuwa fałsz. To tak w skrócie. Temat ciekawy, wiec może poświęcę mu więcej miejsa na blogu w kolejnym wpisie.

  • candida_albicans

    Interesujacy sam post jak i blog,dodaje do ulubionych i bede sledzil...

  • tentelemach

    przede wszystkim dziękuję za poważne potraktowanie mojego skromnego komentarza. Chyba wyraziłem się mało precyzyjnie i dlatego ostałem zrozumiany niezgodnie z intencjami.
    Irytuje mnie potężnie redukcja możliwości profilowania konsumenta do reklamowego targetingu. Zakłada ona bowiem, że konsument będzie nadal posiadał autonomiczność i podmiotowość. Otóż nie, wszystko wskazuje na to, że ją utraci.
    Przykład: udaje się Pan do sklepu internetowego. Warunkiem wejśścia jest przyzwolenie na pozostawienie ciasteczek. Mówi Pan sobie - a co mi tam. Problem jednak w tym, że do sklepu dociera nie tylko intensywność Pańskiego zachowania w sieci lecz również płynące ciurkiem informacje o Panu. Adres IP, geolokalizacja, Adres MAC pańskiego sprzętu, język pańskiego systemu operacyjnego, i jeszcze kilka innych. Jak np. czy jest Pan użytkownikiem tzw mediów społecznościowych i jakich.

    Nie uwierzy Pan, ale te dane wystarczą aby z wielką dozą prawdopodobieństwa ocenić pana siłę nabywczą (oho, najnowszy model applowskiego notebooka z OS wskazującym na niedawny zakup, trzy używane języki, miejsce zamieszkania w dużej metropolii. I to już wystarczy do tego aby produkt, którym pan się interesuje miał cenę o dajmy na to 15% wyższą niż dla osoby z małego miasteczka w biednym regionie siedzącej przy 15-letnim pececie z Winows XP i to niezupełnie legalnym.
    technicznie jest to nie tylko możliwe lecz szeroko praktykowane. Np. do każdego kodu pocztowego da się przypisać średni dochód, szansa na bezrobocie, statystycznie wyliczona średnia oszczędności.
    W Niemczech okazało się w zeszłym roku, że ceny np. biletów lotniczych dla mieszkańców zamożnego południa Niemiec są wyższe w tym samym portalu niż dla mieszkańców niezamożnej północy.

    A najlepsze, że żaden z nich się nie dowie że otrzymał cenę pozwalającą wycisnąć maksymalną kwotę z klienta.
    To jest niepokojący świat.

  • sczachor

    @ tentelemach - ustalanie ceny pod klienta jest stare jak ludzkość, było i jest częste nawet bez komputerów. Wystarczy pojechać tylko na południe Europy, np. do Grecji. Cen w sklepach nie ma - sprzedawca ocenia turystę i proponuje mu indywidualna cenę W krajach arabskich nawet wypada się targować. Kiedyś poznawanie człowieka, w tym klienta, odbywało się przez obserwację, teraz wspomagają ten proces komputery (szybciej i więcej robią). I tez się mylą. Oczywiście, jako obywatel i klient warto wiedzieć w jaki sposób nas obserwują. Tak jak w przyrodzie, ewolucja zachowań i dostosowania układu ofiara-drapieżca :).

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci