Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

Nigdy za mało miejsca na książki w domu...

sczachor

16473807_10210692791629302_5658595578921923419_nNałogowi alkoholicy mają wszywany esperal (nazwa leku, stosowanego w leczeniu alkoholizmu, umieszczanego pod skórą pacjentów). A co powinni wszywać sobie nałogowi czytelnicy? Gdy w domu nie ma już miejsca na nowe książki, a każda wizyta w księgarni grozi zakupem kolejnej ?

Ostatnio byłem w księgarni po odbiór książki, którą żona wcześniej zamówiła. Wszedłem więc do tego miejsca wodzącego na pokuszenie. Książek wartych przeczytania było wiele. Podobno w Polsce średnio codziennie wydawane są dwie książki... Nie oparłem się jednej, mimo że kusiło kilka. Od dawna nie mamy już miejsca w domu na kolejne książki. Obiecałem żonie, że do czasu remontu nie będę już kupował książek. A jednak, zostałem skuszony skutecznie. Nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz... 

Z opresji książkomaniaka wybawiła mnie urocza książniczka (pani, pracująca w Książnicy Polskiej!), wystawiła pisemne zaświadczenie z pieczątką i treścią, że "nigdy za mało miejsca na książki w domu." Nie dość, że książki kuszą, to jeszcze sprzedawczynie są dowcipne... Nie sposób nie ulec.

Ale z takim "urzędowym" glejtem nie było strachu wracać z kolejną nadprogramową książką do domu. A żona jak to żona, zakup mojej książki zaakceptowała (bo był glejt z pieczątką) i poleciła pismo powiesić na ścianie. Żeby było ładniej to domalowałem chruścika z książką. Glejt być może wystarczy na kolejne zakupy... A może jednak omijać księgarnie z daleka? Może sobie wszyć coś pod skórę, jakiś antyksiążkokupnik?

ps. Od lat nadmiarowe książki oddaję do bibliotek lub uwalniam na półce bookcrosingowej. I zapisałem się do biblioteki. Wspólne użytkowanie dóbr (w tym przypadku literatury) jest chyba dobrym rozwiązanie. 

Komentarze (17)

Dodaj komentarz
  • Gość: [zenek z profila] *.dynamic.chello.pl

    Jeśli chodzi o książki to ostatnio czytałem w internecie i wszystkim polecam wbrew pozorom taką książeczkę bardzo pouczającą.wolnelektury.pl/katalog/lektura/z-dziennika-starego-dziada.html
    Nic to nie kosztuje a można znaleźć coś ciekawego i nie ma śmietnika w domu. Jeśli chodzi o prawdziwe książki to od czasu przemian , kiedy to leżały całe stosy na śmietnikach tych dzieł , jakoś straciłem do nich sentyment i zaufanie i sam przejrzałem swoje zbiory i pozbyłem się pewno z 200 kg tej myśli ludzkiej.Jakiś czas szkoda mi było pozbyć się moich hobbystycznych zbiorów ale jak zobaczyłem że nawet oznaczenia tam używane nie są aktualne to poszło wszystko na przemiał.A jeśli chodzi o Pańskie dylematy w sprawie książek to rozwiązanie może być bliżej niż się Szanownemu Profesorowi wydaje.Wbrew pozorom, czasy się zmieniają ale ludzie nie za bardzo. Czasem książka może uratować życie. Jak już nie ma co do garnka włożyć to można taką książkę wymienić na coś do zjedzenia s poważaniem.

  • Gość: [Gregv5] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    W takim przypadku warto zainwestować w czytnik ebooków, na pewno się opłaci. Jest to urządzenie przeznaczone do czytania książek które nie męczy oczu tak jak tablet, komputer czy smartfon. Mając taki czytnik kupuje się ebooki w takich internetowych księgarniach jak Publio, Virtualo czy Woblink i kilka minut po transakcji online już można rozkoszować się lekturą zakupionej e-książki. Sam posiadam spory zasób książek i trzy lata temu przeszedłem na e-czytanie i bardzo sobie to chwalę. Oczywiście czasem nabędę spontanicznie jakąś książkę, ale głównie stawiam teraz na ebooki, których kupuję i czytam dużo więcej.

  • sczachor

    @ Gregv5 - e-booki mam, nawet czytnik do e-booków. Mam też książki w plikach pdf. Jednakowoż nałogowo lubię książki papierowe. To jakiś książkowe uzależnienie z młodości :).
    Ciekaw jestem czy e-booki można wypożyczać z biblioteki?

  • Gość: [wielebnna] *.toya.net.pl

    rodzajem "wypożyczalni" jest aplikacja Legimi - w ramach abonamentu nieograniczony dostęp do e-booków u nich dostępnych

  • sczachor

    Dziękuje za informację.

  • Gość: [Ola] *.gdansk.vectranet.pl

    Nie padła jednak odpowiedź na pytanie, co zrobić, gdy jest za dużo książek w domu i są ona niepotrzebne. Niedawno likwidowałam księgozbiór mojej Mamy, wieloletniej polonistki z liceum. Obdzwoniłam biblioteki uniwersyteckie, miejskie, bibliotekę PANu. Z łaski ktoś mógł przyjąć dwie - trzy sztuki. A książek było sporo z historii literatury, opracowań itp. Zawarte tam wiadomości nie deaktualizują się. I cóż, pozostaje śmietnik...

  • Gość: [Ewelonek] *.dynamic.chello.pl

    Ostatnio oddałam książki do sklepu charytatywnego. Ktoś będzie miał podwójną radość - kupi książkę i dodatkowo będzie wspomagał fundację, a korzystający z pieniędzy uzyskanych ze sprzedaży - pomoc.

  • Gość: [zenek z profila] *.dynamic.chello.pl

    Po mimo że jestem tu nie mile widziany to jednak mimo wszystko wbrew pozorom zamieszczę tu link do wolnych lektur z których korzystałem.Można wybrać sobie dowolny tytuł i przeczytać zupełnie za darmo i bez ograniczeń czasowych.
    wolnelektury.pl/katalog/

  • Gość: [zenek z profila] *.dynamic.chello.pl

    No i dodatkowy link chyba powszechnie znany ale może komuś się przyda. Część jest dostępna on line a część z pewnymi ograniczeniami.
    polona.pl/search/

  • sczachor

    @ zenek z profila - niemile widziane są tu bzdety, spam, hejtowanie i pisanie nie na temat. Systematycznien usuwa. Zapraszam z dyskusja na temat, bez hejtowania, antysemistyzmu itd.

  • qulqa

    Likwidując książnicę zmarłej cioci wpadłam na pomysł oddania książek do najbliższego szpitala.
    Lżejsze i 'babskie' prawie w całości połknęło położnictwo.
    Lżejsze 'męskie' i cięższe chętnie wzięły Panie Pielęgniarki z oddziału chemioterapii dziennej. W korytarzu stoją tam wysokie półki z książkami, każdy pacjent/pacjentka może sobie sięgnąć po dowolny tom i czytać podczas chemii. A personel na nocnych dyżurach.

    I jeszcze zasada z domu znajomych' Możesz kupić każdą książkę - pod warunkiem, że wskażesz miejsce na półce, w którym będzie stać'.

    Pozdrawiam :)

  • sczachor

    @ qulqa - znakomity przykład uwalniania książkę i dzielenia się wiedzą oraz kulturą.

  • kknk

    @ sczachor: można wypożyczać ebooki z bibliotek, ja dostałem w książnicy podlaskiej kod do ibuk.libra.pl i sciągam, wiadomo że ich ilość jest póki co ograniczona, ale znalazłem parę pozycji wartych uwagi.

  • sczachor

    @ kknk - czyli jednak można :). Wygląda na to, że elektroniką wygra z papierem... Ale nie do końca, trochę książek mam nadzieję zostanie w domu. Tak z jeden duży regał :)

  • drakaina

    @ Ola - tylko nie śmietnik!

    Możliwości jest kilka (przerabiałam wszystkie, bo cała moja rodzina od pokoleń zbiera książki i po każdej zmarłej babci czy cioci są zawsze pełne mniejsze lub większe regały, w tym mnóstwo dubletów w stosunku do tego, co mamy w domu):

    1) Jeśli chce się zarobić choćby parę groszy, to warto skontaktować się na początek z jakimś lokalnym antykwariatem - większość właścicieli przyjedzie do domu, wybierze to, co uznają za możliwe do sprzedania, podpisze umowę, weźmie do siebie, i albo zapłaci od razu, albo też odbiera się pieniądze za to, co sprzedane, w antykwariacie.

    2) Oczywiście można też wystawić na olx - z ceną lub za darmo. Jest szansa, że coś się sprzeda albo rozda. Ale to trwa, a książki typu lektury nie schodzą zbyt dobrze.

    3) Warto zapytać biblioteki wojewódzkiej (jeśli sprawa dotyczy dużego miasta) albo jej odpowiednika, czy biblioteki wiejskie, które ma ona pod opieką, nie potrzebują takich książek; tu zazwyczaj najepiej chodzi klasyka literatury i popularne bestsellery, ale inne czasem też;

    4) Istnieją instytucje, które będą szczęśliwe, jeśli się im podaruje książki - nie należy jednak dzwonić do PANu czy uniwersytetów, dopóki nie ma się rarytasów albo zwłaszcza zagranicznych książek naukowych, bo oni podstawowe rzeczy mają, włącznie z dubletami dla studentów. Można spróbować z niewielką uczelnią, zwłaszcza na prowincji, ale z kolei one są zazwyczaj profilowane i niekoniecznie będą chciały książki "polonistyczne" (to już do konkretnego przypadku).

    5) Dla takich książek (lektury, słowniki, inne "polonistyczne" czy historyczne) idealnym miejscem darowizny są np. fundacje wysyłające książki dla Polaków na wschodzie (szkół, bibliotek, świetlic) - ostatnio okazało się, że ich nieludzko wręcz uszczęśliwiłam kolekcją słowników języka polskiego, które w dobie internetu wydawały mi się kompletnie przestarzałe... Często organizatorzy w Polsce odbierają większe ilości z domów. Mogę podać namiar na taką fundację w Krakowie, sądzę, że w innych dużych miastach też podobne działają.

    6) Zbiórki książek, zwłaszcza literatury pięknej, literatury faktu itp. organizują biblioteki szpitalne i więzienne i tam zazwyczaj jest duże zapotrzebowanie, choć gorzej z transportem.

    7) Jeśli na osiedlu jest biblioteka osiedlowa, zwłaszcza dopiero co założona, to ona zazwyczaj też będzie chciała książki.

    8) W Polsce pojawia się coraz więcej "punktów wymiany" książek, gdzie się je po prostu zostawia w specjalnej szafce i każdy potem może to sobie przeczytać w parku, pożyczyć albo zabrać do domu.

    9) Ostateczność dla desperatów: to, co zostanie po wszystkich wcześniejszych punktach, podrzucić na korytarz lokalnej polonistyki w worku albo w pudle. Coś z tym zrobią ;)

  • sczachor

    @ drakaina - dziękuje za tak obszerne podpowiedzi. Myślę, że się przydadzą nie jednemu.

  • drakaina

    Przyjemność po mojej stronie. Zwłaszcza że wiele już razy ratowałam książki ze śmietników, bo nie potrafię na to patrzeć... A skądinąd może przedrukuję ten mój "poradnik" na własnym blogu, skoro mógłby być przydatny :)

Dodaj komentarz

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci