Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

Głos w sprawie gimnazjów

sczachor

lawkawarszawaPrzenoszę z komentarza (wpis Gimnazja – czy warto je likwidować?), głos w dyskusji o gimnazjach. Autor "Realista". Poprawiłem jedynie niektóre literówki i formatowanie tekstu (w komentarzach nie ma możliwości formatowania), dodałem wyróżnienia przez pogrubienie tekstu. Pani minister edukacji zapowiedziała szeroką, społeczną debatę o edukacji, więc już teraz się włączam, upowszechniając komentarze publikowane na moim blogu. By były bardziej widoczne.

"A ja pracuję w oświacie i mam doświadczenie we wszystkich typach szkół. Uważam, że gimnazja są bardzo potrzebne. Mieszkam w niewielkiej miejscowości i widzę, jak bardzo dobrym rozwiązaniem jest przejście uczniów szczególnie z małych szkół podstawowych, w których uczą się w oddziałach 4,5,6-osobowych, często w klasach łączonych, do normalnych klas liczących około 20 uczniów. Tutaj mają wreszcie z kim się rozwijać, na wycieczkę pojechać, do teatru, na ciekawy projekt, poza tym mają świetną bazę - hale sportowe, Orlik, basen, pracownie przedmiotowe, tablice interaktywne, dzienniki elektroniczne, dzięki którym nauczyciel ma łatwy kontakt z rodzicami. Łatwiej zaplanować i realizować przedsięwzięcia wychowawcze, stworzyć uczniom propozycje, które ich zainteresują.

Znacznie gorzej było to robić w ośmioklasowej szkole podstawowej, bo uczeń 7, 11 i 15-letni to zupełnie inne "światy". Nikt też nie zwraca uwagi na rozwój społeczny uczniów z małych szkółek. Kiedyś dzieci z nich nie odważyły się pójść do liceum, technikum, bo nie znały swojej wartości, nie miały do kogo się odnieść, poza tym odnalezienie się nagle w wieku 15 lat w ogromnym zespole szkół średnich, 650 uczniów, było dla nich szokiem, horrorem. A sprawdzian w 6 kl., egzamin po gimnazjum musi wbrew temu, co mówią wszyscy, według mnie zostać zachowany. Szkoła w swojej pracy edukacyjnej, uczeń w swoim rozwoju - nabywaniu wiadomości i umiejętności musi mieć się do czego odnieść. Szkoła musi wiedzieć, czy zmierza we właściwym kierunku, czy jej praca - stosowane metody, praca z uczniem zdolnym i tym z trudnościami przynosi efekty, czy może jednak musi szukać nowych rozwiązań.

Bardzo dobrze służą temu analizy EWD, które pozwalają prześledzić rozwój każdego ucznia. Jeśli się to wszystko rozwali, można już dziś zakładać, że będziemy sobie spokojnie, bez pośpiechu, bez wymogów uczyć, a po skończonym etapie edukacyjnym wartość stawianych szóstek i przekonanie, że jest się najlepszym w danej szkole, może się okazać nieporównywalnie niskia w porównaniu z trójkami ucznia z innej szkoły. Krótko mówiąc, w sprawdzianach i egzaminach chodzi o ich porównywalność - są one wystandaryzowane i jednakowe dla uczniów w całej Polsce, podobnie jest z maturami i choćby nie wiem jak nauczyciele ze szkół średnich przeciwko temu się buntowali, matura poprawiana zewnętrznie jest czymś najlepszym, co mogło się młodym ludziom przydarzyć - nie ma już miejsca podczas rekrutacji na studia na korupcję, znajomości. Kiedy ja zdawałam na studia, było to nagminne i wiadomym było, że niektórzy (wcale nie najlepsi) musieli się na nie dostać.

Jeśli idzie o sprawdzian po szkole podstawowej i egzaminy po gimnazjum błąd polega na tym, że samorządy, szkoły, kuratoria przywiązują do nich zbyt dużą wagę. Wnioski na temat pracy szkół wyciągane są tylko na podstawie tych twardych danych, bo tak najłatwiej. Zupełnie nie bierze się pod uwagę środowiska uczniów, ich trudności, potencjału wsparcia rodziny. Zbytnie przywiązanie kuratoriów, organów prowadzących, rodziców do wyników sprawdzianu i egzaminów powoduje pojawienie się wyścigu szczurów, rankingu szkół, bo co ma zrobić dyrektor, jeśli jest przez organ prowadzący rozliczany z twardych wyników, goni nauczycieli, a nauczyciele gonią uczniów. Stąd potem w szkole pojawia się wariactwo polegające na tym, że nauczyciele w niektórych szkołach podstawowych co miesiąc przeprowadzają testy mierzące wiedzę, co niektórych uczniów stresuje. Jednak zrezygnować całkowicie z testów, które naprawdę są już bardzo dobrze, starannie przygotowane, wypróbowane, jest kompletnym błędem, bo obudzimy się za jakiś czas z "ręką w nocniku", bez jakiejkolwiek porównywalności w nauczaniu.

Wyniki sprawdzianów i egzaminów nie powinny być upubliczniane przez OKE dla wszystkich. Szkoły powinny otrzymywać swoje wyniki i dla odniesienia tylko średnią krajową, wojewódzką, ewentualnie powiatową. Pozwoli to uniknąć niezdrowego porównywania, wyścigu i kuriozalnych praktyk w niektórych szkołach. Zachować sprawdziany i egzaminy jednak trzeba, żeby szkoły uzyskiwały zewnętrzną informację, co do swojej pracy."

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci