Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

Gimnazja – czy warto je likwidować?

sczachor

12109899_10206854533675252_6850580317527892017_oNagła zapowiedź nowej ekipy rządzącej zlikwidowania gimnazjów (potem nazwaną wygaszaniem, ale już od września 2016 roku) wywołała duże zaniepokojenie i dyskusję społeczną. Nie ma jednak tego złego, co na dobre by nie można obrócić. Edukacja w ogólnonarodowych dyskusjach od wielu lat jest marginalizowana, uważana za sprawę mało ważną (w porównaniu do emerytur, autostrad, górników itd.). A potrzebna jest nam szeroka i dogłębna dyskusja: czego chcemy od szkoły i edukacji. Świat się bardzo zmienił i zmienić trzeba całe środowisko edukacyjne. W gospodarce opartej na wiedzy edukacja jest kluczową inwestycją.

Odnoszę wrażenie, że gimnazja są kozłem ofiarnym narodowej niechęci do szkoły jako takiej (czasem szkoły sprzed 20-40 lat, zapamiętanej i teraz wydobywanej ze wspomnień). Likwidacja gimnazjów to takie rytualne palenie czarownic, które poza odreagowaniem i zemstą nic dobrego nie przynosi. Szkody społeczne będą wielkie a nie będzie żadnego zysku edukacyjnego. Warto także przypomnieć, że gimnazja nie są pomysłem Platformy Obywatelskiej i odchodzącego rządu, także liderzy PiS (jeszcze w szeregach AWS) głosowali za utworzeniem gimnazjów. Dlatego likwidację gimnazjów spokojnie można wyjąć z zestawu „zemsty” politycznej i społecznego odreagowania. Możemy skupić się na argumentacji merytorycznej a nie na emocjonalnej.

Nagłe zmiany w systemie edukacji nie są dobre z kilku względów. Nauczyciele potrzebują wsparcia i pomocy a nie ciągłego podrzucania zmian (nauczyciele potrzebują spokoju a nie nieustannego chaosu). Postulat likwidacji gimnazjów nie wynika z jakichkolwiek przeprowadzonych badań edukacyjnych lecz z indywidualnych opinii, mocno subiektywnych i najczęściej dotyczących przeszłości. Jest wiele niedociągnięć w polskim systemie edukacyjnym, włącznie z gimnazjami, i wiele problemów, którymi trzeba się pilnie zająć. Dyskusja o likwidacji gimnazjów to problem zastępczy, odbierający energię i czas na potrzebne zmiany, z tego względu jest to szkodliwe dla nas wszystkich, Wykorzystamy jednak okazję zwiększonego zainteresowania i umieśćmy problemy kształcenia w głównym nurcie debaty publicznej.

Za sukcesy edukacyjne nastolatków, mierzone międzynarodowymi raportami PISA, odpowiedzialne jest także kształcenie ogólne, w tym realizowane w gimnazjach. Oczywiście, edukacja to problem złożony i wieloczynnikowy. Byłoby uproszczeniem cały sukces przypisywać gimnazjom, niemniej dotychczasowe dane wskazują, że to był dobry pomysł i warto go ulepszać a nie likwidować. Jak podaje raport, znacznie zmniejszył się odsetek uczniów mających bardzo niski poziom umiejętności, czyli zagrożonych wykluczeniem społecznym, a wzrosła grupa uczniów o najlepszych wynikach. (czytaj więcej)

Zasadnicza zmiana systemu - czy warto?

Nie da się zrobić likwidacji gimnazjów w ciągu roku czy nawet trzech lat. To znacznie bardziej złożony problem niż się wydaje. Reformy trwają wiele lat i nie wynika to z lenistwa. „Wygaszanie” gimnazjów - to nie jest tak, że klasa siódma zostanie w podstawówce a nie będzie po prostu pierwszej klasy gimnazjów. Bo brakuje programów nauczania, podręczników, niedostosowana jest baza lokalowa itd. Zmiany będą kosztowne finansowo i społecznie (np. wybudowanie i dostosowanych budynków, przekwalifikowanie nauczycieli itd.). Wraz z likwidacją gimnazjów zmieniamy system edukacji (a więc i programy nauczania) z 3 + 3 (to szkoła podstawowa) + 3 (gimnazjum) + 3 (liceum) na 3+5 (szkoła podstawowa) + 4 (liceum). A więc zmienić trzeba program zarówno w szkole podstawowej jak i liceum. Czy warto?

Żeby się zmiana udała, trzeba przekonać nauczycieli by rozumieli sens tych zmian. Dotychczasowe reformy, nie tylko w edukacji, zawierały zbyt mało elementu przekonywania co do sensu i istoty zmian. Teraz w ogóle tego elementu nie ma (zamiast postępu mamy znaczny regres). Zrodzi to tylko chaos, niepokoje i silne protesty. Co zresztą już widać, a będzie tylko gorzej. Może więc likwidować gimnazja tylko znacznie wolniej i z większym przygotowaniem? Najpierw przygotować koncepcję edukacyjną, potem programy (podstawę pogramową) i dopiero za kilka lat wprowadzać zmiany? I tu również rodzi się pytanie po co? Jaki byłby sens edukacyjny?

Gimnazja demoralizują czy raczej wiek jest niebezpieczny?

W dyskusji najczęściej podnoszony jest argument, że tam w tych gimnazjach to sama patologia, przemoc, chuligaństwo itd. Badania raczej tego nie potwierdzają. Gimnazja można zlikwidować, ale wieku nastoletniego nie da się „zlikwidować”. Zatem problemy wychowawcze będą i tak. Warto podkreślić, że okres nastoletniego buntu jest czymś naturalnym biologicznie, fizjologicznie i społecznie. Ten bunt dał nam sukces ewolucyjny w przeszłości (polecam zapoznać się z wykładem, dotyczącym neurodydaktyki, i jeszcze tym - trochę dłuższy).

Rolą dorosłych i szkoły jest pomóc w dobrym skanalizowaniu tego okresu buntu (uwarunkowanego fizjologicznie a nie dobrym czy złym wychowaniem) oraz uchronić przed niebezpiecznymi działaniami. Adolescencja to okres nastoletniego dorastania między dzieciństwem a dorosłością. Czas trwania adolescencji, "trudnego okresu nastoletniego", zależy również od płci i indywidualnych cech jednostki, a także od warunków środowiskowych. Z grubsza przypada na okres gimnazjum. Dlatego gimnazja trzeba wspierać, także większą liczbą godzin dla pedagogów i psychologów. W okresie tym pojawia się lub uaktywnia popęd płciowy oraz szereg nowych zainteresowań społecznych. Jest to okres odkrywania własnych potencjałów i kształtowania własnego systemu wartości, negowania autorytetów itd. Ze względu na rozwój mózgu większa jest skłonność u nastolatków do działań ryzykownych i niebezpiecznych. Pojawia się w tym okresie wiele zaburzeń emocjonalnych, np.: wybuchowość, wahania nastroju, niekiedy myśli samobójcze, częste są zachowanie agresywne. Gimnazjum można zlikwidować ale wieku nastoletniego z jego rozwojowymi problemami się nie zlikwiduje. Jeśli zostawimy gimnazjalistów w szkole podstawowej, to wcale nie będą grzeczniejsi i nie wezmą przykładu z młodszych dzieci. Wręcz odwrotnie, to starsi są autorytetem.

Poprzez likwidację gimnazjów nie zlikwidujemy problemów adolescencji a zwiększymy problemy wychowawcze w grupie młodszej. Gimnazjaliści w podstawówce irytować będą się obecnością „dzieci” – bo sami chcą podkreślać swoją „dorosłość”, będę dodatkowo fizycznie niebezpieczni dla najmłodszych (już choćby za sprawą różnicy w wielkości ciała). Właśnie dlatego utworzono gimnazja, aby zapobiec przemocy w szkole i uchronić najmniejszych. Po co psuć to co jest dobre? Lepiej optymalizować i wspierać dobre rozwiązania. Młodsze dzieci mają zupełnie inne problemy wychowawcze. Dzięki oddzieleniu młodszych dzieci i nastoletnich gimnazjalistów w osobnych budynkach i osobnych szkołach, uwaga nauczycieli i wychowawców może skupić się na konkretnych grupach wiekowych. Każdy wiek zyskuje osobną uwagę pedagogiczną i można dostosowywać metody ( czytaj więcej). Jeśli jesteśmy niezadowoleni z rezultatów, to wspierajmy edukację a nie likwidujmy szkół!

Likwidując gimnazja nie zlikwidujemy np. nadmiaru testów i nauczania pod testy (szkolny wyścig szczurów), nie zlikwidujemy nadmiaru papierologii, którą są obciążeni nauczyciele (marnują energię i czas w papierach zamiast pracować z dziećmi), nie zlikwidujemy rankingu szkół i innych, szkodliwych zjawisk w edukacji. Zajmijmy się dyskusją o tych rzeczywistych problemach polskiej szkoły a nie rytualnym tematem zastępczym! To tyle tytułem dygresji.

Problemy agresji różne są w różnym wieku. Według niedawno publikowanego raportu „Bezpieczeństwo uczniów i klimat społeczny w polskich szkołach” Instytutu Badań Edukacyjnych, problemy agresji i dręczenia w największym stopniu dotyczą klas IV–VI szkoły podstawowej, w mniejszym stopniu gimnazjum (a więc wbrew naszym obiegowym opiniom). Inaczej jest z agresją elektroniczną, w której przodują uczniowie starsi, w tym gimnazjaliści.

Mobilność (kompetencje zespołowe)

Utworzenie gimnazjów zwiększa szanse na mobilność młodzieży (ale te szanse trzeba wykorzystywać a nie marnować). Kompetencje pracy w zespołach są ważne we współczesnym świecie. Bo w życiu dorosłym często będziemy zmieniali środowiska zawodowe i społeczne, w których się obracamy. Indywidualne zmienianie szkoły trochę stygmatyzuje przenoszącego się ucznia. Przy zmianie szkoły, z podstawówki na gimnazjum i z gimnazjum na liceum, cała klasa tworzy się od nowa. Można od nowa ułożyć swoje relacje na równych prawach, z „grubą kreską” odcinająca przeszłość (sukcesami można się chwalić, porażek raczej nie będziemy przypominali). Uczeń może pozbyć się nieprzyjemnych łatek i złych opinii, może zacząć od nowa. Ponadto gimnazja dają szansę młodzieży z małych środowisk.

Osiem lat w jednej szkole? Bo nauczyciele znają? Kluczem są małe szkoły, gdzie nauczyciele rzeczywiście znają wszystkich uczniów, w przeciwieństwie do wielkich „fabrycznych” molochów. Ale dotyczy to zarówno szkoły podstawowej jak i gimnazjum. Winny jest system, preferujący ekonomię a nie efektywność edukacyjną. Likwidując gimnazja wcale nie likwidujemy mody na duże, „ekonomiczne” szkoły.

Postulat likwidacji gimnazjów jest koncepcją postępu przez regres, czyli coś logicznie i merytorycznie bezsensownego. Jednym z powodów utworzenia gimnazjów w polskim systemie edukacyjnym było zwiększenie szansy dla młodzieży ze wsi i małych miast na dobre wykształcenie. Drugim ważnym powodem było oddzielenie dzieci młodszych i starszych nastolatków, ze względów wychowawczych i ze względu na bezpieczeństwo (czytaj więcej). Teraz mamy to wszystko zaprzepaścić, „bo tak”? Edukacja jest zbyt ważna by pozwolić sobie na tak wielką niefrasobliwość.

 

Czytaj też: Likwidacja gimnazjów to pomysł archaiczny i szkodliwy dla edukacji 

Komentarze (18)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Anja] *.play-internet.pl

    Bardzo trafne spostrzeżenia. Też się zgadzam w tym żeby zmniejszyć ilość testów, egzaminów oraz zlikwidować nadmiernie rozbuchaną "papierologię".
    Innym problemem jest teraz brak uwagi i czasu ze strony rodziców większości dzieci. Nie wspomnę już o tym, że na wywiadówki rodzice powinni chodzić osobiście a nie powinno to się odbywać tylko przez internet. ROdzice wtedy poznają się z nauczycielami oraz innymi rodzicami. Mają realny kontakt z rzeczywistością , w której przebywa na co dzień ich dziecko.

  • sczachor

    Władze oświatowe nie powinny oceniać szkół na podstawie średnich wyników egzaminów kompetencyjnych, bo to napędza niezdrowa rywalizację. Po pierwsze skłania to "usuwania" słabszych uczniów. PO drugie efekty końcowe zależą także od "jakości materiału". Dla wielu dzieci za sukces można uznać, to, że potrafią osiągnąć nawet najniższy poziom. Za tym kryje się ogromy wysiłek nauczycieli i dzieci. Bo tych z różnymi deficytami jest coraz więcej. Nie powinny znikać z troski edukacyjnej. Same testy i średnie ocen fałszują rzeczywisty wysiłek nauczyciela. Niech więc za sprawą szumu wokół likwidacji gimnazjów społeczeństwo dowie się o rzeczywistych problemach edukacyjnych. Piszmy i mówmy jak najwięcej.

  • Gość: [Krzysztof Wiśniewski] *.lublin.mm.pl

    Z uwagą zapoznałem się z Pańskim tekstem, ponieważ nie do końca mam wyrobione zdanie na ten temat. Nie czuję się jednak przekonany.
    O ile dobrze pamiętam gdy wprowadzano gimnazja środowiska nauczycielskie również intensywnie protestowały i krytykowały ten pomysł. Padało wiele argumentów, z których zapamiętałem szczególnie ten o niszczeniu ciągłości wychowania, relacji nauczyciel - uczeń, w które obie strony wkładają częstokroć dużo zaangażowania.
    W Pańskim tekście padają wątpliwe argumenty, jak ten, o konieczności budowy nowych budynków. Wskutek reformy dzieci wszak nie przybędzie a szkoły różnych stopni nauczania mieszczą się często wspólnie w tych samych budynkach, więc jest to wyłącznie problem organizacyjny.
    Zastanawiam się czy nie jest przypadkiem tak, że z natury staramy się udowodnić zasadność zachowania istniejącego status quo - zwłaszcza, gdy jego zmiana dodaje nam pracy?
    Pozdrawiam,
    K. Wiśniewski

  • Gość: [Kasia] *.adsl-surfen.hetnet.nl

    Bardzo podoba mi się uwaga o nadmiernej papierkologii nauczycieli. Nie mam w tym osobistego doświadczenia, ale wiem od praktykujących koleżanek po fachu, że to jest udręka, z której nikt, poza nauczycielami, nie zdaje sobie sprawy. Nauczyciele pracują kilka razy więcej, niż się powszechnie uważa. 4x45min w szkole, ale potem, w domu nawet 8 godzin. Zmiana systemu będzie ogromnym utrudnieniem i kolejnym przedłużeniem czasu pracy nauczyciela.

  • sczachor

    @ Krzysztof Wiśniewski: oczywiście, były sprzeciwy, gdy wprowadzano gimnazja. I były dyskusje. Konieczność budowy nowych budynków: sieć szkol podstawowych jest inna niż gimnazjów. Jeśli dołożymy 2 klasy, to zabraknie miejsca w szkoła dotychczasowych. Co do ciągłości wychowania, w szkole podstawowej klasy 1-3 to jeden nauczyciel (w uproszczeniu), pozostałe to zupełnie inni. Pozwolę sobie wkleić stanowsiko Solidarności z Wielkoposkli, bo padają tam wystarczające argumenty.
    Komisja Międzyzakładowa w imieniu Organizacji Międzyzakładowej NSZZ Solidarność Pracowników Oświaty i Wychowania Region Wielkopolska wyraża swój stanowczy sprzeciw wobec pomysłu likwidacji gimnazjów, bez konsultacji z NSZZ Solidarność oraz innymi podmiotami funkcjonującymi w oświacie.
    Oczekujemy podjęcia takiego dialogu tym bardziej, że Prawo i Sprawiedliwość było partią, która podczas kampanii wyborczej deklarowała potrzebę i konieczność konsultacji społecznych dotyczących wprowadzanych zmian.
    Uzasadnienie:
    1. Obszar organizacyjno-finansowy:
    Ogromne koszty związane ze zmianą infrastruktury. Przez 16 lat dokonywano licznych inwestycji dotyczących dostosowywania budynków szkół, boisk, placów zabaw do potrzeb uczniów w określonym wieku.
    Likwidacja gimnazjów pociąga za sobą konieczność opracowania nowej podstawy
    programowej lub/i programów oraz opłacenia grupy ekspertów.
    Opracowanie nowych podręczników ogromne koszty, którymi (w dużej części) zostaną obciążeni rodzice.
    Dostosowanie nowych podręczników do potrzeb uczniów niepełnosprawnych np.
    powiększona czcionka, pismo brajla.
    Zbędne koszty związane z wymianą legitymacji szkolnych, tablic, pieczątek, dokumentacji uczniowskiej itp., które w żaden sposób nie poprawią sytuacji finansowej szkół, a przeciwnie, uszczuplą i tak skromne środki. Jakie środki finansowe zostaną przeznaczone na zaplanowane zmiany i czy nie byłoby zasadniej przeznaczyć je na poprawę funkcjonującego systemu zamiast na rewolucję?
    2. Obszar wychowawczy:
    Nowa propozycja, przekreśla dorobek i zaangażowanie nauczycieli, pracowników
    samorządowych i dyrektorów, którzy przez 16 lat tworzyli spójną koncepcję pracy
    gimnazjów. Pozytywne efekty tych działań potwierdzają badania PISA oraz wyniki badań dotyczących zachowań agresywnych w szkołach. Dla uczniów opracowana została ciekawa oferta edukacyjna. Opracowano programy profilaktyczne, wychowawcze oraz wdrażano adekwatne do zachowań uczniów procedury, wspierając w ten sposób rodziców i gimnazjalistów. To trudna i wymagająca zaangażowania praca, tym skuteczniejsza im lepiej przygotowana jest oferta i kadra.
    Argumenty przytaczane przez zwolenników likwidacji gimnazjów były aktualne kilkanaście lat temu, kiedy kadra i baza były nieprzygotowane do nowego zadania, a zasoby finansowe były niewystarczające do podjęcia tak ważnej reformy. Sieć szkół została opracowana wówczas w sposób dość chaotyczny i przypadkowy, wymagała licznych korekt. Apelujemy, aby wyciągać wnioski z wcześniej popełnionych błędów.
    Bez względu na to w jakiej szkole będą uczyli się uczniowie w tym trudnym wieku, będą sprawiali trudności wychowawcze. Ofiarami ich negatywnych zachowań mogą stać się młodsze i zupełnie bezbronne dzieci najmłodsze.
    3. Konsekwencje społeczne:
    Utrata pracy przez nauczycieli i pracowników samorządowych (sekretarz szkoły, księgowa, kadrowa, woźna itd.)
    Realizacja tego pomysłu będzie doskonałą okazją do pozbycia się kłopotu dla tych
    samorządów, które traktują oświatę jako zbędny wydatek w budżecie.
    Konflikt między pracownikami zatrudnionymi w różnych typach szkół, związany z obroną miejsc pracy.
    Rozczarowanie środowisk związanych z gimnazjami - dlaczego kolejny raz podejmowane są ważne decyzje bez konsultacji z najbardziej zainteresowanymi?

  • Gość: [Malgosia Chojecka] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Idea gimnazjów do mnie nie przemawiala i uważam, że coś tym systemie nie działa prawidłowo. Oczywiście częściowo winne są testy i rankingi. To one powoduja ogromny stres u dzieci w szóstej klasie, a potem wyciągają cały rok z 3-letniego gimnazjum, bo wszystko służy przygotowaniu i powtorkom, zamiast utrwalaniu wiedzy przy dobrze skonstruowym procesie uczenia nowego materiału. Tym sposobem tracimy też egalitaryzm 9-letniej nauki obowazkowej bo gimnazja dziela uczniów na lepszych i gorszych.
    Mam wrażenie, że problem tkwi jednak nie tylko w testach i braku wystarczającej opieki pedagogiczno-psychologicznej i braku czasu na pracę wychowawczą. Powrót do starego systemu to jednak krok wstecz. Trzeba koniecznie wykorzystać to co w gimnazjach dobre. Dlatego NIEZBĘDNA JEST DEBATA, jakie zmiany wprowadzic w edukacji. Potrzebujemy tu wieloletniej współpracy specjalistów od edukacji, nauczycieli, związków zawodowych, polityków, przedstawicieli rodziców. Takiej współpracy, która spowoduje, że wszyscy jej członkowie przejmą odpowiedzialność za działania. Tak to wyglądało w Finlandii i trwało ok. 20 lat. W tym czasie na cele ministerstwa edukacji stali jednocześnie przedstawiciele 2 opozycyjnych partii i musieli się dogadać. Trzymam kciuki, żeby nam też się udało.

  • Gość: [Jarosław Pytlak] *.dynamic.chello.pl

    Byłem dyrektorem szkoły podstawowej, trzymałem kciuki gdy Sejm rozważał powołanie gimnazjów i cieszyłem się, gdy taka decyzja zapadła. Dostrzegałem bowiem konieczność kompletnej zmiany sposobu pracy z uczniami na przełomie szóstej i siódmej klasy, żeby dwa najstarsze roczniki nie rozsadzały szkoły.
    Dzięki tej zmianie, mając obecnie w jednym budynku podstawówkę i gimnazjum, udało nam się doprowadzić do sytuacji, w której gimnazjaliści są najlepszymi przyjaciółmi najmłodszych. To wcale nie sprzeczność - po prostu zmieniając szkołę, nawet w tym samym budynku, uczniowie "przestawiają się" na inny sposób funkcjonowania.
    Osobiście niektóre argumenty wymienione w blogu i w stanowisku Solidarności uważam za chybione (np. kwestia sieci szkół - budynki po dawnych podstawówkach zazwyczaj istnieją, wartość diagnostyczna testów PISA jest zdecydowanie przeceniana), ale przyłączam się do obrony gimnazjów z przyczyn pragmatycznych - wprowadzając kolejną zmianę zamiast b...ałaganu będziemy mieli pożar w b...ałaganie.

  • sczachor

    Przedrukowali na EID www.eid.edu.pl/blog/wpis,gimnazja_-_czy_warto_je_likwidowac,1885.html

  • mmaly

    Podziwiam cierpliwość, mnie się już nie chce czasami tłumaczyć oczywistości. Będę mógł odsyłać do tego wpisu, pozdrawiam.

  • sczachor

    Taka dola nauczyciele i rodzica: musi wyjaśniać i tłumaczyć oczywistości po wielokroć. A skutek i tak jest niewiadomy.

  • Gość: [mall] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Sam zastanawiam się skąd ten pomysł na likwidację gimnazjów? Może chodzi o przypodobanie się wyborcom starszej daty? A może reorganizacja jest zasłoną dymną, podczas gdy celem jest wprowadzenie konserwatywnego programu nauczania z silnym naciskiem na wartości jakich życzą sobie polscy hierarchowie kościelni? Gdyby nie to, że PIS ma takich ludzi u siebie jakich ma nie brałbym takiej opcji pod uwagę, ale ma.

  • Gość *.adsl.inetia.pl

    JESTEM NAUCZYCIELEM I MATKĄ, NIE CHCĘ BY MÓJ DRUGI SYN MUSIAŁ ZMIENIAĆ SZKOŁĘ I IŚĆ DO GIMNAZJUM, CHCĘ BY MÓGŁ KONTYNUOWAĆ NAUKĘ W SWOJEJ PIERWSZEJ SZKOLE

  • sczachor

    A co tu jest argumentem merytorycznym: czy to że jesteś matką czy nauczycielką? Do liceum tez dziecka nie poślesz, bo to oznaczałoby zmianę szkoły... Model radziecki miał szkołę 10-letnią, wszystko w jednej szkole, potem od razu na studia. Taki model zachował się np. na Ukrainie. W Polsce proponuję przejść na nauczanie domowe (jest możliwe).

  • mmaly

    Czy Twój Syn ma w tej szkole podstawowej zostać tylko do matury, czy aż do ukończenia studiów? :)

  • grey.undertow

    Kiedyś powiedziano mi, że ścieżki w parkach powinny być ostatnim krokiem w ich projektowaniu. To naprawdę fantastyczne, kiedy z lotu ptaka ścieżki wyglądają jak szkielet żaby albo chociaż logo Mercedesa. Ale tymi ścieżkami chodzi się z bardzo konkretnego punktu A do jeszcze konkretniejszego Urzędu Skarbowego i robi się to tak, żeby nie marnować czasu. Czyli nie po kości udowej jakiegoś płaza. Dlatego niegłupio byłoby gdyby ktoś poczekał pół roku i sprawdził gdzie ludzie wydeptali swoje własne, niezbyt efektownie wyglądające na projekcie ale najbardziej praktyczne ścieżki.

    Ogólnopolska ankieta internetowa wśród nauczycieli? Podpatrzenie systemów szkolnictwa, które odniosły sukces? Albo żaba z lotu ptaka. Oczywiście zwycięży żaba. Którą za parę lat rozkopiemy i wymienimy na logo Mercedesa. Dlaczego? Ponieważ architekci krajobrazu mają samochody więc do parku jeżeli chodzą, to raczej po to, żeby w ciszy poczytać. Niekoniecznie komentarze do blogów.

  • Gość: [sczachor] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Warto tu zajrzeć i przeczytać: www.change.org/p/politycy-nie-dla-likwidacji-gimnazj%C3%B3w

  • Gość: [Relista] *.internetdsl.tpnet.pl

    A ja pracuję w oświacie i mam doświadczenie we wszystkich typach szkół. Uważam, że gimnazja są bardzo potrzebne. Mieszkam w niewielkiej miejscowości i widzę, jak bardzo dobrym rozwiązaniem jest przejście uczniów szczególnie z małych szkół podstawowych, w których uczą się w oddziałach 4,5,6-osobowych, często w klasach łączonych, do normalnych klas liczących około 20 uczniów. Tutaj mają wreszcie z kim się rozwijać, na wycieczkę pojechać, do teatru, na ciekawy projekt, poza tym mają świetną bazę- hale sportowe, Orlik, basen, pracownie przedmiotowe, tablice interaktywne, dzienniki elektroniczne, dzięki którym nauczyciel ma łatwy kontakt z rodzicami. Łatwiej zaplanować i realizować przedsięwzięcia wychowawcze, stworzyć uczniom propozycje, które ich zainteresują. Znacznie gorzej było to robić w ośmioklasowej szkole podstawowej, bo uczeń 7, 11 i 15- letni to zupełnie inne "światy". Nikt tez nie zwraca uwagi na rozwój społeczny uczniów z małych szkółek. Kiedyś dzieci z nich nie odważyły się pójść do liceum, technikum, bo nie znały swojej wartości, nie miały do kogo się odnieść, poza tym odnalezienie się nagle w wieku 15 lat w ogromnym zespole szkół średnich,650 uczniów, było dla nich szokiem, horrorem. A sprawdzian w 6 kl., egzamin po gimnazjum musi wbrew temu, co mówią wszyscy, według mnie zostać zachowany. Szkoła w swojej pracy edukacyjnej, uczeń w swoim rozwoju - nabywaniu wiadomości i umiejętności musi mieć się do czego odnieść. Szkoła musi wiedzieć, czy zmierza we właściwym kierunku, czy jej praca - stosowane metody, praca z uczniem zdolnym i tym z trudnościami przynosi efekty, czy może jednak musi szukać nowych rozwiązań. Bardzo dobrze służą temu analizy EWD, które pozwalają prześledzić rozwój każdego ucznia. Jeśli się to wszystko rozwali, można już dziś zakładać, że będziemy sobie spokojnie, bez pośpiechu, bez wymogów uczyć, a po skończonym etapie edukacyjnym wartość stawianych szóstek i przekonanie, że jest się najlepszym w danej szkole, może się okazać nieporównywalnie niskia w porównaniu z trójkami ucznia z innej szkoły. Krótko mówiąc, w sprawdzianach i egzaminach chodzi o ich porównywalność- są one wystandaryzowane i jednakowe dla uczniów w całej Polsce, podobnie jest z maturami i choćby nie wiem jak nauczyciele ze szkół średnich przeciwko temu się buntowali, matura poprawiana zewnętrznie jest czymś najlepszym, co mogło się młodym ludziom przydarzyć- nie ma już miejsca podczas rekrutacji na studia na korupcję, znajomości. Kiedy ja zdawałam na studia, było to nagminne i wiadomym było, że niektórzy (wcale nie najlepsi) musieli się na nie dostać. Jeśli idzie o sprawdzian po szkole podstawowej i egzaminy po gimnazjum błąd polega na tym, że samorządy, szkoły, kuratoria przywiązują do nich zbyt dużą wagę. Wnioski na temat pracy szkół wyciągane są tylko na podstawie tych twardych danych, bo tak najłatwiej. Zupełnie nie bierze się pod uwagę środowiska uczniów, ich trudności, potencjału wsparcia rodziny. Zbytnie przywiązanie kuratoriów, organów prowadzących, rodziców do wyników sprawdzianu i egzaminów powoduje pojawienie się wyścigu szczurów, rankingu szkół, bo co ma zrobić dyrektor, jeśli jest przez organ prowadzący rozliczany z twardych wyników, goni nauczycieli, a nauczyciele gonią uczniów. Stąd potem w szkole pojawia się wariactwo polegające na tym, że nauczyciele w niektórych szkołach podstawowych co miesiąc przeprowadzają testy mierzące wiedzę, co niektórych uczniów stresuje. Jednak zrezygnować całkowicie z testów, które naprawdę są już bardzo dobrze, starannie przygotowane, wypróbowane, jest kompletnym błędem, bo obudzimy się za jakiś czas z "ręką w nocniku", bez jakiejkolwiek porównywalności w nauczaniu.Wyniki sprawdzianów i egzaminów nie powinny być upubliczniane przez OKE dla wszystkich. Szkoły powinny otrzymywać swoje wyniki i dla odniesienia tylko średnią krajową, wojewódzką, ewentualnie powiatową. Pozwoli to uniknąć niezdrowego porównywania, wyścigu i kuriozalnych praktyk w niektórych szkołach. Zachować sprawdziany i egzaminy jednak trzeba, żeby szkoły uzyskiwały zewnętrzną informację, co do swojej pracy.

  • Gość: [Relista] *.internetdsl.tpnet.pl

    A ja pracuję w oświacie i mam doświadczenie we wszystkich typach szkół. Uważam, że gimnazja są bardzo potrzebne. Mieszkam w niewielkiej miejscowości i widzę, jak bardzo dobrym rozwiązaniem jest przejście uczniów szczególnie z małych szkół podstawowych, w których uczą się w oddziałach 4,5,6-osobowych, często w klasach łączonych, do normalnych klas liczących około 20 uczniów. Tutaj mają wreszcie z kim się rozwijać, na wycieczkę pojechać, do teatru, na ciekawy projekt, poza tym mają świetną bazę- hale sportowe, Orlik, basen, pracownie przedmiotowe, tablice interaktywne, dzienniki elektroniczne, dzięki którym nauczyciel ma łatwy kontakt z rodzicami. Łatwiej zaplanować i realizować przedsięwzięcia wychowawcze, stworzyć uczniom propozycje, które ich zainteresują. Znacznie gorzej było to robić w ośmioklasowej szkole podstawowej, bo uczeń 7, 11 i 15- letni to zupełnie inne "światy". Nikt tez nie zwraca uwagi na rozwój społeczny uczniów z małych szkółek. Kiedyś dzieci z nich nie odważyły się pójść do liceum, technikum, bo nie znały swojej wartości, nie miały do kogo się odnieść, poza tym odnalezienie się nagle w wieku 15 lat w ogromnym zespole szkół średnich,650 uczniów, było dla nich szokiem, horrorem. A sprawdzian w 6 kl., egzamin po gimnazjum musi wbrew temu, co mówią wszyscy, według mnie zostać zachowany. Szkoła w swojej pracy edukacyjnej, uczeń w swoim rozwoju - nabywaniu wiadomości i umiejętności musi mieć się do czego odnieść. Szkoła musi wiedzieć, czy zmierza we właściwym kierunku, czy jej praca - stosowane metody, praca z uczniem zdolnym i tym z trudnościami przynosi efekty, czy może jednak musi szukać nowych rozwiązań. Bardzo dobrze służą temu analizy EWD, które pozwalają prześledzić rozwój każdego ucznia. Jeśli się to wszystko rozwali, można już dziś zakładać, że będziemy sobie spokojnie, bez pośpiechu, bez wymogów uczyć, a po skończonym etapie edukacyjnym wartość stawianych szóstek i przekonanie, że jest się najlepszym w danej szkole, może się okazać nieporównywalnie niskia w porównaniu z trójkami ucznia z innej szkoły. Krótko mówiąc, w sprawdzianach i egzaminach chodzi o ich porównywalność- są one wystandaryzowane i jednakowe dla uczniów w całej Polsce, podobnie jest z maturami i choćby nie wiem jak nauczyciele ze szkół średnich przeciwko temu się buntowali, matura poprawiana zewnętrznie jest czymś najlepszym, co mogło się młodym ludziom przydarzyć- nie ma już miejsca podczas rekrutacji na studia na korupcję, znajomości. Kiedy ja zdawałam na studia, było to nagminne i wiadomym było, że niektórzy (wcale nie najlepsi) musieli się na nie dostać. Jeśli idzie o sprawdzian po szkole podstawowej i egzaminy po gimnazjum błąd polega na tym, że samorządy, szkoły, kuratoria przywiązują do nich zbyt dużą wagę. Wnioski na temat pracy szkół wyciągane są tylko na podstawie tych twardych danych, bo tak najłatwiej. Zupełnie nie bierze się pod uwagę środowiska uczniów, ich trudności, potencjału wsparcia rodziny. Zbytnie przywiązanie kuratoriów, organów prowadzących, rodziców do wyników sprawdzianu i egzaminów powoduje pojawienie się wyścigu szczurów, rankingu szkół, bo co ma zrobić dyrektor, jeśli jest przez organ prowadzący rozliczany z twardych wyników, goni nauczycieli, a nauczyciele gonią uczniów. Stąd potem w szkole pojawia się wariactwo polegające na tym, że nauczyciele w niektórych szkołach podstawowych co miesiąc przeprowadzają testy mierzące wiedzę, co niektórych uczniów stresuje. Jednak zrezygnować całkowicie z testów, które naprawdę są już bardzo dobrze, starannie przygotowane, wypróbowane, jest kompletnym błędem, bo obudzimy się za jakiś czas z "ręką w nocniku", bez jakiejkolwiek porównywalności w nauczaniu.Wyniki sprawdzianów i egzaminów nie powinny być upubliczniane przez OKE dla wszystkich. Szkoły powinny otrzymywać swoje wyniki i dla odniesienia tylko średnią krajową, wojewódzką, ewentualnie powiatową. Pozwoli to uniknąć niezdrowego porównywania, wyścigu i kuriozalnych praktyk w niektórych szkołach. Zachować sprawdziany i egzaminy jednak trzeba, żeby szkoły uzyskiwały zewnętrzną informację, co do swojej pracy.

Dodaj komentarz

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci