Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

Dziedzictwo kulinarne - to jednorazowe i festiwalowe i to zakorzenione, trwałe

sczachor

dziedzictwo1

To było chyba pod koniec maja. Na weekend w Olsztynie pojawić się miał jarmark promujący regionalne dziedzictwo kulinarne. Lubię takie wydarzenia i pokazy. W sobotę nie mogłem odwiedzić Starówki, wybrałem się dopiero w niedzielę. Pojawiłem się w godzinach zaznaczonych na plakacie. Ale było biednie i pustawo. Jakichś kilka małych straganów, do tego baloniki i dmuchane zjeżdżalnie. Osobiście nie za bardzo kojarzy mi się z dziedzictwem, raczej z jednorazowymi, nieco tandetnymi pilnikami "pod remiza". Przygotowane stragany przy zamku były puste. Nie było tego, na co liczyłem najbardziej. Odbywał się tylko na dziedzińcu zamkowym pokaz gotowania w wielkim kotle, z darmowym jedzeniem. To zawsze przyciąga tłumy. Ktoś znany podpisywał książki. A jedzenie było z... plastikowych talerzyków. Wiem, wiem, tak musi być bo inaczej nie da się zrobić imprezy masowej. Muszą być plastiki i jednorazówki. Czyli produkowanie śmieci. Festiwalizacja dziedzictwa. Coś zgrzyta z wiarygodnością...

Wiem także i to, że takie jednorazowe pokazy, nawet w formie sfestiwalizowanej, są potrzebne. Coś jednak zgrzyta. Dlaczego stragany były puste? Może były zapełnione jedynie w sobotę? Może w niedzielę też się ktoś pojawił ale później? A może drobni producenci, restauratorzy mają w tym czasie pełnię sezonu i nie bardzo mogą pozwolić sobie na ciągłe wystawianie się na takich objazdowych jarmarkach? Przyczyn jest pewnie wiele, ale ewidentnie coś zgrzyta i czegoś brakuje. Bo zamiast promocji pojawiać się może zawód i rozgoryczenie. Bo pierwsze kroki dawno już zostały zrobione. To co było dobre 10 lat temu, teraz już nie wystarcza. Trzeba szukać twałych i ugruntowanych rozwiązań, np. takich, które sprawią, że stojące stragany na pobliskim Targu Rybnym zawsze będę zapełnione (czytaj więcej na ten temat).

 dziedzictwo_32

dziedzictwo21

Ale tego samego dnia, wracając nieco zniesmaczony tym mocno spłyconym, jednorazowym "dziedzictwem", spacerowałem po Starówce i widziałem zakorzenione, autentyczne dziedzictwo nie tylko kulinarne. Czynna galeria z aktualną wystawą, sklepik ze starociami, gdzie z obsługą można sympatycznie pogadać, wystawa w holu biblioteki i restauracja, gdzie poezja dziedzictwa uwidacznia się już menu. I co jeszcze ważniejsze - witrynka z innymi produktami regionalnymi, zarówno kulinarnymi jak i rękodzieła, Prawdziwe dziedzictwo na co dzień i na wyciagnięcie ręki. I dobry przykład wspierania się małych i drobnych przedsiębiorstw.

Zaskoczył mnie ten kontrast, między plastikową jednorazowością a cichym i trwałym dziedzictwem. Trzeba tylko poszukać, a się znajdzie coś wartościowego. I chyba trzeba zmienić formy promocji dziedzictwa niematerialnego. Na naszych ulicach też się wiele zmieniło. Zniknęły już stragany na łóżkach polowych i plastikowe krzesełka w ogródkach letnich.

dziedzictwo4

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • Gość: [jazgot] 142.243.254.*

    Kazdy ma prawo do wlasnych opinii, ale to sa bardzo kiepskie rekomendacje marketingowe. Ale kto nie lubi pozgrywac paniska.

  • sczachor

    No to sobie pozgrywaj tego paniska, pozgrywaj :).

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci