Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

Podwórkowy traktat o malowaniu kamieni – rzecz o slow science

sczachor

kamienietumianyMówić (komunikować) można na różne sposoby. Poprzez wzniosłe słowa lub przez zwykłe, wspólne prace, w których mówi się milczeniem. Piszę publikacje, na konferencjach naukowych wygłaszam referaty, wystawiam postery naukowe, prowadzę dyskusje kuluarowe oraz internetowe. Ale czasem maluję…. pod słońcem prowincji, w cieniu lipy, dębu lub kasztanowca, na trawniku. Maluję butelki, wyrzucone, nikomu już nie potrzebne. Przywracam im sens i znaczenie. Bez wykwintnie uczonych słów. Teraz przyszła pora na kamienie, bo one na tej ziemi już długo leżą. Są napływowe, tak jak my wszyscy. Przybyły z lodowcem ze Skandynawii. Albo przyjechały ciężarówką na budowę z górskich kamieniołomów. Są i leżą.

Ta biedna ziemia rodzi kamienie na polach. Niby zawadzają, niby są niepotrzebna, ale można z nich coś zbudować. Nadać im nowy sens poprzez umieszczenie w nowym kontekście. Kontekst wiele zmienia.

Dlaczego ten traktat jest podwórkowy? Bo mam dystans do siebie i szacunek do prowincji, rozsiadłej między jeziorami, rzeczkami, laskami i piaszczystymi, ubogimi pagórkami. Bo teraz zbyt często siedzimy przed monitorami i klawiaturą zamiast na podwórkowym trzepaku. Bo kamienie najłatwiej znaleźć na podwórku. Małymi można pograć w klasy, na dużym można usiąść. A jedne i drugie można pomalować. Też na podwórku, ważne żeby z innymi ludźmi, bo to jest kontekst, który wiele zmienia.

Każdy człowiek potrzebuje choć odrobiny filozofii i odrobiny sztuki. Bo potrzebuje sensu i piękna. Każdy człowiek jest twórcą, nawet lepiąc pierogi czy sprzątając mieszkanie. W tym drugim niczego nie wytwarza, utrzymuje jedynie stan. Stan estetyki, porządku i piękna. Przywraca to, czego potrzebujemy. Sensem tej pracy nie jest więc wzrost, produkcja, PKB ani nawet konsumpcja.

Nie jestem zawodowym filozofem ani zawodowym artystą. Jestem naukowcem (biologiem), który czasem opowiada o chruścikach, ważkach, ryżych zygmuntach, dzikich żółtych tulipanach, pokrzywie, gęsich piórach oraz maści do latania w kontekście biogospodarki i ochrony przyrody. Nie mam poletka z fasolą – nie powstanie więc traktach o łuskaniu fasoli. Ale mam farby. Kamienie leżą wokół. Nie trzeba ich kupować.

Za kilka dni jadę na konferencję bentologiczną (bentos to organizmy żyjące na dnie zbiorników wodnych, a więc i chruściki), przy okazji eksperymentalnie będę uczestniczył w malowaniu kamieni, jako formie prowokującej a zarazem uatrakcyjniającej rozmowy kuluarowe. Z kolei jesienią wybieram się na festiwal filozofii. I też chcę malować kamienie i zaprosić do tej czynności innych. Tym razem filozofów. Nie będziemy łuskać fasoli. Będziemy wspólnie malować kamienie. Mówić można ale nie trzeba. Ciszy nie trzeba zabijać słowem. Można milczeć. Słów jest zbyt dużo. Mało kto ich słucha, a niektóre są takie mądre, że nawet mówiący ich nie rozumie.

Spotkamy się, by w prostej czynności przywracać sens i znaczenie rzeczom pozornie bezwartościowym. I ludziom. To nie będzie ani wykład ani komunikat ani referat. Nie będzie splendoru i oklasków. Ale będzie komunikacja międzyludzka, tak jak kiedyś przy prostej pracy na polu, czy w chałupie, gdy darto pierze, międlono len, szatkowano kapustę. W cyfrowym świecie brakuje nam doświadczenia wspólnotowości.

Malować kamienie i milczeć. Bo nie tylko słowem przekazujemy treści. To, co chcę zrobić w trakcie warsztatów bentologicznych i festiwalu filozofii, to wyjście poza schematy i utarte, akademickie rytuały. Poszukać nowego albo odszukać utracone. Nie potrzebuję auli (wystarczy trawnik, tak jak bezdomnemu), prądu, komputerów czy rzutnika multimedialnego. Nie potrzebuję punktów za rozdział w monografii pokonferencyjnej. To będzie slow science na prowincji. Powstaną popaćkane kamienie. I te kamienie kultury (bo jak pomalowane, to już troszkę kultury nabiorą) rzucimy na szaniec. Bo potrzebna nam swoista rewolucja w myśleniu o świecie, o konsumpcji i sensie.

Butelki, dachówki czy kamienie, przetworzone malowaniem lub ozdobione techniką decoupage, porozrzucane po parku czy trawniku będą jak wyspy na Archipelagu Kultury. Takowy powstał i się rozwija jako powiązanie kooperacyjne różnych instytucji województwa warmińsko-mazurskiego. Nie będąc ani dyplomowanym filozofem ani artystą chcę malować kamienie, bo jest to aktywne uczestnictwo w kulturze lokalnej i regionalnej. Każdy może. Marzy mi się uczestnictwo w kulturze możliwie szerokich kręgów społeczeństwa, w szczególności z prowincji, tych mieszkających daleko od szosy. Aktywne uczestnictwo jest bardziej efektywne w edukacji kulturalnej niż tylko bierne oglądanie, słuchanie, czytanie. Do tworzenia nie trzeba wielkich pieniędzy – potrzeba wyobraźni. Nie wiem o co jest trudniej we współczesnym świecie…

Takie malowanie na wsi mogłoby się wydawać imprezą ludyczną, popkulturową. Ale w milczącym malowaniu, z rzadka przerywanym krótka opowieścią, kryje się coś więcej. Kryje się przeciwdziałanie wykluczeniu w kulturze i sprzeciw wobec wykluczenia cyfrowego. Nie o cyfrowe kamienie chodzi, ale o pokazanie ich w internecie. Internet umożliwia dostęp do kultury nawet tym, którzy daleko mieszkają od filharmonii, teatru, BWA, galerii (ale nie tych handlowych), biblioteki i miejsc koncertowych. Ale muszą umieć wykorzystywać technologie cyfrowe by zobaczyć i by pokazać pracę swoich rąk i swoich myśli. By uczestniczyć w kulturze nie trzeba kończyć studiów, zdobywać przeróżnych fakultetów i renomowanych dyplomów. Wystarczy odwaga.

Może trudno to od razu dostrzec, ale dla mnie malowanie kamieni z ludźmi na podwórku lub na wsi to budowanie tożsamości kulturowej regionu, w oparciu o aktywność społeczną w środowiskach lokalnych oraz w nawiązaniu do globalnych zjawisk kultury, takich jak rozwój slow life czy citaslow – lokalnej kultury czasu wolnego. Dużo czasu mają młodzi ludzie, jeszcze więcej emeryci i bezrobotni. Tych dwóch grup jest u nas coraz więcej. Chodzi o sensowne wykorzystanie czasy wolnego by budować, tworzyć kulturę lokalną jako wsparcie dla przemysłu turystycznego w szerokim sensie. Wykreujmy, najpierw odważną myślą, potem realnymi działaniami Warmińsko-Mazurskie jako region ludzi niebanalnych, miejsce, gdzie dobrze się żyje na stałe lub tylko w czasie wakacyjnego wyjazdu, miejsce gdzie dobrze się tworzy. Miejsce autentycznej twórczości. Czy to artystycznej czy to filozoficznej czy to naukowej. Albo tej codziennej.

Malowanie kamieni narodziło się w ubiegłe wakacje na plenerze w Tumianach, gdy zabrakło blejtram. A w zasadzie zaczęło się znacznie wcześniej, gdy prof. Eugeniusz Geno Małkowski zainicjował akcje wspólnego malowania dużych obrazów.

A w niedalekiej przyszłości marzy mi się ... Zlot czarownic czyli baby kręcą światem (a nie tylko miotłami). Takie wiejsko-prowincjonalne spotkanie Kół Gospodyń Wiejskich (i innych grup nieformalnych, na które patrzymy z odrobiną wyższości i wielkomiejskiej pogardy), najlepiej w Garbnie bo to Wzgórze Czarownicy (z języka staropruskiego laume + garbis). I w nawiązaniu do Elisabet Behm (światowej prekursorki wiejskich stowarzyszeń kobiet wiejskich), w nawiązaniu do dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego regonu (od roku jest nawet taki kierunek studiów na UWM). Przy okazji odbyłaby się światowa prapremiera nowej maści do latania jako potencjalnego produktu regionalnego. Nad taką maścią pracuję jak najbardziej poważnie (taka tam mała innowacja dla przemysłu spożywczego). Na wspomnianym zlocie byłaby część etnograficzna i historyczna, jakaś kulturalna oraz część biologiczna z odniesieniem do leczniczych właściwości roślin, jako surowca dla biogospodarki. Z energią odnawialną w tle (bo do kulturalnych odlotów trzeba energii, miejscowej a nie importowanej). Tytuł może trochę ludyczny, ale chodzi o coś znacznie głębszego z animacją społeczną w tle.

A tymczasem kupiłem farby, by pomalować kamienie.

Komentarze (12)

Dodaj komentarz
  • Gość *.dynamic.chello.pl

    Tak, pozytywizm, praca u podstaw, doktor Judym , ale to wszystko już było i przyniosło jakieś rezultaty. Były też kluby rolnika i koła gospodyń wiejskich z kursami kroju i szycia, robienia tortów i wykorzystania produktów regionalnych i to miało jakiś sens.Widziałem różne wykorzystanie bursztynu w pamiątkach regionalnych a także tworzyw sztucznych i kamieni.Ale jeśli chodzi o kamienie to wykorzystywano ich piękno naturalne albo unikalne właściwości, w ozdobach lub biżuterii .Wszystko to miało jakiś sens i służyło wzbogacaniu materialnym oraz kulturowym jakiejś biednej społeczności która nie potrafiła sama wytworzyć okoliczności podniesienia swej egzystencji na wyższy poziom.No i teraz jak zakwalifikować to co proponuje Profesor no to nie ogarniam i nie czuje.Tak sem myślem że psu na bude nie zdadzom siem nikomu malowane kamienie i co najwyżej to można se na takim kamieniu kark skręcić jak siem niechconco na niego wlezie.W domu toto pszechowywać to murowana nędza i głód.To ofszem jezd rozryfka ale dla miejskich zblazowanych nierobów co to majo pochodzenie wiejskie i troszke wiency piniendzy i nie potrafio otpoczywać nic nie robiąc i muszo nawet we wolnym czasie sie natyrać bo bes tego to by ich plecy bolali.No w ziemi grzebać to
    im nie honor to malujo kamienie s poważaniem zenek.Mam tylko nadzieje że wiejskie baby majo wiency zdrowego rozsontku i nie wydadzo ostatnich groszy na farby , zamiast kupić dziecku jakie hińske łapcie do chodzenia.

  • Gość: [zenek z profila] *.dynamic.chello.pl

    No może jeszcze o tej maści siem wypowiem.Pomysł jeszcze przed wojenny i dobrze wyprobowany.Jedyna niedogodność to tszeba znaleść głupszych od siebie s poważaniem bes urazy.
    www.youtube.com/watch?v=1gs1b5lB9Nw
    www.youtube.com/watch?v=wZosBqQwYOo

  • sczachor

    Nie wszystko każdy rozum pojmie, przynajmniej od razu. Kiedy wiele miesięcy temu zacząłem pisać o pokrzywie i zupie, tez to śmiesznie wyglądało. Teraz 3 olsztyńskie restauracje chwalą się zupą z pokrzywy. Taki przykład. Kiedy ziarno rzucone jest w glebę, to najpierw obumiera. Głupiec musli, że się zepsuło i zmarnowana i praca i surowiec (bo myśli, że lepiej byłoby z tego piwo zrobić). Czyli, że tak - kicham na Twój sarkazm i ujadanie. Tyle mnie ono obchodzi co brzęczenie much w mieście. Ja tam robię swoje. A jak kamienie zobaczysz, to może i zrozumiesz. A jak nie, to tez się tym nie będę martwił.

  • sczachor

    "Zenku z profila", ale ja nic o maści na szczury nie pisałem.... Wiesz, jest takie powiedzenie, mądry wie co mówi, głupi mówi co wie.

    ps. byś chociaż jednej ksywki używał, bo teraz wyglądasz na cyfrowego analfabetę, IP to samo jest.

  • Gość: [zenek z profila] *.dynamic.chello.pl

    Hehehehe ale mnie Profesor rozgrys jak muche w zupie s pokszywy ))) ale co tam , nie bede sie upierał że to nie ja s poważaniem zenek);
    No mnimo wszysko to mamy wiency jasności w temacie kamieni.

  • Gość: [jazgot] 142.243.254.*

    Nie za bardzo rozumiem, co jest zlego w ludycznosci. Moze hrabia Czachorowski za czesto bywa w ( samej ) Warszawie?

  • sczachor

    A czy ja piałem, że ludyczność jest zła? Nie. Więc i rozumieć nie ma czego. Hrabią też nie jestem. Jedynie szlachcicem herbu Rogala, a ród wywodzi się z północnego Mazowsza i ma udokumentowana historię od XV wieku.

    ps. na wszelki wypadek napiszę , że 'ludyczny' znaczy "dotyczący zabawy, rozrywki; zabawowy, rozrywkowy, bawiący" a nie ludu, jakby miał sugerować dopisek o hrabi.

  • Gość: [roch kowalski] *.dynamic.chello.pl

    No jak jusz troszku żeśmy zjechali z temata na szlachectwo to tsza by od razu zaznaczyć że niestety nie ma powodu do dumy.Można śmiało powiedzieć że te warchoły zupełnie jak dzikie w hameryce ,przechlali Polske a resztki spszedali za śfiecidełka. Najgorsze że teraz to samo robio chamy.No ale prawo pierwszej nocy zrobiło swoje i większość polskiego ludu ma te zboczone geny.Pan profesor to ma pewno te lepsze od tatarów bo rogala to nic innego jak półksiężyc.To czołem mości dobrodzieju bo ja tesz z mazowsza s poważaniem roch.

  • Gość: [jazgot] 142.243.254.*

    Tu jest ciekawe ( i dobre jak na Polske ) wystapienie.
    www.youtube.com/watch?v=gZYYx0hiImQ
    Tylko prosze zwrocic uwage ze mowca nie precyzuje o j-a-k-a kulture chodzi. Ci Dunczycy, Szwedzi, Brytyjczycy oczywiscie dokonuja wyborow. W tym momencie mozna zapytac jakich wyborow dokonuje sie w Polsce, jesli skutkiem jest masowa emigracja mlodych?

  • Gość: [zenek z profila] *.dynamic.chello.pl

    W zasadzie to o czym mówi ten Połtroczyn? bo nie chce mi się jeszcze raz tego słuchać .Cały czas skupiałem sie na jego rencach no i włosach.Dziwny facet, musiał jakie godzine skubać te brode przed lustrem a o włosach zapomniał.No i tak żem paczył i myślał , wlezom mu te włosy do ślepia czy nie wlezom ale bochatersko machał łapami i odgarniał te kudła.No żem zrozumiał że o kulturze nawijał i o forsie że ma za mało zresztom jak każdy.Jak by z kartki nie czytał to te włosy by mu tak nie opadały do ślep albo żeby se pszepaske jakom założył.No nie wiem od samego patrzenia czuje jak mnie swędzi czoło od tych jego włosów.I to jakiś profesur z ASP no nie ma poczucia estetyki.

  • Gość: [jazgot] 142.243.254.*

    oh, hrabia Zenek to dopiero wybredny. No coz, sa narody muzykow i sa narody krytykow.

  • Gość: [zenek z profila] *.dynamic.chello.pl

    Jeśli siem roschodzi o moje koneksje rodzinne i pochodzenie to od czasu jak żem widział debate prezydenckom z takom jednom hrabiom to siem zrzekam tytuła i prosze mnie wiency nie tytułować s poważaniem.

Dodaj komentarz

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci