Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

O ściąganiu i rzeczywistości równoległej

sczachor

lampanaftowaW dzieciństwie i wczesnej młodości, jeszcze w socjalistycznej rzeczywistości, denerwowało mnie stwierdzenie, że "w teorii to może i dobrze (prawda) ale w praktyce to jest zupełnie inaczej". Czyli teoria sobie a rzeczywistość sobie. Dwie prawdy, jedna na papierze a druga w realu? Nie rozumiałem tego rozdźwięku (typowego dla socjalizmu - teraz to wiem), przecież dobra teoria dobrze opisuje rzeczywistość. Rozdźwięk jest wtedy, gdy zła jest teoria (tak jak niedokładna mapa - zabłądzić łatwo). Dziwiły mnie te światy równoległe i nieprzystające do siebie: tworzenie pięknych teorii, których i tak się nie stosowało. Były bo były. A przecież z istoty nauki wynika, że jeśli eksperymenty (rzeczywistość) nie są zgodne z teorią czy hipotezą to zmienia się teorię, by poprawnie opisywała obserwacje.

Podobnie jest z biurokracją, oddzielna rzeczywistość zawarta w papierach a oddzielnie dziejące się rzeczy, często nieprzystające do siebie. Lepiej już chyba równoległej rzeczywistości szukać w literaturze czy grach komputerowych, przynajmniej nie szkodzą.

Jakiś czas temu na Facebooku toczyła się ciekawa dyskusja ze studentami o ściąganiu. Zamieściłem informację o studentach, którzy nie ściągali na egzaminie mimo, że wykładowca wyszedł. Kilka osób jakoś nie mogło uwierzyć w taką sytuację (sugerowali, że może kamera była zainstalowana a oni o tym wiedzieli). Ludzie, którzy nie ściągają czują się niejednokrotnie dziwadłami i boją się publicznie do tego przyznać. Bo po co odstawać od reszty? Ale może tych nieściągających jest znacznie więcej niż oni sami sądzą.

A oto fragment dyskusji z Facebooka:

  • Absolwent X „Na przedmiocie xyz wszyscy ściągali”
  • Stanisław Czachorowski: Rodzi się pytanie dlaczego. I chodzi mi o głębszą refleksję. Dlaczego ściągali i dlaczego "wszyscy"?
  • Student 1 „Było tak zwane obopólne przyzwolenie, a nawał egzaminów z innych przedmiotów był pewnie jedną z przyczyn”
  • Student 2 „chociaż sama nie ściągam (jak nie umiem, to na kilometr po mnie widać), to ciężko mi sobie wyobrazić opisaną sytuację”
  • Stanisław Czachorowski: Obopólne przyzwolenie? Czyli udawanie, że nie widzę, że ściągają? Tak, takie sytuacje też widywałem, jeszcze z czasów studenckich i opowieści rówieśników. Tworzenie pozorów, że niby moje zajęcia są na wysokim poziomie, bo dużo wymagam od studentów (jak przyjdzie władza skontrolować to się pochwalę wysokim poziomem) . W „teorii” jest pięknie, bogata wiedza faktohraficzna, a w realu... koń jaki jest każdy student widzi. I powoli się przyzwyczaja, traktuje jako powszechnie obowiązujący zwyczaj.
  • Student 3 "istnieją przedmioty, które są w zawodzie nieprzydatne tzw. zapychacze na studiach nie ma powodu by nimi zaprzątać sobie głowy albo wymaganie są niebotyczne,  wystarczy spytać każdego o przedmiot abc na wnm (np. dla ratownika potrzebne są podstawowe zagadnienia topograficzne a nie bruzdy żył czy inne małe rzeczy faktyczne, karta pacjenta wygląda, że jest narysowany obrys człowieka i się zaznacza krzyżykiem)"
  • Student 2 „w takim wypadku sugerujesz, że każdy byłby w stanie to zrobić i studia są niepotrzebne? Bo właśnie tym różni się osoba po studiach od pierwszej lepszej z ulicy, że wie i potrafi więcej niż zaznaczenie krzyżyka na obrysie ciała."
  • Student 3 "Sugeruję, że wiedza o każdej małej żyłce jest niepotrzebna, według mnie warto się skupić na przedmiotach klinicznych ale a nie np. na filozofii. Taki śmieszny przedmiot na ratownictwie rozumiem wykłady ale kolos?"
  • Student 4 "Z doświadczeń znajomych wiem, że na niektórych przedmiotach "dodatkowych" potrafi być kiepsko, ale to już wina paru osób prowadzących, które być może nie są dobre, w tym co robią. Ja natomiast ja trafiłam na dwoje bardzo fajnych prowadzących wykładowców."
  • Student 5 "Ale wciąż nie rozumiem powodu by dawać zapychacze. To jest nie szanowanie czasu studentów jak i wykładowców. Ten czas powinien być przeznaczony na przedmioty przydatne w zawodzie."

Powyższy fragment dyskusji oddaje chyba istotę problemu. Wobec spotkanego absurdu możliwe są różne postawy. 1. biernie akceptujemy, ale żeby przeżyć oszukujemy, bo chcemy przez absurd przejść najmniejszym kosztem. 2. buntujemy się i chcemy to zmienić, np. szukając sensu lub próbując zlikwidować absurd. Pkt.2 wymaga dyskusji i działania, jest ryzykowny... ale rozwija.

Człowiek jest istotą, która instynktowne do działania potrzebuje sensu. Chce widzieć, poznać, odkryć sens swoich działań. Sensu może szukać sam student (podejmując się odpowiedzialności za swój rozwój - bo przecież nie każdy chce być niewolnikiem)... albo prowadzący (jako bardziej doświadczony może pokazać sens praktyczny z poznawania np. filozofii nawet w zawodach ścisłe technicznych i naukowych). Uzasadnianie jest niezwykle ważne. Bo może się okazać, że to co wydaje się absurdem ma głębszy sens. Ale bez motywacji i widzenia sensu nie będziemy dobrze pracowali. Prowadzący może przekonać... albo zastraszyć.

Ściąganie jest chyba objawem choroby.... Ściąganie czasem (często?) odbywa się za cichą obustronną zgodą, wzajemnym udawaniem, kiedy obie strony nie widzą sensu... a mus to mus. Teoria sobie, praktyka sobie, jak w czasach socjalizmu. Tylko po co udawać? Rzeczywistość równoległa do niczego dobrego nie prowadzi.

Stare porzekadło mówi, że uczymy się na błędach, ale tylko wtedy, gdy jesteśmy świadomi tych błędów. Jeśli życzliwie podchodzić do studenta, to wskazywanie błędów nie jest gnębieniem i ocenianiem człowieka tylko wskazywaniem postępów. Ściąganie (nawet za obopólną cichą zgodą), jest jak zbicie termometru... żeby wyleczyć chorobę. Nie widać problemu, to go nie ma. I tak przyzwyczajamy się udawać i zamiatać problemy pod dywan. Absolwenci nie potrafią się oceniać, potrafią za to pozorować i tworzyć bzdurne "papiery". Żeby ładnie wyglądało. Myślę sobie, że w tej mentalności głęboko jeszcze jesteśmy w czasach realnego socjalizmu i udawanej gospodarki.

Rzeczywistość jest piękniejsza od udawania, nawet jeśli bywa czasem bolesna. W życiu codziennym szukamy autentyczności, nawet w restauracji. Wystarczy tylko przypomnieć bajkę o nowych szatach króla....

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • Gość: [jazgot] 142.243.254.*

    Przeciez szkolnictwo to jest PRL. Chcieliscie skansenu, to macie skansen. Wystarczyloby zeby uczelnia "x" konkurowala z uczelnia "y" na wartosc dyplomow i juz sami studenci zadbaliby o czyste reguly.
    Aha, zdelegalizujcie jeszcze trabe slonia. Trudno uwierzyc ze biolog takie rzeczy pisze.

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci