Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

Genialni czyli o korzeniach dobrych zespołów naukowych

sczachor

genialniPrzeczytałem przed świętami, ale ciągle jestem pod inspirujących wrażeniem książki Mariusza Urbanka pt. "Genialni. Lwowska szkoła matematyczna." Znakomita opowieść o nauce i uczonych (Steinhaus nie lubił słowa "naukowiec"). Opisuje dawne czasy ale jest ciągle aktualna. Gorąco polecam, dobrze napisana i wielowątkowa. Zainteresuje uczonego, naukowca jak i przeciętnego zjadacza chleba (ciekawa jest np. historia II Rzeczypospolitej i naszego antysemityzmu na uczelniach). W zakresie metodologii nauki i znaczenia współpracy, dialogu znakomicie koresponduje z dawniej przeczytaną książką Ludwicka Flecka pt. "Powstanie i rozwój faktu naukowego. Wprowadzenie do nauki o stylu myślowym i kolektywie myślowym". Fleck nazywał te współpracę kolektywami myślowymi.  Lwów miał niezwykle przyjazny odkryciom klimat...

Na zachęcenie przytaczam malutki fragment, w którym Stanisław Ulam opowiada o jego pracy w Los Alamos:

"Ale było w nich coś jeszcze: amerykańska umiejętność pracy zespołowej, gotowość do wypełniania mniejszych ról w imię wspólnego sukcesu, duch współpracy, tak kontrastujący z tym, co znałem z kontynentalnej Europy. Nawet we Lwowie, gdzie matematycy utrzymywali codzienny kontakt i spędzali wiele czasu razem w kawiarniach i restauracjach, nie miał [Stanisław Ulam] poczucia takiej wspólnoty, jak w Los Alamos. Decydowała o tym prawdopodobnie w równym stopniu izolacja ośrodka i poczucie misji ludzi, od których pracy Zależały losy świata." Tego poczucia misji brakuje współczesnym uniwersytetom.

"Ulam najbardziej polubił Richarda Feynmana, młodszego o dziesięć lat, dziwaka i oryginała, którego od początku otaczała aura geniusza. Potrafił jednak zachowywać dystans do wszystkiego, co robił. Ulam zapamiętał, jak na jakimś spotkaniu wygłosił wiersz demaskujący głupotę skrywana za pozorną uczonością:

Zastanawiam się nad tym, że się zastanawiam,

Zastanawiam się nad tym, że się zastanawiam nad tym, że się zastanawiam,

Zastanawiam się nad tym, że się zastanawiam nad tym, że się zastanawiam, że się zastanawiam nad tym, że się zastanawiam..."

Warto przy tej okazji przypomnieć, że noblista Feynman nie przyjął lepiej płatnej oferty z bardziej prestiżowego uniwersytetu... i został w "prowincjonalnym", bo cenił sobie możliwość bezpośrednich rozmów z uczonymi z innych dyscyplin. Cenił to, że może o odkryciach porozmawiać od razu z innymi naukowcami. Swoisty klimat otwartej dyskusji z lwowskiej kawiarni matematyków był ważniejszy niż prestiż i pieniądze.

A czy my współcześnie rozmawiamy o odkryciach? Grzęźniemy w biurokracji, nie spotykamy się ze sobą na uniwersytecie (chyba, że z tego są punkty do oceny, czyli nobliwe i punktowane choć nudne i jałowe konferencje indeksowane przez bazę Scopus). Chwalimy się przed sobą "za ile punktur publikacja" a nie co w niej jest. W książce Urbanka jest symboliczny fragment z czasów sowieckich we Lwowie, gdy uczonym narzucono normy wynalazków i odkryć... więc wpisywali, wiedząc, że sprawdzający politrucy i tak nic nie zrozumieją. W papierach przyrost odkryć być wręcz Stachonowski. Teraz i nasze sprawozdania mocno się rozrastają. Z uczonych staliśmy się naukowcami - pracownikami pracujący w nauce i piszącymi sprawozdania. Niewątpliwie Steinhaus z niechęcią do słowa "naukowiec" miał rację ...

 

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci