Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

Trias czy dryas? Czyli o książce popularnonaukowej i o roli triasu w rozwoju ludzkości

sczachor

Zachęcony gazetową recenzją, udałem się do księgarni i kupułem książkę Billa Brysona pt. "W domu. krótka historia rzeczy codziennego użytku", w tłumaczeniu Tomasza Bieronia. Ładnie wydana książka przez Zysk i S-ka - konsultacja naukowa prof. dr hab. Jan Skuratowicz. Autor solidny, wydawnictwo solidne i konsultacje naukowe. Nic tylko czytać.

I czytam drugi dzień. Z dużą radością. Aż dobrnąłem do strony 44., gdzie autor opisuje rewolucję neolityczną. Najpierw pisze o okresie 10-6 tysięcy lat temu, by pojawiły się takie dziwne fragmenty:

1. "W każdej z tych epok [paleolit, mezolit, neolit - S.Cz.] wyróżnia się podokresy - np. ordowik - i kultury - np. mustierska". Ordowik? Przecież nie tylko człowieka ale i ssaków wtedy nie było! Nawet na lądzie żadnych kręgowców! Może autor lub tłumacz pomylił z "olduvai" (kultura z paleolitu)?

2. Kilka linijek dalej, pisząc o ocieplaniu klimatu 12 tys. lat temu i późniejszym ochłodzeniu "Naukowcy nazywają ten okres młodszym triasem  (od arktycznej rośliny) (....). Był też starszy trias, ale nie odegrał znaczącej roli w rozwoju ludzkości." Trias? przecież to z ery mezozoicznej? Ludzi wtedy na pewno nie było, nawet hominidów, więc i żadnej roli odgrywać dla ludzkości nie mógł. A może chodzi o dryas (fazę glacjalną), na co wskazywałaby wzmianka o roślinie (dębik - Dryas).

I dla mnie zagadka, czy autor pisze bzdury, bo coś słyszał, ale mu się pomyliło (a nie sprawdził), czy też tłumacz tłumaczył i ... może mu edytor tekstu automatycznie poprawił, a ten nie wiedział, że wychodzi głupota. No ale była jeszcze konsultacja naukowa... Może to była konsultacja co do wyboru książki do tłumaczenia?

Morał z tego taki, że nic nie zwalnia od myślenia i sceptycyzmu co do słowa drukowanego, czy to naukowego czy popularnonaukowego.

Wracam do lektury. Z niepokojem....

Osobista wiedza się przydaje. By włączała się lampka kontrolna z ostrzeżeniem. Wtedy trzeba sprawdzać i weryfikować.

7 luty - niestety błędów jest więcej. To, o czym czytam, przyjmuję na wiarę. Ale czasem kłóci się to z moim (niewielkim) doświadczeniem i wiedzą techniczną. Kolejna wątpliwość zrodziła się przy lapie karbidowej. Autor pisze o lampie Drummonda... "Działanie karbidówki opierało się na zjawisku (...) paląc bryłkę wapna lub magnezji w bardzo gorącym płomieniu, otrzymamy intensywnie białe światło." Ewidentnie opis odnosi się do lampy Drummonda. Karbidówka to inne zjawisko... tam też chodzi o jakiś rodzaj "wapna" - węglik wapnia, ale w wyniku działania z wodą powstaje acetylen, który spalając się - świeci. Zupełnie inny proces, łączy tylko "wapno". Czy to błąd tłumacza czy niestaranność autora? Chyba trzeba sprawdzić w angielskim wydaniu... Ale tracę ufność w czytaną treść. Bo przecież sam nie jestem w stanie wszystkiego weryfikować.

 

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • Gość: [zosia z 3c] *.dynamic.chello.pl

    Też czytam ), tylko mniejsze formy no bo jestem mniejsza)).Właśnie skończyłam taki feljetonik który polecam.
    www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3022

  • Gość: [zaciekawiony] 77.242.225.*

    Chodziło o limelight - lampka z pałeczką kredy w płomieniu karbidówki. Bryłka rozżarzała się białym światłem, będącym połączeniem białego żaru i kandoluminescencji tlenku wapnia. Dawała białe światło z pomarańczowym poblaskiem na obrzeżach i chętnie była używana w teatrach. Samo określenie "limelight" pozostało w języku angielskim jako coś w rodzaju "światła reflektorów" - blask sławy. Przydałby się tu przypis objaśniający.

    Ostatnio czytałem podobną książkę o katastrofach, gdzie pojawiały się katastrofalne błędy w tłumaczeniu (wydawnictwo Bellona jest zresztą znane z takiej jakości), jak na przykład dosłowne przetłumaczenie "On the cross" jako "na krzyżu" choć chodziło o przenośne "skrzyżowanie" czegoś z czymś.

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci