Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

Zimą w wodzie życie wcale nie zamiera

sczachor

Czekając na pierwszy, zimowy śnieg myślimy, że to pora roku, gdzie całe biologiczne życie niemalże zamiera. Tylko nieliczne ptaki (które nie odleciały do ciepłych krajów) i duże ssaki (które nie zapadły w zimowy sen) wydają oznaki życia. A reszta śpi (hibernacja) i jest nieaktywna. Liście z drzew opadły, wegetacja się zatrzymała, wszystko wkoło przykryte białym śniegiem lub czasie bezśnieżnym - szarobure, martwe, ponure.

Ale są miejsca, gdzie nie tylko życie nie zamiera a wręcz przeciwnie - rozkwita. Są to ekosystemy wodne, a przede wszystkim rzeki. Dzieje się tam coś ważnego bo zachodzą tam ważne procesy ekosystemowe. Zarówno w rzece życie biologiczne kwitnie jak i zachodzą niezwykle ważne procesy przyrodnicze.

Od jesieni zaczyna się czas odnawiania się zasobów wód glebowych i głębinowych. Gdy zamiera wegetacja, a więc spada prawie całkowicie transpiracja, mniej wody jest odparowywanej do atmosfery. Mogą się więc odnawiać zasoby wód podziemnych, które potem zasilają strumienie i rzeki. Ale żeby woda mogła przenikać głębiej, a nie tylko spływać po powierzchni do rzek i dalej do morza, nie może być zbyt dużo powierzchni nieprzepuszczalnych, takich jak asfalt i beton. Taka sytuacja ma miejsce w obrębie terenów zurbanizowanych. Tam, gdzie są pola i łąki, woda powoli wsiąka, zasilając później zbiorniki powierzchniowe lub głębinowe.

Dzięki tym krajobrazowym procesom hydrologicznym rzeki płynąć mogą cały rok, bo są później systematycznie zasilane tymi zmagazynowanymi wodami podziemnymi. Zarówno w formie wypływów źródliskowych jak i nie widocznym podkorytowym zasilaniem.

Ale w rzece dzieję się też i inne ekologiczne procesy. Od jesieni aż do wiosny w wodach rzecznych trwa „wielkie żarcie”. Życie wręcz kipi, a wiele gatunków w tym czasie intensywnie się rozwija (np. jest okres wzrostu stadiów larwalnych owadów wodnych, w tym moich ulubionych chruścików). Jeśli woda nie zamarza do dna (a w ciekach raczej nigdy nie zamarza do dna), to niska temperatura wielu bezkręgowcom nie przeszkadza. Ważne, że jest dużo pożywienia. A skąd ono, gdy wegetacja zamiera?

Ekosystemy rzeczne, zwłaszcza te małe i śródleśne, w dużym stopniu korzystają z produkcji pierwotnej i materii pochodzącej spoza wodnego ekosystemu. Opadające jesienną liście drzew zawierają dużo celulozy, polimeru złożonego z cukrów. Kłopot tylko taki, że żaden kręgowiec czy bezkręgowiec nie posada enzymów do samodzielnego trawienia celulozy. Mimo, że dużo tam energii, to jest ona niedostępna. Rozwiązaniem jest albo symbioza (tak jak u termitów czy przeżuwaczy, których przedstawicielem jest chociażby krowa), albo korzystanie z aktywności destruentów bakteryjnych i grzybowych. Do aktywności tych mikroorganizmów potrzebne jest środowisko wilgotne. I takie idealne warunki panują w zbiornikach wodnych.

Liście trafiające do rzeki kolonizowane są przez bakterie i grzyby. Te mikroorganizmy są ważnym źródłem azotu (białka). Sama celuloza nie miałaby takiej wartości pokarmowej dla zwierząt. Ale dzięki aktywności bakterii i grzybów opadłe liście stają się cennym pokarmem dla wielu owadów wodnych i innych bezkręgowców. Nic dziwnego, że to wielkie, zimowe „żarcie” rozpoczyna się dopiero jesienią. Trwa przez całą zimę aż do wiosny. Wtedy większość tej pozarzecznej materii organicznej jest już skonsumowana i przetworzona. Owady wodne nie tylko korzystają z aktywności mikroorganizmów (zjadając je) ale także ułatwiają im aktywność, rozdrabniając liście na małe fragmenty. Zwiększa się w ten sposób powierzchnia czynna na enzymów bakteryjnych i grzybowych.

Owady wodne można się podzielić na kilka funkcjonalnych grup troficznych. Wspomnianą już grupą są rozdrabniacze – organizmy odżywiające się grubocząsteczkową materią organiczną (detrytusem), przy okazji rozdrabniając je na maleńkie fragmenty. Spośród chruścików są tu liczne gatunki z rodziny bagnikowatych (Limnephilidae). Niestrawione, drobne fragmenty przechodzą także przez przewód pokarmowy i ponownie dostają się do obiegu rzecznego. Drugą grupą są zbieracze i filtratorzy. To gatunki odżywiające się maleńkimi fragmentami detrytusu (mniej więcej poniżej 1 mm). Jedne mogą łazić po dnie i zbierać tak rozproszony pokarm (zbieracze, np. przecudna Molanna angustata czy Mystacides azureus)), inne mogą filtrować z wody (cała rodzina wodosówek - Hydropsychidae). Filtratorzy są bardzo charakterystyczną grupą dla cieków. Bo dzięki przebywającej wodzie i unoszonej przez nią zawiesinie, pokarm sam trafia do owada. Trzeba tylko go odfiltrować. Jednym z przystosowań są sieci łowne chruścików z rodziny wodosówkowatych (Hydropsychidae) – larwy budują norki zakończone siecią łowną, wykonaną z jedwabiu. Zjadają wszystko to, co woda przyniesie. Innym przystosowaniem są różnego tylu szczecinki i rzęski, które spełniają funkcję filtrującej sieci (larwy z rodziny Brachycentridae).

W rzekach żyją jeszcze inne funkcjonalne grupy troficzne, np. zdrapywacze (spasacze, np. rodzina Goeridae). Zgryzają one z kamieni i gałęzi porastające je glony, bakterie, grzyby, pierwotniaki (pefyfiton). Są niczym krowy zgryzające trawę na łące, tyle tylko, że w znacznie mniejszej skali. Inną grupą są wysysacze, np. chruściki z rodziny Hydroptilidae – wyspecjalizowane do wysysania (wypijania) zawartości komórek glonów. I w końcu ostatnia grupa funkcjonalna to drapieżcy, odżywiające się innymi organizmami wodnymi (aktywnie polujące, niczym lwy na sawannie lub wilki w naszych lasach). W tej grupie są chruściki z rodziny Rhyacophilidae i Polycentopodidae.

Opadłe liście z drzew nie są śmieciem ani w mieście ani w pozamiejskiej przyrodzie. To ważne źródło pokarmu, zarówno na trawnikach jak i w zbiornikach wodnych. W jakimś stopniu jesteśmy świadkami corocznej wielkiej hipokryzji: oto z dużym nakładem finansowym zgrabiamy liście z miejskich trawników i parków i wywozimy na wysypisko (w workach plastikowych), a z drugie litujemy się nad głodnymi ptakami w zimie, dokarmiając je chlebem. A może lepszym rozwiązaniem byłoby  nie pozbawianie bezkręgowców pokarmu? To i ptaki będą miały co jeść, nie tylko w zimie, ale i cały rok?

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci