Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

Akademicka wiosna a sprawa wolnego dostępu do wiedzy

sczachor

Niedawno z "salonów UE" padły ważne słowa, wskazujące, że restryjcyjne prawo autorskie tłamsi innowacyjność. A w konsekwencji i gospodarkę. Nadmierne "ubiznosowienie" badań naukowych i licencjonowanie coraz to nowych obszarów (np. genomów bakterii, czy kształtu telefonu komórkowego) wypacza pierwotne idee nauki i istotę uniwersytetów. Krótki interes prywatny stoi w konflikcie z długotrwałym interesem społecznym.

Kiedy powstawały średniowieczne uniwersytety to były nastawione na upowszechnianie wiedzy. Wynikało to z ducha misyjnego tych chrześcijańskich uniwersytetów i ideałów służenia dobru wspólnemu (ta motywacja i ten "silnik" dobrze napędzał naszą cywilizację przez wiele stuleci). Nagrodą była jedynie sława i uznanie.  Okazuje się, że motywacją do działania nie musi być tylko pieniądz. Kryzys gospodarczy, jaki dokucza całemu światu, jest tego potwierdzeniem. Pieniądz to przydatne narzędzie. Ale jak napisał na FB mój szwagier: "bałwochwalstwo to oddawanie czci boskiej rzeczom banalnym". A więc stosować rzeczy zgodnie z ich przeznaczeniem i nie czynić z nich fetysza.

Nawet we współczesnym świecie edukacja na każdym poziomie jest inwestycją w rozwój społeczeństwa i cywilizacji. Likwidowanie małych szkół wiejskich ze względów "ekonomicznych" jest cywilizacyjną głupotą i ekonomiczną krótkowzrocznością. Podobnie z systematycznym rozszerzaniem prawa autorskiego na nowe obszary. Głównie pod wpływem lobby nowych technologii.

Akademicka wiosna – to ruch na rzecz powszechnego i bezpłatnego dostępu do wiedzy naukowej. W styczniu 2012 r. wybitny brytyjski matematyk Tim Gowers ogłosił na swoim blogu, że będzie bojkotował wszystkie czasopisma Elseviera – jednego z największych wydawców naukowych na świecie. Chciał w ten sposób zaprotestować przeciwko zawyżonym cenom czasopism oraz przeciwko lobbystycznbemu działaniu wydawnictwa w Kongresie USA.

Kilkanaście lat temu rozpoczęła się dyskusja nad potrzebą wprowadzenia zasadniczych zmian w systemie publikowania prac naukowych.Teraz problem ten na nowo się ujawnił. W swoistym wyścigu szczurów zapatrzeni jesteśmy "na punkty". Publikuj albo giń.... Ale publikuj tylko w "renomowanych" czasopismach. Ale gdy dostęp do tych czasopism jest utrudniony ze względu na wysoką cenę (płacą autorzy za publikowanie, płacą czytenicy za czytanie), duża część badań idzie w pewnyh sensie do szuflady... i dostępna jest tylko dla nielicznych. W jakimś sensie wypacza się w ten sposób ideę nauki, uprawianą w dużym stopniu za publiczne pieniądze. Podatnik łoży na badania naukowe... a poźniej nie może z nich swobodnie korzystać. To hamuje innowacyjność i gospodarkę. Rodzi się więc uzasadnione pytanie po co są badania naukowe?

"Świat akademicki zaczął kwestionować ten model publikacyjny już wiele lat temu. W 2001 dwaj biolodzy z Uniwersytetu Stanforda i Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley napisali petycję, w której nawoływali do publikowania wyłącznie w takich czasopismach, które za darmo udostępniają w internecie pełne teksty drukowanych artykułów. Ich sprzeciw budził układ, w którym podatnicy najpierw finansują realizację badań naukowych, a potem są zmuszeni płacić za dostęp do ich wyników. Od tego czasu ruch na rzecz powszechnej dostępności prac naukowych (Open Access) nabierał rozpędu. W ostatniej dekadzie zarówno niektóre instytucje finansujące badania naukowe (m.in. amerykańskie narodowe instytuty zdrowia, brytyjski fundusz Wellcome Trust, a częściowo także Komisja Europejska), jak i wiele uczelni (w tym takiej klasy jak Harvard czy MIT) zobowiązały wszystkich finansowanych przez siebie naukowców do udostępniania wyników w tak zwanych otwartych repozytoriach, czyli publicznie dostępnych bazach prac naukowych. Nawet jeżeli wyniki są publikowane w tradycyjnych, zamkniętych czasopismach naukowcy są zobowiązani do umieszczania kopii artykułu w repozytorium, gdzie jest on udostępniany za darmo (czasami jednak dopiero po upływie 6 lub 12 miesięcy od pierwszej publikacji, jeżeli wydawca tego wymaga). W Polsce jak dotąd tylko jedna instytucja naukowa zdecydowała się na taki krok - Instytut Biochemii i Biofizyki PAN w Warszawie." Więcej...

Kopię swoich prac od ponad 10 lat umieszczam na swojej stronie. Przez ten czas byłem wielokrotnie krytykowany. Teraz jestem utwierdzony w tym, że była to słuszna decyzja i mieści się w dobrym, "awangardowym" nurcie :).

"Równolegle do debaty nad RWA w Kongresie USA trwa dyskusja nad konkurencyjną ustawą, która zobowiązywałaby wszystkich naukowców prowadzących badania za pieniądze federalne do udostępniania swoich prac za darmo (Federal Research Public Access Act, FRPAA). Swoje poparcie dla FRPAA zgłosiło 52 amerykańskich noblistów. Minister brytyjskiego rządu David Willets ogłosił w maju, że już wkrótce wyniki wszystkich badań finansowanych ze środków publicznych w Wielkiej Brytanii będą udostępniane za darmo w internecie. Neelie Kroes, europejska komisarz ds. agendy cyfrowej, zapowiada, że powszechnie dostępne będą wyniki wszystkich badań realizowanych ze środków następnego unijnego programu finansowania nauki Horyzont 2020, który rozpocznie się już w 2014 roku. Także w Polsce pojawiła się w lutym petycja do władz w sprawie udostępniania wyników badań (http://otwartymandat.pl). " Więcej...

Niegdyś na wsi parcelacja gruntów i likwidacja wspólnych, wiejskich pastwisk odcięła liczną a najbiedniejszą część ludności wiejskiej od możliwości wypasu swojej jednej, jedynej "krowy żywicielki" (nawet kozy). Teraz grozi nam podobne zjawisko, ale w odniesieniu do wiedzy. Skołowaceni są nawet ludzie związani z Wikipedią, a więc z definicji i istoty środowiska upowszechniającego wolną wiedzę. W wielu przypadkach są bardziej restykcyjni niż wynika to z obowiązujacych przepisów prawa autrskiego (to "skołowacenie" wynika z niepełnej znajomości prawa oraz medialnego lobbowania).

Wolna wiedza i wolne życie. Ja zaczałem uczyć się korzystania z wolnego oprogranowania (system Linux, Libre Office). Okazuje się, że można pracować naukowo i studiować bez konieczności kupowiania drogiego i licencjowanego oprogramowania do edycji tekstów i obróbki grafiki. Nowy rok akademicki zaczynam więc od nauki... Bo na uniwersytecie wszyscy się uczą. To wspólnota uczących i nauczuczanych, wspólnota w poszukiwaniu prawdy.

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • Gość: [zaciekawiony] *.net.pbthawe.eu

    To nastawienie na zdobywanie punktów i na publikowanie w najlepiej punktowanych czasopismach może przynieść jeszcze inny paradoksalny skutek - trudniej będzie nowym czasopismom zdobyć uznanie. Nowe czasopisma nie mają renomy i znanych publikacji, nie będą więc punktowane i mało kto będzie do nich pisał, i skoro tak mała będzie szansa na wydrukowanie ważnych publikacji i zdobycie renomy, więc w przyszłości czasopismo nie dostanie wysokiej oceny i... kółko się zamyka.

    Otwarty dostęp do prac to bardzo dobry pomysł. Ciekawą inicjatywą jest na przykład digitalizacja prac magisterskich i doktorskich co próbują robić niektóre uczelnie - daje to podwójne korzyści, można uzyskać dostęp do badań, które nie zawsze pojawiały się też w czasopismach i małe jest ryzyko że trzech magistrów w trzech dekadach napisze pracę o tym samym, nie wiedząc że mieli poprzedników. Trzecia korzyść jest taka, że łatwiej wyłapać plagiaty wewnątrz uczelni.

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci