Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

Naukowiec i swędzący syndrom dnia następnego

sczachor

Syndrom dnia następnego u biologa środowiskowego objawia się nieco inaczej niż u przeciętnego człowieka. Bo nie chodzi o ból głowy tylko swędzącą skórę... od pogryzień owadów krwiopijnych i pokłucia przez rośliny.

W ostatnich, upalnych i burzowych dniach byłem na wyprawie badawczej  w Delcie Wisły, Żuławami zwanej. Z racji pory roku i pogody najbardziej dokuczliwe były krwiopijne owady z rodziny bąkowatych (Tabanidae): ślepaki i jusznice deszczowe. W upalne lipcowe i sierpniowe dni, zwłaszcza przed burzą, są wyjątkowo aktywne. W czasie badań, oganiania się i klepania we wszystkie części (odkryte) ciała, ukłucia nie są zbyt bolesne. Jakkolwiek bąkowate kąsają boleśniej niż komary. Dopiero na drugi, trzeci dzień, skóra staje się coraz bardziej swędząca i zaczerwieniona od licznych owadzich ugryzień. Do tego doliczyć trzeba mikroskopijne ranki od ukłuć przez różne rośliny. Przedzierając się przez gąszcze nadwodne, skóra wydelikaconego mieszczucha (naukowca-biurkowca) narażona jest na delikatne pokłucia. Kiedy upał, wtedy chętniej się rozdziewamy, zamiast przezornie "gotować" się w szczelnym ubraniu. I tak źle i tak nieprzyjemnie. 

Tak, praca w terenie, z komarami, meszkami, kuczmanami, bąkami i kleszczami w sąsiedztwie i za uchem, nie należy do najłatwiejszych. Na dodatek czasem deszcz za kołnierz się leje, grząski grunt pod nogami się zapada, a i czasem dzikie zwierzę wystraszy, wyskakując zza krzaka albo pioruny bijące z nieba i grad lecący na głowę. Te trudy odczuwa się po przyjeździe do domu. Nie tylko fizyczne zmęczenie ale i swędzacy syndrom dnia następnego :).

Mimo niedogodności w trakcie i po, wyprawy terenowe przynoszą wiele przyjemnych doznań. Doznań odkrywania i namacalnego obcowania z unikalną przyrodą. Delta Wisły jest dla mnie hydrobiologicznym odkryciem. Na przykład załączona na zdjęciu wyżej paproć wodna: salwinia pływająca (Salvinia natans). W młodości czytałem o niej w podręcznikach akwarystycznych, oglądałem obrazki a na studiach czytałem w podręcznikach botanicznych. Podczas wielu wypraw naukowych, nie udało mi się jej spotkać. A w Delcie Wisły widziałem ją w wielu miejscach, obok innych niezwykłych roślin, owadów, ptaków i krajobrazów odmiennych od tego, do czego przywykły moje oczy. Dla naukowca nowe badania, nowe tematy są zawsze fascynującą przygodą. Trudno w tym zawodzie o rutynę i znudzenie. Cena warta ugryzień, poparzeń przez pokrzywy, pokłucia przez osty itd.

W trakcie żuławskich zmagań z przyrodą rozdzwoniły się telefony, nawet i z telewizji. Z pytaniami o letnie pokąsania. Widać że wakacyjny temat ogórkowy z użądleniami i pokąsaniami jest znowu na czasie. Tego, czego nie jesteśmy w stanie zmienić, najlepiej zaakceptujmy. Nie ma co ze strachu przed owadami, żmijami, kleszczami i innymi elementami przyrody siedzieć w domu. Lepiej poznać przyrodę, zrozumieć i nauczyć się unikać negatywnych skutków. Do tego potrzebna wiedza. Kiedyś ta wiedza była wszystkim znana (bo na co dzień stykaliśmy się z przyrodą), teraz mieszczuch musi się jej nauczyć z książek i telewizji. A potem doświadczyć na łonie natury.

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci