Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

Chruściki rzeki Wadąg z dygresją o ocenie błędu w badaniach hydrobiologicznych

sczachor

Z rzeką Wadąg "zapoznałem" się w okresie moich studiów, w czasie spacerów po Lesie Miejskim. Na początku lat osiemdziesiątych XX. w. szukałem tam chruścików i innych owadów, jako student działający w Kole Naukowym Biologów. Już nie pamiętam, co udało się zaobserwować. Później, w czasie zimowych wycieczek na nartach biegowych, próbowaliśmy urządzić sobie skocznię nad brzegiem rzeki… i skakaliśmy z wykorzystaniem nart biegowych. Z możliwym do przewidzenia skutkiem... Skoków narciarskich mi się odechciało, ale zamiłowanie do przyrody i środowisk wodnych pozostało.

Spacery przyrodnicze po Lesie Miejskim skupiły się na podglądaniu małych zbiorników okresowych i żyjących tam bezkręgowców. To wtedy odkryłem tam dziwogłówkę wiosenną, reliktowego skorupiaka, oraz przepiękne chruściki (Glyphotaelius pellicidus, Limnephilus stigma, Limnephilus flavicornis, Anabolia brevipennis itd.). Później wracałem do tych zbiorników w trakcie badań naukowych wraz z magistrantami. O rzece Wadąg zapomniałem. Pobliska Łyna wydawła się piękniejsza i ciekawsza hydropbiologicznie.

Niedawno rzeka Wadąg zaczęła zaprzątać mi więcej uwagi, za sprawą Facebooka i umieszczanych tam przez różne osóby zdjęć z wycieczek. Siegnałęm więc do mojej bazy danych w poszukiwaniu chruścików. W sumie udokumentowane jest występowanie 27 gatunków chruścików (Trichoptera) w rzece Wadąg. Pojedynczy rekord (pojedyncza informacja w bazie danych) pochodzi z 1994 roku, potem z lat 2009-2011, zebrane przez różne osoby: magistrantkę z Katedry Ekologii i Ochrony Środowiska UWM w Olsztynie, mojego doktoranta i pracownioków WIOŚ.

Jedna rzeka a kilka obrazów (chciałoby się powiedzieć - wcieleń). Dane pochodzą z różnych stanowisk, a więc i rzeka siedliskowo różna jest w tych miejscach. Nie dziwią więc odmienności w składzie gatunkowym. Tłumaczyć je można różnicami siedliskowymi: różną głębokością i szerokością koryta, prędkością nurtu, charakterem dnia i roślinności, charakterystyką brzegu. Ale jest i innym problem, o którym za chwilę, nawiązujący do opracowywanej metodyki i standaryzacji oceny jakości ekologicznej wód Polski i Europy.

W rzece Wadąg w Rzecku stwierdzono występowanie: Hydropsyche angustipennis, Neureclipsis bimaculata, Limnephilus nigriceps. Dwa pierwsze gatunki wskazywałyby na odcinek rzeki poniżej wypływu z jeziora (lub innego stagnujacego zabagnienia), raczej o wolnym nurcie, z relatywnie dużą ilością materii organicznej i planktonu unoszonego w wodzie. Trzeci gatunek to rozdrabniach typowy dla płytkich rzek o wolnym nurcie i brzegu zadrzewionym (zasiedla także śródlesne jeziora).

Rzeka Wadąg badana w Tumianach (dwa stanowiska) jest już liczniejsza w gatunki: Anabolia leavis, Ceraclea dissimilis, Ceraclea exisa, Hydropsyche angustipennis, Limnephilus decipiens, Limnephilus politus, Molanna angustata, Mystacides longicornis, Neureclipsis bimaculata, Oecetis lacustris, Oecetis testacea, Orthotrichia sp. Filtratorzy podobni jak na stanowisku w Rzecku, ale liczniejsze inne grupy trofczne. Na uwagę zasługuje obecność dwóch gatunków z rodzaju Ceraclea – chruścików odżywiających się gąbkami. Jest i gatunek jeziorny – Molanna angustata (ale w wolno płynących rzekach o dnie piaszczystym to typowe). Podkreślić należy obecność także dwóch gatunków z rodzaju Oecetis, w tym jeden stosunkowo rzadki (O. testacea). Ten odcinek rzeki Wadąg wydaje się cenny pod względnem bioróżnorodności.

W rzece Wadąg na wysokości Kieźlin stwierdzono występowanie: Brachycentrus subnubilus, Cheumatopsyche lepida, Hydropsyche angustipennis, H. pellucidula, Mystacides azureus, Polycentropus flavomaculatus, Psychomyia pusilla. Skład gatunkowy jest zupełnie inny – tylko jeden gatunek się powtarza.

Na stanowiskach, zanotowanych jako Olsztyn (ale w sumie to ten sam odcinek, co „Kieźliny") zanotowano następujace gatunki: Anabolia laevis, Ceraclea nigronervosa, Halesus digitatus, Hydropsyche pellucidula, Hydroptila sp., Limnephilus flavicornis, Limnephilus lunatus, L. rhombicus, Neureclipis bimabulata, Oecetis sp., Polycentropus irroratus. W porównaniu do odcinka „Kieźliny” tylko nieliczne gatunki się powtarzają, nie mówiąc o odcinkach z Rzecka czy Tumian. Tłumaczyć to spokonie można różnicami siedliskowymi lub innym fenologicznie terminem poboru prób. Ale dlaczego na krótkim odcinki Kieźliny-Olsztyn obraz fauny jest inny? Mozajkowaty charakter siedlisk? Inny wybór miejsc do poboru prób? Inny sposób lub termin? Jak takie różnice miałyby uwzględnić standardowe metody monitoringu, aby umożliwić obiektywne wyciąganie wniosków o stanie ekologicznym rzek? Przecież w jakimś stopniu badania byłbyby niepowtarzalne (jednostkowe, unikalne)! Metoda naukowa wymaga powtarzalności i uniwersalności.

Ale jest jeszcze większa niespodzianka, jaką spostrzegłem przy przeglądaniu danych z rzeki Wadąg. W jednym przypadku próby pobierano w tym samym miejscu i tego samego dnia: 26 maja 2009, rzeka Wadag w Olsztynie (na granicy miasta). Jedna próba pobrana została przez doktoranta, inna przez pracowników WIOŚ. Dla obu prób wspólne są tylko dwa gatunki: Anabolia laevis i  Halesus digitatus. W próbach doktoranta były ponadto: Limnephilus flavicornis, Limnephilus lunatus, Oecetis sp., Hydropsyche pellucidula. Natomiast w próbie z WIOŚ: Polycentropus irroratus, Hydroptila sp., Neuceclipsis bimaculata, Ceraclea nigronervosa. Po składzie gatunkowym rysuje się zupełny inny obraz rzeki (inne byłyby wnioski, wyciągane  na potrzeby monitoringu).

Rodzi się więc pytanie o ocenę błędu w badaniach hydrobiologicznych. Z czego wynika i jak go oszacować? Przecież idzie o monitoring wód i wyciąganie wniosków o stanie ekosystemu. Na ile jest to przypadek a na ile powodem były różne wybory mikrosiedlisk, sposób machania czerpakiem, potem wybierania oraz ewentualne błędy w oznaczaniu. I jak dobrać metody analizy, aby wszystkie te błędy wyeliminować, aby stosowane metody w pełni były obiektywne a wyniki powtarzalne?

Trzeba będzie się wybrać nad rzekę Wadąg na wycieczkę i spróbować rozwikłać tę zagadkę. Ponadto będę musiał na różne sposoby przeanalizować bogaty materiał, jaki zgromadziłem z rzek całej Polski. Czuję się jak Sherlock Holmes, rozwiązujący zagadki krymilane. Mając informacje o występujących tam gatunkach teraz trzeba sprawdzić czy wnioski z analizy składu gatunkowego pokrywają się z siedliskiem i stanem faktycznym. Hipotezy trzeba weryfikować, a teorię poprawiać. Dobry model teoretyczny umożliwi wyjaśnienie wszelkich chruścikowych zagadek i z pozoru niepowiązanych przypadków i odmienności.

Badania naukowe są równie frapujące co poszukiwania detektywistyczne czy działaność dziennikarstwa śledczego. Rozwiązywanie tajemnic przyrody jest zajmujące i intrygujące. Wymaga dociekliwości, spostrzegawczości i logicznego myślenia.

Gdyby jednak naukowcy ciekawiej opisywali swoje badania i odkrycia, może wtedy literatura naukowa i popularnonaukowa cieszyłaby się równie wielką poczytnością co kryminały? Nawet w czasie wakacyjnego i rozleniwionego wypoczynku.

Na zdjęciu wyżej - postać dorosła chruścika Halesus sp., z rzeki Łyny koło mostów kolejowych, zrobione jesienią kilka lat temu. Nad rzeką Wadąg takiego chruścika można również spotkać. Wycieczki wzdłuż rzeki - jeśli tylko potrafi się odczytywać informacje przyrodnicze, mogą okazać się równie ekscytujące, co wycieczki dr Watsona z Sherlockiem Holmesem :).

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci