Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

Biolodzy, dlaczego się tak dziwnie ubieracie?

sczachor

Biolog środowiskowy w swoim laboratorum przyrody nieszczególnie wygląda. Mam na myśli strój roboczy. Przeciętni ludzie biorą nas za wędkarzy, myśliwych lub nawet kloszardów. Bo przyroda to nie jest sterylne laboratorium i w białym fartuchu byłoby niepraktycznie pracować. A że raczej nikt nie szyje ubrań roboczych dla przyrodników pracujących w terenie, to i garderoba nie jest specjalnie przystosowana. Jednak nie zakładamy tych swoich dziwnych strojów, aby wyróżnić się z tłumu. W większości ma to swoje uzasadnienie praktyczne.

Najczęściej jest to strój moro (łaciate w stylu wojskowo-myśliwskim). W niewielu przypadkach służy do maskowania się, aby zwierzyna nie zauważyła (to przydatne ornitologom, teriologom itd., mniej entomologom czy botanikom). Znacznie częściej wynika to z faktu, iż taka garderoba  jest dobrze przystosowana do warunków pogodowych i terenowych. Ubranie moro ma jeszcze jedną praktyczną zaletę - nie widać błoda, chlorofilu i innych zabrudzeń. Wystarczy przejść się przez pole rzepaku lub przez błota i moczary leśne, by wygląć na mocno zabrudzonego, niczym wiejski pijaczyna.

Nakrycie głowy w najmniejszym stopniu jest do ozdoby. Przede wszystkim chroni od słońca i deszczu, a daszek dla okularników przydatny jest jako ochrona okularów przed pajęczyną, gdy się przedzierają przez zarośla (okularnicy - nie okulary!). Przyciemniane okulary widoczne na zdjęciu wyżej? To nakładka polaryzacyjna na okulary (jak wiele gadżetów, zakupiona w sklepie wędkarkim), ułatwia zaglądanie do wody i śledzenie tego, co na dnie się dzieje. Znacznie ułatwia pobieranie prób i wypatrywanie nie tylko chruścików. Kapelusz z rondem jest niezwykle przydatny, bowiem po założeniu moskitery pomaga chronić głowę przed komarami, bąkami, ślepakami i innymi dokuczliwymi krwiopijcami (dzięki rondu moskitiera jest w znacznej odległości od skóry i działa jak siatka pszczelarska). Ponadto rondo chroni szyję na karku przed słońcem. Urodziwy taki kapelusik nie jest, ale za to przydatny i praktyczny.

Kamizeka z kieszonkami jest jednym z ważniejszych elementów ubioru. Bo pod ręka trzeba mieć wiele różnych pomocy i narzędzi: GPS, dyktafon (żeby zapisywać notatki głosowe), notes, probówki na owady, karteczki do opisu, koperty na motyle, penseta, ołówek, długopis, pipera, kompas, mapnik itd. (nawet gaz pieprzowy na psy biegajace tu i tam, bez kagańca i włąsciciela). Najlepiej jak wszystko jest w przemyślny sposób przywiązane sznureczkami lub smyczami. Żeby nie wyśliznęło się z kieszeni i nie wypadło w zarośla lub do wody. Nawet pensetę mam na przemyślnym sznureczku. Małe drobiazgi łatwo zgubić w trawie, a nad wodą, schylając się tu i tam, z kieszeni drobiazki wypadają, robią plum i najczęściej nie są do odzyskania. Dlatego kamizeka z licznymi kieszonkami jest niezwykle wygodna. Pomijając podręczny plecaczek czy aparat fotograficzny lub lornetkę zawieszoną na szyi. Ręce powinny być przynajmniej chwilami wolne na czerpak, siatkę entomologizną i inne czasowo wykorzystywane elementy obserwacyjno-pomiarowe. Na odganianie się przed muchami i komarami rąk już brakuje :). Przydałby się ogon - wielokrotnie zazdrościłem juz krowom i koniom...

Dla biologów środowiskowych, zajmujących się owadami wodnymi, przydatne bywają buty, umożliwiające wejście do wody. W porze zimnej lub gdy można dojechać samochodem, wygodne są długie wodery (spodniogumowce). Można wejść głęboko do wody. Wadą jest to, że w takim wdzianku daleko zajść nie można, trzeba je wozić lub nosić i za każdym razem zakładać przed wejściem do głębszej wody. Krótkie gumowce umożliwiają przejście przez pola, błota, torfowiska, nawet wejście do wody. Wadą jest to, że są krótkie i głębiej wejść nie można (bo się naleje do butów). Latem najwygodniejsze są wodoodporne sandały lub płócienne buty. Można wygodnie daleko zajść i wejść... do każdej wody, aż po szyję, każdego torfowiska czy bajora. Latem szybko mokre rzeczy wysychają (a błoto można w domu sprać). Może to niezbyt komfortowe, ale za to nie trzeba dźwigać wielu dodatkowych elementów ubrania. Długie nogawki i rękawy są dobra ochroną przez zadrapaniem i skaleczeniem. Laboratoium przyrody nie nie ekskluzywna plaża czy basen hotelowy. Więc lepiej chodzić w mokrych spodniach niż być pokąsanym i podrapanych w krótkich spodenkach.

W laboratorium przyrody nachodzić się trzeba, przez piaszczyste drogi i bezdroża, pokrzywy, uprawy rolne, bajora i błota, rzeki bez mostów, w towarzystwie komarów, meszek, kleszczy, ślepaków, jusznic deszczowych, much końskich, kuczmanów, pijawek lekarskich, gdy słoneczna spiekota i deszcz niespodziewany. Bo z bliska lepiej przyrodę widać. Po wielu latach praktyki, wykorzystywania samochodu, roweru i własnych nóg, te ostatnie bywają najlepsze. Bo wystarczająco wolno, aby być blisko przyrody i więcej widzieć. Wszystko jednak trzeba nieść ze sobą. Im mniej, tym lepiej.

(fot. L. Pietrzak, zdjęcie wyżej z Delty Wisły, niżej z Puszczy Białowieskiej)

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • soc.al

    Więc chodzi o zwykłe zamaskowanie się w naszych "zielonkawych" lasach i nieużytkach?

  • sczachor

    nie tylko zamaskowanie :). Żeby się chronić przed komarami, pokrzywami i wchodzić do wody, gdy jest zimno.

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci