![]() |
Blog > Komentarze do wpisu
Powinność uniwersyteckiego profesora (i nie tylko)
Powinnością „profesora uniwersyteckiego” wobec studentów jest pomóc im zrozumieć świat, a nie ustawiać ich do wyścigu szczurów. Pojęcie "profesor" użyłem w sensie nauczyciela. Zatem dotyczy to i magistrów, i doktorów i doktorów habilitowanych. Jest to pytanie o sens studiowania i misję uniwersytetu. Informacja jest jak miłość, jest dobrem, którego nie ubywa, gdy się je dzieli (nim dzieli). Nie wszystko można i nie wszystko warto wyceniać finansowo. Są dobra publiczne, które w swobodnej formie dostępne są dla wszystkich. I tylko wtedy przynoszą obfite owoce. Przemysł fonograficzny i filmowy, dbając o swoje interesy, rykoszetem uderza w ideały nauki. Finansjalizacja życia jest groźna dla bytu całych społeczeństw. Chyba przeżywamy globalną refleksję nad tym co i jak można objąć licencjami. A młode pokolenie ma szansę zrobić coś ważnego. Znak pokolenia. Oby ta "rewolucja", ta wiosna młodego pokolenia, nie zdefraudowała się w bezsensownych pyskówkach i ambicjach. Ktoś musi objaśniać młodym (i starym) świat, pomóc zrozumieć. A oni mają wolna wolę i podejmą swoje decyzje... Próba zagarnięcia dóbr publicznych i ich "sprywatyzowania" (objęcia licencją), w tym dóbr kultury i wiedzy, rozgrywa się na naszych oczach. Protesty przeciw ACTA to tylko fragment globalnej dyskusji o dobrach publicznych, wykorzystywanych w kulturze i nauce. To także dyskusja o znaczeniu przestrzeni publicznej - a taka od wielu miesięcy toczy się w Olsztynie. Tak, żyjemy w społeczeństwie wiedzy i gospodarce opartej na wiedzy. Wydawać by się więc mogło, że wiedza i informacja są towarem wyłącznie handlowym (tak jak przestrzeń w mieście). Prosta ekonomia jest jednak złudna. Tak jak z miłością - gdy się nią dzielić, to jej przybywa. Im więcej wolnej wiedzy, tym efektywniej pracuje społeczeństwo. Wolny dostęp do kultury ułatwia jej mnożenie. W nowej sytuacji ludzkość na nowo musi przemyśleć prawa własności i wolność. Przecież twórcy też czerpią od innych i od wcześniejszych pokoleń. Protesty anty ACTA mocno uzmysławiają nam, że jesteśmy prosumentami a nie konsumentami lub producentami. A my w Olsztynie przemyśleć musimy przestrzeń publiczną - czy cała może być skomercjalizowana? Czy też na przykład na Starówce powinno zostać dużo przestrzeni publicznej, niekomercyjnej, dla wszystkich. Wczoraj byłem w olsztyńskiej restauracji. Z radością dostrzegłem półkę z książkami. Czy właściciel nie łamie praw autorskich i wydawniczych, udostępniając książki, które kupił? Wszędzie kasy fiskalne i opłata za dotknięcie woluminu? To byłby absurd i paranoja. Ze stratą dla społeczeństwa. A może tak, ktoś posadzi las i zacznie licencjonować tlen w powietrzu? Przecież zrobił inwestycję, a ludzie oddychają, należy mu się więc zysk z inwestycji? Czeka nas długa publiczna debata, nie tylko o dostępie informacji w internecie. Ale także o tym, czy można zasoby wody prywatyzować. I o tym jaka ma być przestrzeń publiczna w Olsztynie: z ławkami, trawnikami i drzewami czy tylko z polbrukowymi parkingami... poniedziałek, 06 lutego 2012, sczachor
|