![]() |
Blog > Komentarze do wpisu
Otwarty dostęp do wiedzy naukowejDyskusja wokół ACTA to coś więcej niż demonstracje uliczne. To szeroka dyskusja nad nowym podejściem do prawa autorskiego, dozwolonego użytku jak i domeny publicznej. Cyfrowe media stworzyły nową sytuację, więc na nowo musimy przemyśleć i zdefioniować utwór i powszechny dostęp do kultury. Nauka jest elementem kultury. Już w najbliższym semestrze, na zajęciach z autoprezentacji ze studentami biotechnologii, spróbujemy podyskutować nad tym jaka jest granica między plagiatem, cytatem, inspiracją i kopią, w jakim zakresie prawa autorskie dotyczą studenta jako twórcę, odbiorcę i prosumenta, zarówno w zakresie refetarów na seminariach, sprawozdań czy pracy dyplomowej. Ale żeby nie ograniczać się tylko do suchej dydaktyki, włączymy się w pierwszy międzynarodowy Tydzień Otwartej Edukacji (5-10 marca 2012). Tymczasem coś od i dla naukowców: Więcej na stronie: http://otwartymandat.pl/ środa, 15 lutego 2012, sczachor
|
Szkoda, że przy tej okazji nie promuje się istniejących już rozwiązań tzw. Wolnej Kultury (Free Culture Movements), ruchu, z którego wyrosło m.in. Creative Commons - licencja na której także ten blog jest udostępniony. Teraz właśnie jest bardzo dobra okazja, żeby zacząć przełamywać dyktat wielkich koncernów, które podchodzą do prawa autorskiego w sposób wyłącznie merkantylny.
Może to trochę zabrzmi trochę groteskowo, ale największym zagrożeniem dla społeczeństwa informacyjnego jest monopol Microsoftu, przeciwko któremu jakoś młodzi ludzie nie wychodzą na ulice.
Uważam za wysoce szkodliwy sposób w jaki naucza się dzieci w szkole tzw. informatyki. Mam syna w 5 klasie i na rzeczonej "informatyce" słowa word, eksel, paint to są synonimy edytora tekstu, arkusza kalkulacyjnego i programu do grafiki rastrowej. Dziecko wyrasta w przekonaniu, że w tym świecie pisze się w MS Wordzie i liczy w MS Excelu. Nie wspomnę o lekcjach z wprowadzeniem do przycisku "Start" .
Nie będzie wolności internetu, wolnej nauki, wolnej kultury bez Wolnego Oprogramowania (mam na myśli Open Source) i wolnych formatów mediów elektronicznych. Nb. było swego czasu Rozporządzenie pani minister Jarugi-Nowackiej o formatach plików elektronicznych dopuszczonych do obiegu w jednostkach budżetowych. Ale kto by się tam tym przejmował. Prawda?
Jest dobry moment, żeby teraz tę sprawę zacząć nagłaśniać i powiedzieć nie monopoliście, który po cichu uzależnił cały świat od siebie.
Z poważaniem
Mariusz Kędzierski