![]() |
Blog > Komentarze do wpisu
"Niebo w moim oknie" Elwiry Iwaszczyszyn (a propos ACTA)
Formy literackie zmieniają się wraz z możliwościami technicznymi komunikacji społecznej. Przez dziesiątki tysięcy lat główną formą wyrazu była mowa. Rym i rytm był nieświadomym zabiegiem mnemotechnicznym, umożliwiającym zapamiętanie i dowolne odtwarzanie nie tylko sagi rodu do 16 pokoleń wstecz, ale i całej Iliady. We współczesnym świecie wydaje się to niemożliwością jak można tyle zapamiętać?! Jak wykazały badania naukowe, zapamiętujemy przede wszystkim to, co jest nam potrzebne i nie mamy innej możliwości "zachowania". Współcześnie dużo mniej zapamiętujemy bo... zapisujemy na kartkach, w pamięci dysku lub wiemy gdzie się to znajduje (zapisane, utrwalone). To taka nasza pamięć zewnętrzna i dodatkowe, zewnętrzne "komórki nerwowe". Eksterioryzacja jest cechą życia biologicznego i przyjmuje różne formy (ale to już zupełnie inna opowieść). Był oczywiście jeszcze obraz i sztuka plastyczna, w większości -jak to byśmy dziś nazwali - sztuka użytkowa. Ale obraz można było przekazywać słowną opowieścią (w zasadzie przypowieścią). Stworzeniem wyobrażalnej sytuacji, wywoływaniem słowem rezonansu w mózgu odbiorcy, rezonansu przywołującego obrazy, emocje i bazujące na wcześniejszych doświadczeniach odbiorcy. Bo przecież niemożliwością jest powiedzieć niewidomemu od urodzenia czym są kolory. Powstanie pisma zmieniło literaturę. Zwłaszcza po uposzechnieniu się druku. Wtedy dużo łatwiej można było powielić słowo (drukowane) niż zapisać i bezbłędnie odtworzyć z pamięci. Zapiski na korze mózgowej* zastępowane zostały zapiskami na papierze (a wcześniej na tabliczkach glinianych, papirusie, pergaminie, kamieniu czy drewnie). Poezja staciła rym i rytm, bardziej podporządkowując się estetyce liter drukowanych i innych zabiegów publikacyjnych (bo nawet wiersz pisany odręcznie ma inną estetykę!). Poezji i literatury nie trzeba już zapamiętywać - od tego są zadrukowane książki czy dyski komputerowe i e-booki. Poezję i beletrystykę odczytuje się zupełnie inaczej... Słowo drukowane spowdowało, że czytamy w samotności, a nie wysłuchujemy publicznie przy ognisku lub wieczerzy. Obecnie coraz częscie filmy oglądamy indywidualnie - też za sprawą techniki i możliwości komunikacyjno-technologicznych. Nowe formy komunikacji, kodowania, zapamiętywnia, "transportu" i odkodowywania informacji systematycznie tworzą zupełnie nowe formy "literackie". Pojawił się teatr, film, sztuki plastyczne. Epoka cyfrowa także stworzyła zupełnie nowe możliwości, których nie potrafimy jeszcze nazwać. Bo jak nazwać "demotywatory"? Aforyzmami słowno-obrazowymi? Przecież to krótkie sentencje, niczym aforyzmy, połączone z krótkimi przypowieściami filozoficznymi, gdzie przekazem jest obraz i słowny komentarz. Literaturoznawcy i kulturoznawcy mają pole do popisu - otworzyły się dla nich nowe i dziewicze obszary rozpoznawania, nazywania i klasyfikowania ludzkiej twórczości (nie mieszczące się w dotychczasowych szablonach). Taką dla mnie nową formą są umieszczane przez p. Elwirę Iwaszczyszyn na Facebooku zdjęcia z komiksowymi dopiskami (przykładowe zdjęcie wyżej). Po jednym zdjęciu dziennie, lub raz na kilka dni. Systematyczność kazałaby to nazwać felietonem. Ale przecież tam jest zazwyczaj jedno zdjęcie, czasem z dopiskiem w stylu komiksu. Immamentnym i nierozerwalnym elementem jest słowny dopisek (widać tylko na profilu Facebookowym - i tylko dla "znajomych"). Ograniczony, niczym kameralny przekaz, będący na granicy publikacji powszechnej i indywidualnego i ulotnego przekazu tylko dla uczestniczących widzów. Na dodatek przekaz interaktywny, bo "znajomi" i "znajomi znajomych", aktywnie włączają się w tworzenie i rozwijanie historii, dopisując swoje wersje i interpretacje. Sztuka uczestnicząca, gdzie widzowie bywają współtwórcami. Jest więc w tej twórczości element autorski... ale i ogólnopubliczny (wieloautorski). Prosumpcja w klasycznym wydaniu. Pora przejść do praw autorskich i kontrowersji wobec rozpalającej emocje umowy ACTA. Czy stare standardy można zastosować do nowej rzeczywistości? Pani Elwira umieszcza swoje zdjęcia. Tu nie ma żadnych wątpliwości co do własności intelektualnej i praw autorskich. Ale czy ja, zamieszczając jedno zdjęcie, pochodzące z jej autorskiego profilu (bez pytania się o zgodę) nie naruszam praw autorskich osobistych lub/i majątkowych? Czy niniejszy wpis na blogu można potraktować jako swoisty gatunek literacki (twórczy) o charakterze recenzji-krytyki-omówienia-pastiszu-przetworzenia? Zdjęcie wykorzystuję jako fragment (?) utworu (?) w charakterze cytatu, bo tego wymaga ninijeszy "gatunek literacko-dziennikarski"? Mój wpis jest utworem pochodnym-zależnym itd.? A może to dozwolony (z mojej strony) użytek indywidulany? Przecież wykorzystuję nie w celach komercyjnych. Osobiście sądzę, że w obu przypadkach tak. Inaczej nie umieszczałbym zdjęcia. A jeśli na Facebooku "udostępnię" zdjęcie innym użytkownikom? To co to będzie? Współtworzenie, upublicznianie, udostępnianie utworu innym? Poprzez zamieszczenie komentarza także "uwidaczniam" to innym osobom... Czy opowiadając o filmie, który obejrzałem w kinie (płacąc bilet) naruszam prawa autorskie - przecież "udostępniam" bez licencji innym użytkowniikom? Podobnie z przeczytana ksążką... To tylko przykłady jak trudne jest zastosowanie praw autorskich, według standardów powstałych w dawnych czasach, do zupełnie nowej rzeczywistości cyfrowej. Gdzie trudno nazwać i zaklasyfokować współczesne formy aktywności twórczej, oryginalnej i autorskiej. Co jest indywidulane i powinno być licencjonowane, "opatentowane" prawami autorskimi (głównie majątkowymi), a co jest elementem wpólnych, ogólnoludzkich i nie ograniczanych prawami majątkowymi, zasobów kulturowych? Społeczny i międzynarodowy protest anty-ACTA to w najmniejszym stopniu manifestacje uliczne, "piractwo" itd., ale przede wszystkim konieczność określenia nowych standardów w zakresie tego co jest wspólnym i powszechnie dostępnym dorobkiem kultury, a co indywidualną własnością strzeżoną prawami majątkowymi. Problem niezwykle ważny, także dla uniwersytetów i nauki jako takiej: co publikować w czasopismach naukowych a co opatentować... Trzeba wrócić myślami do misji uniwersytetu - po co jesteśmy w społeczeństwie. To przykład jak ważna jest dyskusja o dostępie do kultury i wiedzy w gospodarce opartej na wiedzy i usługach. * Zapiski na korze mózgowej - to aluzja do ciekawego bloga z Olsztyna, o takim właśnie tytule. Blog jako forma aktywności literackiej... poniedziałek, 13 lutego 2012, sczachor
|