![]() |
Blog > Komentarze do wpisu
Bookcrossing - czyli Olsztyn jaki lubię
W mediach dominuje narzekanie i kronika wypadków. Nasze olsztyńskie lokalne i regionalne gazety papierowe i eletroniczne, radia i telewizje wiernie trzymają się tego nurtu. Ta specyficznie rozumiana "misja publiczna" nie objaśnia i nie wyjaśnia świata, nie pokazuje realnego życia. Obywatelski, codzienny Olsztyn żyje gdzieś "w podziemiach", nie zauważony ani przez media, ani decydentów. Kilka dni temu, w sklepie osiedlowym Samba, zauważyłem obszerną półkę bookcrossingową (na zdjęciach). To przykład obywateskiego tworzenia przyjaznej dla ludzi przestrzeni publicznej. W tym budynku była kiedyś biblioteka, ale przeniesiono ją do pobliskiego obiektu. Teraz między sklepami z kosmetykami, drobiazgami, między fryzjerem a krawcową, w piwnicznym korytarzu stanęła półka z książkami. Taka darmowa, społeczna biblioteczka z klimatami bookcrosssingu. W supermarkecie i galerii handlowej takich nie spotkasz. Nie jest to jedyna półka bookcrossingowa w Olsztynie. Od lat funkcjonuje w Starym Ratuszu. Inną od dłuższego czasu widzę w bydynku WSIiE na ul. Jagiellońskiej, a kiedyś studenci biologii zorganizowali taką półkę przy bibliotece wydziałowej w Kortowie. Sam założyłem kilka lat temu podobną w podolsztyńskim pensjonacie. Miejsc do bookcrossingu jest zapewne więcej... ale o nich się nie pisze. I nic dziwnego, że jak ktoś założy kolejną to ogłasza mediom, że powstała "piewsza w Olsztynie" (a te z namaszczeniem to wszem i wobec komunikują). Bo i skąd mieliby wiedzieć o już funkcjonujących?
Bokkcrossing to jeden z wielu przykładów obywatelskiego odzyskiwania przestrzeni publicznej. Jest jedną z wielu prób uporządkowania wspólnej przestrzeni miejskiej, aby służyła wzajemnym kontaktom międzyludzkim, formą wolontariatu i niskonakładowego dzielenia się dobrami i wiedzą. To ostatnie znacząco służy ochronie przyrody i środowiska. Protesty przeciw ACTA zaskoczyły polityków (bo ci czytają namiętnie media narzekające i uroczystujące*). Nowe pokolenie walczy o przestrzeń publiczną i niekomercyjne dzielenie się kulturą i wiedzą nie tylko w Internecie. Innym przykładem są studenci sztuki, którzy już po raz kolejny zorganizowali w olsztyńskiej kawiarni Nocnik czyli wspólne malowanie, całonocne (zobacz zdjęcia), z muzyką. Ale o tej, w gruncie rzeczy awangardowej imprezie, nie można było przeczytać w olsztyńskich mediach (ważniejsze są wypadki drogowe i gadające, polityczne głowy). A i tak zawitały tłumy, zaciekawionych jak powstaje sztuka. Tłumy młodych ludzi chciało malować, tłumy młodych i starych chciało to zobaczyć... Inni młodzi ludzie urządzają happeningi w obronie wycinanych drzew. A przecież nie o same drzewa idzie, ale o przetrzeń publiczną w mieście, przestrzeń przyjazną mieszkańcom. Żeby jednak władza mogła tworzyć przestrzeń przyjazną i funkcjonalną, wcześniej musi rozumieć otaczajacą nas rzeczywistość i procesy w niej zachodzące. A gdzie ma się tego nauczyć, zapoznać, pokontestować? Z kroniki wypadków i uroczystych, oficjalnych spotkań lub narzekania na wszystko i wszystkich? Jeśli jest jakaś klęska żywiołowa, to media pokazują narzekających ("panie premierze jak żyć"), że coś nie tak, a nie ratowników przy pracy lub organizujące się społeczeństwo obywatelskie wokół problemu i zadań... Ech, chciałoby się w naszych mediach więcej popularyzacji wiedzy (a więc opisywania i objaśniania świata wokół nas) i pozytywnego informowania o rodzącym się społeczeństwie obywatelskim. Krew, seks i skandale już po prostu nużą, pomijając wynaturzony obraz rzeczywistości. O wiele ciekawsza jest wiedza, co udowadniają oblegane muzea interaktywne i pikniki naukowe czy nawet uniwersytety trzeciego wieku. * uroczystujące - taki jednorazowy neologizm, dla wskazania zaitereoswania "ważnymi" uroczystościami z obecnością władz różnego kalibru) niedziela, 26 lutego 2012, sczachor
|
www.facebook.com/media/set/?set=a.3098445033456.136405.1634050064&type=3&l=7cdc2b4702