Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

Odkłamać Kortowiadę, czyli poeci potrzebni od zaraz

sczachor

W obiegowej opinii Kortowiada to menelska, pijacka impreza, demoralizująca młodych ludzi. Tam tylko wrzaski, piski i dzikie swawole. Z daleka (z miasta) czasem słychać głośnie koncerty z kortowskiej górki a między blokami szwendające się pijane podrostki. I to ma być przyszła elita, "te studenty"?

W ubiegłym roku zacząłem bliżej poznawać Kortowiadę. W tym roku, jeszcze z nieśmiałością, kontynuowałem obalanie streotypu (przede wszystkim dla samego siebie). Z bliska wygląda to wszystko zupełnie inaczej.

A i owszem, piwa dużo się przelewa, puszki się walają (krótko), muzyka głośna... Ale znacznie więcej ciekawego i wartościowego się tam dzieje. Wielka szkoda, że media zazwyczaj urzędowo pokażą prezydenta przekazującego klucz władzy do miasta, kilka wzmianek o jakichś koncertach, jeszcze ujęcie z parady wydziałów i... najwyżej jakieś doniesienia o pijackich burdach (rzeczywistych lub domniemanych).

Jak się od znajomej (pracownik UWM, corocznie bywa na koncertach na kortowskiej górce) dowiedziałem w tym roku na wieczorno-nocnych koncertach bywało ponad 50 tysięcy ludzi! A kolejne 12 tys. oglądało te koncerty za pośrednictwem internetu. Organizatorzy podali, że w tegorocznej Kortowiadzie wzięło udział ponad 130 tys. osób. Jest to więc masowa impreza, organizowana przez samorząd studencki. I chyba lepiej organizacyjnie Kortowiada jest przygotowana niż zloty na polach grunwaldzkich (tam ponoć patriotycznie) czy zdecydowanie lepiej i bezpieczniej niż mecze piłki nożnej (sport to zdrowie?). Działacze piłkarscy i samorządy mogliby się uczyć od studentów logistyki :).

Liczby pokazują, że studenci robią imprezę masową, bezpłatną, w dużej mierze nie dla studentów. Przy okazji sami się bawią. Poza dużymi koncertami muzyki, której nie lubię (i nie znam) okazuje się że odbywają się całkiem ambitne kabaretony czy koncerty poezji śpiewanej (wejście na koszulkę kortowiadową).

Ale studenci nie są tylko biernymi konsumentami-oglądaczami. Sami (ta najbardziej aktywna i elitarna mniejszość) już na półtora miesiąca przed Kortowiadą intensywnie pracują twórczo nad przygotowanie mis wenus oraz boju wydziałów. Weterynarze, rolnicy, biotechnolodzy, informatycy, teolodzy itd. amatorsko angażują się w całość tych artystycznych przedsięwzięć. Sam jestem zaskoczony jak wiele ciekawych scenek realizują. Przy okazji uczą się trudnej sztuki współpracy. Sami wymyślają program, tworzą dekoracje, przygotowują stroje, znajdują sponsorów na zakup materiałów. Kolejny studenci - już indywidualnie - wymyślają dla siebie oryginalne, jednorazowe stroje, wymyślają różne ludyczne  zawody czy atrakcje. W tym roku pobili rekord Guinessa w budowaniu łódki z pustych butelek plastikowych. Nie tylko zabawa ale i głębszy podtekst edukacyjny.

Niektórzy rodzice z Olsztyna przychodzą ze swoimi dziećmi w wieku gimnazjalnym na koncerty... Chcą pod swoim okiem pokazać i mądrze nauczyć udziału w imprezach masowych. Bo z takimi prędzej czy później ich dzieci się zetkną. I w tym kilkudziesięciotysięcznym tłumie, gdzie wielu polega na trawie ze zmęczenia i wypicia, gdzie na pewno i narkotyki się pojawiają, nikt nikogo nie zadeptuje. A teraz wyobraźmy sobie taki tłum kibiców piłkarskich... Ilu potrzeba byłoby policjantów i jakie byłyby zniszczenia? A studenci sami sponsorów na swoją Kortowiadę znajdują, i opłacają służby porządkowe. Robią więc wielką imprezę masową, rozpoznawalną w Polsce, dają pracę dla wielu innych... i sami się uczą przez działanie.

Ale o tym wszystkim wiedzą tylko uczestnicy. A czasem sami studenci nie do końca od razu uświadamiają sobie edukacyjne zyski z Kortowiady. Oby ci doświadczeni w organizacji imprez masowych zostali u nas w regionie!

Stereotypy odstraszają część studentów - ci wyjeżdżają do domu. Z daleka dla mieszkańców Kortowiada także wydaje się hałaśliwą, pijacką imprezą. Owszem, piwo jest. Jedni piją z głową, inni nie (mylą z dorosłością). Ale tam ponad połowa do przyjezdni. Studenci, licealiści, nawet gimnazjaliści. Łatwo sięgnąć po alkohol. Ale czy w swoich rodzinnych domach na imieninach alkohol się nie przelewa? Nawet na pierwszej komunii. Kogo więc winić za smarkaczostwo i nie znalezienie miary?

W odkłamywaniu stereotypów "poeci" byliby najlepsi. Fenomen Kortowiady (ze wszystkimi mankamentami) jest dopiero do odkrycia i opowiedzenia. Jedynie sami studenci, uczestnicy mogą to zrobić. Bo dziennikarze jeszcze tego reportażowego tematu nie bardzo dostrzegli. Pokazać w Kortowiadze to, co najwartościowsze i najpiękniejsze. I do rozwoju tych fragmentów zachęcić i innych.

W przyszłym roku z większą odwagą i w znacznie większym zakresie wezmę udział w Kortowiadzie. Jako pracownik uniwersytetu.

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • merka1986

    Może nie ma zbyt dużego doświadczenia, przeżyłam sześć Kortowiad (chyba tak to się odmienia), ale najgorzej zachowują się zawsze ludzie z zewnątrz, Ci którzy nie studiują na UWMie albo też mało bywają na Kortowie i nie znają studenckiej etykiety, czasem studenci pierwszego roku, którzy zerwali się z przysłowiowego łańcucha. W tym roku trzeźwym okiem obserwowałam wszystkich, najgorzej wypadły grupy w dresach i z tatuażami oraz małoletni, którzy mieli czas do 22 i musieli szybko się upić;)

  • sczachor

    I tu jest dylemat, czy Kortowiada ma być imprezą zamkniętą (tylko dla studentów UWM) czy otwarta i masowa? Ja optuję za drugim rozwiązaniem mimo, że jest to ryzykowne, w tym dla wizerunku UWM i studentów. Ale czy ze strachu przed światem i wyzwaniami mamy siedzieć w domu? Może ci w dresach i z gimnazjum przy okazji czegoś wartościowego się nauczą? Dlatego trzeba zachęcać i mobilizowac tych dojrzalszych i wartościowszych studentów do aktywności kortowiadowej. Jest dobrze i może być lepiej.

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci