Nauka dla oceny czy odpowiedzialność za własny rozwój? - profesorsk...
Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego profesora biologii, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

Nauka dla oceny czy odpowiedzialność za własny rozwój?

sczachor

Dyskusja w środowisku akademickim wokół krajowych ram kwalifikacji i budowy programów studiów na bazie efektów kształcenia, skłoniła mnie do refleksji nad ocenianiem za efekty uczenia się. Do ocen przywykliśmy już od szkoły podstawowej, a w kulturze funkcjonują już od dawna. Czym jest ocena i dla kogo ona jest wiarygodną informacją?

W opracowywanym nowym systemie budowania programów studiów istotne jest co absolwent wie i potrafi – mniej istotne w jaki sposób nabył wiedzę i umiejętności. Musimy w ocenianiu (a właściwie walidacji) uwzględnić nie tylko kształcenie formalne, ale także kształcenie pozaformalne oraz uczenie się nieformalne. Jest to skupienie się na efektach uczenia się, a nie na procesie przekazywania informacji. Świat wokół nas gwałtownie się zmienia, ale podstawowe kompetencje pozostają te same: używamy narzędzi (co prawda już nie siekierki kamiennej czy kosy ani liczydła), współpracujemy w grupie, działamy samodzielnie, dbając o swój rozwój osobisty i zawodowy.

Według nowych propozycji to na tych kompetencjach trzeba się skupić a nie na dyktowaniu instrukcji obsługi konkretnego urządzenia. Poza oczywistymi wiadomościami czy umiejętnościami, konieczne będzie zastanowienie się nad kompetencjami czyli m.in. postawami, w tym odpowiedzialności za własny rozwój naszego studenta.

W XXI w. niezwykle ważną jest umiejętność uczenia się i to przez całe życie. Wymaga tego szybko zmieniający się rynek pracy. Bowiem narzędzia i informacje zmieniają się nie tylko w ciągu całego pokolenia, ale już w ciągu kilku lat. Na przykład jeszcze nie tak dawno uczestniczyłem w konferencji, na której przedstawiano płytki CD jako nowinkę technologiczną. Obecnie ta nowinka jest już schodzącą z rynku przestarzałą i niemalże już muzealną technologią. Nie da się więc sensownie zaplanować tradycyjnego kształcenia zawodowego, a jedyną gwarancją stałej zatrudnialności jest zdolność do ciągłego uczenia się. Do tego potrzebna nie tylko sama umiejętność ale i postawa odpowiedzialności (swoisty „silnik” wewnętrzny). Jak mierzyć postępy w nauczaniu? Tradycyjnie służą temu oceny cyfrowe wystawiane w dzienniku szkolnym, w indeksie, na dyplomach. Oceny różnicują uczniów-studentów na tych lepszych i tych „słabszych”, są informacją przy przyjmowaniu na kolejne szczeble edukacji czy w zatrudnianiu pracowników.

Nic dziwnego, że staramy się mieć jak najwyższe oceny. Najłatwiej ocenić wiadomości, trudniej ocenić umiejętności. Zupełnie poza „widocznością” tradycyjnego oceniania znajdują się postawy, w tym odpowiedzialności za własny rozwój. Wiele umiejętności szkolnych przydatnych jest … tylko w szkole. Rywalizujące nastawienie na zdobywanie jak najlepszych ocen skłania do oszukiwania (głównie samego siebie), w postaci ściągania (tym bardziej, że część sprawdzanej wiedzy jest zupełnie nieprzydatna i zbędna), uczenia się rozwiązywania testów, odczytywania intencji wykładowcy-egzaminatora: odpowiedzieć tak, aby być najwyżej ocenionym. Czyli przede wszystkim uczymy się jak zdobyć dobrą ocenę (a nie jak zdobyć wiedzę i kompetencje potrzebne w życiu). Często prymusi – ci, którzy uzyskują najlepsze oceny – nie są lepszymi pracownikami ani nie osiągają sukcesu na rynku pracy. Skąd taki paradoks? Bo w szkole lub na studiach to nauczyciel-wykładowca wskazuje odkąd-dokąd należy się nauczyć. Niejednokrotnie brakuje postawy wewnętrznej odpowiedzialności za własny rozwój i skupieniu się na rozwiązywaniu problemów. Przy postawie odpowiedzialności ocena jest tylko czymś pobocznym, uzyskiwanym niejako przy okazji, stanowi jedynie miernik dodatkowy a nie cel sam w sobie.

Przyzwyczajeni do uczenia się na ocenę, w życiu zawodowym skupieni jesteśmy na „wskaźnikach”. Jeśli obecnie najważniejszą miarą oceny pracownika są publikacje z listy filadelfijskiej, to całą aktywność tam kierujemy. Nauczyciel w szkole eliminuje ze swojej klasy uczniów słabszych lub z deficytami… bo zaniżają mu wskaźniki, a przez to nauczyciel jest gorzej oceniany. Na uczelniach szef (lub kolega z pracy) dopisuje się do publikacji, nie dlatego że czuje się współautorem odpowiedzialnym za wynik, ale żeby zyskać punkty, niezbędne do rozwoju administracyjnego i kariery. Naukowcy przestają uczestniczyć w konferencjach bo… nie ma z tego „punktów” i nie liczą się do awansu. Podobnie studenci dopisują się do sprawozdania (jeden pracuje, inni się dopisują).

Rywalizacja „ocenowa” staje się czymś oczywistym i powszechnym, zapominamy o rzeczach najważniejszych i o istocie uczenia się. Uczymy się przecież nie dla ocen a dla samych siebie, aby umieć rozwiązywać konkretne problemy osobiste, życiowe, zawodowe.

W szkołach wymyślono już ocenę opisową, zastępująca ocenę cyfrową. Na uczelniach wyższych tego systemu dopiero się uczymy, skupiając się uczeniu postaw a nie tylko przekazywaniu informacji. Ocena cyfrowa jest w jakimś stopniu walidacją umiejętności i kompetencji a nie oceną czasu i wysiłku prowadzącego zajęcia. Czy będziemy potrafili skupić się na studencie i jego rozwoju, czy też tylko na wskaźnikach i własnych ocenach? Czy będziemy wzmacniali trendy przynoszące sukces naszym podopiecznym i inwestowali w ich przyszłość? Od tej dyskusji nie uciekniemy w czasie dyskusji wokół budowy programów studiów na bazie efektów kształcenia.

Ocena jest jak lustro: przeglądając się w lustrze widzimy czy i jak daleko jesteśmy od stanu pożądanego. Ale jeden chce mieć jasny garnitur, inny chce ubrać się na sportowo. Nie ma więc jednej miary i jednego wzorca. Ocena ma charakter kontekstowy – ważne w jakich okolicznościach stawiana, czyli jakie kryteria stosował oceniający.

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci