Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

Obowiązkowa etykieta na UWM

sczachor

W olsztyńskiej prasie rozgorzała dyskusja nad nową propozycją edukacyjną UWM. Władze uczelni, za pośrednictwem Gazety Wyborczej i Gazety Olsztyńskiej, poinformowały o wprowadzeniu obowiązkowego przedmiotu dla wszystkich studentów (na razie „dziennych”). Ma to być wykład w liczbie 4 h zatytułowany „etykieta”, a dotyczyć ma zasad dobrego wychowania.

Podzielam zdanie, że uniwersytet oprócz kształcenia zawodowego powinien dbać także o sylwetkę absolwenta, w tym także jego dobre wychowanie. Byłbym dumny, gdyby zarówno studenci i absolwenci jak i pracownicy UWM byli wzorem dobrego wychowania, a przynajmniej powyżej średniej przeciętnej.  Wątpię jednak, aby wprowadzenie  4 godzin obowiązkowego wykładu było dobrym rozwiązaniem.

Po pierwsze uniwersytet powinien stwarzać możliwości rozwoju. A więc przede wszystkim powinna się zwiększać liczba godzin i przedmiotów do wyboru, a nie z obowiązkowej siatki godzin. Zatem jestem jak najbardziej za różnymi przedmiotami fakultatywnymi, nawet z wiązania krawatów czy używania sztućców przy stole. Byle były to zajęcia do wybory dla studenta!  Narzucanie przedmiotów ogranicza wybór, ogranicza możliwości świadomego wyboru i ogranicza szanse rozwoju studenta. Bowiem ma mniejsze szanse na odpowiedzialne i samodzielne wybory, także dotyczące rozwoju samego siebie.  Uniwersytet przestaje  być uniwersytetem a staje się wiejską szkółką. Na naszym UWM zbyt mało jest zajęć do rzeczywistego wyboru (czasem tylko fakultatywność jest na papierze) a za dużo jednakowych i obowiązkowych zajęć dla wszystkich. Etykieta – jako przedmiot fakultatywny np. w ramach bloku zajęć humanistycznych, byłby dobrą propozycją.

Po drugie dobrego wychowania nie uczy się na wykładach. Czy są jacyś palacze, którzy nie wiedzą, że palenie tytoniu szkodzi? Chyba ani jednego. A mimo to palenie jest plagą. Podobnie będzie ze „skutecznością” wykładów z etykiety. Jestem zwolennikiem nauczania poprzez działanie, poprzez uczestnictwo a nie „gadanie”. UWM powinien przede wszystkim stwarzać naszym studentom szanse do rozwoju, i to wszechstronnego rozwoju.  I nie tylko poprzez programowe zajęcia, ale także przez  koła naukowe, kluby, zespoły, stowarzyszenia. Zespół tańca, chór, kółko teatralne szybciej i lepiej nauczą kultury osobistej niż obowiązkowe wykłady.

Po trzecie dobre wychowanie to otwarcie na drugiego człowieka, to sposób na niekonfliktowe współżycie w społeczeństwie, a nie same zasady dla zasad, sama sztuczna, dworska etykieta.  Dobre wychowanie więc zależy od kontekstu i różnych, konkretnych sytuacji. To nie tylko pukanie do drzwi, mówienie „dzień dobry” czy umiejętność tańca towarzyskiego. Dobre wychowanie to sfera dotykająca empatii i odnoszenia się do drugiego człowieka (nie czyń drugiemu tego, co tobie niemiłe). W dużym stopniu uwarunkowane jest kulturowo. Nie można więc stosować sztywnych, podręcznikowych reguł. Bo przecież inaczej zachowamy się przy wspólnym posiłku z np. Arabami. Czy oni są źle wychowani (bo np. jedzą palcami)? A może tylko wychowani w innej kulturze? Dobre wychowanie to otwarcie także na inne kultury, aby swoim zapatrzeniem na siebie nie urażać innych.

Dobre wychowanie, etykieta, to sposób bycia a nie faryzejskie zasady. Wbrew władzom rektorskim, komunikowanie nowego przedmiotu w prasie, wypadło niezbyt taktownie. Bo jeśli student lub przyszły student przeczyta w gazecie, że UWM wprowadza obowiązkowa etykietę dlatego, że część studentów jest źle wychowana, to jak się poczuje? A jakby poczuli się pracownicy, gdyby zorganizowano dla nich obowiązkowe szkolenie z etykiety? I to jest niegrzeczność z naszej, uniwersyteckiej strony. Dziennikarze skracają wypowiedzi, przez co czasem powstaje niezamierzony kontekst. Tak wyszło i z uniwersytecką etykietą. Przekaz medialny żyje swoim życie i teraz trzeba będzie użyć więcej słów i dłuższych dyskusji, aby tę niezamierzoną niezręczność załagodzić.

St. Cz.

Komentarze (12)

Dodaj komentarz
  • wildfemale

    Bardzo rozsądny punkt widzenia. Gdyby mnie ktoś na studiach wprowadzał taki przedmiot to byłoby to dla mnie upokarzające. Obowiązkowe wykłady i to w obłędnej liczbie 4 godzin. Skoro obowiązkowe to bym poszła, ale że z takiej sytuacji trzeba wyjść z twarzą to pewnie regularnie robiłabym sobie z tego jaja. I wyszło by na to, że jestem niewychowana...

    Poszłabym nawet dalej. Co prawda uczenie etyki na dobre zakorzeniło się zarówno na studiach jak i na studiach doktoranckich czy innych podyplomowych. Ale dla mnie nawet to jest wątpliwe. Przecież każdy wie czym jest etyka, a jej zasady są zrozumiałe wręcz intuicyjnie. Każdy wie co ma mówić prasie czy pisać w piśmiennictwie fachowych. A z drugiej strony plagiaty i autoplagiaty są na porządku dziennym.

  • Gość: [filippo] *.nat.umts.dynamic.eranet.pl

    bardzo to mądre słowa, na moje to tylko zabierze się nam czas studentom niepotrzebnie, każdy przyjdzie na wykład tylko żeby załatwić obecność i niewiele z tego wyniesie

  • Gość: [trąba] *.chello.pl

    Mylisz się wildfemale.
    Etykieta to system zachowań,
    którego człowiek musi się wyuczyć.
    Nie ma w etykiecie nic intuicyjnego.
    Inny system jest we Francji a inny w Anglii.
    Między innymi z tego względu potrzebni są specjaliści od protokołu i etykiety.

  • wildfemale

    Pisałam o intuicyjności etyki. Ale do etykiety też by się to odnosiło. Sądzisz, że przez 4h na polskiej uczelni uczyliby etykiety i protokołu dyplomatycznego Wielkiej Brytanii? Bo ja myślę, że zajęcia odnosiłyby się do polskich realiów, a te są mi znane. Wychowałam się w tej kulturze, więc wiele rzeczy jest dla mnie intuicyjnych.

  • jael53

    To nie jest taki zły pomysł. Wprawdzie "etykieta" brzmi szalenie pretensjonalnie, niemniej krótki wyrównawczy kurs dobrych manier by nie zaszkodził. Wbrew opowieściom o ich "intuicyjnym" charakterze, ponoć oczywistym dla "wszystkich, którzy się w tej kulturze wychowali", dobre maniery są mocno zrelatywizowane. To, co w jednej grupie społecznej jest dopuszczalne (a nawet zalecane) w innej może być nie do przyjęcia. Na studia trafiają ludzie z różnych środowisk, a studia mają z tej różnorodności uczynić warstwę ludzi wykształconych. Zatem praca nad wspólnymi dla tej grupy manierami jest jak najbardziej pożądana. Tylko, na Boga, nie w formie wykładów... ta część pomysłu wywołuje niejakie zażenowanie.

  • sczachor

    Sam pomysł takich zajęć jest dobry, ale nie w formie zajęć obowiązkowych! Mogą być nawet i wykłady - chociaż lepsze byłyby zajęcia "praktyczne". Czyli sama idea jak najbardziej właściwa, wątpliwość budzi forma (4 h obowiązkowych wykładów). Jestem za jak największą ofertą zajęć fakultatywnych, różnorodnych, i teoterycznych i z nauki wiązania krawata, tańca towarzyskiego, zachowania przy stole itd. Uniwersytet powinien stwarzać jak największe możliwości rozwoju, bywania w teatrze, filharmonii, uroczystych kolacjach (a nie tylko piwko nad jeziorem). Ale przeciez nie wszystko powinno znaleźć się w formie zajęć kursowych a tym bardziej obowiązkowych.

  • Gość: [M] 178.73.63.*

    Proponuję się zastanowić, jak takie zajęcia wyglądałyby w praktyce. Kolejny przedmiot do zaliczenia, z egzaminem, na którym wszyscy, którzy potrafią i mogą ściągają. Przedmiot właściwie do odfajkowania. Raczej w formie wykładu - a wiadomo jak studenci przychodzą na wykłady "obowiązkowe".

    Zanjomość zarówno etyki, jak i etykiety, jest ze wszech miar pożądana. Jednak realizacja zajęć z etyki czy etykiety nie wydaje się rozsądna. Zwłaszcza, jeżeli studia są obecnie tak masowe.

  • Gość 195.246.216.*

    podzielam tylko jedną opinię, przy czym nie wiem czy została wyrażona. Weźcie se te profesorskie gadanie z dodatkiem wybiórczej. Możecie?

    Pozdrawiam

    Losiu

  • pinkcake

    Nie do końca się z Tobą zgadzam. Ja mając dość okropnego zachowania studentów, wygospodarowałam z własnych zajęć czas, żeby im wytłumaczyć, co robią niewłaściwie. Z wielką rewerencją, przepraszając ich, że to jedynie sugestie, które ułatwią im komunikację społeczną zwłaszcza ze starszym pokoleniem. Zachowanie młodzieży studenckiej i licealnej jest wprost zatrważające, ale w znacznej części nie wynika ze złej woli, tylko nieświadomości. I nie mówię tutaj o nauce doboru widelczyka do krewetek, tylko o codziennych normach zachowania: jak zwracać się do profesora, jak pisać maile do obcej osoby etc. Ich po prostu tego nikt nie nauczył!
    Popieram Twój głos, że obowiązkowy wykład z zaliczeniem nie jest odpowiednim rozwiązaniem, ale coś z tym trzeba zrobić. Natomiast na kółka zainteresowań w większości uczęszczają studenci zaangażowani, którzy mają mniejsze kłopoty z "etykietą" niż leserzy omijający nie tylko dodatkowe ale i obowiązkowe zajęcia.
    Natomiast uwaga, że uniwersytet to nie szkółka niedzielna już dawno przestała być aktualna, biorąc pod uwagę poziom dostarczanych na uczelnie abiturientów.

  • sczachor

    Ale i niestety zachowania kadry uniwersyteckiej pozostawiają wiele do życzenia: plagiaty, nepotyzm,, mobbing, molestowanie, prostackie i chamskie odzywki, opijaństwo, odgrywanie się na stydentach za swoje kompleksy itd. Że margines? Ale jest. Nie chcąc, aby i inni ugólniali marginalne zachowania, nie uogólniajmy i zachowań studentów. Dobre wychowanie nie idzie w parze z wykształceniem. Pol Pot skończył chyba Sorbonę. Ale od wykształconych dobrego wychowania należy wymagać. To pewne, tylko czy jako pracownicy uniowersytetu jesteśmy wiarygodni? szacunku nie można siłowo narzucić, więc pomysł z obowiazkowymi wykładami nie uważam za skuteczny. Raczej jest to tylko działaność pozorna i antyskuteczna. Przypominanie dobrych zasad jak najbardziej, na codzień i wtedy gdy trzeba, gdy zaistnieją sytuacje edukacyjne, konkretne. Więcej dobrego przykładu niż mentorskiego pouczania. To moje osobiste zdanie, fukcji nie sprawuję, wpływu na decyzje nie mam. Tyle co sobie popiszę-pogadam.

  • merka1986

    Dziś właśnie odbył się wykład z tego przedmiotu...
    4 godziny paplaniny o np. właściwym wyborze koloru krawata..i upominanie prowadzącej skierowane do studentów np. aby jeden z nich zamykał buzię podczas ziewania, gdyż widać jego całe uzębienie..
    Żenujące..

  • sczachor

    Nie ma czegoś bardziej demoralizujacego niż szczytne ideały poparte złym przykładem. Działalność pozorna nie przynosi dobrych owoców. Jeśli takich głosów jak wyżej będzie więcej, to by znaczyło, że chodziło jedynie o "wymuszenie" godzin w czasie niżu demograficznego. Niestety studenci mogą zagłosować nogami :(.

Dodaj komentarz

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci